Ocean Spokojny

Noszę w duszy cudownie Spokojny Ocean.
Kiedyś nie wiedziałam, że go w sobie mam.
Kiedy byłam zdenerwowana i zestresowana, chwytałam w ręce emocjonalne wiosło i biłam nim na oślep dookoła. Wydawało mi się, że kiedy ulegnę tym emocjom i pozwolę im płonąć wielkim płomieniem, to one same z siebie się wyczerpią.
Ale tak nie było.
 
Strach i stres wcale same nie znikają.
Wprost przeciwnie – ogarniają człowieka jak pożar trawiący jego siły, po którym zostają tylko zgliszcza. Wyczerpane, umęczone, ledwie tlące się życiem ruiny.
Pewnego dnia odkryłam jednak, że można zrobić inaczej.
Zamiast ulegać panice, zamiast zanurzać się w strachu i stresie, można na chwilę przenieść się nad Ocean Spokojny.
Mój wewnętrzny Ocean Spokojny.
 
To nic, że świat pędzi, pogania, wzywa i smaga wyzywającym biczem.
To nie ma znaczenia.
Ważne jest to co ja z tym zrobię.
 
Czy poddam się, zerwę się do panicznego biegu nie wiadomo dokąd ani po co, zatracę się w nim, spłonę od własnych przerażonych uczuć.
Czy też świadomie zignoruję ten zmasowany atak stresu, strachu i paniki, wybierając zamiast niego chwilę na zebranie myśli, uspokojenie serca i nabranie dystansu.
Wybieram to drugie!
 
Zatrzymuję na chwilę całe życie.
Robię dziesięć minut przerwy.
Przerwy od moich własnych rozbieganych emocji, sprzecznych uczuć, niespokojnych myśli, niepewności, strachu i stresu.
Po prostu robię dziesięć minut przerwy od życia.
 
Siadam na poduszce.
Nastawiam budzik tak, żeby zabrzmiał łagodnym dźwiękiem za dziesięć minut.
I zostawiam cały świat.
Przenoszę się nad mój wewnętrzny Ocean Spokojny.
 
Nie myślę o niczym.
Odsuwam wszystkie myśli.
Mówię im, że wrócę do nich za dziesięć minut, a teraz niech odsuną się i poczekają.
 
Oddycham spokojnie i zajmuję się obserwowaniem mojego oddechu.
Po to, żeby nie myśleć o niczym innym.
 
Stado natrętnych myśli wraca jak dywizjon brzęczących bombowców, ale ja tylko cierpliwie mówię im, żeby sobie latały gdzieś indziej, bo najbliższe dziesięć minut jest przeznaczone na coś innego.
I znów przyglądam się mojemu oddechowi.
 
Wyobrażam sobie, że mam słońce na czubku głowy. Czuję jak napełnia mnie ciepłem i spokojem.
Mój wewnętrzny ocean łagodnie pluska falami.
O, zdaje mi się, że widzę na nim łódkę gotową do drogi.
Może wsiądę i popłynę, a może nie. Kto wie.
 
Teraz nie muszę tego wiedzieć i nie muszę podejmować żadnej decyzji.
Teraz tylko siedzę w oazie mojej wewnętrznej ciszy i chłonę jej cudowny spokój.
 
Uśmiecham się.
Oddycham.
Żyję.
Oddycham.
Noszę w sobie Ocean Spokoju.
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *