Wywiad dla “New York Times”

-Witam Pani Beato. Słyszałem, że od zawsze inspirowały Panią podróże a na pierwszy bilet zbierała Pani 1.5 roku odmawiając sobie dosłownie wszystkiego?

-Tak, to prawda. Nie kupowałam nowych ubrań ani pomidora do kanapki, odkładałam każdy grosz. Wierzylam, że uda mi się wyruszyć w wymarzona podróż. Bo wcześniej myślałam zupełnie inaczej. Sama sobie odmawiałam prawa do spełniania marzeń, bo myślałam, że takie wspaniałe rzeczy przytrafają się tylko ludziom lepszym ode mnie. Czułam się gorsza, inna, niej wartościowa. Sama sobie stawiałam granice i bariery. Aż wreszcie pewnego dnia pomyślałam: „Ale właściwie dlaczego nie ja?…”.

Marzyłam o trzech miejscach, które wydawały mi się magiczne: Nowy York, Meksyk i Peru. Nie rozczarowałam się. Naprawdę są wyjątkowe.

 

-Pierwsza praca za granicą i zderzenie z wielkim światem to był Londyn. Czy była to swego rodzaju ucieczka przed komunistyczną rzeczywistością czy bardziej nieodparta chęć poznawania nowej, innej rzeczywistości?

-Myślę, że jedno i drugie. Chciałam uciec z Polski, bo nie czułam się tu wolna. To były czasy, kiedy nie wolno było mieć w domu własnego paszportu, a podróżowanie wymagało specjalnej zgody. Postanowiłam uciec do Londynu, gdzie akurat pracował brat koleżanki. Dostalam dobrą szkołę życia. Pracowałam na czarno w schronisku dla bezdomnych jako sprzątaczka, potem myłam talerze w barze dla robotników fabryki. W Londynie zrozumiałam, że to nie miejsca mogą nadać sens życiu, ale odwrotnie – najważniejsze jest to, co się znajduje w twojej własnej duszy.

 

-Pierwszą książkę napisała Pani w wieku 18 lat a dziś może się Pani pochwalić ponad milionowym nakładem. To niesamowite osiągnięcie w dobie internetu, gdzie raczej odchodzi się tradycyjnej formy czytania. Jakie jeszcze nieodkryte talenty po za pisaniem i eksploracją świata drzemią w Beacie Pawlikowskiej?

– Lubię robić nowe rzeczy. Uwielbiam stworzyć coś, co wcześniej nie istniało. Dlatego dużo rysuję i fotografuję. Gdybym miała trochę więcej czasu, na pewno zajęłabym się tworzeniem muzyki. A w tej chwili pochłania mnie urządzanie nowego domu, do którego właśnie się przeprowadzam.

-To w takim razie, gdzie jest Pani prawdziwy dom? Ten najważniejszy.Tu w Wilanowie czy ten na świecie?

– Przyjemnie jest mieć nowy dom, urządzony tak jak sobie wymarzyłam – na biało, z mnóstwem przestrzeni i światła. Ale wie pan co? Mój prawdziwy dom jest w mojej duszy. To jest taki dom, który zawsze mogę zabrać ze sobą, więc nigdzie nie będę się czuła obco. A jeśli pyta mnie pan o ulubione miejsce na świecie, to jestem od zawsze zakochana w Ameryce Południowej.  Jeżdżę do niej od ponad 20 lat i zawsze zaskakuje mnie czymś nowym.

-Czy jest Pani uzależniona od podróży? Po jakim czasie ciągnie wilka do lasu, gdyż ja czuję ,że muszę ruszyć w świat najdalej po tygodniu spędzonym w jednym miejscu. –

Nie nazwałabym tego uzależnieniem. Uzależnienie to czynność kompulsywna, która człowiek robi mimo że nie chce jej robić. Ja po prostu lubię podróżowanie. Sprawia mi ogromną radość.  Uwielbiam odkrywać nowe miejsca, spotykać ludzi, uczyć się czegoś nowego.  Lubię podróżować tak samo mocno jak mieszkać w Polsce.  Czuję się wolnym człowiekiem, bo sama mogę decydować o tym gdzie akurat jestem. W Polsce piszę książki i prowadzę na żywo program w Radiu ZET. Mam poczucie, że znalazłam fantastyczną równowagę pomiędzy podróżowaniem a przebywaniem w jednym miejscu.

-Słyszałem, że stosuje Pani chińską metodę odżywiania opartą na 5 elementach. Na czym ona polega, bo wygląda Pani doskonale?

– Gotowanie według pięciu przemian jest bardzo proste. Chodzi tylko o to, żeby dodawać składniki w odpowiedniej kolejności do garnka. Tak jak pory roku następują po sobie w określonej kolejności, tak samo poszczególne produkty żywnościowe odpowiadają poszczególnym wewnętrznym narządom, które są od siebie w podobny sposób zależne. Chodzi o to, żeby zgodnie z naturalnym cyklem wykorzystywać je w kuchni, wtedy wydobywa się z nich najwięcej wartości, a jedzenie jest po prostu smaczniejsze. ożna w ten sposób ugotować każdą potrawę, także typowo polski bigos albo zupę.

-Wiem, że jest Pani weganką. Od jak dawna i co spowodowało, że przestała Pani jeść mięso ?

– To stało się w zupełnie naturalny sposób. Od dawna czułam, że produkty pochodzenia zwierzęcego są mi obce. Czułam się po nich ciężko. Kilkanaście lat temu przestałam jeść mięso, kilka lat temu także nabiał, jajka i miód. Nauczyłam się gotować proste, szybkie potrawy z warzyw, kasz i ziół. Przepisy na te potrawy zamieściłam w kilku książkach kulinarnych.

 

– Które z miejsc na naszym globie pozostaje jeszcze dzikie i nienaruszone. Zastrzegam ,że w odpowiedzi nie może paść Pani ukochana Ameryka Południowa…?

-W takim razie Afryka. Azja jest zbyt łatwa. Kraje Azji południowo- wschodniej są doskonałe dla początkujących podróżników. W Europie jest za dużo schematów, przepisów i urzędników, a ja lubię czuć się wolna.  Afryka to swietne miejsce do samodzielnego podróżowania dla ludzi odważnych, pragnących wyzwań i odkrywania nowych szlaków.

Rozmawiał: Jack Grabowski

lipiec 2015

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *