
129e
Komnata Sztuk Wszelkich 11
Danuta - "POCZĽTEK transformacje..."
...błoto spływało w dół ze wszystkich stron.
Gęste krople ściągały ziemię i glinę, wypełniając nią dół w którym tkwiłem czując absolutną niemożność poruszenia czymkolwiek.
Deszcz zwilżał usta, schładzał gorączkę.
Przyszłość nie wykraczała poza nadzieję, że kiedyś to wszystko ustanie. . .
Strugi błota ogarniały całą przestrzeń wokół mnie,
Czułem jak wrastam w ziemię, jak pochłania mnie coraz bardziej,jak zbliżam się do jej wnętrza, czułem jej ciepło, jej miękkość i lepkość.
Deszcz i jego szum drażnił, miękkość dawała taką ciszę i spokój. Zapragnąłem zatopić się w niej, przykucnąć, odpocząć.. ale było za póno ... sięgała zbyt wysoko.. unieruchamiała...
Ciało przestało być moim, straciłem nad nim kontrolę.. nogi przestały być moimi, poddały się sile ziemi, z którą stały się jednym..
Trwałem tak , gdy po deszczu, nocy, po chmurnej ciemności wzeszło słońce i rozświetliło wilgoć.
Połyskiwało w kałużach z każdą chwilą odbierając im życie, oślepiało, drżało..
Skorupa wokół zaczęła rozgrzewać się i rozkwitać
wszystko co wonne, świeże, wiotkie i barwne rozwijało się i wzrastało, gęstniało i pomnażało się.
Patrząc, czułem, że też wzrastam z każdą chwilą.
Miałem przeczucie opiekuńczej mocy, która czuwała nad przebiegiem cyklu, który się rozpoczął,
którego elementem byłem i w zgodzie z którym brałem udział w tworzeniu czegoś,
czego pojąć nie mogłem.
Wzrastałem obserwując niebo nad sobą, do którego miałem coraz bliżej
Chciałem być w nim pełniej i mocniej, wzlecieć, rozpostrzeć skrzydła i czuć cudowną wolność jaką daje tylko głęboki oddech wciągający w płuca bezkresną przestrzeń, jaką daje tylko spojrzenie z góry na to co nam bliskie, a wówczas tak małe...
Wyciągałem w górę konary.. i myślałem o tym, że muszę mocniej machać skrzydłami, ... po prostu mocniej machać skrzydłami...`
***
Stałam pod drzewem, w cieniu jego skrzydeł.
Było tak silne, wysokie, ciche i nieruchome.
Przyglądało się ptakom.
Czy warto umrzeć by wzlecieć? pytało.
Ptaki odpowiadały zaskoczone - przecież nie trzeba umierać,
mamy skrzydła, możemy wznosić się wysoko, jak tylko chcemy - i żyjemy...
Rozłożyste drzewa z politowaniem kiwały ciężkimi koronami.
Drobne roślinki spoglądały niczego nie rozumiejąc,
szczęśliwe wiotkością swego bytu.
Może cykl, w którym uczestniczę jeszcze się nie zakończył,
może coś się jeszcze wydarzy?
- pomyślało drzewo składając skrzydła.