W paprociowym lesie

Gigantyczne strzępiaste paprocie kładły się na moich ramionach. Zwieszały się z pni drzew, szeleszcząc koronami, zaszeptane w zielonych westchnieniach. Złociste promyki słońca ślizgały się po dywanach miękkiego szmaragdowego mchu, wspinając nieśmiało na grube, karbowane paprociowe drzewa. Nad nimi do nieba rosły strzeliste eukaliptusy o gładkiej, szarej korze. Niebotycznie wysokie. Ich wąskie, podłużne listki kładły się na ziemi zmęczone długim lotem z wierzchołka, kołyszącego się sto metrów nade mną. To drugie co do wysokości drzewa na świecie, niewiele mniejsze od amerykańskich sekwoi. Niektórzy nawet upierają się, że eukaliptusy z południowej Australii są najwyższe na świecie, podając przykład dziewiętnastowiecznego Drzewa Fergusona, z tego samego gatunku Eucalyptus regnans, które miało 132,6 metrów wysokości. Najwyższa znana dzisiaj kalifornijska sekwoja dorastała mu zaledwie do ramienia.

To był najbardziej czarodziejski las, jaki kiedykolwiek widziałam.  Błyszczący od świeżej wilgoci, pełen bujnie rozkwitających roślin i gigantycznych drzewiastych paproci, których ogromne zielone pióropusze kładły się na sobie w czułych uściskach. Czarne gałęzie i zielone korony splatały się z rześkim błękitem nieba i złotymi rozbłyskami słońca. Bajkowa dżungla pełna magicznego zapachu mchu, kory, liści i eukaliptusowych olejków.

 

Stanęłam. Zamknęłam oczy. Nagle w aksamitnej leśnej ciszy usłyszałam szelest liści potrącanych przez wiatr i rozpryskujące się krople wilgoci. Skrzypiał skrzyp i mszył się zamszowy mech. Drżała srebrzysta akacja, buczały buki, stroszyły się storczyki. Mamrotały paprocie, kucały kocanki, a obok wyciągały się twarde gałązki Anodopetalum biglandulosum. Stałam, oddychałam i czułam, że żyję.

 

W lesie zawsze jest ukryta potężna energia, którą można chłonąć przez skórę. W amazońskiej puszczy, polskiej kniei, w afrykańskim buszu i tasmańskim lesie deszczowym strefy umiarkowanej. Jest nazywany deszczowym tak jak równikowe lasy w Amazonii, ale jego wilgotność jest zupełnie inna. Nie ma jej w gorącym i gęstym powietrzu, tylko na powierzchni pni, mchów i gałęzi. To jest wilgoć z deszczu, który ciągle tu pada, a nie tropikalne opary buchające z ziemi i przytrzymywane przez ściśle zrośnięte korony drzew.

 

Następny niewyobrażalnie wysoki eukaliptus. Wydawał się śpieszyć na nieba na spotkanie z aniołami. To dla nich na górze poruszał gałęziami. Dokąd się tak wspinał? Czy chciał osiągnąć więcej niż sąsiednie drzewa? Może tak jak niektórzy ludzie nigdy nie był zadowolony z tego, co już ma, więc wiecznie pragnął więcej i więcej, i więcej, i więcej, a kiedy wyprysnął ponad inne rośliny, nagle odkrył że tam na samej górze jest zupełnie sam?…

 

Wieczny bieg za doskonałością to wyścig bez końca, ponieważ nie istnieje doskonale skończona doskonałość. To najczęstsza iluzja, jaką ludzie stawiają sobie za cel. Nauczeni w dzieciństwie, że nie liczy się nic oprócz wybitnych osiągnięć, wytresowani w wiecznym ich poszukiwaniu, jako dorośli czują się przegrani. Muszę być najlepszy, muszę być doskonały, nie wolno się pomylić, nie wolno być głupim, wolniejszym i mniej fajnym. Pogardzamy głupimi, sami wpędzając się w szaleństwo udowadniania swojej wartości. Im bardziej człowiek stara się okazać, że jest fajny, tym gorzej mu to wychodzi, bo nie jest już wtedy sobą, ale stara się wcielić w różne role i postaci, które z jego punktu widzenia miałyby szansę zostać zaakceptowane.

 

Tymczasem prawda znajduje się w prawdzie.

Nie ma większej wartości od bycia sobą.

Nie ma mądrych i głupich. Są tylko tacy, którzy coś udają i tacy, którzy są sobą. Ci, którzy udają i posługują się kłamstwem, prędzej czy później wyjdą na głupców.

 

Listek spadł mi na twarz. Podłużny, chłodny, pachnący słońcem. Wysłany z podniebnego salonu eukaliptusa królewskiego o rzymskim imieniu Centurion. Sto jeden metrów wzrostu. Zadarłam głowę.

 

Usłyszałam w myślach rytmiczny bas. I słowa jednej z moich ulubionych piosenek Beatlesów:

          Jest taki rodzaj szczęścia, który można wymierzyć w milach. Jest rodzaj niewinności, mierzony w latach. Jest też rodzaj samotności, który można obliczyć w tobieSome kind of happiness is measured out in miles, some kind of innocence is measured out in years, some kind of solitude is measured out in you.

 

Może z takiej właśnie samotności zginął eukaliptus leżący obok. Powalony olbrzym w tasmańskim lesie, na którym rośnie nowy las.

 

Fragment książki “Blondynka w Australii”

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *