
To jest pierwsza książka, jaką napisałam o Polsce. Od kilku lat zawsze w maju wyjeżdżam na wędrówki po polskich górach i lasach. Jadę sama, z plecakiem, zachwycam się majową zielenią i wiosną, odkrywając czasem bardzo niezwykłe zakątki. W zeszłym roku spędziłam tydzień w okolicach Babiej Góry. To magiczne miejsce. W książce piszę też Carskiej Drodze na Podlasiu, gdzie jednego dnia spotkałam tyle węży, ile nigdy wcześniej w żadnej podróży po świecie. Piszę też o wyprawie pociągiem do Piwnicznej-Zdroju, mamutach, pająkach żyjących pod wodą, Sowich Górach, padalcach, zaskrońcach i żmijach, harnasiach i makowcach.
Książka właśnie ukazała się w serii „Blondynka w podróży”, serdecznie polecam!

Oto fragment: Rozdział 5 Mamuty, triopsy i topiki
Wyobraź sobie, że kiedyś ta ziemia wyglądała zupełnie inaczej. Milion lat temu w epoce plejstocenu temperatura w zimie spadała do minus trzydziestu stopni, a latem podnosiła się do kilku stopni powyżej zera. Panowała epoka lodowcowa, podczas której falami napływały trochę cieplejsze okresy, kiedy pojawiały się dzielne małe stepowe krzewinki, porosty i trawy.
Po Polsce wędrowały mamuty wielkości zbliżonej do dzisiejszych słoni, ale pokryte grubym futrem składającym się z wełnistego podszerstka utrzymującego ciepło przy skórze i prawie metrowych włosów zewnętrznych. Niektórzy naukowcy sugerują, że na dwumetrowych trąbach miały specjalny fałd skórny, coś w rodzaju kaptura kobry, dzięki któremu po zwinięciu końcówki trąby w kłębek mogły zachować właściwą temperaturę i uniknąć odmrożenia.
Największy znaleziony cios mamuta miał ponad cztery metry długości i ważył 84 kilogramy, zwykle jednak wygięte łukowato ciosy były mniejsze, miały około dwóch i pół metra i wagę pięćdziesięciu kilogramów. Najprawdopodobniej służyły do odgarniania warstw śniegu.
W Krakowie niedaleko Kopca Kościuszki znaleziono tysiące fragmentów kości mamutów pochodzących sprzed 25 000 lat. W jednej z nich utkwił kamienny odprysk, który zdaniem archeologów z Instytutu Systematyki i Ewolucji Zwierząt PAN w Krakowie może być fragmentem krzemiennego ostrza oszczepu używanego do polowania.

Radziliśmy sobie wśród lodu, bo mamy odwiecznie wpisane w sobie dążenie do przetrwania i wielką siłę. Ostatnia epoka lodowcowa zaczęła się ponad dwa i pół miliona lat temu. Zrobiło się zimno, ale nie aż tak jak podczas wcześniejszych zlodowaceń.
Dwa miliardy lat temu, niedługo po tym jak pojawiły się pierwsze formy życia korzystające z procesu fotosyntezy, zmieniła się zawartość gazów w atmosferze. Wcześniejszy dwutlenek węgla i metan został zastąpiony przez tlen, powodując gwałtowny spadek temperatury. Pierwsza epoka lodowcowa trwała trzysta milionów lat, podczas których długie okresy zimna przeplatały się z krótszymi falami ciepła. Ziemia wyglądała wtedy jak kula śniegu zawieszona w kosmicznej przestrzeni.

Podobnie było w okresie obrazowo nazwanym kriogenicznym (z greckiego: krýos – zimny), który trwał między 720 a 635 milionami lat:
Naukowcy nadal debatują nad przyczynami neoproterozoicznych zamrożeń i następujących po nich odwilży. Wulkany mogą być siłą, która zarówno wepchnęła planetę w zlodowacenia, jak i ją z nich wyciągnęła. Około 750 milionów lat temu większość kontynentów była skupiona wokół równika. W tej mieszance kontynentów geolodzy zidentyfikowali dowody na to, co nazywają „dużą prowincją magmową”. „Duża” to mało powiedziane — wyobraź sobie aktywny wulkanicznie obszar wielkości kontynentu. Erupcje w tej prowincji mogły ochłodzić planetę na dwa sposoby.
Kiedy wulkany uwalniają dwutlenek siarki, gaz ten ulega reakcjom chemicznym w atmosferze, tworząc wysoce odblaskowe siarczany — cząsteczki, które blokują światło słoneczne jak miliardy maleńkich luster. Potencjał chłodzący siarczanów jest szczególnie silny wokół równika Ziemi. Podobnie, gdy wulkany wyrzucają duże objętości bazaltu, następujące po tym wietrzenie skał może ochłodzić planetę. Z czasem deszcz, wiatr i zmiany chemiczne niszczą skały wulkaniczne. Woda deszczowa i woda gruntowa przesiąkająca przez skały może rozpuszczać dwutlenek węgla, wychwytując go z atmosfery i ostatecznie zatrzymując w postaci minerałów węglanowych, takich jak wapień[1].
Przez osiemdziesiąt pięć milionów lat nie było błękitnych oceanów, zielonych lasów ani żółtej pustyni. Był tylko lód i śnieg wraz z nielicznymi formami życia, takimi jak ameby i być może przodkowie gąbek. Ale inherentną cechą życia jest to, że w najcięższych i najtrudniejszych czasach przyczaja się tuż przy granicy ze śmiercią i cierpliwie czeka. Nasiona niektórych roślin potrafią czekać kilka tysięcy lat aż nastąpią takie warunki do rozwoju, w których będą miały największą szansę wykiełkowania i wydania owoców.
Tak samo jest z ludźmi. Czasem trzeba przeczekać najbardziej gwałtowną burzę, nawet jeśli trwa wiele lat, bo kiedy się skończy, wybuchnie milion nowych sposobności gotowych na to, żeby zabrać cię ze sobą.

I tak też było pod koniec kriogenu. Według niektórych badań naukowych podczas cieplejszych okresów rozmrożony był nie tylko wąski pas okołorównikowy, ale nawet oceany przybrzeżne na średnich szerokościach geograficznych. W sprzyjających okolicznościach ewoluowały nowe rośliny i zwierzęta: krasnorosty, zielenice, orzęski, ameby, a także plankton i jednokomórkowe glony Archaeplastida.
Lodowce na zmianę rosły i kurczyły się, a ich powolne przesuwanie się kształtowało nie tylko nowy wygląd Ziemi, ale także strukturę i skład podwodnych osadów przygotowując krajobraz pod niezwykłe wydarzenie nazywane „eksplozją kambryjską”.
Zawsze trzeba mieć nadzieję. Nawet podczas najmroźniejszej zimy trwającej przez miliony lat. Bo uśpione w nas życie czeka i nigdy się nie poddaje.
Podczas eksplozji kambryjskiej zapoczątkowanej 541 milionów lat temu doszło do nadzwyczajnego rozwoju różnych form życia. Wcześniej dominowały organizmy jednokomórkowe albo proste formy wielokomórkowe żyjące w koloniach. Teraz niespodziewanie pojawiły się pierwsze stawonogi (np. trylobity), szkarłupnie (przodkowie rozgwiazd), organizmy przypominające strunowce, czyli zalążki kręgowców, do których i my należymy.
Największymi drapieżnikami były radiodonty o wyglądzie przypominającym gigantyczną skrzydlatą krewetkę ze szczypcami. Niektóre miały ponad dwa metry długości i wielkie oczy o średnicy prawie czterech centymetrów, dzięki czemu mogły obserwować otoczenie nawet w głębinach oceanu.

Rozglądaj się bez pośpiechu. W niedostępnym dla ludzi świecie mokradeł, torfowisk i błot zachowały się fascynujące formy życia sprzed kilkuset milionów lat.
Weźmy choćby gąbki, czyli zwierzęta podobne do roślin, które żyją przyczepione do dna morskiego, mają porowate rurkowate ciała, przez które przepływa woda dostarczając tlen i pożywienie oraz zabierając odpadki. Gąbki jedzą mikroorganizmy zawarte w wodzie, ale niektóre potrafią chwytać maleńkie skorupiaki za pomocą nitek albo kolców.
W biebrzańskich rzekach żyją słodkowodne gąbki, jest na przykład fascynujący zielony nadecznik stawowy (Spongilla lacustris), który często rośnie na pniach powalonych drzew albo kamieniach, a jego kolor opowiada historię ewolucji i tego jak różne formy życia nawiązywały korzystną dla obu stron współpracę.
Wyobraź sobie jak 580 milionów lat temu pierwsze gąbki znajdowały dla siebie odpowiednie miejsca i sposoby przetrwania i jedna z nich spotkała jednokomórkowe chlorelle, czyli maleńkie okrągłe algi, które dzięki posiadaniu pigmentów chlorofilu są w stanie dokonywać procesu fotosyntezy, czyli wytwarzania pożywienia ze światła słonecznego, wody i dwutlenku węgla. Chlorelle zamieszkały wewnątrz gąbek nadecznika stawowego, dzięki czemu miały dom, a nadecznik miał więcej pożywienia i tlenu. Idealne rozwiązanie dla obu stron. Cud i geniusz natury.

Z tamtych czasów pochodzą też równie niesamowite porosty, które nie należą do roślin ani zwierząt, bo są koloniami składającymi się z kilku form życia żyjących w symbiozie: grzyby zapewniają strukturę i powierzchnię, na której mieszkają algi lub/i cyjanobakterie oraz czasem drożdże. Znakomicie wyjaśnia to angielski zoolog z Uniwersytetu w Sheffield, Mark David Walker:
Grzyby (…) uzyskują wszystkie potrzebne im składniki odżywcze z martwej materii. I są wytrzymałe. Potrafią żyć w bardzo nieprzyjaznych warunkach (…) tam, gdzie jest zimno i (…) tam, gdzie jest sucho. Potrafią sobie poradzić z wieloma przeciwnościami. Mają jednak jeden problem; a mianowicie pozyskiwanie energii, której potrzebują do przetrwania. Nie potrafią korzystać z procesu fotosyntezy jak zielone rośliny, nie mogą więc wykorzystywać światła słonecznego do wytwarzania energii. (…)
Z drugiej strony glony (…) są bardziej podobne do roślin, ponieważ mogą wytwarzać własną energię ze słońca poprzez fotosyntezę. Są przy tym (…) delikatnymi i wrażliwymi organizmami. Są podatne na wysychanie, nie radzą sobie z trudnymi warunkami. Potrzebują stałej wilgoci, względnego ciepła i stabilności środowiskowej. (…)
Kiedyś w ewolucyjnej przeszłości grzyby i glony spotkały się, wnosząc swoje najlepsze cechy do stworzenia partnerstwa. Grzyb był wytrzymały i zdolny do zapewnienia ochrony delikatnym glonom. W zamian glony mogły produkować pożywienie, żeby utrzymać zarówno siebie, jak i grzyby. W ten sposób oba stały się „zwycięzcami” i były w stanie zakładać kolonie w miejscach, gdzie wcześniej żadna inna forma życia nie mogła przetrwać. (…)
Szacuje się, że na całym świecie występuje ponad 18 000 różnych form porostów. W umiarkowanym klimacie Europy jest ich ponad 1700. Występują we wszystkich ekosystemach i biomach świata, od wysokich szczytów górskich, przez suche, pełne pyłu pustynie, po mroźną arktyczną tundrę.
Porosty są obecne prawie wszędzie: na chodnikach, starych domach, grobowcach, dachach, kamieniach i głazach, drzewach i odsłoniętej glebie. Mają wiele różnych form i kolorów, mogą mieć małe gałązki z wypustkami wyglądającymi jak listki, mogą ścielić się płasko albo wyrastać krzaczkami.
Porosty były prawdopodobnie pierwszymi formami życia na lądzie. 485 milionów lat temu nie było jeszcze gleby ani roślin. Na kamieniach i pustyniach przetrwać mogły tylko grzyboalgi, dzięki którym stopniowo zaczęła powstawać warstwa miękkiej, żywej, bogatej w mikroelementy ziemi, w której korzenie mogły zapuścić pierwsze rośliny.
Czy to nie jest niesamowite? Codziennie spotykamy się z porostami noszącymi w swoim polu kwantowym pamięć z pradawnych czasów, kiedy słychać było tylko ciszę przerywaną uderzeniami meteorytów, bo nie było jeszcze ptaków ani owadów.

Jeśli usiądziesz nad brzegiem wody i cierpliwie poczekasz, być może zobaczyć tajemniczego triopsa o trzech oczach. Jego nazwa pochodzi od greckich słów tría – trzy i óps – oko. Nazywa się je czasem „żywymi skamielinami”, a dinozaury przy nich do prehistoryczne przedszkole. Triopsy żyją na Ziemi od ponad trzystu milionów lat. Po polsku są nazywane przekopnicami, bo zwykle ukrywają się na dnie zbiorników wodnych i zagrzebują w piasku. Wyglądają trochę jak kilkucentymetrowe trylobity połączone z krewetkami, mają długi podwójny ogonek i troje oczu umieszczonych tuż obok siebie na szczycie głowy, w tym jedno głęboko osadzone i służące do rozróżniania dnia od nocy. Triopsy są objęte częściową ochroną, bo jest ich coraz mniej.
W dolinie Biebrzy można też spotkać ponad dwumetrowe sumy i trochę mniejsze szczupaki, ale chyba najbardziej niezwykłym zwierzęciem jest pająk, którzy żyje prawie przez cały czas pod wodą.
Wyobrażam sobie, że 380 milionów lat temu, kiedy na Ziemi zaczęły pojawiać się pierwsze pająki, zdarzyły się okolice, w których trudno było znaleźć miejsce na suchym lądzie. Być może nie było tam odpowiednich roślin, a może wszystkie zostały zajęte przez inne pająki, w każdym razie Argyroneta aquatica po polsku zwany topikiem, a po angielsku bardziej obrazowo nurkującym pająkiem dzwonowym (diving bell spider) wypracował mechanizm, dzięki któremu mógł zamieszkać pod wodą.
Topik oddycha powietrzem atmosferycznym, tak samo jak inne pająki i jak ludzie, więc zbyt długie przebywanie pod wodą byłoby dla niego wielkim niebezpieczeństwem, gdyby nie to, że… Topik buduje sobie podwodny pałac i zanosi do niego powietrze. Robi to w genialny sposób. Najpierw z pajęczej nici rozpiętej między podwodnymi roślinami przygotowuje coś w rodzaju jaskini albo dzwonu. Potem wraca na powierzchnię, wystawia tylne nogi i specjalnymi włoskami chwyta pęcherzyk powietrza, z którym nurkuje z powrotem i uwalnia go dopiero w swoim domu, dzięki czemu może nim oddychać. Mało tego. Delikatne pajęcze sieci zostają rozstawione dookoła dzwonu z tlenem, żeby wychwytywać i informować o tym co dzieje się na zewnątrz. Samiczka topika prawie całe życie spędza wewnątrz gniazda z przednimi nogami zwisającymi do wody, a kiedy poczuje odpowiednią wibrację sieci, jednym skokiem udaje się na polowanie.
Pająki są mistrzami przędzenia, a ich nici mają wytrzymałość porównywalną do właściwości stali. W dodatku zależnie od tego gdzie i do czego nić ma zostać użyta, ma inna grubość i strukturę. Topik wytwarza cztery rodzaje przędzy: do zrobienia dzwonu nurkowego, mocne nici kotwiczące, którymi przywiązuje dzwon do podłoża, nici „spacerowe”, po których pająki biegają oraz specjalne nici potrzebne do tworzenia kokonu jaja. Czy to nie jest genialne?…
Na zimę topiki budują mocniejsze gniazda głębiej pod wodą, wypełniają je tlenem i zamykają się w nich na kilka miesięcy i zapadają w zimowy sen. I czym jeśli nie przejawem inteligencji jest to, że kiedy pająk napotka pustą muszlę ślimaka, to zamiast budować pracochłonny dzwon, ściele w niej posłanie z jedwabnych nitek, wypełnia powietrzem, zamyka wejście i śpi w niej przez całą zimę aż do końca lutego?…
[1] Michon Scott, What’s the coldest the Earth’s ever been? The National Oceanic and Atmospheric Administration, February 18, 2021.
Fragment książki „Tajemnice Babiej Góry”, wyd. luty 2026, zobacz więcej










Ja jestem zachwycona tym kalendarzem... dla mnie to dziennik. Ilustracje i te kolory naprawdę są piękne, dodające optymizmu. Z tym…
Dziękuje za przepisy. Lubię takie bogate, rozgrzewające jesienne zupy.
dzięki z żółte kartki... One często porządkują moje myśli i emocje. Bądź zdrowa i podróżuj kiedy czujesz taką potrzebę. Pozdrawiam…
Dziękuję za przypomnienie co w życiu jest ważne...Tak niewiele ,a często o tym zapominamy... Przytulam!
Dzień dobry! Bardzo interesująca wycieczka. Wróciliśmy z mężem w kwietniu z Ameryki środkowej (3tyg. 8 krajów ) było super ale…