onet.pl PATRONAT
Dzieła w komnacie
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Komnata sztuk wszelkich

Powrót
Komnata Sztuk Wszelkich 6 : Olla - `Tajemnica Agaty`

1ef5 Komnata Sztuk Wszelkich 6
 
  `Tajemnica Agaty`

  U Agaty w domu wszystko pachniało inaczej. Szafa, stół i cerata w poziomki, a nawet owoce w koszyku traciły swój naturalny zapach, jakby chciały ukryć przed ludŸmi najintymniejszą część swojego istnienia.
Kiedy zamieszkałam u niej po raz pierwszy, długo przeszkadzało mi to kwaśne powietrze wypełniające każde pomieszczenie. W żaden sposób nie mogłam się go pozbyć. W końcu zapytałam Agatę, dlaczego jej meble nie pachną normalnie – lakierowanym drewnem, tylko usiłują udusić mnie takim ostrym oddechem? Powiedział wtedy, ze każda rzecz ma prawo do swojej tajemnicy i nie należy zbyt głęboko w to wnikać.
 
  Z czasem przyzwyczaiłam się do tego zapachu, polubiłam go, a nawet zaczęłam do niego tęsknić, zwłaszcza zimą, kiedy już prawie ulatywał z mojej pamięci.

  Do Wetliny przyjeżdżałam zwykle pod koniec czerwca, zaraz po rozdaniu świadectw. Ten różowy kawałek papieru wyznaczał mi czas, dzielił rzeczywistość na dwie połowy. Agata zawsze starannie go oglądała, głośno wyczytywała oceny, a potem głaskała mnie po głowie. Właśnie na tą nieuważną czułość jej ręki czekałam niecierpliwie każdego roku, nawet wtedy, gdy przyjeżdżałam już nie ze świadectwem, ale z indeksem Wyższej Szkoły Pedagogicznej.

  Po mleko chodziłyśmy trzy razy w tygodniu do Harnasiowej. W poniedziałki, środy i piątki wstawałyśmy za piętnaście szósta po to, żeby przejść półtora kilometra po bańkę ciepłego mleka. Œwieże bułki, masło i wodę mineralną kupowałyśmy po drodze w sklepie, jedynym w promieniu trzech kilometrów. Za każdym razem w tym porannym spacerze towarzyszył nam Józef. Skradał się jak bury cień, zawsze w odległości kilkunastu kroków za nami. Józef był piękną kocią indywidualnością, z manierami godnymi kociego arystokraty. Jak wszystko w domu Agaty był bardzo tajemniczy. Znikał na całe dnie nie wiadomo gdzie, a potem najzwyczajniej w świecie wracał, wypijał wczorajsze mleko i zwijał się w kłębek na parapecie. Tajemnicę Józefa odkryła przypadkowo Agata pewnego wiosennego dnia, kiedy szukała w piwnicy foremek do wykrawania ciastek. Do połowy zanurzona w schowku, usłyszała ciche piski dobiegające z kąta. Józef okazał się być Józefą – młodą mamą czterech burych kociąt.

  Popołudniami, kiedy słońce leniwie sączyło się pomiędzy liśćmi starej lipy, siadywałyśmy ogrodzie i bezgłośnie rozwiązywałyśmy krzyżówki. Zawsze te same. Kupowałyśmy dwa egzemplarze „Rozrywki” i w cichym skupieniu liczyłyśmy te same kratki. Kiedy indziej, dla odmiany, stawiałyśmy pasjanse. Wtedy Agata opowiadała mi o swoim dzieciństwie i młodości, szczęśliwych latach swojego życia, szczęśliwych na przekór toczącej się wojnie. Czasami Agata robiła sweter na drutach, a ja czytałam na glos jej ulubione baśnie braci Grimm. Potrafiła zasłuchać się jak mała dziewczynka, wtedy jej zręczne palce zastygały w bezruchu, gubiąc w tym zasłuchaniu część oczek włóczkowego swetra. W chłodniejsze dni jeŸdziłyśmy na rowerach do lasu o poziomki i borówki, które potem zjadałyśmy ze śmietaną i cukrem.

  List od Marka przyszedł w połowie lutego:
  Kochana Zosiu!
Przepraszam, że piszę do Ciebie tak póŸno. Bałem się Twojej reakcji, chciałem odwlec od Ciebie tę chwilę jak najdalej, ale teraz wiem, że już dłużej nie mogę zwlekać.
 Agata czuje się coraz gorzej. Już prawie w ogóle nie wstaje z łóżka. Proponowaliśmy, że weŸmiemy ją do siebie, ale Agata nie chciała. Powiedziała, że do końca zostanie w swoim domu. Zośka, ona wie, że umiera, że nie ma już dla niej żadnej nadziei. Specjalnie jeŸdziłem do szpitala, żeby porozmawiać z lekarzem, ale powiedział, że nie ma sensu jej kroić. Tak powiedział: nie ma najmniejszego sensu jej kroić.
Boże, sam nie wiem, co mógłbym jeszcze dla niej zrobić. Jest taka bezbronna, jak dziecko. Codziennie czytam jej te koszmarne baśnie. Zauważyłaś, że żadna nigdy tak naprawdę nie kończy się dobrze?
Zosiu, tak mi przykro. Marek

  Pekaesem dojechałam pod kościół, skąd było już niedaleko do domu Agaty. Pierwszy raz widziałam zaśnieżoną Wetlinę. Niebo nieustannie rozsiewało po polach białe płatki, które przypadkowo trafiały też na nieurodzajną ziemie mojej głowy i ramion. Z daleka dom wyglądał tak, jakby jakaś wielka troskliwa rejka przykryła go białym kocem, żeby nie marzł. Œwiatło paliło się tylko w pokoju na piętrze. Jedno jasne oko czuwające nad całym domem.
  Agata leżała na łóżku skulona bólem. Spała, ale mimo to na jej czole widniała pionowa zmarszczka, niemy odcisk cierpienia. Marek spał w fotelu obok z głową opartą o gruby tom baśni. Położyłam rękę na jego ramieniu, a on momentalnie otworzył oczy. Nie powiedział nic, tylko przytulił policzek do mojej dłoni. To wystarczyło.

 Dwa dni póŸniej Agata umarła. Po pogrzebie postanowiłam, że zostanę w Wetlinie jakiś czas, żeby uporządkować pozostawione przez nią rzeczy.
Zapach wdrażał się do mojej świadomości powoli. Kilka dni po pogrzebie poczułam, że obrus leżący na stole pachnie krochmalem. Potem zaczęłam krążyć po pokoju i obwąchiwać wszystko, co tylko wpadło mi w ręce. Książki zaczęły pachnieć zakurzonym papierem, fotel wytartym pluszem, a firanki proszkiem do prania. Przedmioty postanowiły odkryć przede mną swoją pełną osobowość. Ostry zapach, który od zawsze unosił się w całym domu, wywietrzał, nie pozostawiając po sobie żadnego śladu.
  I nagle zrozumiałam. To był zapach Agaty. Kiedy odeszła, on odszedł razem z nią. W naszej pamięci pozostają obrazy, dŸwięki z przeszłości, ale zapachy umierają razem ze swoimi właścicielami. Agata nie była wyjątkiem. Zabrała swój zapach ze sobą.

  Autor: Olla

Powrót