W Masvingo na południe od Harare w Zimbabwe znalazłam chyba jedyny hotel i dostałam maleńki pokój, w którym mieściło się tylko łóżko. Stare, wygniecione, zapadnięte pośrodku jak krater pradawnego wulkanu. Miało najbardziej niewygodny materac, na jakim kiedykolwiek spałam, zrobiony chyba z powiązanych w supły starych szmat. Myślę, że to łóżko mogło pamiętać czasy Davida Livingstone’a i być może dźwigało kiedyś jego szanowne plecy. Teraz wyglądało jak wyboisty barłóg przykryty spranym prześcieradłem z osobliwymi znakami, plamami i śladami obecności wcześniejszych gości. Wolałam im się zbyt dokładnie nie przyglądać. Szczególnie, że pierwszego wieczoru po przybyciu do Masvingo miałam atak tajemniczej gorączki.

To się zdarza w podróży. Zwykle zaczyna się osłabieniem, zmęczeniem, gorszym samopoczuciem, a potem nieoczekiwanie czujesz, że cały płoniesz. Pamiętam jak dygotałam z zimna pod gorącym prysznicem. Innym razem przywiozłam gorączkę do Polski i w gorący lipcowy dzień ręce tak mi się trzęsły z zimna, że nie mogłam włożyć klucza do zamka w drzwiach wejściowych do domu. Kiedyś płynęłam statkiem do Manaus w ogłuszającej tropikalnej burzy i ulewnym deszczu tak wielkim, że przez kurtynę wody spadającej z nieba nic nie było widać. Przemoczona, głodna i zmarznięta w ciemności znalazłam hotel i w nocy dostałam ataku gorączki. Włożyłam na siebie wszystkie ubrania, zwinęłam się w kłębek pod prześcieradłami – kołdry nie było, bo Manaus leży w dżungli amazońskiej ze średnią temperaturą około trzydziestu stopni Celsjusza – i dotrwałam do rana.

Jeśli jesteś przyzwyczajony do czystej pościeli, lepiej nie wyruszaj w przygodowe podróże. Są miejsca, gdzie pranie wciąż robi się ręcznie, a wyobraź sobie ile to pracy codziennie szorować na tarze wielkie prześcieradła, które trzeba potem wypłukać w odpowiednio obfitej ilości wody, której brakuje. Nawet jeśli jest pralka, to nie ma elektryczności. Turyści przybywają jak duchy z zaświatów na jedną noc, rano zabierają swoje plecaki, obco brzmiące słowa i dziwnie wyglądające twarze, i ruszają w dalszą drogę. W sumie jeśli spojrzeć na to z pewnej perspektywy, to można powiedzieć, że wszyscy ci przybysze z daleka są jak bracia i siostry z jednej białej pozaafrykańskiej rodziny, dlaczego więc mieliby mieć coś przeciwko spaniu w tej samej pościeli?

Jeśli masz wrażliwy węch i przenikliwy wzrok, od razu znajdziesz ślady innych osób w „twoim” łóżku i poczujesz ich zapach. Niektórzy biegną do recepcji ze skargą, ściągają pogniecione prześcieradła i potrząsają nimi przed oczami spokojnego tubylca, ale to na nic. Jest to, co jest. Jeśli dotarłeś do tego miejsca  w Afryce, Indiach czy Ameryce Południowej, naucz się żyć z tym, co tu jest, bo musi tu być.

Oczywiście możesz trzasnąć drzwiami i opuścić hotel, ale co jeśli jest to jedyne miejsce, gdzie można wynająć pokój na noc?…

_cuva

Gorączki tropikalne są tak samo nieuniknioną częścią podróży jak muchy latające nad słodkimi ciastkami. Tyle że to wtedy my jesteśmy tym słodkim ciastkiem.

Denga, żółta febra, malaria, chikungunya i zika są roznoszone przez komary. Gorączkę tsutsugamushi, leptospirozę, dur brzuszny wywołują bakterie z zanieczyszczonej wody lub pożywienia. Wirusy żółtej febry i ziki mogą być przenoszone drogą płciową, przyczyną innych gorączek może być brak odpowiedniej higieny, czyli na przykład brudne prześcieradła w moim hotelu w Misvango albo brudne ręce po dotknięciu klamki lub banknotów. Wirusy, bakterie i pierwotniaki (w przypadku malarii) podróżują razem z nami i skorzystają z okazji, żeby się namnażać wywołując stany chorobowe. Im bardziej jesteś zmęczony, głodny, zestresowany i źle odżywiony, tym łatwiej zachorujesz i tym trudniej będzie ci wyzdrowieć.

Najtrudniejsza i najbardziej dojmująca jest chyba gorączka denga. Miałam ją wiele lat temu w Paragwaju. Pierwsze objawy były dziwne: bardzo silny ból w okolicy kręgosłupa, który zdiagnozowano jako wypadnięcie dysku. Dostałam zastrzyk, przestałam nosić ciężki plecak i ból znikł, by pojawić się trzy dni później z jeszcze większą mocą. Nagle zaczęło mnie przeraźliwie razić światło. Zwykły dzień wydawał mi się blaskiem nie do zniesienia. Całkowicie straciłam siłę, nie mogłam nawet siedzieć pionowo w autobusie, słaniałam się na boki i jęczałam z bólu. Skóra stała się tak wrażliwa, że krzyczałam przy najmniejszym dotknięciu. Nie wiedziałam gdzie jestem ani dokąd mam iść. Nie mogłam niczego zjeść ani wypić. I tak przez dziesięć dni, podczas których straciłam dziesięć kilogramów. Nie ma żadnych lekarstw na dengę z wyjątkiem paracetamolu, który podaje się co kilka godzin na zbicie gorączki i ulżenie w bólu. Reszty musisz dokonać sam siłami układu odpornościowego. Im zdrowszy prowadzisz tryb życia na co dzień i w podróży, tym większa szansa, że przeżyjesz.

Fragment książki „Na tropach źródła Nilu” – zobacz więcej.

Udostępnij na Facebooku!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *