Co to jest przemiana duchowa

Ale co to właściwie jest ta przemiana duchowa, dojrzałość emocjonalna, praca nad sobą, rozwój duchowy? Czy to oznacza, że teraz muszę porzucić wszystko, co sprawia mi przyjemność i biczować się na początek dnia, żeby sobie przypomnieć o tym jaka jestem zła i zasługuję na karę? A może mam zacząć nosić hipisowskie ubrania, śpiewać na ulicy i palić kadzidełka? A może nie daj Boże mam przejść na weganizm i przestać pić alkohol, żeby być bardziej „uduchowiona”?

Nie. Nie. I nie.

W ogóle nie chodzi o to co zrobisz na zewnątrz. Nie jest ważne jak będziesz się  ubierać, co będziesz jeść i jak urządzisz swój dom.

Chodzi raczej o to, co dzieje się w tobie. Jak zarządzasz swoim życiem, jakie masz intencje, dlaczego podejmujesz określone działania. Jak reagujesz kiedy dzieje się coś, co ci się nie podoba. Jakie masz nastawienie do samej siebie, do swoich najbliższych i do innych ludzi. Jak radzisz sobie z przeciwnościami.

Dla mnie „rozwój duchowy” jest wzięciem odpowiedzialności za to kim jestem, gdzie jestem i dokąd zmierzam. To oznacza, że jestem gotowa do włożenia tyle pracy, ile będzie potrzeba, żeby moje życie było zdrowe, dobre i szczęśliwe. To oznacza też, że jestem wolna od emocjonalnego uzależnienia od innych osób.

Nauczyłam się tego po wielu latach stania w miejscu z poczuciem, że marnuję czas. Miałam wrażenie, że brakuje mi czegoś ważnego, byłam ciągle niesyta i nie w pełni zadowolona. Zawsze potrafiłam wskazać kogoś, kto jest temu winny, nigdy nie przyszło mi jednak do głowy, że właściwie ja sama niewiele zrobiłam, żeby realnie i skutecznie polepszyć jakość mojego życia.

Stałam w miejscu nie dlatego, że zatrzymywali mnie inni ludzie albo zdarzenia z przeszłości. Stałam w miejscu dlatego, że nie podejmowałam żadnych konsekwentnych działań, a kiedy życie mnie do tego zmuszało, szukałam rozwiązania, które byłoby łatwe, szybkie i wygodne zamiast takiego, które przyniosłoby realną, długotrwałą zmianę na lepsze.

Nie zdawałam sobie oczywiście z tego sprawy. Kiedy dzisiaj o tym myślę, mam wrażenie, że żyłam w częściowym uśpieniu. Dostrzegałam pewne zależności, byłam w stanie wyciągać wnioski, ale pozostawałam bierna.

Niby żyłam, myślałam, podejmowałam decyzje, ale tylko w połowie.

Oczekiwałam, że życie powinno być łatwe i wygodne. Kiedy pojawiały się problemy, byłam nieszczęśliwa, niezadowolona i szukałam winnych. I dlatego właśnie stałam w miejscu.

Z tego samego powodu tkwiłam w związku, w którym nie byłam szczęśliwa. Oczekiwałam, że coś się zmieni, coś się naprawi, oskarżałam mojego chłopaka i uważałam, że płaczę przez niego.

To prawda, zachowywał się czasem źle, ranił mnie słowami, odrzucał, krzyczał, a ja albo wtedy byłam wściekła, albo nieszczęśliwa, albo jedno i drugie jednocześnie. Mówiłam mu, że nie zgadzam się na takie traktowanie, ale wciąż z nim byłam, więc moje usta i moje zachowanie mówiły zupełnie dwie różne rzeczy.

Moje usta mówiły: – Nie akceptuję takiego zachowania.

Moje zachowanie mówiło: – Akceptuję takie zachowanie i dlatego z tobą jestem.

Bo przecież gdybym naprawdę nie akceptowała takiego zachowania, gdybym naprawdę miała zdrowe granice i gdybym naprawdę szanowała samą siebie, to nie pozwoliłabym, żeby ktoś źle mnie traktował i nie chciałabym być z takim człowiekiem w związku, tylko raczej wprost przeciwnie, chciałabym ten związek rozwiązać, a następnie po prostu bym to zrobiła!

Wychodziłam z podświadomego założenia, że życie powinno być łatwe i przyjemne, ludzie powinni być uprzejmi i uczciwi, a mój chłopak powinien zachowywać się zgodnie z moimi oczekiwaniami. Przy takim sposobie myślenia co chwilę będziesz wpadać na życiowe skały, które będą tak długo wywracały twój statek, aż w końcu ockniesz się z apatii, zaczniesz myśleć i będziesz gotowa do tego, żeby podjąć działanie, być wytrwała, konsekwentna i świadoma w budowaniu swojego życia.

To jest właśnie rozwój duchowy prowadzący do emocjonalnej dojrzałości.  

Fragment książki “Szczęśliwe związki”. Bestseller. Zamów swój egzemplarz.

Więcej fragmentów

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.