
Był początek lutego. Bardzo gorąco. W ten niezwykły tropikalny sposób, który wsącza się w każdą komórkę i jest jak wiatr, który wymiata z pustyni zabłąkane ziarna piasku. Tak gorąco, że czasem z pozycji pionowej niespodziewanie znajdujesz się w poziomie. Ciało samo lgnie do ziemi, spoczywa, zamyka oczy, odzyskuje balans w tropikalnym dusznym śnie. Oczyszcza płuca, oczy, mózg, karmi serce, budzi cię na powrót do życia.
Miejscowi przeczekują największy upał schowani za uchylonymi drzwiami i pod wielkim banyanem nad wodą. To niezwykłe drzewo, figowiec bengalski (Ficus benghalensis), które rozrasta się tak szeroko, wypuszczając korzenie powietrzne tworząc nowe pnie, że wygląda jak las.
A ja zanurzam się w cień wąskich uliczek, żeby zabłądzić. Chcę znów poczuć zapach kurzu sprzed stu lat, trafić przypadkiem do sprzedawcy antyków, który sam wygląda jak eksponat z innych czasów, usiąść na murku i patrzeć jak mężczyźni grają w bao , dostrzegać drobne zachwycające swoją prostotą i kolorami obrazki, chwytać chwile afrykańskiego życia, które nigdy się nie powtórzą.
Są takie miejsca, gdzie piękno ma swój własny, wyjątkowy, niepowtarzalny, nieoczywisty i zbuntowany wymiar. Krzywe drzwi, pętle kabli pozornie bezładnie wspinające się na mury, wytarte plamy turkusowej farby, kolorowe plakaty, wysłużony stary rower, mokre koszule na sznurku, kiść świeżych bananów, biały kot. Kamienne Miasto jest jak dziwny sen, gdzie wszystko może się zdarzyć.
W sklepikach można znaleźć zaczarowane dawne rzeźby z głębi Afryki, przykryte kurzem i cierpliwym trwaniem. Ożywają pod dotknięciem, słychać w nich muzykę bębnów i przeznaczenia. Tysiące koralików, naszyjników, bransoletek, hebanowe lwy i nosorożce, zgrabne zebry, smukłe żyrafy i cudnie rzeźbione szkatułki.
Półtora tysiąca lat temu mieszkali tu ludzie z plemienia Bantu, którzy przybyli z zachodniej i środkowej Afryki. Byli odważni i mądrzy. Nie chcieli siedzieć w jednym miejscu, zgodnie z zasadą Mweenzu mulonga – „Wędrowiec jest jak rzeka”, bo nieustannie zmierza naprzód, poszukuje, zmienia się; oraz Kafamba huona – ”Podróżowanie jest widzeniem”, czyli poszerzaniem swojego świata i świadomości. Z rejonu dzisiejszego Kamerunu i Nigerii emigrowali na pół Afryki.
Sadzili banany, bulwy yam[1], sorgo[2] i proso, mieli krowy, kozy, kury i psy, wierzyli w naturalną równowagę duchową istniejącą we wszechświecie i uważali się za jej integralną część. Przestrzegali przed nieuczciwością, złymi słowami i czynami, które stały z nią w sprzeczności i zakłócały odwieczny porządek rzeczy.
Około dziesiątego wieku do wybrzeży wyspy na łodziach popychanych monsunowym wiatrem zaczęli przypływać arabscy i perscy kupcy. Przywieźli ze sobą niesłychane cuda, nigdy wcześniej tu nie widziane: jedwab, brokaty, bawełnę, aromatyczną żywicę mirrę używaną jako kadzidło, kardamon, cynamon i inne przyprawy, perfumy, daktyle, srebrną biżuterię i naczynia ceramiczne.
Zachwyt, podziw i zaciekawienie były po obu stronach. Wyspiarze mieli na wymianę tropikalne słodkie owoce, egzotyczne drewno, orzechy kokosowe, złoto, kość słoniową i skóry zwierząt, skorupy żółwi i szary bursztyn, czyli ambrę – wydzielinę z jelit kaszalota o charakterystycznym zapachu, stosowaną do wyrobu perfum.
Niespodziewanie okazało się też, że wyspa leży w idealnym miejscu owianym sezonowymi wiatrami o przewidywalnej długości i kierunku, dzięki czemu można było łatwo podróżować pomiędzy Afryką a Półwyspem Arabskim, Persją, Indiami i Chinami, rozwijając tak dobrze zapowiadający się handel.
Dla wszystkich to była dobra perspektywa. Miejscowi Bantu, Arabowie i Persowie zamieszkali razem w duchu wzajemnego szacunku. Nikt nikogo nie próbował zmieniać ani namawiać do przyjęcia innej wiary. Patrzyli raczej na siebie jak na nowych znajomych, od których można się nauczyć czegoś wartościowego.
Ale już w Europie niespokojnie zaczynały się tłoczyć okręty w portach. Ludzie mieszkali w drewnianych lub kamiennych domach stojących przy wąskich, błotnistych uliczkach, po których spływały nieczystości. Bogaci nosili szyte na miarę ubrania z aksamitu, biedni chodzili boso, jedli kapustę, groch i cebulę. Nic dziwnego, że kiedy padła wieść, że za oceanem są niezwykłe bogate krainy, wielu ludzi było gotowych zaryzykować i wyruszyć w nieznane.
W Portugalii rządził wtedy Jan II Doskonały (1455 – 1495). Był bardzo zainteresowany wyprawami morskimi i zafascynowany możliwością dotarcia do Dalekiego Wschodu, skąd można by bezpośrednio do portugalskiego skarbca przywozić drogocenne przyprawy, którymi w tym czasie zarządzali arabscy, perscy i indyjscy żeglarze oraz kupcy z Wenecji. Wysyłał szpiegów, którzy mieli dowiadywać się o możliwych morskich szlakach, powołał Morski Komitet Doradczy, Junta dos Mathematicos, który pracował nad mapami i narzędziami. Rozważał nawet sponsorowanie Krzysztofa Kolumba, który zgłosił się z własnym pomysłem dotarcia do Indii, ale przedstawione przez niego obliczenia nijak się miały do rzeczywistych odległości, więc jego oferta została odrzucona.
Mniej więcej w tym samym czasie Bartolomeu Dias jako pierwszy Europejczyk opłynął południowy kraniec Afryki, wskazując, że jeśli ktoś zamierzałby próbować dotrzeć do Indii, to jest to jedyna słuszna trasa.
Jan II tylko na to czekał. Zaczął poszukiwać doświadczonego żeglarza, któremu można by powierzyć tak odpowiedzialne zadanie. Podobno początkowo w podróż miał wyruszyć pochodzący ze szlacheckiej, zamożnej rodziny Estêvão da Gama, który jednak przedwcześnie zmarł. Wtedy zainteresowano się jego synem o imieniu Vasco. Był wykształcony, młody, silny, zdyscyplinowany i lojalny, a do tego miał doświadczenie wojskowe i marynarskie.
I to on w sobotę 8 lipca 1497 roku wyruszył flotyllą czterech statków w podróż do Indii i z powrotem. Po ponad dwóch latach, straceniu dwóch statków i połowy załogi, ekspedycja zakończyła się znów w Lizbonie w poniedziałek 29 sierpnia 1499 roku.
[1] Yam – bulwa rośliny z rodzaju Dioscorea, podobna do słodkiego ziemniaka, ale mniej słodka. Ma biały, żółty lub fioletowy miąższ, jest bardzo popularna w Afryce.
[2] Sorgo, mtama w języku suahili – zboże (a właściwie trawa) z rodziny wiechlinowatych (Poaceae), o okrągłych perłowych ziarnach i lekko orzechowym smaku. Bardzo odporna na suszę i trudne warunki, jest podstawą wyżywienia w wielu krajach Afryki.










Beatko,
Bardzo dziękuję za ten fragment . Bardzo szybko dałam się wyobraźni wciagnać w czas i obrazy…
Pozdrawiam serdecznie
ep