Terapia podróżami – wypowiedź dla “Pani”

Podróże są dla mnie życiem w pigułce. Bo przecież życie to nic innego jak ciąg nieoczekiwanych zdarzeń, które powodują że się rozwijamy, czyli sprawiają, że zaczynamy określać siebie ­  kim jestem jako człowiek, kim jestem wobec innych, świata czy Boga, na co mnie stać, czego chcę. Na co dzień takie nieoczekiwane zdarzenia pojawiają się w dużych ostępach czasu, a  w podróży – szczególnie takich jak lubię najbardziej, czyli samotnych wyprawach – one tworza całą oją rzeczywistość.

Wyprawa do dżungli amazońskiej jest jak lądowanie na obcej planecie. Tam ludzie mają nie tylko inne obyczaje, ale też  inny system wartości, inny sposób myślenia. Tam zrozumiałam co jest naprawdę ważne. I tam odkryłam, że każdy człowiek ma w sobie ogromny magazyn siły, tyle że nie każdy zdaje sobie z tego sprawę i ma możliwość, żeby z niej korzystać.

Bo w Europie życie jest tak zorganizowane, żeby wszystko było łatwo i wygodnie.  Na wszystko są odpowiednie instytucje i instrukcje, urzędy, zasiłki czy znaki drogowe. Na każdym kroku ktoś ci pomaga, instruuje, mówi ci co masz zrobić dokąd pójść po pomoc. To jest oczywiście przyjemne, ale jednocześnie uczy bierności, słabości i bezmyślności. A przecież umiejętność samodzielnego myślenia i rozwiązywania problemów jest bardzo przydatna w życiu, i w podróży oczywiście też.

Czy mnie podróżowanie z czegoś uleczyło?

Nie, to byłoby uproszczenie. Ktoś mógłby pomyśleć, że szaman odprawił nade mną rytuał a ja ozdrowiałam. To zupełnie nie tak.

Podróżowanie pomogło mi zrozumieć dwie rzeczy. Po pierwsze to, że nie da się uciec od samego siebie. Gdziekolwiek pojedziesz, swoje problemy zabierzesz ze sobą. Zawsze będzie z tobą twój chory sposób myślenia, negatywne nastawienie, brak wiary w siebie i strach.

Druga nauka, jaką wyciągnęłam z podróży jest prostym wnioskiem płynącym z tej pierwszej.

Trzeba najpierw zaprzyjaźnić się ze sobą. Poznać swoje myśli i uczucia, zmierzyć się z nimi, zrozumieć skąd się biorą. Nauczyć się myśleć pozytywnie, zaufać sobie i Bogu – niezależnie od tego w jaki sposób rozumiesz tego Boga, czy jest to brodaty Jezus z polskich kościołów, czy pogrążony w medytacji Budda, czy też po prostu Siła Wyższa bez twarzy i bez imienia.

Zrozumiałam, że nie ma sensu niczego udawać, bo dość już budowania iluzji na potrzeby innych ludzi.

W życiu nie chodzi o to, żeby udawać silnego, uczciwego i odważnego. Chodzi o to, żeby BYĆ silnym, uczciwym i odważnym. Dobrym, życzliwym i pozytywnie nastawionym. Tego nauczyłam się w dżungli.

czerwiec 2015

Komentarze

  1. “Zrozumiałam, że nie ma sensu niczego udawać, bo dość już budowania iluzji na potrzeby innych ludzi”.
    Inaczej mówiąc: kłamstwo ma krótkie nogi i dlatego w odróżnieniu od Gali, dla tej gazety zrezygnowała pani z udawania byłej seksoholiczki.

Pozostaw odpowiedź kosma Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *