onet.pl PATRONAT
Dzieła w komnacie
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Komnata sztuk wszelkich

Powrót
Komnata Sztuk Wszelkich 261: Angie - "wyrwane kartki z pamiętnika"

Chcę siebie jakoś zrozumieć. Dowiedzieć, dlaczego zachowuję się tak, a nie inaczej.Dlatego sięgam tam, gdzie nie sięga nikt. Do zakamarków duszy.Swoimi własnymi sposobami, albo już wypróbowanymi np.szamańskimi. Nie ujawniam się z tym, ale to moja wielka pasja, która ciągle mi towarzyszy, nie pozwala o sobie zapomnieć, zupełnie jak miłość... ale już nie wiem co to jest.W każdym razie nie chcę o tym mówić ludziom z przypadku, by nie narazić się na śmieszność. Wiem, że gdzieś tam są ludzie podobni do mnie. Wtedy otwierając się.. zaznam szczęścia. Gdyby tylko ktoś wiedział co dzieje się w moim wnętrzu.... Dziennie walczę w rewolucji, wzbudzam konflikty, nie z jakiegoś powodu lecz po to tylko, by coś się działo i by czuć ciągle gotowość do przeżywania wszystkiego całą sobą, nie interesują mnie letnie emocje, jakieś przejściowe fascynacje.Emocja jest dobra tylko wtedy gdy jest przeżywana ze wszystkich możliwych sił i mocy we mnie drzemiących. Idąc dalej... Wciąż odczuwam samotność, która ma czemuś służyć. Transformacja przygotowująca do brutalnej rzeczywistości. Z zewnątrz jestem nierobem, pasożytem, nieprzydatnym bachorem nie myślącym o godnej przyszłości.. kiedy ja tylko o niej myślę.. ...czasem powspominam by popłakać tylko. Jednak tak bardzo zależy mi na tym, by zająć swoje miejsce w świecie, które pozwoli mi na rozwinięcie, na ujawnienie każdego detalu mojej osoby. Zakrawa tu na narcyzm. Prawda. To domena nisko uniżonych...

Jestem artystką, bo maluję swój świat,buduję go wg mojego projektu,sama go przyozdabiam niczym choinkę na święta, ale z gustem. To ja decyduję gdzie dodać półcienia, zastosować perspektywę z lotu ptaka albo żabią, w zależności od nastroju. A jak nie maluję, to robię zdjęcia. Utrwalam chwile, które potem wywołuję w mojej głowie, kiedy chcę. Moja pasja to wino. Delektuję się nim jak moją samotnością. Gdy już czuję delikatne zamglenie, przestaję i odpływam, rozkoszując się mą pustelnią. A na kacu boli mnie głowa od nadmiaru towarzystwa. Ludzi, którzy nie zasługują by siedzieć obok mnie w autobusie.
Jeszcze raz robię z siebie artystkę. Tym razem jestem aktorką, grającą w już odbudowanym po pożarze... teatrze. Mam własną sztukę pod tytułem: "Ja" i wystawiam ją tylko dla siebie. Bilety wyprzedane. Wszystkie dla mnie. Biorę różne role.... raz córki, koleżanki... a czasem kochanki. Jestem sławna. Rozdaję autografy nie na zwykłych kartkach, a na listach zrobionych specjalnie dla mnie w urzędach, na poczcie, czy w szkole.
...
I nie ważne, czy jestem kowalem własnego losu czy wierzę w przeznaczenie. Jestem, bo pogodziłam się sama ze sobą.

 

Błędem jest życie w całkowitej izolacji. Brak ludzi to brak inspiracji. Brak konwersacji to brak realizacji w samodzielnej edukacji(hehe). Doszłam do tego wniosku, gdy przyszło mi zmierzyć się z pozorną nudą zielonej trawki, pachnących lasów i błękitnego nieba. Obcowanie z naturą skrzyżowane z depresyjną pustką daje natchnienie typu werterycznego. Nie myślę już o tym jak przypodobać się emowskiej publiczności, zwolennikom modernistycznej psychologii i aktywistom dnia codziennego. Szok przeżyłam, gdy usłyszałam dźwięk mojego prawdziwego głosu. Cichy, leciutko dźwięczny i spokojny, bez zbędnej maniery. Nie spacerowałam sama jak zwykle, a w towarzystwie podobnych sobie obserwatorów świata. Idący powoli, po swojemu, już po ślubie z własną duszą. I tak leżeliśmy obok siebie, wpatrując się w niebo ze świadomością przemijalności beztroskiego dzieciństwa... Chcielibyśmy zmienić świat, ale niekoniecznie teraz. Rozkoszujemy się zapachem ziemii, na której leżymy, nie narzekając na kłującą trawę, a rozmawiamy z nią, by jeszcze tu była.... kiedy przyjdziemy tu jeszcze raz. Może dopiero za parę ładnych lat??

Powrót