Półgwiazdkowy hotel

Krzysztof Kolumb miał taki pokoik. Vasco da Gama. Indiana Jones.

I ja go miałam.

Na własność. Na całą jedną noc.

Jeśli chciałbyś go ocenić standardami mierzonymi w gwiazdkach, to być może jedna najskromniejsza gwiazdka zechciałaby mu zaświecić.

Ale wiesz jak to jest.

 

Gwiazdki pokazują to, co można zmierzyć przy pomocy karty kredytowej, a dokładniej mówiąc, tego, co się na tej karcie znajduje, czyli pieniędzy.

Jasne, w pięciogwiazdkowym hotelu masz białe firaneczki, lśniącą podłogę, obrazy na ścianach, lampę przy łóżku, gorący prysznic i takie tam wynalazki.

Ale nie masz przygody.

Nie masz poczucia, że wstępujesz właśnie do krainy zamieszkałej przez setki dzielnych, utrudzonych wędrowców, którzy tutaj właśnie znaleźli bezpieczną przystań.

 

Pokój był malutki. Wyglądał jak więzienna cela. Całe miejsce zajmowały dwa wąskie łóżka o dziwnie pofałdowanych powierzchniach. Tak jakby przez całe życie usiłowały dostosować się do każdego podróżnika, który na nich spał. Były przykryte skromnymi, wytartymi prześcieradłami w kratkę, których postanowiłam zbyt często nie dotykać, bo czuło się na nich ślady milionów dotknięć innych palców.

Na drzwiach kartka z napisem: Uwaga. Ważna informacja dla użytkowników tego miejsca. Pokoje są jest opłacone do godziny 9 rano z maksymalną tolerancją 30 minut. Po przekroczeniu tego limitu trzeba zapłacić normalną taryfę.

Czyli, że doba hotelowa kończy się o 9.00, najwyżej o 9.30 rano, jeśli opuścisz pokój później, musisz zapłacić za kolejną dobę.

Na ścianie w burym kolorze wisiał gigantyczny pająk. A raczej cień gigantycznego pająka poruszającego niecierpliwie nogami.

Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że to nie pająk, tylko hipnotycznie wirujący wentylator, który łopatami rozgarniał wieczność drzemiącą pod sufitem. Machał ramionami jak pływak przyczepiony do kotwicy, który za wszelką cenę pragnie się od niej uwolnić i wypłynąć dalej na szeroki ocean.

Dokąd byś pofrunął, szalony paragwajski wiatraku?

Nad dachami domów aż hen na bezkresne, suche, kolczaste Gran Chaco? Zaprzyjaźniłbyś się z drzewami butelkowymi i kaktusami, furkotałbyś jak wielki tropikalny motyl w promieniach wschodzącego słońca?…

 

Och, jak słodko będzie mi dzisiaj spać po kilkunastu godzinach spędzonych w kurzu argentyńskich dróg!…

Jeszcze tylko jedna zagadka.

Łazienka.

Mikroskopijna.

Jest prysznic.  Pod sufitem wisi charakterystyczna, pogrubiona słuchawka, z której wystają kable. To prysznic elektryczny, powszechnie używany w Paragwaju. Na szczęście nie działa. To znaczy generalnie oczywiście przyjemnie jest wykąpać się w ciepłej albo gorącej wodzie, ale jeśli kiedyś miałeś do czynienia ze źle zamontowanym prysznicem elektrycznym, to wiesz co mam na myśli. Podczas tej wyprawy do Paragwaju zostanę wiele razy i bardzo boleśnie pokopana prądem w łazience podczas kąpieli. Ale to jest dopiero przede mną J

Na razie stwierdzam,  że elektryczny prysznic nie działa, więc trudno, wykąpię się w zimnej wodzie, i cieszę się z tego, że woda nie jest lodowata, a tylko mocno chłodna.

A ręcznik?…

No tak. To jest ten mało przyjemny moment kiedy zakręcasz kran i stoisz cały mokry w zimnej łazience. Zapomniałam dodać, że nie ma czegoś tak luksusowego jak kabina prysznicowej. Woda rozlewa się po całej łazience, czyli nie tak znów obficie, biorąc pod uwagę fakt, że łazienka ma wielkość komórki na szczotki. I to musiałyby być szczotki wyjątkowo szczupłe, żeby wszystkie się zmieściły.

 

Odgarniam z twarzy mokre włosy, rozglądam się jak rozbitek na brzegu oceanu.

Gdzie jest ręcznik?…

Czy w ogóle mam odwagę marzyć o tym, żeby ręcznik czekał na mnie jako część wyposażenia hotelu? Wiesz jak to jest. W pięciogwiazdkowym hotelu masz pięć śnieżnobiałych ręczników do wyboru, ale w półgwiazdkowych hotelach na co możesz liczyć? Na pół ręcznika?…

Wychodzę z łazienki zostawiając za sobą mokre ślady i mruczę do siebie, że znowu zapomniałam wyjąć ręcznik z torby podróżnej, gdy nagle staję jak wryta.

Takie rzeczy tylko w Paragwaju!!!

Na łóżku leży błękitny ręcznik haftowany złotą nitką we fruwające wróżki!! Aaaaaa!!!!

W tej ciemnej, burej więziennej celi bez okna, z galopującym pod sufitem wiatrakiem, który kręci się tak rozpaczliwie, jakby chciał uciec od samego siebie, ten abstrakcyjnie błękitny ręcznik ze złotą nitką i wróżkami wygląda jak przybysz z innego świata. Jak posłaniec, który mówi:

– Jesteś już blisko. Ja cię poprowadzę dalej. Prosto do krainy marzeń.

Fragment książki “Blondynka w Paragwaju”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *