Hawajskie słowa mocy ho’opono’pono

Pewnego dnia natknęłam się w internecie na książkę o hawajskich uzdrowicielach. Leczyli oczywiście nie tylko ciało, ale też duszę. Wtedy chyba po raz pierwszy usłyszałam słowo ho’opono’pono. Było to mniej więcej piętnaście lat temu. Od tamtej pory to słowo – a raczej praktyka z nim związana – jest ze mną przez cały czas.

Samo słowo oznacza uporządkowanie, naprawienie, oczyszczenie, przywrócenie do najlepszego stanu. Od najdawniejszych czasów ho’opono’pono pomagało uzdrowić relacje między ludźmi.

W najdawniejszych czasach pierwszych Polinezyjczyków też zdarzały się kłótnie i trudne sytuacje. Czasem rozwiązywały się same. Wystarczyło poczekać aż ochłoną wzburzone emocje, ktoś pierwszy wyciągał rękę do zgody i życie toczyło się spokojnie dalej.

Czasem jednak dobra wolna jednej osoby nie wystarczała. Zapętlały się wypowiedziane w pośpiechu słowa, interpretacje czynów albo zdarzeń, i powstawał konflikt. Czasem pewnie nawet mała wojna domowa. Wtedy należało zastosować ho’opono’pono, czyli tradycyjny sposób rozwiązywania problemów.

Był stuprocentowo skuteczny, ponieważ wywodził się z mądrości serca i doskonałej znajomości ludzkiej psychiki.

Każda życiowa trudność ma swoje źródło w myślach i towarzyszących im emocjach. Człowiek nieświadomie przywiązuje się do pewnego przekonania, które staje się filtrem, przez który postrzega rzeczywistość. Dokonuje wtedy interpretacji, które często są fałszywe, ale ponieważ nie zdaje sobie z tego sprawy, na ich bazie buduje dalsze swoje zachowania, myśli i decyzje. Tak powstaje konflikt. Żeby go rozwiązać, należy odwrócić ten proces. Do tego właśnie służy ho’opono’pono.

To piękna i mądra nauka człowieczeństwa.

Ho’opono’pono nie jest sądem ani komisją rozjemczą. Jego głównym zadaniem nie jest wydanie wyroku ani znalezienie winnego.

Jest to raczej lekcja poznania samego siebie, dotarcia do własnych ukrytych poglądów i podświadomych kodów kierujących sposobem myślenia. Wymaga szczerej intencji i gotowości do tego, żeby otworzyć swoje serce i poznać prawdę. Niezależnie od tego jaka ona będzie.

Uzdrawianie polega więc na tym, żeby zebrać osoby będące stronami konfliktu. Wysłuchać każdej z nich. Przypomnieć, że rozwiązanie znajdzie się wtedy, kiedy wszyscy uczciwie będą do niego dążyć zamiast trzymać się swojej urazy, poczucia krzywdy albo niesprawiedliwości. Każdy mówi o swoich uczuciach, starając się jednocześnie być bardziej ich obserwatorem niż bohaterem. Nie chodzi o to, żeby się wyżalić i dostać zadośćuczynienie, tylko o to, żeby znaleźć wszystkie myśli i emocje, które doprowadziły do powstania konfliktu. Ponieważ oczywiste jest to, że każda z osób biorących udział w sporze w jakiś sposób się do niego przyczyniła.

Nigdy nie ma jednego winnego.  Ludzie są dla siebie wzajemnie lustrami wyzwalającymi ukryte emocje. Każda z nich ma swoje źródło w jakiejś dawno zapamiętanej myśli. Chodzi o to, żeby je znaleźć, wydobyć i zweryfikować czy są prawdą. Jeśli nie, to pozwolić im odejść. Zapomnieć. Uwolnić się od nich.

Wtedy rozpoczyna się proces nie tylko rozwiązywania problemu, ale rozumienia jego prawdziwych przyczyn, wybaczania i uzdrawiania swoich własnych emocji.

Można powiedzieć, że hawajscy szamani wymyślili własną psychoterapię i nie potrzebowali do tego żadnych podręczników.

Gdyby streścić cały sens ho’opono’pono w najkrótszej możliwie formie, brzmiałoby ono: kocham cię, przepraszam, przebacz mi, dziękuję.

Kocham cię, przepraszam, przebacz mi, dziękuję.

W tych czterech wyrażeniach zawiera się cały sens i mechanizm starożytnej ceremonii.

Kocham cię oznacza akceptację drugiego człowieka takim, jaki on jest. Przebaczenie tego, co być może zrobił albo powiedział. Otwarcie swojego serca, życzliwość, szczere nastawienie, dobrą intencję, oferowanie swojej przyjaźni, pozbycie się wszystkich blokad, przeszkód, przesądów i złych wspomnień. Wypowiedzenie tych dwóch słów wyraża też gotowość do tego, żeby szukać wspólnego rozwiązania, podejść do problemu konstruktywnie i z pozytywnym nastawieniem.  

Przepraszam oznacza uznanie także swojego wkładu w powstanie nieporozumienia. Wina przecież zawsze leży po obu stronach. Czasem wystarczy ukryta zła intencja, podświadoma chęć sprawienia komuś przykrości, dopatrywanie się winy w innych i przerzucanie na nich odpowiedzialności za to co się stało i za konsekwencje, jakie to zdarzenie być może ma w chwili obecnej. Kiedy w tym kontekście mówisz przepraszam, to nie bierzesz całej winy na siebie, a wprost przeciwnie. Stwierdzasz tylko, że istnieje możliwość, że w całym zamieszaniu istnieje też być może twoja rola i jesteś gotów ją znaleźć i jeśli będzie trzeba, naprawić.

Wybacz mi to wyciągnięcie ręki do zgody. Nie czekając na to co zrobią inni, nie pielęgnując w sobie urazy ani obrażonej dumy ja już teraz stwierdzam, że chcę osiągnąć zgodę, odzyskać harmonię, radość i wyprostować to, co zostało niepotrzebnie zagmatwane. Mam świadomość tego, że konflikty często powstają na skutek nieporozumienia, niedopowiedzenia albo nieprawdziwej interpretacji faktu albo czyjegoś zachowania, oświadczam więc, że moje serce jest otwarte, chcę zrozumieć co się naprawdę stało i brać aktywny udział w doprowadzeniu do zgody.

Dziękuję wyraża moją wdzięczność za to, że jestem, że mogę kochać, czuć i myśleć, że mogę być pozytywnym elementem większej całości, za to, że rozumiem potęgę życzliwości i miłości, dzięki którym udaje się naprawić wszystko, co wymaga zmiany. Dziękuję światu, Sile Wyższej, boskiej mądrości, energii wszechświata, która ma moc uzdrawiania. To także symbol elastycznego podejścia do sytuacji i przyznanie, że wszyscy jesteśmy równie ważni i równie wartościowi, dzięki czemu uczymy się od siebie nawzajem.

Kocham cię, przepraszam, przebacz mi, dziękuję.

Te cztery słowa są ze mną codziennie.  Kiedy biegam, kiedy medytuję, kiedy zasypiam i kiedy budzę się rano. Kiedy patrzę na coś pięknego i kiedy widzę coś, co budzi mój smutek albo jest dla mnie cierpieniem.

Odkryłam też, że powtarzanie tych czterech słów pomaga utrzymać fizyczną równowagę. Na przykład wtedy kiedy stoisz na jednej nodze (podczas ćwiczenia jogi) albo przechodzisz po drzewie nad przepaścią (w dżungli amazońskiej).

Te cztery proste słowa mają niezwykłą moc. Leczą smutek, dodają siły, pomagają się skoncentrować i odzyskać właściwą drogę. Wystarczy tylko powtarzać je w myślach albo na głos. To cztery proste wezwania do najprostszych, najczystszych i najlepszych intencji, które w odpowiedzi budzą się, łączą i dają się niezmiernie wielką wewnętrzną siłę.

Fragment książki “BLONDYNKA NA HAWAJACH”

Komentarze

  1. Dziękuję Ci Beatko za wyjaśnienie tego słowa teraz rozumiem i od dziś wdraża w MOJE Życie miłego piątku 🌷🌷🌷

  2. Pani Beatko , trafiłam na Pani książki i ” żółte kartki” w dość ciężkim okresie mojego życia, szukając pomocy. Pomogło, za co zawsze będę bardzo wdzięczna. I zawsze gdy choć na chwilę w siebie zwątpię powracam do nich. Dziękuję z całego serca , że Pani jest.❤❤❤❤❤❤❤

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

Subscribe to our newsletter