O potworach – fragment ksiązki

Ostrożnie przeszłam obok potężnych skrzydeł, pod drapieżnie zagiętym dziobem, przy pokrytych plamami pazurach i między wężowo poruszającymi się głowami wyrastającymi z ciała obrośniętego łuskami. Byłam lekka i cicha jak mgła na jeziorem.

Pokonałam posłuszne potwory.

Potwory posłuszne mojej woli.

Zawsze były.

Zawsze były posłuszne.

Zawsze odpowiadały na każde wezwanie.

Kiedy siałam zamęt, one znajdowały mnie w środku pustynnej burzy. Kiedy tonęłam we łzach, przypływały na ocean. Kiedy rozpoczynałam wojnę, przybywały z bronią. Zawsze były posłuszne. I to właśnie dlatego dotychczas nie mogłam ich pokonać.

Nie dlatego, że były silniejsze ode mnie, nieuchwytne albo zbyt niebezpieczne.

Wprost przeciwnie.

One były mną.

Były takie same jak ja.

Odpowiadały dokładnie tym samym, co ja miałam w sobie.

Posłuszne, wierne, skrupulatne, sumienne. Zawsze starały się powtarzać moje ruchy, moje myśli i uczucia, w nadziei, że pewnego dnia zostaną zauważone, docenione i zaakceptowane.

Ale ja przecież tylko biegłam. Ciągle biegłam w niekończącym się pośpiechu.

Zawsze było mi mało. Nigdy nie miałam dosyć.

Każda zdobycz szybko traciła urok. Potrzebowałam następnej. Rzucałam się więc w pogoń jak myśliwski pies. Czujny, szybki, skoncentrowany na celu. Podejrzliwy wobec innych psów. I z wiecznym głodem, które nic nie mogło zaspokoić. Żaden łup, żadne osiągnięcie, żadna nagroda.

Najbardziej chciałam tego, czego nie mogłam mieć. Miski ciepłej strawy postawionej w kuchni dla kochanego pudla. Stałam pod jego drzwiami, węszyłam i skomlałam z samotności. Mimo że miałam tyle, że mogłabym kupić cały dom z pudlem w środku.

Nie chodziło o dom. Ani o światła w kuchni. Ani o to, co znajdowało się w misce. Najcenniejsze było to, czego nie można było kupić za żadne pieniądze.

Chciałam do kogoś należeć.

Chciałam znaleźć się w czyichś dłoniach. Ciepła i bezpieczna. Chciałam zostać tak na zawsze.

Ale nikt nie chciał mnie przygarnąć. Z wyjątkiem potworów.

WOJOWNIK SŁOŃCA. Magiczna wyprawa na kraniec wszystkiego” – zobacz więcej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *