fbpx

W dżungli jedzenia – wstęp

Jeszcze sto pięćdziesiąt lat temu na świecie nie istniała żywność robiona na masową skalę w fabrykach. Nie było gotowych potraw w proszku ani w plastikowych pojemnikach. Ludzie jedli naturalne produkty ze wszystkim, co jest potrzebne do życia i rozwoju: błonnikiem, witaminami, minerałami i pochodzącymi z roślin substancjami fitochemicznymi chroniącymi przed chorobami i wspierającymi zdrowie. Jedzenie kupowano na targu albo przynoszono z pola, posiłki przygotowywano w domu. Żywność była nietrwała, bo jej żywe, prawdziwe, naturalne składniki były kruche, delikatne i wrażliwe na warunki otoczenia.

Podczas podróży dotarłam do wielu miejsc, gdzie ludzie wciąż tak żyją. Mają tylko tradycyjne pożywienie pochodzące z miejscowych upraw, zebrane w puszczy albo w buszu. Zależnie od kontynentu, jedzą słodkie ziemniaki i ryż, warzywne banany[1] i maniok, z dodatkiem sezonowych warzyw i owoców, czasem z bardzo niewielką ilością świeżo upolowanego mięsa. Dwa posiłki dziennie, żeby zaspokoić głód i mieć siłę. Są wolni od otyłości, depresji, chorób krążenia, nowotworów czy cukrzycy. 

            W zachodniej cywilizacji wytwarza się masowo produkty, które mają być tanie, atrakcyjne, smaczne i dostarczać przyjemności. Jedzenie wytwarzane przemysłowo jest pozbawione wszystkich najważniejszych i najbardziej wartościowych naturalnych składników, ponieważ właśnie te składniki najszybciej się psują, więc utrudniałyby zarówno przechowywanie, jak i transport, podnosiłyby cenę produkcji i skracały trwałość. Do wytwarzania produktów stosuje się dodatki technologiczne, których skumulowane działanie stało się początkiem światowej epidemii otyłości, chorób serca, cukrzycy, nowotworów, chorób neurodegeneracyjnych i wielu innych.

W Polsce istnieje ponad 330 legalnie stosowanych dodatków do żywności, które pełnią 27 różnych funkcji technologicznych, takich jak nadawanie koloru, kształtu, chrupkości, aksamitnej konsystencji i wielu innych cech. To w praktyce oznacza, że można wziąć szarą, bezkształtną masę pozbawioną smaku oraz zapachu i skonstruować z niej produkt „spożywczy”, na przykład lody, ciastka albo pulpety. W taki sposób robi się na przykład wypieki w supermarketach. Do rozmrożonego półproduktu kupionego z fabryki dodaje się chemiczne proszki, które będą pachniały jak chleb, stworzą chrupiącą skórkę i dziurki w miękiszu, a szarą masę zamienią w bochenek albo bułkę.

            Jako „świadomy konsument” zapewne czytasz etykiety i zakładasz, że ktoś czuwa nad tym jakie składniki są dopuszczane do produkcji żywności. I rzeczywiście chemiczne dodatki do żywności są stosowane legalnie. Każdy z nich został zbadany, otrzymał atest i pozwolenie na stosowanie w produkcji. Problem polega na tym, że metody ich badania z punktu widzenia współczesnej nauki były niewystarczające. Nie brano pod uwagę kontekstu molekularnego, czyli w jaki sposób substancja chemiczna wpływa na organizm człowieka na poziomie komórek ani jakie znaczenie ma nagromadzenie różnych substancji w jednym produkcie wraz z ich reakcjami między sobą, a także faktu, że substancje chemiczne są zawarte we wszystkich przetworzonych wyrobach spożywczych sprzedawanych w sklepach, co czyni z nich ogromną masę.

Jak obliczyła Najwyższa Izba Kontroli w 2019 roku przeciętny Polak wraz z żywnością kupioną w sklepie zjada w ciągu roku 2 kilogramy chemicznych dodatków. U małych dzieci bezpieczny poziom spożycia tych substancji został przekroczony o 562%.

Moje śledztwo dziennikarskie zaczęło się prywatnie od jogurtu owocowego dwadzieścia lat temu. Uważałam się wtedy za „świadomego konsumenta” i wybierałam to, co zalecano jako zdrowe. Mój jogurt miał więc zero tłuszczu i zero cukru, a smakował tak wyśmienicie, że rzadko potrafiłam zatrzymać się przy jednym. To mnie zastanowiło. Dlaczego im więcej go jem, tym większy czuję głód? Czy nie powinno być odwrotnie?…

Przeczytałam oczywiście listę składników, na której znajdowały się znajome emulgatory, stabilizatory, skrobia modyfikowana, substancje zagęszczające, regulator kwasowości, syrop glukozowo-fruktozowy oraz śladowe ilości „wsadu owocowego”. Nic mnie wtedy nie zaniepokoiło. Uważałam, jak każdy przeciętny obywatel, że „ktoś tego pilnuje, więc ja nie muszę się martwić”. Uznałam, że syrop glukozowo-fruktozowy to coś zrobionego z owoców i dobrego dla mózgu, a różne substancje pomocnicze zostały stworzone w chemicznych laboratoriach dla mojego dobra i wygody, żebym mogła się cieszyć „zdrowym” jogurtem bez cukru i bez tłuszczu. Tylko dlaczego po tych jogurtach boli mnie brzuch, często mam biegunkę i jestem ciągle głodna?…

Z czego właściwie robi się ten syrop? Co oznacza określenie „skrobia modyfikowana”? Jaka to skrobia, skąd pochodzi i jak się ją modyfikuje? Z czego są zrobione stabilizatory i co stabilizują? Czy to, że emulgatory są obecne w prawie każdym wysokoprzetworzonym produkcie żywnościowym może mieć wpływ na organizm, a jeśli tak, to jaki? Czy istnieje powiązanie między uczuciem głodu a dodatkami technologicznymi? Z czego wynika uczucie sytości? Co właściwie jest zdrowe, a co nie? Czy istnieje związek między chorobami cywilizacyjnymi a przemysłowo wytwarzaną żywnością?…

Rozpoczęłam trwające wiele lat śledztwo dziennikarskie. Najpierw na swoje potrzeby, z ciekawości i chęci zrozumienia jak żywność wpływa na organizm i co mogę zmienić, żeby żyć zdrowo. Zaczęłam o tym opowiadać w radiu i pisać w książkach (m.in. w książce „W dżungli zdrowia” wydanej w 2014 r.). Im dalej zagłębiałam się w badania naukowe dotyczące wpływu żywności na ludzki organizm, tym bardziej rosło moje zdumienie.

Żyjemy w idealistycznym przekonaniu, że „ktoś tego pilnuje”. W Polsce i Unii Europejskiej istnieją tysiące przepisów regulujących sposoby wytwarzania żywności, przechowywania i dopuszczania jej do sprzedaży i ludzkiej konsumpcji. W teorii więc  „ktoś to sprawdza” i „ktoś ma nad tym kontrolę”. Praktyka jest jednak zupełnie inna.

To, co jest legalnie dopuszczone do spożycia, niekoniecznie jest zdrowe. Na przykład kiedy na początku lat siedemdziesiątych w Stanach Zjednoczonych wprowadzono do sprzedaży syrop glukozowo-fruktozowy – wygodny w użyciu słodzik zrobiony z kukurydzy – nikt jeszcze nie zdawał sobie sprawy z tego, że stanie się przyczyną epidemii otyłości i innych chorób. Nowe badania potwierdzają, że sztucznie pozyskana glukoza i fruktoza dodawane do żywności przyczyniają się do powstawania takich chorób jak insulinooporność, cukrzyca, stłuszczenie wątroby, nadciśnienie, otyłość, zespół jelita drażliwego i wiele innych.

Badania nad substancjami technologicznymi wykorzystywanymi do masowej produkcji żywności są często cząstkowe i nie biorą pod uwagę wielu implikacji, takich jak choćby spożywania więcej niż jednego produktu zawierającego emulgatory czy występowania w danym wyrobie więcej niż jednego dodatku technologicznego, co jest powszechną praktyką. Wystarczy przeczytać listę składników zwykłego chleba sprzedawanego w supermarkecie, żeby znaleźć tam płatki ziemniaczane (konserwant i spulchniacz), dekstrozę (syntetyczny słodzik robiony z kukurydzy), ekstrakt słodowy (polepszacz poprawiający kształt, słodzik, barwnik, konserwant przedłużający świeżość),   emulgator E 471 (polepszacz tworzący pożądaną konsystencję), gluten pszenny (polepszacz stosowany do poprawy struktury, nadający lekkość), kwas askorbinowy E 300 (przeciwutleniacz, konserwant przedłużający trwałość i kolor, polepszacz zwiększający objętość) i wiele innych.

Podczas niedawnej kontroli NIK przebadano 501 produktów sprzedawanych w sklepach spożywczych. Średnio w każdym produkcie znajduje się 5 substancji chemicznych. Najwięcej chemicznych dodatków znaleziono w kiełbasie śląskiej – 19 oraz w sałatce warzywnej ze śledziem i groszkiem – 12.

A oto wnioski z tej kontroli: Obowiązujące przepisy prawa dotyczące substancji dodatkowych w żywności nie odnoszą się w żaden sposób do ryzyka wynikającego z obecności w środkach spożywczych więcej niż jednego dodatku do żywności, kumulacji substancji dodatkowych z różnych źródeł czy oddziaływań synergistycznych. Stosowanie substancji dodatkowych wzbudza więc wiele wątpliwości z punktu widzenia bezpieczeństwa konsumentów.(…)

Organy odpowiedzialne za bezpieczeństwo żywności oraz zdrowie publiczne, szczególnie w zakresie zagrożeń zdrowia nie monitorowały ani nie oceniały dotychczas ryzyka związanego z kumulacją dodatków w żywności, synergistycznym oddziaływaniem czy interakcjami substancji dodatkowych z innymi składnikami diety, czy np. lekami. Tymczasem niektóre substancje dodane do jednego produktu, w połączeniu z innym artykułem spożywczym nie będą dla człowieka neutralne. Nie każda substancja jest szkodliwa od samego początku, ale może się nią stać w reakcji z inną, tworząc zagrożenie dla zdrowia. Naukowcy twierdzą, że wiele z substancji dodanych do żywności może powodować lub nasilać problemy zdrowotne, np. reakcje alergiczne, bóle żołądkowe, astmę. Związki chemiczne w żywności mogą prowadzić także do wzrostu ilości substancji toksycznych w ludzkim organizmie. Do tego dochodzi kumulacja substancji dodatkowych z różnych źródeł. Badania naukowe dowodzą, że większość nadwrażliwości na dodatki do pokarmów jest wywołana przez: barwniki, konserwanty, wzmacniacze smaku (np. glutaminian sodu).

Żyjemy więc w świecie, gdzie powszechnie dostępna żywność jest tania i toksyczna, co staje się przyczyną wielu chorób (m.in. otyłości, chorób serca, cukrzycy i nowotworu jelita grubego), a także przedwczesnej śmierci[2], [3], [4]. Niedawno w piśmie British Medical Journal opublikowano wyniki badań prowadzonych przez trzydzieści lat na grupie ponad stu tysięcy osób, w których potwierdzono te wnioski, jako szczególnie szkodliwe wskazując gotowe do spożycia produkty na bazie mięsa/drobiu/owoców morza, cukier i napoje sztucznie słodzone, desery na bazie produktów mlecznych i ultraprzetworzone produkty śniadaniowe.[5]

Ta książka jest rezultatem ponad sześciu lat poszukiwania wiedzy, zbierania badań naukowych i innych materiałów źródłowych. Masowo produkowana żywność zmienia się jednak równie szybko jak nauka. Kiedy wzrośnie społeczna świadomość dotycząca jednego szkodliwego dodatku i klienci przestają kupować produkty zawierające glutaminian sodu, w jego miejsce pojawia się kilka innych substancji, o których niewiele jeszcze wiadomo. Na przykład prawie wszechobecne 5′-rybonukleotydy disodowe, E 635, wzmacniacz smaku dodawany do kostek rosołowych, chipsów, wędlin, konserw, płatków śniadaniowych, zup, sosów, wypieków, przypraw i wielu innych produktów wysokoprzetworzonych. Sześć lat temu nie znalazłam żadnych informacji dotyczących ich potencjalnej szkodliwości, teraz jest już inaczej. Pojawiły się pierwsze doniesienia o tym, że spożywanie wyrobów zawierających 5′-rybonukleotydy disodowe może wywołać reakcje alergiczne w postaci swędzącej wysypki na skórze, nasilać astmę, a także powodować nadpobudliwość, bezsenność i zmiany nastroju.

Portugalscy badacze w Politechnice w Bragançy (Instituto Politécnico de Bragança,  IPB) zalecają unikanie tego dodatku i piszą: Nie zaleca się stosowania przez dzieci i kobiety w ciąży. Może zwiększać ryzyko wystąpienia napadu dny moczanowej, nadpobudliwości u dzieci, astmy, bezsenności, alergii, reakcji skórnych i podrażnień błon śluzowych.[6]

Droga pomiędzy „pierwszymi doniesieniami” a zmianą przepisów jest bardzo długa, co często dzieje się kosztem zdrowia klientów. Istnieje długa lista dodatków do żywności, które zostały dopuszczone do stosowania, a następnie wycofane i zakazane. Na przykład czerwony barwnik Red 32 (znany teraz jako Citrus Red 2), który prowadził do uszkodzenia narządów wewnętrznych albo słodzik cyklaminian sodu E 952, pięćdziesiąt razy słodszy niż cukier, który zwiększa ryzyko powstania nowotworów różnych narządów wewnętrznych, a także chorób jąder u mężczyzn. Istnieje wiele badań naukowych potwierdzających jego szkodliwość, na skutek czego został całkowicie zakazany w Stanach Zjednoczonych, Korei Południowej i Bangladeszu. Wciąż jest legalny w około 130 krajach, także w Unii Europejskiej.

W lutym 2020 roku zgłoszono nawet w jego sprawie oficjalne zapytanie do Komisji Europejskiej o następującej treści:

Cyklaminian jest sztucznym słodzikiem (kod E952) o wysokiej mocy słodzącej; Zgodnie z licznymi badaniami, u niektórych osób może to prowadzić do powstania substancji (CHA), która podawana w znacznych dawkach w testach na zwierzętach powodowała uszkodzenie jąder.

W UE substancja ta jest obecna w wielu produktach, takich jak napoje bezalkoholowe, ciasta i puddingi, lody, desery i owoce w puszkach, podczas gdy w Stanach Zjednoczonych jest zakazana od 1969 roku. Nawet Coca-Cola używa innych składników przy produkcji jednego ze swoich najsłynniejszych napojów, Coca-Coli Zero: puszki sprzedawane w wielu krajach europejskich, takich jak Włochy, zawierają cyklaminian, podczas gdy ten sam produkt w Stanach Zjednoczonych go nie zawiera.

Dzieje się tak, ponieważ Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) od dawna podejrzewała, że ​​substancja ta może być toksyczna, a nawet rakotwórcza.

Europejska norma dopuszczalnego dziennego spożycia (ADI) przewiduje maksymalnie 7 miligramów cyklaminianu na kilogram masy ciała dla dzieci do ósmego roku życia.

Czy Komisja, biorąc pod uwagę najnowsze badania naukowe, nie uważa, że należy dokonać przeglądu i analizy stosowania sztucznego słodzika cyklaminianu w produktach sprzedawanych w Unii Europejskiej?[7]

Oto oficjalna odpowiedź Parlamentu Europejskiego:

Zezwolenie na stosowanie dodatków do żywności w UE podlega rygorystycznym warunkom. Jeśli chodzi o bezpieczeństwo, na unijnej liście dozwolonych dodatków znajdują się jedynie te dodatki do żywności, które – jak wynika z dostępnych dowodów naukowych – nie stwarzają zagrożenia dla zdrowia konsumenta przy proponowanym poziomie stosowania.

Cyklaminiany (E 952) zostały zakazane w Stanach Zjednoczonych w 1970 r. ze względu na wyniki badań wskazujące na ich rakotwórcze działanie na szczury. Jednakże późniejsze badania nie potwierdziły tych wyników. Przeciwnie, Komitet Naukowy ds. Żywności w swojej ocenie z 1985 r. stwierdził, że dostępne długoterminowe badania rozwiązują kwestię rakotwórczości podniesioną w poprzednim badaniu.

Najnowsza ocena bezpieczeństwa przeprowadzona przez Komitet Naukowy ds. Żywności (2000)[1] ustaliła pełne dopuszczalne dzienne spożycie (ADI) cyklaminianów na poziomie 0–7 mg/kg masy ciała na dzień, czyli szacunkową ilość, którą można spożywać codziennie przez całe życie bez narażania się na znaczne ryzyko dla zdrowia. Obecnie dozwolone zastosowania i poziomy stosowania cyklaminianów uwzględniają tę ocenę.

Ponadto, podobnie jak wszystkie dodatki do żywności dopuszczone przed styczniem 2009 r., cyklaminiany podlegają nowej ocenie bezpieczeństwa przeprowadzanej przez Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA). Ponowna ocena bezpieczeństwa cyklaminianów, która ma się zakończyć do końca 2020 r., zostanie przeprowadzona zgodnie z najnowszymi standardami naukowymi i weźmie pod uwagę najnowsze dostępne dowody naukowe.

Komisja uważnie śledzi program ponownej oceny EFSA i rozważy, w razie potrzeby, podjęcie odpowiednich środków zarządzania ryzykiem, opierając się na wynikach ponownej oceny bezpieczeństwa, gdy tylko będą dostępne, utrzymując zdrowie i bezpieczeństwo jako główne zasady przewodnie.[8]

Jest wiele badań potwierdzających związek cyklaminianu sodu z nowotworami i uszkodzeniami jąder[9], [10], [11], [12], [13], [14], [15], są też badania twierdzące inaczej i tak powstaje dżungla sprzecznych informacji, w której łatwo można się zagubić.

Myślę, że najważniejsze jest nie to czy badania potwierdzają szkodliwość danego dodatku technologicznego, tylko raczej pytanie: Dlaczego właściwie producent dodaje wzmacniacze smaku, syntetyczne barwniki czy aromaty do zupy, słodyczy i napojów? Odpowiedź na to pytanie jest prosta. Produkowana fabrycznie żywność jest robiona z bezkształtnej masy, z której usuwa się wszystkie naturalne, żywe elementy, a następnie za pomocą syntetycznych dodatków nadaje się jej smak, kształt, konsystencję, zapach i inne cechy.

Następne ważne pytanie, które należałoby zadać, brzmi: dlaczego ludzie to kupują? Jest tak dlatego, że żyjemy w szalonym świecie, gdzie panuje wszechobecne przywiązanie do przyjemności, ważniejsze nawet niż odruch dbania o swoje zdrowie. Dążenie do przyjemności jest rodzajem uzależnienia, a uzależnienia pojawiają się wtedy, kiedy nie radzimy sobie z rzeczywistością. Stres, pośpiech, brak emocjonalnego połączenia z innymi daje wrażenie pustki, przytłoczenia, samotności, ludzie sięgają więc po comfort food, czyli „jedzenie kojące” albo słodkie i tłuste śmieciowe jedzenie dające uczucie chwilowej ulgi. Wysokoprzetworzone produkty żywnościowe są zaprojektowane tak, żeby uzależniać i tu koło się zamyka. Uzależniamy się od czerpania przyjemności z jedzenia i sięgamy po wyroby, które wywołują dodatkowe uzależnienie.

Dlatego żyjemy w dżungli masowo wytwarzanego jedzenia, które zamiast karmić, przynosi wszystkie cywilizacyjne choroby, od otyłości, przez depresję, aż po nowotwory[16], [17], [18].

Niektórzy naukowcy mówią nawet, że fabrycznie produkowanej żywności nie należy nazywać „żywnością”, tylko raczej „przemysłowo wytworzoną substancją jadalną”, ponieważ jej głównym celem jest zysk przedsiębiorstwa, a nie zdrowie klientów. Jest to żywność „wstępnie strawiona” poprzez procesy chemiczne, tak jak dorosłe ptaki nadtrawiają pożywienie we własnych żołądkach przed przekazaniem go pisklętom. To „wstępne strawienie” żywności sprawia, że zupełnie inaczej zachowuje się w ludzkim organizmie, wywołując m.in. blokowanie uczucia sytości wraz ze zwiększeniem uczucia głodu.

Dodam, że od dwudziestu lat – czyli odkąd zaczęłam się interesować tym jak żywność wpływa na zdrowie i działanie organizmu – nie jem żadnych fabrycznie wytwarzanych artykułów żywnościowych. Nie używam gotowych sosów, musztardy czy keczupu, nie kupuję mrożonek ani potraw w proszku, nie jem konserw, sklepowych słodyczy, jogurtów czy deserów. Nie piję alkoholu w żadnej postaci. Sama piekę chleb na żytnim zakwasie. Kupuję naturalne produkty – takie jak fasola, soczewica, brokuły, pieczarki, jabłka, kapustę i wiele innych owoców, kasz, ziół, orzechów oraz warzyw, i gotuję z nich proste, szybkie, zdrowe i pyszne potrawy.

Przestałam chorować i po pewnym czasie zmieniło mi się odczuwanie smaku. Teraz jestem w stanie cieszyć się naturalnym smakiem brokułów, dyni i ziemniaków, a każde danie z dodatkiem cukru albo sztucznych wzmacniaczy smakuje okropnie. Nawiasem mówiąc, wzmacniacze smaku nie działają na żywność, tylko wprost na mózg, zwiększając intensywność postrzegania smaku poprzez aktywowanie określonych receptorów. Dla mnie taka informacja jest alarmująca, bo oznacza, że manipulujemy nie tylko składnikami pożywienia, ale ludzkim mózgiem i tym jak postrzega rzeczywistość.

Krótko mówiąc, mogłabym pisać tę książkę przez następne dwadzieścia lat, aktualizując poszczególne rozdziały, dodając badania naukowe i nowe wynalazki przemysłu spożywczego. Najważniejszy wniosek z tego dziennikarskiego śledztwa jest taki, że każdy człowiek musi wziąć odpowiedzialność za swoje zdrowie i wybierać świadomie, ponieważ zagubiliśmy się w gąszczu sprzecznych faktów, dążeniem do zysków, konfliktu interesów i zwykłej ludzkiej bezradności.

Z tej książki dowiesz się czym są emulgatory, po co się je stosuje i jaki mają wpływ na organizm, z czego robi się barwniki, gdzie występują azotyny i dlaczego są szkodliwe, czym jest glifosat, glutaminian sodu i GMO, jak w żywności powstaje rakotwórczy benzen, jakie składniki żywności pobudzają głód i uzależniają, jak czytać etykiety, czym różni się błonnik naturalny od syntetycznego, czym jest białko i ile go potrzebujemy, jaki jest związek między cukrem a nowotworami i otłuszczeniem wątroby, jak wygląda proces wytwarzania masowo produkowanej żywności, czym są dioksyny i mono- i diglicerydy kwasów tłuszczowych, do czego jest stosowany dwutlenek siarki, dlaczego warto unikać kawy rozpuszczalnej, lecytyny sojowej, margaryny oraz wyrobów typu low fat i diet, które tłuszcze są najbardziej zdrowe, a które niezdrowe, z czego wynika szkodliwość płatków kukurydzianych, hot-dogów i śmieciowego jedzenia, na czym polega różnica między jedzeniem owoców a piciem soków owocowych, jak wybrać zdrową sól, o niebezpiecznej odmianie taniego cynamonu i wielu innych fascynujących faktach dotyczących powszechnie dostępnej żywności.

W DŻUNGLI JEDZENIA. Największe kłamstwa współcześnie wytwarzanej żywności.

  • Kwasek cytrynowy jest robiony z czarnej pleśni hodowanej na genetycznie modyfikowanej kukurydzy w Chinach.
  • Emulgatory dodawane do przetworzonej żywności mogą uszkodzić jelita i zaburzyć mikrobiom.
  • Jak podaje NIK, azotynów w produktach mięsnych w Polsce jest tak dużo, że u większości osób przekracza 100% dopuszczalnej dziennej dawki, a u dzieci 562%.
  • W sokach i napojach dla dzieci benzoesan sodu pod wpływem obecności witaminy C ulega przekształceniu w rakotwórczy benzen.
  • Słodziki dodawane do przetworzonej żywności pobudzają niezaspokojone uczucie głodu i tłumią poczucie sytości.
  • Syrop z agawy jest bardziej szkodliwy niż cukier i syrop glukozowo-fruktozowy.
  • Chiński cynamon, kasja, zawiera duże ilości kumaryny, która może wywołać uszkodzenie wątroby i nowotwory.
  • Jak obliczyła Najwyższa Izba Kontroli, przeciętny Polak wraz z żywnością kupioną w sklepie zjada w ciągu roku 2 kilogramy chemicznych dodatków.
  • Dzieci są najbardziej narażone na szkodliwy wpływ dodatków do żywności, ponieważ mają małą masę ciała i chętnie sięgają po najbardziej toksyczne jedzenie, takie jak słodzone napoje gazowane, parówki, batony i inne słodycze. W niektórych przypadkach przekroczenie dziennego limitu uważanego za bezpieczny sięgało 681%.

Po ponad sześciu latach zbierania materiałów przedstawiam Wam tajemnice produkcji żywności w Polsce i na świecie.


[1] Warzywne banany – odmiana dużych bananów, które nie nadają się do spożycia na surowo. Robi się z nich zupę, smaży, piecze i gotuje.

[2] J.M. Poti, B. Braga, B. Qin, Ultra-processed Food Intake and Obesity: What Really Matters for Health-Processing or Nutrient Content? Current Obesity Reports, 2017.

[3] Y. Zhou, S. Du, C. Su, B. Zhang, H. Wang, B.M. Popkin, The food retail revolution in China and its association with diet and health. Food Policy, 2015.

[4] M.L. Louzada, E.M. Steele, L.F.M. Rezende, R.B. Levy, C.A. Monteiro, Changes in Obesity Prevalence Attributable to Ultra-Processed Food Consumption in Brazil Between 2002 and 2009. International Journal of Public Health, 2022.

[5] Z. Fang, S.L. Rossato, D. Hang, N. Khandpur, K. Wang, C.H. Lo, W.C. Willett WC, E.L. Giovannucci, M. Song, Association of ultra-processed food consumption with all cause and cause specific mortality: population based cohort study. British Medical Journal, 2024.

[6] E635, Disodium 5′-ribonucleotides. Valor Natural, Instituto Politécnico de Bragança,  IPB, 2019.

[7] Susanna Ceccardi, Gianna Gancia, Anna Bonfrisco, Elena Lizzi, Cyclamate in food poses a danger to our health. Question for written answer E-001008/2020 to the Commission Rule 138. February 19, 2020.

[8] Answer given by Ms Kyriakides on behalf of the European Commission, Parliamentary question – E-001008/2020(ASW). European Parliament, April 2, 2020.

[9] F. Burbank, J. Fraumeni, Synthetic Sweetener Consumption and Bladder Cancer Trends in the United States. Nature, 1970.

[10] M. Barkin, R.H. Comisarow, L.A. Taranger, A. Canada, Three Cases of Human Bladder Cancer Following High Dose Cyclamate Ingestion. The Journal of Urology, 1977.

[11] George T. Bryan, Erdogan Ertürk, Production of Mouse Urinary Bladder Carcinomas by Sodium Cyclamate. Science, 1970.

[12] R.M. Hicks, J.St.J. Wakefield, J. Chowaniec, Evaluation of a new model to detect bladder carcinogens or co-carcinogens; results obtained with saccharin, cyclamate and cyclophosphamide. Chemico-Biological Interactions, 1975.

[13] Farid E. Ahmed, David B. Thomas, Assessment of the Carcinogenicity of the Nonnutritive Sweetener Cyclamate. Critical Reviews in Toxicology, 1992.

[14] Sonny L. Johansson, Samuel M. Cohen, Epidemiology and etiology of bladder cancer. Seminars in Surgical Oncology, 1998.

[15] Barbara A. Bopp, Robert C. Sonders, James W. Kesterson, A. G. Renwick, Toxicological aspects of cyclamate and cyclohexylamine. Critical Review in Toxicology, 2008.

[16] Melissa M Lane, Elizabeth Gamage, Shutong Du, Deborah N Ashtree, et al.,Ultra-processed food exposure and adverse health outcomes: umbrella review of epidemiological meta-analyses. British Medical Journal, 2024.

[17] Consistent evidence links ultra-processed food to over 30 damaging health outcomes, The British Medical Journal, 2024.

[18] H.S. Ejtahed, P. Mardi, B. Hejrani, F.S. Mahdavi, B. Ghoreshi, K. Gohari, M. Heidari-Beni, M. Qorbani, Association between junk food consumption and mental health problems in adults: a systematic review and meta-analysis. BMC Psychiatry, 2024.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *