Każdy człowiek jest inny, bla bla bla

Pytanie: „Czy chciałam zrozumieć jego punkt widzenia? Czy może raczej odruchowo starałam mu się narzucić moje zdanie?”

Odpowiedź: „Niczego nikomu nie narzucam, ale uważam, że jeżeli mam swoje zdanie, to mam prawo je wygłosić.”

            Wspaniały przykład manipulacji. „Nie narzucam, ale jednak narzucam”, „nie osądzam, ale osądzam”. Żyłam tak przez wiele lat.

            Powiem ci tak.

            Każdy człowiek jest przywiązany do swojego sposobu myślenia. Wyrosłaś w nim, przesiąkłaś nim, dzięki niemu udaje ci się zachować życiową stabilność. Przyzwyczajasz się do pewnego sposobu postrzegania świata. Odruchowo, automatycznie intepretujesz zdarzenia, czyli przypisujesz im znaczenie przefiltrowane przez twoje podświadome przekonania. To dzieje się tak szybko i instynktownie, że łatwo zapomnieć o tym, że każdy człowiek ma inny zestaw przekonań, jego interpretacja będzie inna i inne może być jego zachowanie.  

            Chodzi o to, żeby świadomie pamiętać o tym, że to co myślę nie jest jedynym możliwym sposobem myślenia. Na pewno zresztą zdarzyło ci się w życiu rozmawiać z kimś, kto wskazał inny sposób patrzenia na daną sytuację i wtedy powiedziałaś:

            – O! Nie wiedziałam, że można myśleć o tym w ten sposób!

            Prawda, że poczułaś wtedy ulgę? Miałaś wrażenie, że twój świat się poszerzył, że nauczyłaś się czegoś nowego i ważnego?

            No właśnie.

            Każdy człowiek patrzy na świat trochę inaczej, bo widzi wszystko przez pryzmat swoich wcześniejszych doświadczeń. Dlatego życie jest tak fascynujące. Nie ma dwóch identycznych osób – ani fizycznie, ani mentalnie, ani emocjonalnie. Każdy ma swój świat wewnętrzny i przez jego pryzmat obserwuje i intepretuje to, co dzieje się na zewnątrz.

            W teorii oczywiście wszyscy o tym wiedzą. Chodzi jednak o to, żeby rozumieć i stosować to także w codziennej praktyce. Bo ja oczywiście wiedziałam, że „każdy człowiek jest inny, bla, bla, bla”, tylko że proces wykonawczy w moim wykonaniu był tak daleki od teorii, jak kłos zboża od bochenka chleba.

            Tak jak teraz widzę to z perspektywy lat, to ciągle coś próbowałam narzucić mojemu chłopakowi i ciągle go za coś krytykowałam. Myślę, że wynikało to z mojego niskiego poczucia własnej wartości. Wydawało mi się, że zawsze trzeba walczyć z drugim człowiekiem i udowadniać swoją wyższość. To dawało mi złudne poczucie bezpieczeństwa. „Złudne”, dlatego że przecież kiedy żyjesz w stanie podświadomej skrytej wojny z drugim człowiekiem, to nigdy nie masz poczucia bezpieczeństwa, a raczej przeciwnie – zawsze znajdujesz się w stanie zagrożenia i gotowości do ataku.

            Nie zdawałam sobie nawet sprawy z tego, że mogłabym spojrzeć na coś z jego punktu widzenia. Nie miałam pojęcia jak można by to zrobić ani oczywiście tym bardziej, że dla nas obojga byłoby to dobre. Bałam się raczej utraty mojej indywidualności. Ale wiesz co, aż uśmiecham się pisząc te słowa, to jest tylko dowód na to, że ta moja „indywidualność” była chwiejna i nie składała się z czystej prawdy, jaka we mnie istniała, a raczej z pozorów, które starałam się stworzyć na potrzeby innych.

            Rozumiesz co mam na myśli?

            Prawdziwa indywidualność jest wielką siłą mającą swoje źródło w tożsamości tego kim naprawdę jestem i tego jaka staram się być w oczach innych ludzi. Prawdziwa indywidualność niczego nie musi udawać i nie czuje strachu, dlatego że na zewnątrz jest dokładnie tym, czym rzeczywiście jest w głębi serca. To co mówi jest spójne z tym co robi. Jeśli głosi, że jest silna, to w codziennym życiu po prostu w naturalny sposób zachowuje się jak silny człowiek, który przezwycięża słabości i przeszkody i nawet jeżeli upadnie, to wstaje i idzie dalej.

            Jeżeli podświadomie uważałam, że muszę chronić moją „indywidualność” przed innymi ludźmi, to znaczy, że dotychczas nie poświęciłam wystarczająco dużo czasu na to, żeby przyjrzeć się temu jaka naprawdę jestem i popracować nad wzmocnieniem mojego charakteru i ulepszeniem osobowości. To znaczy, że żyłam bardziej przyglądając się innym niż samej sobie. I tak długo jak ze świata zewnętrznego czerpałam wiedzę na mój temat, musiałam czuć się zagrożona, co łączyło się z potrzebą walki, przekonaniem o tym, że muszę wygrać, a jednocześnie z samotnością i chęcią ucieczki. Ucieczki od wszystkiego – od niego, od życia i od samej siebie. Czy myślisz, że taki człowiek może stworzyć szczęśliwy związek? Bo ja myślę, że nie.

Trzeba najpierw zrozumieć siebie, poznać siebie, mieć odwagę spojrzeć na siebie z totalną uczciwością, znaleźć o sobie prawdę, przyznać się do niej, docenić swoją odwagę, pogratulować sobie dokonania wysiłku znalezienia prawdy, ucieszyć się z tego, że stoję właśnie na początku nowej fantastycznej drogi, a potem bez pośpiechu ruszyć przed siebie. Małymi krokami osiągać niewielkie cele i z każdym dniem zmieniać się na lepsze.

Tak właśnie zrobiłam i dlatego dzisiaj z tym większą jasnością widzę mój dawny sposób myślenia i rozumiem skąd brało się moje poczucie wyobcowania i samotności wymieszane z podświadomą potrzebą „pokonania” mojego partnera w codziennych sytuacjach. Ja zawsze chciałam mieć rację. Byłam wewnętrznie przekonana o tym, że zawsze mam rację. A kiedy on poddawał to w wątpliwość, natychmiast stawałam do walki.

Czy „chciałam zrozumieć jego punkt widzenia?” W teorii tak, ale w rzeczywistości wcale nie. Najlepszym dowodem było to w jaki sposób zaczynałam rozmowę w jakiejś spornej kwestii albo kiedy coś mnie dotknęło. Mówiłam na przykład:

– Jak ty możesz w taki sposób do niej się odzywać?

Albo:

– Czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę z tego co zrobiłeś?

Albo:

– Nie rozumiem jak możesz być taki bezmyślny!

Zauważ, że w każdym z tych trzech zdań nie ma miejsca na opinię drugiej osoby. To jest raczej osądzanie z jednoczesnym usiłowaniem wywołania poczucia winy i chęcią udowodnienia, że ja wiem lepiej.

Nie wiedziałam nawet, że można to zrobić inaczej. Nauczyłam się tego wiele lat później i dzisiaj uważam, że to jedna z najbardziej fantastycznych umiejętności, jakie warto posiadać. O tym jak dobrze rozmawiać napiszę w drugiej części książki.

W przeszłości reagowałam instynktownie, bez zastanowienia. Walczyłam i jak pewnie wiesz, ten kto walczy, ten zawsze przegrywa. Prowadzenie wojny jest bardzo wyczerpującym zajęciem. Po każdej bitwie musisz zregenerować siły i szykować się na następne starcie. Kiedy miałbyś więc czas na to, żeby budować w sobie nową siłę, rozwijać się, uczyć się nowych umiejętności i poszerzać wiedzę? A jeśli przestajesz się rozwijać, to przecież stoisz w miejscu.

Fragment nowej książki “Szczęśliwe związki”, zamów w promocji

Więcej fragmentów – kliknij tutaj

Komentarze

  1. Pani Beata jestem pod wrazeniem tego co przeczytam no i oczywscie chce byc posiadaczem tej fascynujacej ksiazki, dziekuje, ze Pani jest. Serdecznie pozdrawiam i zycze radosnego dnia I dobra od BOGA i Ludzi. ❤️🌹❤️🌹❤️🌹🌼🍎🌼🍎🌼🍎

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.