Po co jest Bóg

Ja też kiedyś myślałam, że Bóg to jest ktoś. To jest ktoś, kto rozdaje nagrody i kary, ktoś, kto może czynić cuda, ale czasem mu się nie chce. Ktoś, kto złośliwie może niektórych ludzi poniżać i zadawać im niekończące się cierpienia, a innym przynosić tylko zaszczyty i radości. Bóg był dla mnie takim większym człowiekiem. Nadczłowiekiem, ale ze wszystkimi ludzkimi cechami charakteru. Kiedy się modliłam, to mówiłam do niego tak, jakbym rozmawiała z kimś, kto nade mną władzę, a ja usiłuję go przekupić, przekonać, namówić, ubłagać o coś, na czym mi zależy, obiecując mu coś w zamian. Tak jakby to był handel wymienny. Albo jakby on był Złotą Rybką, która ma wypełniać moje życzenia. Obrażałam się na niego kiedy nie dawał mi tego, czego chciałam. Oczekiwałam, że on ma mnie kochać – no bo przecież podobno on „jest miłością”, ale jednocześnie wcale nie przyszło mi do głowy, że ja mogłabym go kochać najpierw, bezwarunkowo i akceptująco. Traktowałam go jak dyrektora, który być może da mi to, czego ja chcę, więc powinnam być dla niego miła. Czasem byłam. A czasem odwracałam się do niego plecami i mówiłam, że wcale go nie potrzebuję, bo co on może wiedzieć o moim pogmatwanym życiu?

I to właśnie wtedy jak typowa ofiara szukałam kogoś, na kogo będę mogła przerzucić winę. Znajdowałam w tym rodzaj przewrotnej przyjemności. To były momenty, kiedy chciałam czuć się jak skrzywdzona ofiara, więc poświęcałam dużo czasu i energii na litowanie się nad sobą i złorzeczenie tym, których to była wina. Więc oczywiście to była wina Boga, bo niewystarczająco się mną opiekował.

Myślałam, że gdyby naprawdę mnie kochał, to od najwcześniejszych lat otoczyłby mnie ludźmi, którzy są zawsze mili, mądrzy, uśmiechnięci i dobrzy. No ale gdyby tak logicznie pomyśleć, to jakim stałabym się wtedy człowiekiem? Czy świat jest zawsze miły, mądry, uśmiechnięty i dobry? Nie zawsze. Gdybym więc została wychowana przez nierealnie idealnych ludzi w nierealnie idealnym miejscu, to czy potrafiłabym żyć w prawdziwym świecie? Nie. Więc w gruncie rzeczy czy nie jest prawdą to, że dostałam w dzieciństwie dokładnie to, co było mi potrzebne i co przygotowało mnie w najlepszy możliwy sposób do bycia tym, kim jestem teraz? Tak!!!

Mądrość Boga polegała nie na tym, żeby dać mi nierealnie perfekcyjny dom, lecz na tym, żeby dostarczyć mi takich życiowych lekcji, które najlepiej przygotują mnie do samodzielnego życia i pomogą mi nauczyć się niezbędnych umiejętności.
Kiedyś ciągle szukałam winnych. Winni byli rodzice i inni dorośli, winni byli politycy, którzy wtedy sprawowali władzę, winny był ustrój, część świata, warunki materialne, nauczyciele, mój chłopak, mój szef. Krótko mówiąc, wszyscy. I Bóg oczywiście też, bo nie chciał mnie ocalić i dać mi szczęścia.


Tak wtedy o nim myślałam. Uważałam, że Bóg jest po to, żeby dać mi szczęście.
Teraz myślę o nim zupełnie inaczej. Teraz nie uważam Boga za Świętego Mikołaja, który rozdaje prezenty ludziom, którzy na to zasłużyli. Teraz myślę, czuję i wierzę w to, że Bóg jest Centrum Mocy, które emanuje potężną, dobrą, pozytywną energią życia. Każdy w każdym momencie może się do tego źródła mocy włączyć, jeśli tylko zechce. To jest twórcza, kochająca, opiekuńcza energia, dzięki której wszystko rośnie, kwitnie, rodzi owoce. To jest życiowa energia, która zawiera w sobie naturalną, instynktowną umiejętność przywracania się do równowagi i harmonii. Nie dlatego, że ktoś ją tego nauczył, ale dlatego, że jest to nieodłączna część natury.


Życie samo w sobie opiera się na zdolności do regeneracji, samoleczenia i utrzymywania się w doskonałej równowadze. To właśnie z tych cech bierze się jego niesamowita siła do wzrostu, rozwoju i doskonalenia.Wszystko, co istnieje na świecie, znajduje się w kręgu tej mocy.

KODY PODŚWIADOMOŚCI. Praktyczny kurs życiowej przemiany” , książka na liście bestsellerów Empiku 🙂 Przedpremierowa promocja: kliknij tutaj

Czy widziałeś kiedykolwiek jak nasionko zostaje włożone do ziemi, a kilka dni lub tygodni później wyrasta z niego zielony kiełek, który później zamienia się w bazylię, zielony groszek, słonecznika albo brzozę?

Jak myślisz, jak to jest możliwe?

Małe nasionko, szara kuleczka bez instrukcji obsługi, nie podłączona do komputera, który będzie sterował jej zachowaniem. Ona sama wie co ma robić i jak. To dzieje się samo. Dlaczego?

Ponieważ to nasionko znajduje się w kręgu Siły Życia, Centrum Mocy, Życiowej Energii. To jest właśnie Bóg. Jest boską energią, która niesie ze sobą kod życia, harmonii, równowagi, szczęścia, radości, siły, zdrowia, wzrostu i rozwoju.

Jest dostępna dla wszystkich przez cały czas.

Dlaczego w takim razie ja kiedyś w ogóle tej energii nie czułam i nie umiałam jej znaleźć?

To proste.

Ponieważ moje serce było pełne żądań, złości, sprzecznych emocji, nienawiści, przywiązania do narzekania i szukania zła. Byłam pełna podświadomego strachu, który podpowiadał mi, że nie można nikomu zaufać, więc to ja muszę kontrolować nie tylko siebie, ale też innych ludzi, świat, okoliczności, no i oczywiście Boga.

Dlatego prosiłam go o różne rzeczy, obiecywałam mu różne rzeczy w zamian, targowałam się z nim, obrażałam się, a potem wracałam, przepraszałam, znów prosiłam, a kiedy moim zdaniem Bóg niewystarczająco się starał, to mówiłam mu, żeby szedł się bujać, bo ja wcale go nie potrzebuję.

I wciąż byłam nieszczęśliwa.

I wciąż byłam ofiarą.

To jedno się nie zmieniało.

Aż w końcu przyszedł dzień, kiedy dotarł do mnie pierwszy promyczek pojednania.

Zaczęłam od tego, żeby spojrzeć na samą siebie w zupełnie nowy sposób. Bez uprzedzeń, bez złości, bez nienawiści.

Zaopiekowałam się sobą, a raczej wzięłam siebie w adopcję, żeby wychować siebie na nowo. Z tego pierwszego promyczka wyrastały następne. Było mi z tym tak dobrze, ciepło, bezpiecznie, że wiedziałam bez cienia wątpliwości, że wreszcie idę we właściwą stronę. I że wreszcie znalazłam to, czego tak długo szukałam.

Wewnętrzną radość i spokój, cudowne poczucie harmonii i równowagi, instynktowne dobro i uczciwość.

Wtedy wszystkie się zmieniło w moim życiu na dobre, a ja codziennie rano budzę się myślę, że jestem najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi. Nie z powodu tego, co mam, lecz bez powodu. Po prostu dlatego, że jestem. Dlatego, że widzę piękne drzewa i kwiaty, słyszę ptaki i żuczki, czuję pod stopami ciepłą ziemię. Jestem ich częścią. Czuję w sobie tę samą dobroczynną energię i moc.

Inaczej mówiąc – czuję obecność Boga. Codziennie, wszędzie i zawsze.

O nic nie muszę go prosić, ponieważ on cały jest dobrem, miłością, prawdą, harmonią i spokojem. Wystarczy otworzyć serce, wyrzucić z niego strach, uprzedzenia, próżność, wywyższanie się i przymus kontroli, a zamiast nich napełnić się wiarą, nadzieją, umiejętnością dostrzegania dobra, wdzięcznością, życzliwością, równowagą.

Jesteś wtedy jak statek popychany przyjaznym wiatrem.

Wiesz, że wiatr prowadzi cię w dobrą stronę.

Wiesz też z doświadczenia, że kiedy próbowałeś kombinować i rządzić pogodą, to wpadałeś na skały, które dotkliwie dziurawiły twój statek, zrywały żagle albo wrzucały cię do lodowatej wody.

Tak samo jest w życiu.

Bóg wie wszystko najlepiej nie dlatego, że jest encyklopedią, ale dlatego, że posiada boską mądrość złożoną ze wszystkich pierwiastków życia, które z niego wypływają i w nim są.

Boska mądrość jest kodem życia na Ziemi. A ponieważ tylko dobro ma moc kreowania tego, co jest trwałe i doskonałe, jest siłą czysto pozytywną i opartą na sile miłości. To dlatego wszystko rośnie, rozwija się, kwitnie i owocuje.

Tak długo jak będziesz obwiniał Boga, ludzi, życie i świat o to, co masz, będziesz kręcił się w kółko i stał w miejscu.

Czas ruszyć naprzód, drogi przyjacielu.

Czas ruszać naprzód.

KODY PODŚWIADOMOŚCI. Praktyczny kurs życiowej przemiany” , książka na liście bestsellerów Empiku 🙂 Przedpremierowa promocja: kliknij tutaj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *