O czekaniu – wywiad dla “Etnosystemu”

Czy podróże, szczególnie takie w których doświadczamy czegoś ekstremalnego, pomagają dokonać zmian, bo zmuszają do wyjścia poza strefę komfortu, co z kolei daje możliwość na spojrzenie na życie z koniecznego dystansu?

 

O tak, właśnie tak jest. Podróż ma to do siebie, że zwykle jest nieprzewidywalna. Nie wiadomo co się za chwilę zdarzy. Niespodziewanie zmienia się pogoda, zabłądzisz, zgubisz bagaż, będziesz głodny, zmarznięty albo spalony słońcem – jak wtedy reagujesz? Czy płaczesz i chcesz wszystko rzucić? Czy pocieszasz siebie i usiłujesz znaleźć rozwiązanie? Nagle widzisz prawdę o samym sobie. To niesamowite.

 

W swojej książce czy w wywiadach podaje Pani coś, co pojawia się w filozofiach, różnych systemach myślenia czy na terapiach – komunikat: „odpuść”. Spodobała mi się metafora z jeźdźcem na rydwanie, który puszcza koniom wodze. Czy to „odpuszczanie” jest tym samym, co życie „tu i teraz”, modne ostatnio pojęcie „uważności”?

 

Odpuszczanie to coś innego. Chodzi o to, żeby nie trzymać się kurczowo swoich pomysłów na życie, dlatego że człowiek – mimo że jest tak inteligentny i mądry – ma jednak ograniczone pole widzenia i nie jest w stanie przewidzieć wszystkich konsekwencji pożądania czegoś, co według niego koniecznie musi się zdarzyć. „Odpuść” znaczy „pozwól, żeby wiatr popchnął cię w najlepszą stronę”. Chodzi o to, żeby mieć marzenia, fantastyczne plany, wymyślać nowe projekty, być w życiu kreatywnym i ciągle szukać nowych inspiracji, ale jednocześnie nie żądać, że musi być tak, jak ja sobie wymyśliłem. I nawet jeśli pan spojrzy wstecz na swoje zycie i przypomni sobie jak się pan buntował kiedyś, kiedy miało się zdarzyć coś, czego pan nie chciał, to potem z perspektywy lat najczęściej musi pan przyznać, ze chociaż tak bardzo pan tego nie chciał, to się okazało bardzo dobre. Prawda?

 

W poprzedniej książce sporo uwagi poświęca Pani czekaniu. Umiejętność czekania bez stresu i potrzeby kontrolowania czasu to jednocześnie umiejętność wyłączenia funkcji „nadaktywności” nabytej w miejskim pośpiechu. Jak długo Pani samej zajęło nauczenie się „czekania” i tego „odpuszczania” w podróży? Pamięta Pani jakiś przełomowy moment?

 

Pamiętam. Byłam na dnie najgłębszego kanionu świata Colca w Peru. Zeszliśmy na samo dno do oazy, a następnego dnia musieliśmy wejść z powrotem na samą górę, po bardzo stromym, prawie pionowym zboczu. Wyruszyliśmy w drogę i ja co chwilę pytałam która jest godzina, ile nam jeszcze zostało drogi i prosiłam indiańskiego przewodnika, żeby powiedział mi jak już będziemy w połowie. A on się wtedy zatrzymał i powiedział: „A po co chcesz to wiedzieć? To niepotrzebne. Kiedy ja wchodzę na górę, nie zastanawiam się ile drogi zostało mi do szczytu. Idę, rozglądam się, witam się z kwiatkami i pozdrawiam kaktusy”. Zdumiałam się. Schowałam zegarek, przestałam pytać i po prostu cieszyłam się tym, co widzę dookoła. I nagle okazało się, że jestem już na samej górze!

 

W swojej recenzji „Między światami” piszę, że dla mnie ta książka jest o wątpliwościach – rozumianych w kreatywny sposób. Czy rzeczywiście bezrefleksyjność jest największą bolączką naszych czasów?

 

Poszłabym o krok dalej. Myślę, że większym problemem jest to, że cała nasza cywilizacja kręci się wokół zarabiania pieniędzy i produkowania masowych ilości śmieciowych informacji, śmieciowej rozrywki i śmieciowego jedzenia. Kiedy człowiek wychodzi z domu i na każdym kroku dostaje tylko śmieciowe, bezwartościowe pokarmy dla ciała, ducha i umysłu, to nawet nie zdąży się zorientować, że właśnie się zgubił i tonie w chaosie śmieci.

 

Czy kiedy dostaje Pani maile od Czytelników, którym Pani słowa pomagają albo obserwuje tłumy na spotkaniach, to czuje Pani, że podjęła dobrą decyzję mówiąc o swoich błędach, problemach i wyjściu z nich publicznie? Jak bardzo to ważne, żeby ktoś znany, sławny, nie bał się mówić o takich rzeczach, bo to jest bardzo potrzebne ludziom wystraszonym i schowanym w kącie?

 

Tak, dostaję dużo takich listów. Jestem szczęśliwa, że udało mi się wyjść z uzależnień, słabości, strachu i depresji. Wiem skąd się wzięły. Wiem co zrobiłam, żeby siebie uleczyć. To naturalne, że o tym mówię,  bo chcę się podzielić moim doświadczeniem. Rozumiem teraz wiele rzeczy, których nie rozumiałam kiedyś i dlatego chcę je wyjaśnić i wskazać na ich źródła. W ten sposób można uzdrowić swoje życie.

 

Nie brakuje tez krytyków Pani książek i stylu życia. Czy to w Panią jakoś uderza, wpływa na Panią?

 

Szanuję tych, którzy mają inne zdanie. Oni żyją po swojemu, ja po swojemu. Nie przeszkadzamy sobie nawzajem.

 

W „Między światami” wspomniała Pani o włączeniu ulubionej muzyki i to był Sting. Czy w swoich zasobach, wśród lubianej muzyki, posiada Pani też taką, którą poznała podczas podróży? (tradycyjną, etno)?

 

Uwielbiam zespół Tinariwen z północnego Mali, który odkryłam podczas wyprawy na Saharę. To zespół złożony z Tuaregów, którzy grają niezwykle porywające połączenie rytmów afrykańskich, orientalnych z elektrycznym bluesem i rhythm’n’bluesem. Jedno z moich ulubionych nagrań tego zespołu ma tytuł „Cler Achel”.

Wywiad dla “Etnosystemu”, luty 2016

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *