Wesołych Świąt z Bogoty

Po powrocie z dżungli został koc, którego nie chciałam zabierać do Polski. Pomyślałam, że oddam go parze Indian, którzy zawsze stali z dużym psem na rogu ulicy. Ale tego dnia Indian nie było. Poszłam na pocztę kupić znaczki, spojrzałam na nieporęczny pakunek z kocem i zawahałam się. Co dalej?… Mogłabym ten koc po prostu zostawić w hotelu, na pewno komuś się przyda. Albo… Zaraz. Odwróciłam się. Przed chwilą minęłam śpiącego na ulicy bezdomnego. Był bosy, ubrany w łachmany, brudny. Leżał skulony pod murem. Jeśli ktoś potrzebuje mojego ciepłego koca, to z całą pewnością on! Cofnęłam się, okryłam go i odeszłam, ale coś mnie tknęło. Zatrzymałam się i spojrzałam wstecz. Bezdomny poruszył się. Podniósł głowę, spojrzał na koc, zamrugał i zaczął się rozglądać. Być może spodziewał się zobaczyć wróżkę albo Swiętego Mikołaja 🙂 Stałam w dość dużej odległości, bez ruchu, oparta o mur. Bezdomny prześlizgnął się wzrokiem po różnych osobach, aż nagle spojrzał na mnie. Jego twarz rozświetliła się w uśmiechu. Podniósł rękę i pomachał do mnie, a ja z taką samą radością pomachałam do niego. I pomyślałam, że choć być może wiele nas dzieli, w sumie jesteśmy tacy sami. Nie wiem kim był ani jaka jest jego historia. Wiem jednak, że wymieniliśmy nie tylko uśmiechy, ale i dobrą, czystą energię prosto z serca. Niewiele potrzeba do szczęścia. Zamiast oceniać ludzi, wystarczy szanować ich takimi, jacy są.Wesołych świąt!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *