JEDZENIE DLA KOTÓW

Czy wpadłeś kiedyś na prosty pomysł, żeby przeczytać skład ulubionej saszetki mokrego jedzenia twojego kota? Pewnie nie. Ja też długo tego nie zrobiłam. Wystarczył mi wesoły rysunek uśmiechniętego kotka na opakowaniu. 

No i te zachęcające napisy! „Zbilansowana karma, niepowtarzalny smak, wyjątkowa receptura, smakowite kawałeczki, wysokiej jakości surowce” i tak dalej. 

To jest jedno z największych kłamstw naszej cywilizacji. Zdziwisz się. Oto jaka jest prawda o saszetce z ulubionym jedzeniem twojego kota. 

Producent robi w fabryce karmę złożoną w 96% z odpadków roślinnych i syntetycznych dodatków smakowo-wypełniających, dodaje do tego 4% masy zmielonej z dziobów, nóg, piór, skóry, kości i mięsa kurczaków.

Następnie przekazuje zlecenie do działu marketingu, który ma przygotować etykietę i hasła reklamowe. Dział marketingu nie musi się znać na robieniu jedzenia dla zwierząt, nie musi lubić kotów i nie musi mówić prawdy. Jego zadaniem jest doprowadzić do możliwie największej sprzedaży tego produktu. Nie ocenia go pod względem składu, zdrowia, prawdy, etyki ani żadnym innym. Ma tylko przyczynić się do sprzedaży.

Może kłamać, ale oczywiście musi kłamać w ramach obowiązującego prawa. Nie może więc napisać na opakowaniu, że to jest „100% mięsa”. Ale nie musi w widocznym miejscu umieścić informacji, że to jest tylko 4% mięsa wraz z odpadkami. To nie jest informacja, która przyczyni się do sprzedaży, więc dział marketingu ją omija.

Zamiast tego dużymi literami napisze, że ta karma jest „smakowita”, „specjalnie opracowana dla twojego kota”, „w wyjątkowej galaretce” i „zbilansowana”. Takie słowa fajnie brzmią. Zachęcają cię, bo przecież chcesz, żeby twój kot jadł smaczne rzeczy, cieszysz się podświadomie, że ktoś troszczy się o twojego kota i specjalnie dla niego coś „opracował”, a słowo „zbilansowana” kojarzy ci się ze zdrowiem. 

No i w dodatku ta cena! Złoty dziewięćdziesiąt za saszetkę! Masz wrażenie, że robisz świetny interes, a jednocześnie dbasz o swojego kota. 

ALE CZY ZAUWAŻYŁEŚ, ŻE KUPIŁEŚ TYLKO REKLAMĘ? 

Bo przecież nie sprawdziłeś Z CZEGO ta karma jest zrobiona, prawda? Uwierzyłeś reklamie. Nie szukałeś tego, co jest na opakowaniu napisane bardzo małymi literkami, wstydliwie wciśnięte gdzieś z boku albo z tyłu i co powiedziałoby ci PRAWDĘ o tym produkcie. 

ZOBACZ WIĘCEJ FRAGMENTÓW Z KSIĄŻKI
TERAZ W PROMOCJI -11%

No wiem. Jak też tak robiłam. Tak nas ogłupili obietnicami. Zapomnieliśmy już, że reklama to tylko manipulacja do zwiększenia sprzedaży. Nie ma nic wspólnego z prawdą. 

W opisie producenta czytam: „Najwyższej jakości karma przygotowana w oparciu o wyjątkowe receptury. Kawałki mięsa w soczystym sosie dla najbardziej wymagających kotów”. Zachęcające, prawda?Ale to jest tekst działu marketingu, a nie producenta. 

Producent małymi literkami pisze z czego zrobił ten przysmak: „Mięso i produkty uboczne pochodzenia zwierzęcego (z tego 4% cielęciny), zboże, warzywa (4%), składniki mineralne, cukier, roślinne produkty uboczne.”

Czy rozumiesz co tu jest w rzeczywistości napisane? To znaczy, że ta „mięsna” puszka dla kota składa się w 96% z rzeczy, których prawdziwy kot nie jada, czyli zbóż (nie wiadomo jakich), warzyw (nie wiadomo jakich), cukru (szkodliwego dla kota!!!!) i „roślinnych produktów ubocznych”, czyli mówiąc bardziej wprost – z odpadków z roślin nie wiadomo jakich – paszowych, sklepowych, może z liści, a może z obierek i innych „roślinnych” odpadków. 

A te pozostałe 4% to też nie jest mięso, tylko mięso wraz z przemielonymi odpadkami rzeźniczymi i innego, bliżej niewyjaśnionego pochodzenia. Czy przeczytałeś kiedykolwiek ze zrozumieniem listę składników karmy, którą dajesz swojemu kotu?

Zdziwisz się.Tak samo jak ja się zdziwiłam. Wydawało mi się, że to są bardzo fajne saszetki! Ładnie pachniały, równie dobrze wyglądały, wcale nie były przemielonym pasztetem, tylko skrawkami czegoś, co wyglądało jak mięso i było zanurzone w sosie albo w galaretce.

Moje koty to uwielbiały.

Znalazłam dyrektywę Unii Europejskiej, gdzie na dziesiątej stronie drobnym druczkiem podano zestawienie tego, co może się kryć pod określeniem „mięso i produkty uboczne”, cytuję ze skrótami, żeby było jaśniej:– elementy ubijanych zwierząt, które zostały odrzucone jako niezdatne do spożycia przez ludzi – skóry, kopyta, rogi, szczecina świń i pióra pochodzące od zwierząt ubitych w rzeźni – krew pozyskana od zwierząt innych, niż przeżuwacze, ubitych w rzeźni – odtłuszczone kości i skwarki; – surowe mleko – ryby lub inne zwierzęta morskie, z wyjątkiem ssaków morskich – świeże uboczne produkty zwierzęce z ryb pochodzące z zakładów wytwarzających produkty rybne – skorupy, uboczne produkty zwierzęce z klujnika i uboczne produkty zwierzęce w postaci popękanych jaj – krew, skóry, kopyta, pióra, wełna, rogi, włosy i futro pochodzące od zwierząt – odpady żywieniowe (kateringowe) inne niż opisane w art. 4(1)(e).  

Myślę, że można to streścić jednym zdaniem: „wszystkie resztki zwierzęce, których człowiek nie chce wykorzystać dla siebie”.Czy wiesz co to oznacza w praktyce?W ulubionej puszce albo saszetce karmy twojego kota znajduje się 4% masy zrobionej ze skóry, kopyt, sierści, dziobów, jelit, krwi i kopyt oraz 96% dodatków roślinnych, których twój kot nie umie trawić.Mam mówić dalej?

ZOBACZ WIĘCEJ FRAGMENTÓW Z KSIĄŻKI
TERAZ W PROMOCJI -11%

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *