Etykietki

Dziwna sprawa z tymi etykietkami.

Etykietka podróżnika wiele mi ułatwiała, ale jednocześnie czasem była przeszkodą.

Powszechne przekonanie jest takie, że jeżeli masz jakiś wizerunek, to trzymaj się go za wszelką cenę. Kilka lat wcześniej w tym samym wydawnictwie nikt nie chciał wydać książki, w której opisałam kilka mrocznych historii z mojego życia i to, jak sobie z nimi poradziłam.

– Ty się raczej kojarzysz z podróżami – usłyszałam niechętną odpowiedź. – Ludzie raczej nie będą chcieli czytać o tym, że upijałaś się na imprezach i miałaś anoreksję.

– Rozumiem – odrzekłam, choć prawdę mówiąc nie do końca rozumiałam. – Napisałam o tym po to, żeby wyjaśnić skąd bierze się anoreksja i jak można sobie z nią poradzić.

– Ale ty się bardziej kojarzysz z podróżowaniem.

– Tak, wiem, i jestem w trakcie pisania nowej książki podróżniczej. Pomyślałam,  że może dodatkowo wydalibyśmy taką trochę inną książkę, która wydaje mi się ważna. Ważna w życiowy sposób.

– Dziękuję, ale raczej nie – powiedziała pani redaktor uprzejmie, ale z tak kategoryczną nutą odmowy, że przestałam próbować.

– Czy to znaczy, że mogę tę książkę wydać w innym wydawnictwie? – upewniłam się.

– Oczywiście – odrzekła z wzruszeniem ramionami, bo przecież i tak nikt nie będzie chciał wydać niepodróżniczej książki podróżniczej autorki.

 

Wiele lat później zaproszono mnie na spotkanie do jednego z portali internetowych w Polsce.

– Bardzo panią cenimy – powiedzieli sympatyczni panowie w garniturach. – Chcielibyśmy porozmawiać o ewentualnej współpracy.

– Wspaniale – odrzekłam. – Jakiego rodzaju współpracy?

– Myślimy może o stworzeniu programu telewizyjnego?

– Cudownie. Jakiego programu?

– Oczywiście podróżniczego – roześmiali się.

– Oczywiście – zgodziłam się.

 

Czemu nie? Lubię rozmawiać o podróżach, dzielić się doświadczeniami, słuchać ciekawych opowieści innych podróżników.

Ustaliliśmy jak program miałby wyglądać, a ponieważ tak miło nam się rozmawiało, dodałam z entuzjazmem:

– Moglibyśmy też zrobić program kulinarny! Ja codziennie gotuję i wymyślam nowe potrawy i myślę, że moja kuchnia jest inna od tych, które już są znane. Używam tylko naturalnych, w żaden sposób nieprzetworzonych składników i robię takie dania, które są gotowe w pół godziny i właściwie gotują się same.

 

Moje słowa zawisły nad stołem, a panowie wyglądali tak, jakby połknęli coś dużego i śliskiego.

– Mogłabym opowiadać jak jedzenie wpływa na samopoczucie i na zdrowie, które rzeczy rozgrzewają, a które ochładzają, na czym polega chińska filozofia pięciu przemian i udowodnić, że zdrowe gotowanie jest łatwe, bo naprawdę jest! – dorzuciłam i wtedy dopiero zrozumiałam milczenie panów naprzeciwko mnie.

– Hm – chrząknął w końcu jeden z nich i powiedział najprostszą i najbardziej bezsensowną z mojego punktu widzenia rzecz:

– Pani się raczej nie kojarzy z gotowaniem.

 

Nie chodziło o to, że nie umiem gotować, ani o to, że telewizja nie ma studia, w którym taki program można by zrealizować. Głównym zastrzeżeniem było to, że „nie kojarzę się” z gotowaniem, ponieważ wszyscy kojarzą mnie raczej z podróżowaniem.

Czyli nie wolno ci być kimś więcej, ponieważ wtedy publiczność może się poczuć zdezorientowana. Publiczność lubi etykietki. Aktor ma być aktorem, podróżnik podróżnikiem, a kucharz kucharzem. Wtedy panuje jasność, co oznacza, że taką osobę można łatwo zmonetyzować.

To jest nowe słowo, którego nauczyłam się w zeszłym roku. Monetyzacja oznacza zysk, jaki można osiągnąć po zainwestowaniu w jakiś projekt lub osobę. Monetyzacja jest tym, co napędza showbusiness i jest motorem działania inwestorów.

Odniesienie sukcesu jest sposobem na monetyzację.

Jeżeli chcesz zrobić popularny (czyli dobrze zarabiający) program kulinarny w Polsce, zaproś do jego prowadzenia kogoś, kto się kojarzy z gotowaniem. Kogoś, kto działa pod etykietką „kucharz”. Wtedy ludzie łatwiej to kupią.

 

Monetyzacja. Nie ma sprawy. Wcale nie zależało mi na tym, żeby mieć program kulinarny, ani tym bardziej na tym, żeby na nim zarobić.

Ja po prostu lubię robić coś nowego.

Poza tym pomyślałam, że mogłabym wnieść nowe spojrzenie na gotowanie i zdrowie. Bo to wcale nie jest oczywiste. Niedawno na poczcie zobaczyłam książkę kulinarną z przepisami na „zdrowe sałatki”. Tylko że przepisy wcale nie były zdrowe. Prawie we wszystkich używano majonezu, śmietany i warzyw z puszki.

Sklepowy majonez i śmietana to wysokoprzetworzone produkty zrobione z dodatkiem takich syntetycznych trucizn jak guma ksantanowa, mleko w proszku, skrobia modyfikowana czy E385 (a dokładniej: sól wapniowo-disodowa kwasu etylenodiaminotetraoctowego), która sztucznie podtrzymuje kolor warzyw, bo przecież w normalnych okolicznościach warzywa zanurzone w roztworze wodnym na kilka miesięcy zrobiłyby się szare. E385 może uszkodzić jelita i nerki.

Do produkcji puszek używa się toksycznej substancji bisfenol A, która jest tak niebezpieczna, że w niektórych krajach została zakazana. Powiem tylko tyle, że bisfenol A (BPA) przenika do pożywienia, a wraz z nim do wnętrza ludzkiego organizmu, gdzie przyczynia się do powstawania nowotworów, bezpłodności, zaburzeń trawienia i cukrzycy, a u nienarodzonych dzieci zakłóca prawidłowy rozwój, naruszając m.in. układ nerwowy.

 

To tyle jeżeli chodzi o zdrowie. I monetyzację.

W sprawie etykietek mam jeszcze jedną historię.

Fragment książki “Życie jest wolnością”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *