O świcie zawsze wychodzę na dwór, żeby patrzeć w niebo. Dzisiaj w miękkich odcieniach zimowej szarości. Przy brązowych bruzdach ziemi i brunatnych kałużach, czarnych kreskach wachlarzy drzew, wśród kłębków jasnej, lekkiej srebrzystej mgły. Krajobraz grudniowy. Teraz widać wszystko tak jak jest. Piękne, szczere, odsłonięte w swojej prostocie. Dla nas to też czas uczciwości. Jaki naprawdę jestem? Czego pragnę? Czy zmierzam tam, gdzie zawsze pragnąłem iść?…

Udostępnij na Facebooku!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *