onet.pl PATRONAT
Dzieła w komnacie
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Komnata sztuk wszelkich

Powrót
Komnata Sztuk Wszelkich 247 - Mateusz - "Lepiej późno czy wcale"

Zwykle po zredagowaniu zwiastunów do filmu „M jak Miłość” decyduję się na menu jakiegoś portalu i „konsumuję” strawy- dnia. Tym razem skorzystałem z Interii, zwykle jest zwięźle, na temat i rzeczowo. Tym razem było niesmacznie, bo zbytnio kalorycznie. Wrzało o tłustych plecach Anki Muchy na XXI FFF w Gdyni. Było niezwykle gorąco jak na połowę września, bo oto jedna mała dziewczynka, słynna Madzia Marszałek, polski Girl z charakterem, dla której to Steven Spielberg zmienił scenariusz jednego z największych dzieł swojego życia, bo „wpadła mu w oko”, poustawiała wszystkich z grupy Filmowców po kątach. Zainteresowanie festiwalem nagle drametialnie wzrosło bowiem do świata mumii wkradła się Afera z poczuciem humoru dla dwudziestolatków. Dzień afery byłby dla nas wyjątkowy (5 rocznica zamachu na WTC), a że wyjątkowa była aura festiwalu do tej pory wiedziało się o nim tylko „że był”. Wiedziało się, że były filmy, a teraz wiadomo jakie są te filmy, wiadomo było, że była to gala „ala oscarowska”, na którą reguła trzech żartów w tym jednego politycznego nie obowiązywała. Bowiem festiwal stał się dla nas słodzikiem, na którym nie było miejsca na komentarze w stylu „na tym filmie i tak pośniecie”.
Może jeszcze niektórzy z Was pamiętają kontrowersyjną historię z Kaliną Jędrusik w roli głównej, kiedy to w czasach peerelowskiej świetności zaczęto mocno komentować jej dekolt. Z drugiej strony zaczęto go napiętnować, zwracając jej uwagę, że ubiera się niestosownie. Ona wtedy włożyła sukienkę, która była prawie półgolfem, wyszła przed publikę i zaśpiewała po czym odwróciła się, a z tyłu miała dokładnie ten sam dekolt, co Anka na festiwalu. Aktorka zapytana przez Najsztuba o celowość obnażenia odpowiedziała, że jej dekolt był swoistego rodzaju papierkiem lakmusowym, który miała nam Polakom pokazać jak bardzo jesteśmy zaściankowi. I pokazał, w całej swej okazałości demonstrując fałdki naszego czarnobycia. Myślę tutaj o żarcie z francuskim numerkiem, który wzbudził powszechne oburzenie w stylu „jak można?”. Nie ukrywajmy, że nasza polska intymność przypomina starą warszawską syrenkę, pod której maskę się już nie zagląda. Strefa postrzegania intymności jest dla nas dowodem na to, że PRL jest w nas obecny duchem, a czasy Czarnogrodu są nam jeszcze bardziej bliższe niż własna matka.
Wieczorem tego samego dnia dostałem zabawną wiadomość: „Ale ta Twoja Mucha ma plecy…”. Przyprawiony o długo nieogarnięty ubaw odpisałem: „Moja? Pierwsze słyszę… Nie ma tak dobrze. Sic! A plecy, dobrze, że ma, gorzej by było jakby ich nie miała…”. Było to dla mnie dowodem na to jak bardzo potrafimy być zadufani we własnych stereotypach. Nagle wszyscy zapomnieli o plecach Grażyny Torbickiej na rozdaniu statuetek „Telekamery” czy kreacji Małgosi Kożuchowskiej na tej samej uroczystości. Wszyscy stali się bardziej „górnolotni” polując na Muchę, która jako jedna „z wielu” potrafiła się obnażyć i powiedzieć „to jest kicz”. Parafrazując: Stała się przy tym zakazana jak „Czterej pancerni i pies”. Miała rację- napisał Kamil Śmiałkowski i miał rację. Bowiem debiuty wielu reżyserów można ująć w retorycznym pytaniem: „Lepiej późno, czy lepiej wcale?”. Prawda jest taka, że na trzydzieści produkcji tylko cztery da się „zjeść”. Tylko w czterech można „się pokazać”, bo tylko w czterech chodzi o coś więcej niż o pokazanie nagiego biustu w morskiej scenerii z ogólnym zamierzeniem stworzenia romansidła. Prawda jest szokująca, gdy liczy się zera po jedynce kolejnej produkcji z niewinnym skrótem „mln”, na której to popcorn i cola są jedyną atrakcja.
Na pewno macie teraz do mnie „ale” w stylu „Dobrze, ale nie na festiwalu”, który niczym monsun postaram się odeprzeć. Ludzie popatrzyli na całą sprawę z perspektywy konia, dla którego drzewo jest brzydkie, bo zasięg jago wzroku obejmuje jedynie pień. Organizatorzy zaprosili do współpracy Pozytywną Despotkę z charakterem, która miała napisać scenariusz i wywiązała się z tego obowiązku w charakterystycznym dla siebie wewnętrznym image. Chcieli Babę z jajami zredukować do roli kremu z wisienką, która grzecznie podryfuje w rytm savoir vivre. A wystarczyło tylko obejrzeć kilka programów „Ale jazda!” w telewizji, przeczytać kilka felietonów, żeby mieć poczucie temperamentu i muchowości „zadziernej” Anki, aby uniknąć dwóch dni w plecy. Zaznaczę, że po dwóch dniach grzecznie podziękowano aktorce za współpracę i na jej miejsce powołano Tamarę Arciuch. Dyrektor Artystyczny – Mirosław Bork widocznie nie przewidział, że Ania nie ma zamiaru słodzić reżyserom w dniu ich święta. Nie wziął pod uwagę, że to była właśnie okazja, swoistego rodzaju punkt zwrotny w historii polskiego kina na drogę, w której będzie „mniej, a lepiej”.
„Najzabawniejsze jest dla mnie to, że – kilka osób podkreśliło w swoich wypowiedziach, że suknia choć skromna, istotnie przykryła niedobory festiwalowe”. Niedobory tego pięknego, wielkiego święta, czerwonych hollywoodzkich dywanów, atmosfery VIP, tłumu dziennikarzy, którzy pisząc o festiwalu nie stawiają na efekciarstwo, nie na solidność. Śmieszy mnie także to, że aura festiwalowego hallo objęła wszystkich. Bez względu na znajomość filmów, czy kompletną dezorjentację, co można było wyraźnie zauważyć na forach internetowych. Polacy stwierdzili, że skoro jest afera, to trzeba kłóć żelazo póki gorące. Nie ważne, czy chodzi o plecy z granicą na tyłku, czy o „żart w dziesiątkę”, ważne jest ofiara- mająca swoje zdanie i nie pozwalająca twierdzić, że kropi, gdy ktoś pluje jej w twarz.
Teraz pozostaje już dla mnie jasnym fakt zdjęcia z anteny programu aktorki. Jak mówią słowa piosenki Marysi Peszek: „Przyszło nowe i nieznane / przyszło słów wymazywanie”. Jednogłośnie stwierdzono, że krok w tył może być korzystniejszy od kroku wprzód, bowiem daje szansę na „rozrywkę z powtórki”. Dla mnie osobiście Gdynia bez Muchy jest jak teatr bez Katharsis. Nie dziwi mnie już nasza zaściankowość, gdyż afera stała się składnikiem naszego menu niczym chleb, bez którego nie możemy żyć. Afery w rządzie nam nie wystarczają, kupowanie stołków, się nam znudziło, czas na „przykrytą goliznę” szklanego ekranu. Naga prawda ubiera się u Plotki. Cokolwiek byś nie powiedział, nie zrobił – to i tak napiszą o Twoim tyłku. Tacy jesteśmy, nasz krajowy stereotyp, ukochana wada, ulubiony „grzech”… - Polska Zaściankowość.

***

Odfacecić faceta, kobieta chciała,
W odwecie zfacetowienie dostała;
Zapudrować szminkę w maszynkę musiała;
Mniej się szminkowała
A więcej maszynkowała
Ze strachem oglądała swe zfacetowienie
Od sąsiadki usłyszała, że to zszowinistnienie
Wąsy się jej ufaceteczniły
A kobiece zmarszczki w urodzie uwsteczniły.
Wszystko stało się odtąd mniej kobiecetyczne,
Nie pomagały nawet leki kobiecoetyczne
Szpilki się zgarniturzyły
Apaszki zkrawiaciały
i nikt już nie powiem
„Kobieto puchu marny”
Lecz tejże kobiecie szpilkowatości brakowało
Szminkości wskroś było mało
A fecetyczności wciąż było za dużo.
Poszła więc do męża
przeprosić go chciała
za odfacetycznienie,
że już go rozumie
facetytycznym rozumem.
Długo jeszcze potem za błąd swój płaciła
Zakobiecając szafki
I zbyt męską urodę.

***

tam gdzie słońce przecina powiem wiatru…
tam gdzie życie zakrawa o cud…
tam gdzie jest człowiek…


tam gdzie nie pada śnieg
gdzie w łonie natury budzi się do życia głód
gdzie wśród kaskad kwiatów piętrzą się marzenia
o szklance czystej wody
i bochenku chleba
nie o fordach fokus
ipodach imprach czateriach
takie zwykle
które nam zbywają po koszach
tam są na wagę złota
tam są inne przeliczniki
w życiu śle się inne priorytety
to co u nas jest normalne
tam zakrawa o nieosiągalność
tam nie ma obrzucania się chlebem
tam w powietrzu dla żartu nie lata szynka
tam gdzie „biali” dają upust ulotnych marzeń
rozdają nadzieję na kolejną chwilę
tam nikt nie odkłada na lokatę
nie przelicza w USD
nie ma biznesmenów metra notebooków
tam łut szczęścia obliguje na kolejny dzień
nadzieją karmi się dzieci
prostotą ubiera do szkoły
żyje się tym, o my nazywamy niesprawiedliwością
nie ma się zachcianek
tylko wszechobecne pragnienia o kubek pitnej wody
który my niezdarnie wylewamy trącając niechcący
tam…
gdzie?
Tam gdzie żyją ludzie tacy sami jak my
którzy chcą jeść marzyć i spać
którzy nie muszą mieć by być
którzy są tak jak my
z tej samej gliny ulepieni
których normalność jest naszym profanum
i których życie – naszym przyzwyczajeniem

***

„Lolek, który został Klucznikiem”

...Musnęło uwięzione w cierpieniu
niczym owoc pomarańczy w skorupie
dziwna wolność rozluźniająca skrępowane fałdy
dając poczucie wolności bez granic
wstąpienia w dawne granice wolności
w opuszkach palców zamieszkała postać
ze zbyt dużym kapturem
okrywając do snu już dłonie i bezbronne serce
przeniknął zdradziecki dreszcz przekupił waleczne serc
dając poczucie wytchnienia
gdy mocne bicze powikłań
zaciskały po raz wtóry powieki
krople potu poczuły możność zamarcia
jak deszczowa chmura w obliczu słońca
sen okupiono złotem – trwałym i niezniszczalnym
organy obumierały chwilowymi dreszczami
obojętne rurkom – już nadaremnie podpiętym
beztroskie uśmieszki swawolnej postaci
dostrzeżone źrenicą zatopioną w tafli srebrzystego jeziora
zagubiony Anioł wśród dobrze znanych kaplic
błądził szukając spełnienia
drogowskazem mu były szybkie rytmy serca
zwątpione umysły z przenikliwym dygotem
skradł się między drżenia i wołania o cud
I jednym rozkazem wydłużył na zawsze
prostą zieloną kreskę
która odtąd odmierzała kroki w nieznanej krainie
ze swoim zamiarem na pozór prostackim
chwycił za kołatkę do drzwi z rozliczeniem
i wszedł w pierwotność swej dawnej młodości
zostawiając skupisko doczesnej formalności
i szepnął mu anioł jak zawsze znienacka
już czas
poddała się dusza ostatniej wędrówce
mijała komnaty dobrze znane sale
przechodząc przez dywan bez zbędnego śladu
mijało ją wielu pewnie nawet nie wiedząc
i w ostatniej podróży pozwolił prowadzić
nad dachy świątyni i miedziane dzwony
rozruszane do boju z wiadomością zgonu
i dużo dalej było dane odejść
pierwsze kroki w niebie
jemu tak radosne
u góry Matka z otwartymi dłońmi
i bielszym od bieli jaśniejącym płaszczem
i matczyny uśmiech przywitał wesoło
z gestem jakże znanym z ziemskich przytulanek
chwila zatrzymania
odpoczynku duszy
stanęli przed drzwiami które on otworzył
kluczem szlifowanym w jakże długiej posłudze
i odtąd już nigdy nic nie będzie jak dawniej
ciało spustoszyła fala bezkształtności
nie ma nawet zmysłu by wspominać duszę
odziany dobrze w szaty apostolskie
i do naszej kądzieli co zowie się życiem
ze stałym impetem znaną brutalnością
w szare nici dni
Zaplatał się czarny, szafirowy kir
zapłonęły lawiny woskowych szklaneczek
girlandy kwiatów opasały ulice
i szybko sięgnięto do Jego poezji
nagle dostrzeżono na kartach encyklik
bezcenne wartości kurzem przyodziane

i były przysięgi które dawno złamano
i szklaneczki z woskiem dawno wypalone
stanął więc dziś Ojciec na krawędzi światów
załamując ręce wiecznością splecione
pobłądziły dzieci w rzece zwanej życiem
niewielu zostało tych co coś zyskali
będzie długo płynąć
znowu się zbiorą w Sykstyńskiej kaplicy
pod nadzorem gołębia z gatunku najświętszych
i będą wybierać klucznika dziedzictwa
jakże niezłomnego od tysięcy laty
lecz kto wejdzie w tak duże buty rozmiaru świętego
by prowadzić Kościół?
Kto ubierze tak dużą sutannę
rozciągniętą bezgranicznie
w okolicy serca?
Kto będzie rzeźbić w mozole i pocie
skamieniałe serca
zatwardziałych ludzi?
Jego się zapadło
W Miłości otchłani
Sprawdzając dziś nasze tak długo rzeźbione
Ono już nie puka bo Mu otworzono
I czeka tam na nas
Lecz gdzie nam otworzą?

Nie czekaj na potem bo może go nie być!



Powrót