Stawiam wyzwanie myślom

Czasem niespodziewanie przydarza się coś, co kompletnie wytrąca mnie z równowagi, sieje zamęt, budzi strach. Wszystko nagle staje się trudne, tracę zdolność do radości, umysł spowija smutny mrok, z którego nie mogę się wydostać z powrotem na wolność. Wydaje się, że życie we mnie milknie, cichnie, więdnie, zamiera. Nie mogę jeść ze ściśniętym żołądkiem. Nie mogę pracować, bo myśli szaleją jak tornado wzbijające falę tsunami. Wszystko traci sens.

Wydaje się, że niczego już nie chcę, niczego nie potrafię, donikąd nie zmierzam. Patrzę na świat i nic nie widzę. Jedyne, co jestem w stanie odczuwać i dostrzegać to wielki czający się we mnie lęk.

Kiedyś był dla mnie jak życiowa dorożka, do której bez wahania wsiadałam. Im dalej mnie unosiła, tym trudniej było z niej wysiąść.

Teraz rozumiem, że mam wybór.

Emocje i myśli pojawiają się w moim mózgu na skutek dawno zapisanych i często powtarzanych wzorów. Myśli i emocje nie są obiektywnym opisaniem świata. Są tylko instynktowną reakcją mojego mózgu sterowaną przez wcześniejsze doświadczenia i emocjonalne nawyki.

Zmieniam więc emocjonalne nawyki. Zamiast bez namysłu ulegać katastroficznym myślom, stawiam im wyzwanie. Czy naprawdę jest tak źle? Czy boję się realnego zagrożenia, czy może raczej boję się mojego własnego strachu? Czy staram się zachować realistyczne podejście? Czy trzymam się myślami najgorszych i najsmutniejszych scenariuszy? Czy ulegam strachowi tak łatwo jak łan zboża kładący się na ziemi podczas wichury? Czy tak właśnie chcę żyć dalej?

Stawiam wyzwanie temu, co pojawia się w moich myślach i emocjach. Przyglądam się im i zastanawiam czy chcę w to wierzyć. Czy chcę z nich budować moją przyszłość, czy może raczej wolę w ich miejsce posiać nowe, bardziej pozytywne, bardziej ufające, bardziej realistyczne. W chwilach największej próby dokonuje się największa przemiana. Nie cofam się przed trudnościami. Wychodzę im naprzeciw.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.