Cukiernia Pogódka

Po południu mama odbierała mnie z przedszkola i szłyśmy chodnikiem wzdłuż starych, wielkich drzew i rozmawiałyśmy. Po drodze wstępowałyśmy do cukierni po ptysia w kształcie łabędzia. Miał długą, smukłą, miękko zagiętą szyję z ciasta, a między skrzydłami na plecach miał porcję cudownie lekkiej, śnieżnobiałej bitej śmietany.

Czasem kupowałyśmy rurki z kremem. Jeśli tylko w pobliżu była moja młodsza siostra, to stawałam naprzeciwko niej i dmuchałam w rurkę z całej siły, żeby pocisk z białej bitej śmietany wylądował na jej twarzy.

 

W cukierni Pogódka było mnóstwo pysznych rzeczy. Ogromne lepkie pączki oblane lukrem, sernik wiedeński, szarlotka z rodzynkami i lody w kulkach. To było trochę jak inna rzeczywistość.

Wchodziło się do góry po schodkach, bo tak zaczarowane miejsce nie mogło przecież stać wprost na ziemi 🙂 Schody były dość wysokie, na górze otwierałeś drzwi i ogarniała cię fala słodkich obietnic grzybków biszkoptowych, eklerek i pączków. No i ta nazwa – Pogódka, jakby wprost z książki przygodowej 🙂

 

Tak samo jak biblioteka na Buczka. Nie pytałam wtedy czym albo kim jest ów tajemniczy Buczek. Brzmiał inspirująco, poruszał wyobraźnię. Kiedy szłam do „biblioteki na Buczka”, czułam się jak podróżnik w drodze po przygodę.

Biblioteka mieściła się w starym domu o skrzypiącej podłodze. W ogródku przed wejściem rósł krzew pigwowy, późnym latem obsypanym żółtymi owocami podobnymi do gruszki. Miały niezwykły, niespotykany zapach.

W środku stały drewniane regały, pachniało kurzem, papierem, książkami. Pani bibliotekarka miała tekturowe kartoniki z nazwiskami osób wypożyczających ułożone w wąskich drewnianych szufladkach. Do dziś pamiętam dźwięk tych tekturek przesuwających się pod jej paznokciami.

 

Wchodziłam między książki i znów czułam się jak podróżnik na progu niezwykłej wyprawy w nieznane. Między okładkami każdej książki mieścił się cały nowy, inny świat. Każda książka była nowym przeżyciem, ekspedycją, całym dodatkowym życiem, w którym ja jako czytelnik mogłam brać udział.

I wcale nie czułam się jak ktoś z zewnątrz. Wprost przeciwnie. Byłam każdym z bohaterów książki, czułam ich strach, radość, razem z nimi cierpiałam głód w dolinie odciętej od reszty świata, i razem z nimi udawało mi się wydostać znów na wolność.

 

Cukiernia Pogódka, biblioteka na Buczka, magiczne miejsca.

Dzisiaj nie ma żadnego z nich.

Cukiernia Pogódka przestała istnieć, a biblioteka wciąż działa, ale zmieniono nazwę ulicy. Dzisiaj to jest biblioteka na Sportowej. Jak to inaczej brzmi!!!

 

Fragment książki „Życie jest wolnością”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *