Ciesze się, że jestem :)

We wtorek jak co dzień wyszłam biegać. Była szósta rano, rześkie powietrze, a do pierwszych promieni słońca śpiewały uradowane ptaki. Ale coś było inaczej. Poczułam się tak, jakbym właśnie wylądowała w Cuzco w wysokich górach.

Cuzco leży na wysokości 3400 m n.p.m., więc kiedy przylatujesz tam samolotem z Limy (która leży na wysokości zero nad oceanem), w pierwszej chwili nie możesz złapać tchu. Im większa wysokość nad poziomem morza, tym niższe ciśnienie i mniej tlenu w powietrzu. Trudno się oddycha. Czasem masz wrażenie, że w ogóle nie można zaczerpnąć tlenu mimo że płuca pracują.

Tak właśnie poczułam się kilka dni temu w Warszawie.

– To dziwne – pomyślałam i zrobiłam to, co zrobiłabym w Cuzco: zaczęłam oddychać powoli, dokładnie, głęboko. Poczułam się lepiej.

Następnego dnia znów wyszłam biegać. Była szósta rano, cudowny kwietniowy poranek, oddychałam ostrożnie i głęboko, i byłam bardzo zmęczona.

– Może nie będę dzisiaj biegać? – pomyślałam.

– Dasz radę! – odpowiedziałam sobie. Warto czasem pokonać swoją słabość i zmusić się do wysiłku. I rzeczywiście, dałam radę. Kiedy wchodziłam do domu, poczułam dziwny ból. Uświadomiłam sobie, że chyba nigdy wcześniej nie bolały mnie płuca. To był pierwszy raz.

Nie zwolniłam tempa. Usiłowałam jak zwykle pracować, jeździć na rowerze, ćwiczyć jogę, ale zauważyłam, że przychodzi mi to z coraz większym trudem. Brakowało mi sił.

Wtedy pomyślałam, że organizm daje mi do zrozumienia, że potrzebuje odpocząć, zregenerować się i skoncentrować na naprawieniu problemu.

W trudnościach z oddychaniem pomogła mi joga. Każdy, kto ćwiczy asany, wie, że już po kilkunastu sekundach udrażniają się przewody oddechowe i łatwiej oddychać.

Pomogła mi też pranajana, czyli kontrolowany oddech, który wspomaga układ odpornościowy.

Codziennie piłam olejek z oregano (10% roztwór w oliwie) – trzy razy dziennie po 10 kropli w wodzie. Olejek z oregano ma właściwości antybakteryjne i przeciwwirusowe, profilaktycznie wystarczą 4 krople.

Piłam bardzo dużo filtrowanej wody, do 4 litrów dziennie.

Jadłam to co zazwyczaj, czyli 100% zdrowe, pełnowartościowe pożywienie roślinne – wczoraj zupę z botwinki z kaszą quinoa.

Wczoraj była niedziela. Wstałam jak zwykle wcześnie, ale mimo dziesięciu godzin snu czułam, że mogłabym spać dalej. Joga znów pomogła mi w oddychaniu, ugotowałam obiad i nagle poczułam, że muszę zatrzymać się, puścić wszystko i odpocząć.

Odwołałam popołudniowej spotkanie na Zoom, położyłam się i przespałam całe popołudnie. W nocy wypiłam trzy litry wody, spałam dwanaście godzin.

Dzisiaj po raz pierwszy od kilku dni czuję się trochę silniejsza. Mogę swobodnie oddychać. Piję właśnie zieloną herbatę i myślę sobie, że życie jest piękne 😊

Jeszcze jedno chcę wam powiedzieć.

Wczoraj po południu położyłam się na łóżku i patrzyłam w niebo. Czułam się bardzo słaba i zmęczona. Przemknęło mi przez myśl, że może mam wirusa i że wielu ludzi zmarło z jego powodu.

– Będzie dobrze – pomyślałam sobie i uśmiechnęłam się do chmur. – Czy myślisz, że to jest mój czas, kochany Boże? Jeśli chcesz, to pójdę z tobą, choć prawdę mówiąc wolałabym tu jeszcze trochę zostać.

Oddychałam spokojnie. Zamknęłam oczy i zasnęłam.

Cieszę się, że jestem tu z Wami 😊

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

Subscribe to our newsletter