Wyszłam z niemocy i depresji

Droga Beato

“Piszę po prostu z dobrym słowem na temat książki o niemocy i depresji – tak dla równowagi, bo do tej pory słyszałem same złe słowa. Nasłuchałem się, że to kołczingowe brednie, jak to trzeba być dla siebie miłym i chodzić na spacery, podczas gdy chodzić – to tylko do psychiatry, i nie bycie miłym, tylko żarcie tabletek. Opinia tłumu nie jest godna wiary; podejrzewałem, że wiele opinii pochodziło od osób nieznających książki i postanowiłem sprawdzić osobiście. Tak. Nie znają książki. Możliwe, że to opór podświadomości nie pozwolił im się zapoznać. Ja zaś od początku wiedziałem, że sposób działa, ponieważ swojego czasu pozbyłem się potężnej alergii wyłącznie przez łagodne perswadowanie swojemu organizmowi (co za zbieżność) oraz wizualizacje. Nie miałem ubezpieczenia medycznego ani pieniędzy na porady prywatne ani rodziny ani przyjaciół, za to depresję to i owszem, niewąską; krótko mówiąc byłem pod ścianą: samouzdrowienie o muerte. A nuż mój przykład przyda się jako instancja przeciwko “a bo pani to się udało, ale zwykłemu człowiekowi to nie wyjdzie”.
 
Mam właściwie dwa dobre słowa: jedno to “bardzo dobrze, że Pani ją wydała; oby pomogła ludziom i poprzerywała te łańcuszki depresji z pokolenia na pokolenie, i zlikwidowała wynikające z depresji kompleksy, krzywdy, zawiść, nieproduktywność, wrogość itd; podstawy teoretyczne są wyłożone obszernie i łopatologicznie, weryfikacja doświadczalna rządzi, techniki opisane przejrzyście, zarówno z gotowcami, jak i miejscem na inwencję; jednym słowem miodzio”.
 
Drugie dobre słowo: bardzo odpowiada mi strona graficzna. Parę elementów (czcionka szeryfowa z bardzo małym cieniowaniem; ogromne wstawki na kolorowym tle; domowej roboty ilustracje i szlaczki zalatujące dawnym Bohdanem Butenką) przypomina mi ukochaną książkę dzieciństwa – “Stacja Nigdy W Życiu”. Być może ten rodzaj wrażeń nie jest najczęstszy, gdy chodzi o naukę leczenia cierpiącej duszy, ale lektura była dla mnie przyjemnością.
 
Mam też dwa zastrzeżenia, ale małej wagi:
– raz pada liczba 35 bilionów komórek ludzkiego organizmu, kiedy indziej 30 miliardów; rozumiem, że to pułapka na recenzenta i recenzent przeoczył, no trudno
– dobry wypiek z mąki jaglanej? W to jest znacznie trudniej uwierzyć niż w wyleczenie z depresji pięcioma prostymi technikami.
 
Optymistyczny akcent na koniec: książkę moim zwyczajem zostawiłem w pociągu, tam na pewno ktoś ma deprechę, niech mu się przyda.
Waldek

Odpowiadam:

Dziękuje! Komórek w ludzkim ciele jest tyle, ile uda się naliczyć, do dzisiaj nie ma pewności, ale przyjmuje się, że jest ich około 30-40 bilionów. Dziękuję za wychwycenie błędu i podzielenie się wrażeniem po przeczytaniu ksiązki, wysyłam panu w prezencie następną 🙂 Serdecznie pozdrawiam 🙂

Przejdź do ksiązki

Beata Pawlikowska.

Komentarze

  1. Jak już pisałam na fejsiku – ale powtórzę jeszcze raz to samo tutaj – wspaniała recenzja wspaniałej książki, napisana na dodatek przez kogoś kto sam doświadczył własnego uzdrowienia poprzez metody opisane w książce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *