3f71
Komnata Sztuk Wszelkich 9
Piotr Konstantinow - Opowiadanie i dwa wiersze
WOŁANIE BOGA
Pan Bóg wszedł kiedyś na drzewo
Zapragnął mieć najpiękniejsze jabłko
Wiszące na samym szczycie.
Nagle poczuł, że się boi
Trudno było wrócić na ziemię
A do nieba było za daleko.
Pod drzewem przechodzili ludzie
Nie zauważyli Pana Boga
A on prosił i wołał...
Szła matka z dzieckiem
Niedawno narodzonym
Zdrowym i silnym.
Szedł chłopiec z dziewczynką
Na twarzach ich uśmiechy
Niedawno przywrócone.
Szła babcia do kościoła
Z obrazkiem w dłoni
I podziękowaniem, że jeszcze raz.
Szli inni...
Nie zauważyli Pana Boga
Pozostał sam.
****************************************
1+1=2(?)
Dwa serca
Małe i duże
Różne myśli
Wielkie i próżne
Dwa szczęścia
Wzniosłe i różne
Jedno ciało
Prostokątne i podłużne.
*******************************************
Nie miała siły na zabawę w przyjań.
Jej oczy płonęły za każdym razem, gdy tylko pojawiał się w jej niewielkim, aczkolwiek przytulnym mieszkanku na Krakowskim Przedmieściu. Zresztą nie tylko oczy. Całe ciało dostawało niesamowity zastrzyk energii kiedy całował ją delikatnie w policzek na powitanie i kiedy w powietrzu zaczynał się unosić aromat jego perfum, połączony z lekkim, delikatnie męskim zapachem.
Nigdy nie lubiła tych chłopców, których spotykała na co dzień w redakcjach gazet z którymi współpracowała, a za którymi wzdychało większość jej koleżanek. Potrafiła oczywiście iść z nimi na kawę do jakiejś modnej knajpki na Chmielną czy Nowy wiat, porozmawiać o urlopach, planach na przyszłość, zawodowych celach, ale tak naprawdę bawiła ją ich sztuczność, pokazowe białe uśmiechy i ciągle zadarte nosy, za którymi chowała się tak naprawdę bardzo słaba osobowość. Ona potrzebowała faceta, przy którym czułaby się bezpiecznie, od którego emanowałaby siła i jednocześnie opanowanie. Który nie grał by przed nią kogoś innego. On taki był. A był dość dobrze zapowiadającym się managerem w jednym z większych warszawskich koncernów farmaceutycznych. Mimo swoich sukcesów zawodowych nigdy nie przypisywał sobie plakietki yupie. Nie pasował do większości swoich znajomych z pracy. Diametralnie się od nich różnił.
Wszyscy jego koledzy dziwili się dlaczego dał się zaciągnąć do wojska po ukończeni Politechniki. Jednak dla niego służba w armii stała się szkołą życia, przygodą w której nie tylko jego mięśnie, ale i wrodzona inteligencja przeszły niesamowitą próbę życia. Często nie rozumiał otaczających go zewsząd hedonistów, ludzi nie patrzących na innych, nie potrafiących z empatią podejść do swojego znajomego, znajomej, przyjaciela, dlatego uciekał. Uciekał od klubów, zakupów, nadętych spotkań przy drogim francuskim winie. Spędzał dużo czasu w siłowni, na basenie, łonie natury, a gdy tylko miał czas zaglądał na wydział Inżynierii Chemicznej Politechniki Warszawskiej , którą ukończył cztery lata temu, a gdzie znajdował się projekt doktoratu, którego nigdy nie udało mu się ukończyć. Jednak jedną z większych jego pasji było fotografowanie. Właśnie dzięki temu z pozoru prostemu hobby udało mu się ją poznać. Było to pónym letnim popołudniem. Zatrzymała się przy wystawie jednego z butików na Nowym wiecie. Uchwycił moment , kiedy zachwyciła się jakimś niewielkim drobiazgiem na wystawie jednego ze sklepów.
Wydawało mu się, że jej czarne oczy nagle jakby rozbłysły na widok owego drobiazgu. Chciał zapamiętać ten moment, zachwycił go grymas jej twarzy, naturalny odruch jakiemu uległa. Zauważyła go jednak. Lekko się zmieszała. Nawet zirytowała. A on postawił wszystko na jedna kartę. Podszedł do niej rzucając proste:
-przepraszam, ale..
Przerwała mu w momencie:
- rozumiem, że zachwycić mogą pana fragmenty secesyjnych kamienic, ale należy też dostrzegać ludzi.
- ja dostrzegłem właśnie Panią. Jeśli Pani chce zniszczę za chwilę tą kliszę, tylko proszę o zdecydowane TAK
Zazwyczaj nie sprawiało jej trudności bycie asertywnyną i gdyby nie to, że ujął ją delikatnie jego uśmiech i wręcz wypływająca z jego oczu szczerość powiedziała proste.
- NIE, Nie musi pan tego robić. Klisza pewnie zawiera wiele ciekawych zdjęć, których szkoda byłoby marnować, więc...
- proszę, to moja wizytówka, jeślibyś, to znaczy jeśli pani by kiedyś zechciała je obejrzeć. Jeszcze raz przepraszam. Dobranoc!
Miała skrytą nadzieję, że zaprosi ją jednak na kawę a ona wtedy dumnie odmówi, udając jak zwykle wielce niedostępną. A on zostawił jej tylko wizytówkę, licząc gdzieś, że scena z Nowego wiatu doczeka się w przyszłości ciekawej kontynuacji.
Wróciła do domu. Oddała się nastrojowi aromatycznej, brzoskwiniowej kąpieli i muzyce jej ulubionego Mozarta we współczesnej interpretacji. Czekało ją następnego dnia kilka ważnych spotkań, dlatego nie myślała zbyt intensywnie o przystojnym Adamie.K, jak dowiedziała się póniej z pozostawionej na biurku wizytówki `product menagerze` od nowoczesnych chemicznych wynalazków. Dręczyły ją jednak w ciągu całego tygodnia pracy dziwne myśli. Ale przecież takich jak on spotykała ciągle wędrując po warszawskich klubach. Miała wiele propozycji spotkań z bardzo wydawać by się mogło ciekawymi ludmi, a infantylny, według niej podryw na aparat nie działał na nią tak, jak na wiele jej koleżanek.
Marta była kobietą o niesamowitej urodzie. Trudno było gdziekolwiek spotkać osobę z tak przenikliwie pięknymi oczami, hebanowymi włosami do ramion, zawsze dość ciekawie ułożonymi. Nie miała na pewno figury typowej modelki, co zresztą często było przyczyną jej drobnych kompleksów, jednak zawsze prezentowała się bardzo ładnie. A co chyba najważniejsze, emanowała od niej prawie zawsze bardzo pozytywna kobieca energia, którą odczuwali ludzie spotykający ją na co dzień. Sukcesy w pracy dziennikarskiej i jedno bardzo bolesne rozstanie odciągało ją jednak ostatnio od pomysłu wiązania się z kimkolwiek. Fakt, często prowadziła w sposób bardzo wyszukany drobne flirty, ale życie ją nauczyło, że dystans do facetów jest rzeczą priorytetową i potrzebną, po to aby nie zwariować.
Wracała z pracy w kolejne letnie popołudnie. Kiedy jechała swoim białym Citroenem przez centrum Warszawy zadzwoniła znajoma, prosząc czy nie mogłaby się z nią spotkać wieczorem na chwilkę w centrum, gdyż chce jej przekazać kilka ważnych materiałów do oceny i weryfikacji. W knajpce na Brackiej pojawiła się punktualnie. Zjadła w pośpiechu gorącą zupę, odebrała płytę z materiałem, wymieniła z koleżanka po fachu kilka uwag i udała się spokojnie w stronę swojego pustego mieszkania. Lubiła obserwować spieszących się ludzi. Szła Chmielną, gdzie zawsze w piątkowe wieczory panował nie mały tłok. Ludzie weseli i smutni, ładni i brzydcy. Wszystko wydawało się jej takie proste, a jednocześnie tak bardzo skomplikowane. Lubiła takie wieczorne samotne spacery. Myślała o tym co ludzie ją mijający noszą w sercach? kim są? Delikatnie podniecała ją cała obcość ulicy. Kiedy jednak jej wzrok kolejny raz przenosił się z twarzy jakiejś wesoło kroczącej pary na wystawę sklepową. Zobaczyła ten sam sklep, przed którym zatrzymała się kilka dni wcześniej. Ujrzała w wyobrani pana z aparatem. Na tej samej wystawie nie było już jednak tej samej bluzki, która tak przykuła wtedy jej uwagę. Tysiące myśli kołatało jej w głowie. Próbowała sobie wmówić, że wcale nie chce się z nim kontaktować, zapragnęła jednak w momencie, że musi zdobyć ten banalny drobiazg. Sama nie wiedziała w jakim tak naprawdę celu to czyni. Czarnej bluzki z bardzo ładnym i oryginalnym wykończeniem jednak już dawno nie było. Żadna inna propozycja miłej pani ekspedientki nie była w stanie jej w owym momencie usatysfakcjonować. Tak bardzo chciała ją mieć. Teraz. Już. Zapragnęła ustać przed dużym lustrem w swoim mieszkaniu i podziwiać jak idealnie pasuje do jej oryginalnej urody. To było jej proste i jedyne w tamtym momencie pragnienie.
Wróciła do domu. Usiadła w fotelu, trzymając w ręku wcześniej przygotowanego drinka składającego się jedynie z czystej wódki, odrobiny soku porzeczkowego i kostki lodu. Zapytała w myślach samą siebie. Co robisz? Co czujesz? Spełnij swoje marzenia, tkwiące gdzieś w twoim wnętrzu!
Postanowiła odszukać wizytówkę Adama.K.
Wymyśliła dość oryginalną historyjkę, która pomogłaby jej się przedstawić.
-Miałem nadzieję, że w końcu zadzwonisz Marto!
-A ja miałam tak naprawdę wiedziałam, że nigdy tego nie zrobię, ale.... Prawie zgubiłam twoja wizytówkę.
Fakt, szukanie wizytówki Adama. K zajęło jej kilka ładnych chwil. Już nawet miała zrezygnować, ale nagle zajrzała do niedawno przeczytanych esejów Herberta i okazało się, że używała jej jako zakładki. Chyba uświadomiła sobie wtedy, iż tak naprawdę podświadomie nigdy nie chciała jej utracić.
-Chciałbym ci coś pokazać. To zdjęcie....
- Przestań, jestem przecież tak naprawdę bardzo mało fotogeniczna.
-To nieprawda. Postaram ci się to udowodnić. Co powiesz na spotkanie jutro wieczorem?
Oczywiści musiała dodać, że musi sprawdzić w notesie, ale w końcu:
-Mogę być wolna koło 20
-Niech będzie 20 na Żurawiej. W książkowej kawiarni.
Tak dawno jej tam nie było. Poczuła jednak, jakby od zawsze ją śledził, znał. Jeszcze w czasach studenckich było to jedno z jej ulubionych miejsc, gdzie mogła spokojnie wypić prawdziwą kawę ze znajomymi i jednocześnie oddać się lekturze wyszukanych książek, na czytanie których nie miała nigdy czasu, a które nigdy nie znajdowały się w kanonie lektur studentów dziennikarstwa. Zaczęło ją dręczyć pytanie skąd właściwie wiedział? Może chciał odnaleć Martę o 10 lat młodszą, bardziej wrażliwą, delikatnie naiwną...
-Będę na pewno. Miłej nocy. Dobranoc.
-Do zobaczenia jutro
Nie spóniała się nigdy na żadne spotkania. Szanowała czas swój i innych. Tym razem jednak pojawiła się w umówionym miejscu 30 minut po czasie. Nawet przed wyjściem na nocne klubowe wojaże nie siedziała tak długo przed lustrem. Próbowała zrozumieć i wytłumaczyć swoje zachowanie, ale nie szło jej to najlepiej. Wybrał stolik, którego nigdy nie lubiła. Ten niedaleko wejścia, mało odosobniony. Poprosiła grzecznie czy nie mogliby się przenieść gdzieś w głąb kawiarni. Zgodził się od razu, oznajmiając, że celowo wybrał stolik blisko wejścia , aby móc zaobserwować jej wejście do kawiarni i aby gdzieś mu nie umknęła.
-Wiesz, ja znam to miejsce, chyba lepiej niż ktokolwiek.
-To ciekawe. Ja odkryłem je dopiero rok temu.
-Nie dużo się tu zmieniło
Kiedy usiedli, a otaczające ich emocje i lekkie spięcie spowodowane kolejnym spotkaniem delikatnie opadły, wyciągnął ze swojej torby niewielką, wykonaną z żywego ciemnego drewna ramkę w której było umieszczone jej czarne zdjęcie. Nie mówił nic, tylko wręczył jej fotografię wykonaną owego wieczoru. Dał jej chwilę czasu. Potrzebowała go w tej chwili, gdyż nigdy nie widziała siebie sfotografowanej w tak dziwnej i zaskakującej sytuacji. Zawsze myślała, że prawdziwe emocje, przelewa się na papier lub pulpit komputera, a ona przelała cześć swojego JA do obiektywu aparatu obcego faceta. Zrozumiała wtedy sens fotografowania z ukrycia, niesamowitość tego procesu. Nie potrafiła powiedzieć nic, poza prostym
- dziękuję!
A zdjęcie, rzeczywiście było niesamowite, pełne swego rodzaju mocy, dojrzałej, doświadczonej przez życie kobiety, która nagle jak dziecko zachwyca się mało znaczącym drobiazgiem na wystawie sklepowej. Pojawiła się na nim nastoletnia dziewczyna i dojrzała kobieta. Uśmiech radości i zdziwienia.
Ich kawiarniana rozmowa była długa, jednak nie poruszali wielkich problemów egzystencjonalnych. Nie mówili też tak naprawdę wiele o sobie, poza jakimiś mało ważnymi szczegółami z wyjazdów wakacyjnych, wypadów na imprezy i bankiety. Cieszyli się jednak tą prosta rozmową, której tak naprawdę żadne z nich nie chciało skończyć. Sama się sobie dziwiła co robi, gdyż zawsze nudziły ją te wszystkie kawiarniane flirty i kiedy słuchała opowieści niektórych koleżanek, czuła niesmak i odrobinę współczucia dla ludzkiej prostoty. Rozmowa o wszystkim i o niczym, trwałaby pewnie jeszcze do czwartego drinka i drugiej kawy, ale poczuła, że kręci jej się w głowie.
-Zamówię taksówkę.
-To chyba dobry pomysł.
Pojazd ruszyła w stronę Marszałkowskiej. Pomyślała wtedy, że nie chciałaby, aby noc skończyła się w ten sposób. Chyba go potrzebowała. Jego ciepła, szczerości, męskiego dotyku, zapachu... Ale przecież nie zapyta się zwyczajnie, czy wejdziesz na drinka. To takie banalne i do niej kompletnie nie pasujące. Taksówka zatrzymała się przed kamienicą w której mieszkała. Dotknął delikatnie jej dłoni.
- Wejdziesz na górę - zapytała zdecydowanie
- Wiesz, że tylko to chciałem usłyszeć.
Weszli do jej mieszkania wypełnionego ciepłym światłem i mocnymi pastelowymi kolorami. Nie mogli czekać dłużej. W momencie zapragnęli się nawzajem ze zdwojoną siłą. Pocałował ją głęboko w usta. Przenieśli się do jej sypialni, gdzie na dużym mahoniowym łóżku czekała na nich przyjemna w dotyku, delikatna welurowa pościel...
- Zamów taksówkę. Wróć do domu. Proszę!
- Jak chcesz
Wolała zostać sama. Ze swoimi myślami. Zapaliła papierosa. Wypiła szklankę soku poziomkowego. Zasnęła.
Następnego dnia pochłonęły ją do reszty jej obowiązki. Nie odebrała jego telefonu podczas lunchu. Zadzwoniła po południu następnego dnia.
- Przyjed , o 21...
Odwiedzał ją często. Pili słodkie drinki, rozmawiali o wszystkim i o niczym.
Jej oczy płonęły za każdym razem...
Taksówka odjeżdżała, spod jej mieszkania czasami pożną nocą , czasami nad ranem.
A ona tak naprawdę nie miała siły na zabawę w przyjań.