onet.pl PATRONAT
Dzieła w komnacie
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Komnata sztuk wszelkich

Powrót
Komnata Sztuk Wszelkich 237: Lakota - „Tatanka”
Potężny, wręcz monstrualny koń, skonstruowany z czarnych żelaznych płyt zbliżał się coraz bardziej w szalonym tempie. Jego oczy były upiornie czerwone. Z ogromnego pyska buchała para. Żelazny koń-bestia był przerażający i pędził przez prerię pokrytą soczystymi trawami, na której w niedalekiej odległości spokojnie pasło się wielkie stado bizonów. Potwór zbliżył się do stada na odległość strzału z łuku, po czym zionął ogniem z pyska i czerwonych oczu. Płomień natychmiast strawił roślinność, która porastała prerię, zamieniając ją w popiół. Widząc szalejące płomienie, bizony ogarnęła panika i zaczęły ratować się ucieczką. Jednak ogień dosięgnął je i teraz palił żywcem. Powietrze przeszył straszny ryk cierpiących, płonących zwierząt. Jakiś młody cielak uciekał przed ogniem sunącym za nim po parzącej, gorącej ziemi. Płomienie były tuż za nim i już dosięgały jego kopyt …
Ocknął się ze snu i usiadł na posłaniu z bizonich skór. Jego naga skóra była całkiem zlana potem, a oddech miał przyspieszony. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, że właśnie wyrwał się z koszmarnego snu. Miał na imię Tasunke Ska i był Indianinem z plemienia Lakotów . Urodził się w podgrupie tego plemienia zwanej Miniconjou, nad rzeką Little Powder River w Wyoming w 1848 roku i właśnie skończył dwadzieścia lat. Był młodym wojownikiem i wysokim mężczyzną, co było cechą charakterystyczną dla wielu Indian zamieszkujących Wielkie Równiny. Jego kruczoczarne włosy opadały mu swobodnie do połowy barczystych pleców. Wyraz jego twarzy był łagodny, a ciemnobrązowe oczy miały przyjemne spojrzenie. Żona Indianina, Zica Luta spała obok spokojnym, niczym niezmąconym snem. Tasunka Ska wstał z posłania uważając, aby nie zbudzić żony, po czym rozsznurował skórzaną klapę stanowiącą wejście do ich stożkowatego tipi. Mężczyzna wystawił na zewnątrz głowę. Było jeszcze ciemno, a powietrze było dość chłodne, gdyż właśnie od kilku tygodni trwała jesień. Indianin z powrotem zasznurował skórzaną klapę i położył się obok żony. Przez następne dwie godziny nie zmrużył oka. Leżał i rozmyślał o koszmarnym śnie i upiornym żelaznym koniu.
Wreszcie wstał z posłania i nie budząc żony założył na stopy mokasyny, ubrał skórzane spodnie i koszulę i wyszedł z tipi na zewnątrz. Powoli świtało. Tasunke Ska udał się do swojego dziadka, Szamana o imieniu Cetan Gleshka. Tipi Szamana odległe było zaledwie kilkanaście metrów od domu młodego Indianina. Tasunke Ska wszedł do tipi swojego dziadka, którego skórzana klapa była już wcześniej rozsznurowana. Stary Szaman siedział na trawiastej podłodze tipi i przygotowywał napar z ziół. Dziadek podniósł wzrok i zaraz na twarzy Szamana pojawił się uśmiech. Cetan Gleshka miał sześćdziesiąt lat. Jego długie siwe włosy były zaplecione w dwa długie warkocze owinięte paskami z futra wydry, a jego twarz była pokryta wieloma zmarszczkami. Z ciemnych oczu Szamana bił blask, który zdradzał osobę o bardzo łagodnym i dobrym usposobieniu. Mimo swoich lat nadal był silnym mężczyzną. Poprzedniej nocy przewodniczył obrzędowi, którego punktem kulminacyjnym był taniec zwany przez Lakotów tańcem „Przybądź Bizonie” i choć tańczył wraz z dużo młodszymi od siebie mężczyznami, nie odczuwał większego zmęczenia. Szaman zwrócił się do młodzieńca tymi słowami:
- Witaj. Z czym do mnie przychodzisz o tak wczesnej porze mój wnuku?
Młodzieniec odparł:
- Dziadku. Miałem dziś nad ranem koszmarny sen i nie wiem, co on może oznaczać.
Szaman odrzekł:
- Opowiedz mi swój sen jak najdokładniej potrafisz.
Tasunke Ska opowiedział dziadkowi swój przerażający sen w najdrobniejszych szczegółach. Kiedy skończył, zapadło na dłuższą chwilę grobowe milczenie. Szaman siedział z zamkniętymi oczami i rozmyślał nad tajemniczą wizją, której we śnie doświadczył jego wnuk. Wreszcie Szaman zabrał głos mówiąc:

- Wnuku mój. To, co widziałeś może zwiastować coś bardzo złego. Twój duch opiekuńczy albo nawet sam Wakan Tanka zesłał na Ciebie ten sen, aby nas ostrzec o grożącym nam wielkim niebezpieczeństwie. Od najmłodszych lat wiesz, że bizony, które widziałeś w swoim śnie, stanowią podstawę naszego życia. To dzięki ich mięsu możemy zaspakajać nasz głód, dzięki ich skórom ubierać się i szyć pokrycia na nasze tipi, a ze ścięgien wykonywać cięciwy do naszych łuków. Od czasu, gdy Kobieta Białe Cielę Bizona przyszła do naszego ludu, a później zamieniła się w bizona, nie brakuje nam jego mięsa i skór. To, co zobaczyłeś we śnie bardzo mnie niepokoi. Żelazny koń jest dziełem wasihu . To zarośnięte usta sprowadziły go na ziemie różnych plemion. Przecina te ziemie żelazną drogą, po której przenosi się żelazny koń. Rozmawiałem z kilkoma Czejenami, naszymi sojusznikami w ostatniej wojnie, którzy brali udział w wywróceniu takiego żelaznego konia z jego drogi . Sam nigdy go nie widziałem, ale jedno wiem, żelazny koń niesie ze sobą samo zło …
Szaman westchnął, po czym rzekł:
- Wnuku mój, wrócimy do naszej rozmowy, ale teraz muszę zanieść napar z ziół do małej Niyaha Ska, którą w nocy rozbolał brzuch.
Tasunka Ska podziękował Dziadkowi za rozmowę i pożegnał się z nim. Wyszedł z tipi zatopiony w myślach, gdy w tej samej chwili przez osadę Miniconjou przejechało kilku wojowników wykrzykując słowa:
- Tatanka!!! Tatanka!!!
Natychmiast zrobiło się wielkie poruszenie w indiańskiej wiosce. Indianie przekazywali sobie radosną nowinę o zlokalizowaniu stada bizonów przez zwiadowców. Wieści były bardzo pomyślne. Pół dnia drogi od osady pasło się duże stado bizonów liczące około tysiąca osobników. Wkrótce odbyła się narada, której przewodniczył wódz Mato Sapa. Jednomyślnie podjęto decyzję o zorganizowaniu nazajutrz polowania. Zapasy Indian znacznie się uszczupliły podczas działań wojennych toczonych przeciwko armii Stanów Zjednoczonych, którym przewodniczył Czerwona Chmura . Po stoczeniu wielu bitew i potyczek Indianie odnieśli największe w całej historii walk z Amerykanami zwycięstwo, jeśli zważyć na jego konsekwencje. Armia musiała opuścić forty zbudowane na ziemi Lakotów w Kraju Rzeki Powder uznając tym swoją porażkę . Biali musieli poszukać alternatywnych dróg do złotodajnych pól Montany , a kraj Lakotów miał należeć po wszelkie czasy do Indian. Był październik i trzeba było zrobić zapasy mięsa i skór na zimę.
Wszyscy Lakotowie w osadzie rozpoczęli przygotowania do polowania. Myśliwi sprawdzali swoje łuki i strzały, o grotach z krzemienia, obsydianu lub stali. Kobiety upewniały się, czy wszystkie przedmioty w tipi są na swoim miejscu, gotowe do ich szybkiego zabrania w drogę. Sprawdzały też stan kościanych noży i skrobaczek potrzebnych do ściągania skór, porcjowania mięsa i garbowania skór upolowanych zwierząt. Młodzi chłopcy, pasący i pilnujący tradycyjnie stada koni, podwoili czujność, aby nic nie groziło indiańskim rumakom.
Następnego dnia od świtu panował wielki ruch w obozie. Władzę na czas przygotowania do polowania i jego przebiegu przejęły stowarzyszenia wojowników. Ich członkowie byli uprawnieni do upominania, a nawet karania chłostą tych, którzy przez swą opieszałość opóźniali zwinięcie obozu i wymarsz. Wszędzie było widać uwijające się kobiety, mężczyzn i dzieci. Raz po raz każde tipi w osadzie pozbawiano okrycia z pozszywanych skór bizonich, a następnie demontowano długie tyczki służące za szkielet całej konstrukcji. Później tyczki mocowano do grzbietów koni, dodawano poprzeczne żerdzie i na tak skonstruowane włóki pakowano cały dobytek. Wojownicy dokonywali ostatnich, krótkich oględzin broni i malowali wzory na ciałach swych koni. Tasunke Ska podszedł do swojego konia śnieżnobiałej maści i spojrzał mu głęboko w oczy. Indianin wyszeptał:

- Zawsze dbam o Ciebie, karmię Cię i pielęgnuję. Teraz od Ciebie zależy moje życie i powodzenie polowania. Znasz już moje serce, a ja znam Twoje. Pamiętaj, że Ty i ja stanowimy jedno. Jesteśmy jak bracia.

Indianin schylił się i podniósł z ziemi małe kamienne naczynie, w którym była rozrobiona z naturalnych składników farba, o barwie intensywnej czerwieni. Tasunke Ska umoczył palec w naczyniu i przyłożył go do nogi konia. Chwilę później powstał czerwony zygzak biegnący przez nogę aż do samej pęciny. Potem Indianin wykonał taki sam malunek na kolejnych trzech nogach rumaka. Na końcu Tasunke Ska namalował na jednym i drugim barku wierzchowca wizerunek rozwidlonych w charakterystyczny sposób rogów antylopy widłorogiej, najszybszego i najczystszej krwi zwierzęcia na preriach. Lakotowie, a także ich sprzymierzeńcy Czejenowie, malowali wizerunek rogów antylopy, aby ich konie były tak zwinne i szybkie jak one .
Wkrótce wszyscy Miniconjou byli gotowi do drogi. Lakotowie byli doskonale zorganizowani, więc zwinięcie obozu odbyło się bardzo sprawnie i skutecznie, a wymarsz przebiegał bez zakłóceń. Kolumna mężczyzn, kobiet i dzieci podążała w kierunku miejsca, w którym zostało zlokalizowane stado bizonów. Tasunke Ska jechał na swoim białym koniu, a obok na gniadej klaczy jechała jego żona Zica Luta. Młody wojownik rozmyślał o tym jak kiedyś, gdy był dwunastoletnim chłopcem, udał się wraz z Dziadkiem na polowanie. Dziadek nauczył go wtedy starej indiańskiej sztuczki polowania w wilczej skórze. Wnuk i dziadek założyli na siebie wyprawione skóry wilka, po czym powoli zaczęli skradać się pod wiatr tak, aby bizony nie poczuły zapachu człowieka. Bizony mają słaby wzrok, więc obecność jednego czy nawet kilku wilków w ich okolicy nie robi na tych potężnych zwierzętach większego wrażenia. Tak też było podczas tego pamiętnego dla Tasunke Ska polowania. Kiedy dwaj Lakotowie znajdowali się w odległości strzału z łuku upatrzyli swoją zdobycz i każdy sprawnym ruchem wypuścił swoją pierzastą strzałę. Obydwie dosięgnęły celu …
Tasunke Ska przerwał swoje rozmyślania, gdyż nagle wojownicy jadący naprzeciw dali sygnał do zatrzymania się. Miniconjou dotarli do miejsca, w którym trawa była całkowicie stratowana przez duże stado zwierząt, a na ziemi odciśnięte były niezliczone ślady kopyt. Były to ślady pozostawione przez bizony. Po kilkudziesięciu minutach Indianie dotarli do płytkiego strumienia, na którego brzegu widoczne były całkiem świeże ślady bizonich kopyt. W tym miejscu stado szeroką ławą przekroczyło bród i poszło dalej. Lakotowie ugasili swoje pragnienie i napoili konie. W tej dogodnej do rozbicia obozu okolicy, nad wodą i w cieniu starych topoli, Indianie postanowili się zatrzymać. Gdy część Lakotów zajmowała się ustawianiem tyczek i naciąganiem na nie bizonich skór, grupa myśliwych licząca dwudziestu pięciu mężczyzn przekroczyła konno strumień i po godzinnej jeździe Miniconjou zatrzymali się. Przed nimi w odległości kilkuset metrów pasło się połączone stado bizonów liczące około tysiąca osobników, zlokalizowane wcześniej przez zwiadowców. Mimo temperatury nie przekraczającej piętnastu stopni, myśliwi zdjęli skórzane koszule ozdobione barwionymi kolcami jeżozwierza i końskim włosiem, aby te nie krępowały im ruchów podczas polowania. Tasunke Ska zdjął swoją koszulę ze skóry jelenia i podał ją swojej żonie, która uśmiechnęła się do męża. Jednak gdzieś w głębi serca młoda kobieta bała się o bezpieczeństwo jej ukochanego. Polowanie na bizony było niebezpiecznym zajęciem, które czasem kończyło się wypadkiem, a nawet śmiercią myśliwego. Na preriach mieszkały pieski preriowe, których podziemne jamy stanowiły śmiertelne niebezpieczeństwo dla galopujących koni i jeźdźców. Potknięcie pędzącego konia groziło wyrzuceniem Indianina w powietrze i upadek, który w najlepszym wypadku kończył się pogruchotaniem kości. Bizony były groźnymi zwierzętami, a zwłaszcza te osobniki, które zostały zranione. Wtedy potężne zwierzęta stawały się niebezpieczne i mogły zaatakować konie i myśliwych. Tasunke Ska przytulił mocno swoją żonę do piersi, po czym wskoczył na rumaka i nie oglądając się za siebie popędził z innymi myśliwymi w kierunku stada.
Słaby wzrok bizonów pozwolił jeźdźcom zbliżyć się do stada na niewielką odległość. Dopiero, gdy dwudziestu kilku lakotańskich myśliwych galopowało na rączych rumakach w polu widzenia zwierząt, bizony rozpoczęły paniczną ucieczkę. Chwilę później dwie grupy, po kilkunastu jeźdźców każda, pędziły tuż obok stada po jego obu stronach. Tasunke Ska jechał po lewej stronie skłębionej masy byków, krów i cieląt zaledwie kilka metrów od niej. W pewnej chwili mocno ścisnął nogami boki swojego wierzchowca i odłożył na grzbiet koński rzemienne lejce. Młodzieniec napiął swój łuk, wykonany z drewna orzesznika , wyciągnął strzałę z kołczanu, zrobionego ze skóry wydry, założył na cięciwę ze skręconych ścięgien pierzasty pocisk, po czym złożył się do strzału. Chwilę później świsnęła strzała o grocie z ostrego obsydianu, która ugodziła w bok młodego, ale już potężnego byka, zagłębiając się w nim na trzy czwarte swojej długości. Byk zwolnił bieg i zachwiał się. W tym momencie druga strzała wystrzelona przez myśliwego przeszyła bok zwierzęcia tuż obok pierwszej. Bizon zatoczył się i osunął się na bok, po czym upadł na ziemię wzbijając do góry pył. Indianin pogalopował dalej tuż obok stada. Chwilę później wypatrzył kolejną zdobycz. Tym razem był to stary byk, którego wiek zdradzała długa gęsta broda i dziesięć pierścieni na potężnych rogach. I tym razem wystarczyły dwie pierzaste strzały wystrzelone przez Tasunke Ska by upolować dostojne zwierzę. Młodzieniec popędził dalej. Właśnie mijał potężnego samca bizona o gęstym futrze i długiej ciemnej brodzie. Zwierzę było ranne od ciosu zadanego mu strzałą innego z myśliwych. Nagle byk zrobił niespodziewany i gwałtowny ruch w lewo próbując rogiem dosięgnąć boku białego konia należącego do Tasunke Ska. Koń Indianina od kilku lat specjalnie szkolony do udziału w polowaniach na bizony instynktownie wyczuł intencje bizona i w ostatniej chwili zdążył uniknąć ciosu śmiertelnie niebezpiecznego, ostrego rogu rozjuszonego byka. Myśliwy popędził dalej i chwilę później upolował kolejną zdobycz, gdy tymczasem stary byk został ugodzony strzałą innego Indianina, który upatrzył go sobie i ranił wcześniej.
Polowanie dobiegło końca. Upolowano około czterdziestu bizonów. Mężczyźni krzątali się wokół powalonych strzałami zwierząt sprawdzając, które sztuki przez kogo zostały upolowane. Zadanie to ułatwiała im technika polegająca na oznaczaniu strzał charakterystycznymi wzorami, które wyróżniały je z dużej liczby strzał wystrzelonych przez różnych myśliwych. Tasunke Ska zawsze oznaczał swoje pierzaste pociski trzema żółtymi prążkami biegnącymi dookoła strzały tuż pod lotkami z ptasich piór. Tego dnia młodzieniec upolował trzy potężne bizony, które właśnie zidentyfikował. Myśliwi posilali się przysmakiem, jakim była dymiąca jeszcze wątroba świeżo upolowanego bizona. To ta część zwierzęcia zgodnie ze zwyczajem należała się myśliwemu, który upolował swą zdobycz. Inne części bizonów były sprawiedliwie dzielone pomiędzy całą społeczność tak, aby nikomu nie brakowało pożywienia. Właśnie wtedy, po godzinnej drodze, przybyły kobiety, dzieci i mężczyźni, którzy nie wzięli udziału w polowaniu. Zica Luta zeskoczyła ze swojego konia i podeszła do męża, po czym czule objęła go za szyję. W jej oczach widać było radość i podziw dla Tasunke Ska, który po raz kolejny udowodnił jej, jak dobrym jest myśliwym. Na Wielkich Równinach ta cecha mogła decydować o życiu i śmierci Indian, którzy swą dietę opierali przede wszystkim na mięsie upolowanych bizonów. Po chwili kobiety sprawnymi ruchami zdejmowały skóry z ubitych zwierząt, porcjowały mięso, a rozciągnięte na ziemi i przybite kołkami skóry oczyszczano ze wszelkich pozostałości mięsa przy pomocy kościanych skrobaczek. Część mięsa spożyto na wielkiej uczcie połączonej z tańcami, która odbyła się wieczorem i trwała do późnej nocy. Następnego dnia kobiety od samego rana zajęły się wznoszeniem specjalnych drewnianych konstrukcji służących do suszenia mięsa. Część mięsa suszono w paskach, które później można było spożywać w tej postaci. Przechowywano je w skórzanych torbach. Resztę wysuszonego mięsa rozcierano na proch i też przechowywano w ten sam sposób. Był to tak zwany pemmikan, który w języku Lakotów zwie się wasna. Pemmikan zmieszany z różnego rodzaju jagodami i tłuszczem, po jego podgrzaniu stanowił pożywne i bardzo popularne danie. Indianie nie marnowali ani jednej części upolowanych bizonów. Każda część zwierzęcia miała swoje praktyczne zastosowanie. Używano nawet suszony nawóz bizoni, który choć palił się dość słabym płomieniem to jednak niejednokrotnie był wielce przydatny w krainie, która nie obfitowała w dużą liczbę drzew.

Tego samego październikowego dnia 1868 roku, kilkaset kilometrów na południowy wschód od kraju wolnych Lakotów, na prerię w Kansas wtoczył się po torach żelazny koń. Do parowozu o wielkim kominie w kształcie odwróconej gruszki, z którego buchały kłęby pary, doczepionych było kilka wagonów pasażerskich. Pociąg wyruszył z Leavenworth na wschodzie stanu Kansas w kierunku Sheridan mieszczącego się w jego zachodniej części. Właśnie nastał świt i pociąg zmierzał w kierunku Fortu Hays, położonego dalej niż w połowie drogi do celu, gdy na horyzoncie dostrzeżono ciemne punkty, które były znakiem obecności niewielkich stad bizonów. Minął jakiś czas, gdy nagle z przedniego wagonu dał się słyszeć podniecony głos: „Bizony przekraczają tory!” i natychmiast padło kilka strzałów z karabinów. Sześć bizonów, które wcześniej usiłowały przekroczyć tory tuż przed lokomotywą teraz biegło w pełnym galopie równolegle do pociągu w niewielkiej odległości od torów. Wkrótce kule dosięgnęły dwóch zwierząt, raniąc jedno z nich, a drugie zabijając na miejscu. Lokomotywa zwolniła i wtedy bez czekania na to, aby pociąg całkiem zwolnił swój bieg wyskoczyli z niego wszyscy pasażerowie, maszynista, konduktor i hamulcowy, a w pociągu pozostał jedynie palacz. Wszyscy pasażerowie byli uzbrojeni w broń palną, a obsługa pociągu posiadała broń, w którą pociąg został wyposażony do obrony przed Indianami. Ranny bizon próbował za wszelką cenę uciec swoim prześladowcom, ale w końcu dosięgnęła go kula tuż pod łopatką i zwierzę trafione prosto w serce padło martwe na ziemię. Chwilę później z dwóch ubitych starych kilkunastoletnich byków wycięto języki, kilka pasków mięsa z garbów i kilka kawałków mięsa z ich zadów. Resztę pozostawiono na prerii dla wilków, szakali i sępów. Pociąg ruszył w dalszą podróż. Jakiś czas później dotarł na teren, który był dosłownie czarny od tysięcy bizonów. Największe stada znajdowały się po północnej stronie torów. Zwierzęta znajdujące się najbliżej szyn zaalarmowane osobliwymi odgłosami dobiegającymi z lokomotywy rozpoczęły ucieczkę na północ unosząc do góry ogromną chmurę kurzu. Grupa bizonów, które pasły się na południowej stronie torów usiłowała uciec na północ przekraczając w akcie desperacji tory tuż przed nadjeżdżającym pociągiem. Jedno ze zwierząt uderzyła lokomotywa. Nie zginęło jednak od razu, lecz zostało później dobite strzałami z karabinów. Raz po raz z okien pociągu padały strzały z dymiących luf karabinów. Trafienie w skłębione, pokryte gęstym włosiem ciała bizonów, nie było trudne. Zwierzęta padały pod ostrzałem z rozgrzanych do czerwoności luf broni palnej. Jeden z pasażerów, mężczyzna o sumiastym wąsie i pozbawionej włosów głowie, właściciel Winchestera model Yellow Boy przeładowywał karabin za pomocą dźwigni i strzelał bezustannie do zwierząt ogarniętych paniką. Tego dnia jego kule dosięgnęły wielu bizonów. Po zastrzeleniu kilkudziesięciu zwierząt biali tak jak poprzednio wycięli bizonom łącznie kilkanaście języków, trochę mięsa z zadów i garbów, a resztę pozostawili na prerii jako karmę dla padlinożerców. Pociąg odjechał dalej na zachód zostawiając za sobą ziemię zroszoną obficie krwią zastrzelonych byków, krów, a nawet cieląt. Na podłodze w przedziale, z którego okna strzelał łysy mężczyzna leżała pognieciona i poplamiona kawą ulotka zaczynająca się od słów: WYCIECZKA KOLEJOWA I POLOWANIE NA BIZONY zachęcająca do wzięcia udziału w polowaniu na liczne bizony „zabijane nawet z okien przedziałów pociągu”. Termin kilkudniowej wycieczki przypadał na 27 dzień października, a trasa przebiegała dokładnie tak jak obecna podróż. Zachęcony swoimi wyczynami strzeleckimi łysy jegomość zapewne już marzył o kolejnej „przygodzie” na preriach.
Wkrótce nastały lata siedemdziesiąte XIX stulecia, okres, w którym biali zabili największą w historii liczbę bizonów. Gdy w 1871 roku pewna garbarnia na wschodzie Stanów Zjednoczonych opracowała sposób na garbowanie grubych bizonich skór, rozpoczął się najazd profesjonalnych myśliwych na prerie. W samych tylko w latach 1872-74 zatrzelono 4,5 miliona sztuk tych zwierząt. Wkrótce Wielkie Równiny bieliły się od szkieletów zabitych bizonów. W kręgach wojskowych zacierano ręce. Po co było toczyć walki z Indianami, tracić ludzi, pieniądze, a nawet przegrywać wojny, jak można było pozbyć się tzw. „indiańskiego problemu” wybijając bizony …
Lakotowie niedługo cieszyli się wywalczoną wolnością żyjąc swobodnie w Kraju Rzeki Powder. Podczas Wojny o Góry Czarne w dniu 25 czerwca 1876 wraz z Czejenami i Arapahami pokonali Custera i jego 7 Pułk Kawalerii w bitwie pod Little Big Horn. Dowodził nimi Siedzący Byk , a do zwycięstwa przyczynił się w wielkim stopniu Szalony Koń . Armia Stanów Zjednoczonych robiła wszystko, aby pomścić swoją sromotną klęskę i zmusić wolnych Indian do zamieszkania w rezerwatach. Ich plany powiodły się w dużej mierze, choć część Lakotów przedostała się do Kanady. Był wśród nich Tasunke Ska, który brał aktywny udział we wszystkich walkach od czasu Wojny Czerwonej Chmury oraz jego żona Zica Luta i ich ośmioletnia córka Mini To. W końcu, na początku lat osiemdziesiątych dziewiętnastego stulecia, Lakotowie przekroczyli ponownie granicę i zostali zamknięci przez Amerykanów w rezerwacie, a przywódców, takich jak Siedzący Byk, osadzono w więzieniu. Indianie zamknięci w rezerwatach, zdani całkowicie na łaskę białych ludzi, zaczęli popadać w stan głębokiego przygnębienia. Stopniowo stawali się apatyczni, załamami swoim beznadziejnym położeniem. Indianie nie mogli swobodnie poruszać się tam gdzie chcieli, jak to od zawsze mieli w zwyczaju ci nomadowie prerii, ani też nie mogli polować. Bizony, które jeszcze niedawno stanowiły podstawę ich egzystencji zniknęły. Ostatnie lakotańskie polowanie zorganizowane przez ludzi Siedzącego Byka niecałą dekadę wcześniej było już tylko smutnym wspomnieniem czegoś, co odeszło.
Był rok 1890, gdy do Lakotów dotarła ostatnia nadzieja na powrót dawnego stylu życia i niezliczonych stad bizonów. Religia, którą krzewiono, związana była z Tańcem Ducha . Podczas wielogodzinnych tańców Indianie wpadali w trans i doznawali niezwykłych wizji. Wielka Stopa , wódz Miniconjou, wyprowadził swoich ludzi z rezerwatu i był w drodze do miejsca, w którym zgromadzili się wyznawcy nowego religijnego ruchu, tańczący bezustannie Taniec Ducha. Nie dotarli na miejsce gdyż 29 grudnia 1890 roku otoczył Indian w tzw. Złych Ziemiach reaktywowany 7 Pułk Kawalerii Stanów Zjednoczonych, dowodzony przez Majora Forsytha. Biali żołnierze zaczęli rozbrajać Indian. W pewnej chwili padł strzał z broni jednego z wojowników. Żołnierze zaczęli ostrzeliwać Indian z ustawionych na wzgórzach karabinów maszynowych Hotchkiss. Padł schorowany Wielka Stopa, a wraz z nim 152 mężczyzn, kobiet i dzieci. Czterdziestu czterech Miniconjou odniosło w tym starciu rany. Żołnierze mieli sporo zabitych i rannych, gdyż Indianie nie oddali swojego życia bez walki. Miejsce, w którym rozegrała się bitwa znajduje się nad potokiem. Ten potok, nad którym trzynaście lat wcześniej spoczął pochowany tu Tasunke Witke, zwie się Wounded Knee i przeszedł do historii jako miejsce, w którym nastał symboliczny kres walk Lakotów o upragnioną wolność.
Tasunke Ska, wraz z rodziną nie brał udziału w tej strasznej masakrze. W tym czasie jego rodzina przebywała u krewnych z plemienia Hunkpapów w rezerwacie Siedzącego Byka, który dwa tygodnie wcześniej od zajść nad potokiem Wounded Knee poległ podczas strzelaniny, jaka wywiązała się, gdy przybyto go aresztować za to, że był zwolennikiem nowej religii. Na dodatek obawiano się, że stanie na czele kolejnego powstania Lakotów. Sam czterdziestodwuletni Tasunke Ska przebywał w tym czasie wśród Tancerzy Ducha, którym przewodniczyli szamani Kopiący Niedźwiedź i Niski Byk u ujścia potoku White Clay. Na wieść o masakrze Miniconjou pod Wounded Knee Indianie skupieni wokół tych szamanów stoczyli nazajutrz bitwę, a następnie kilka potyczek z wojskiem. W końcu dnia 15 stycznia 1891 roku Lakotowie poddali się. Dziewiętnastu przywódców osadzono w więzieniu. Tasunka Ska złożył broń walcząc do końca o wolność swojego ludu, a co przysiągł sobie w sercu w dniu, kiedy wyszedł z tipi po rozmowie z dziadkiem o swoim złowieszczym śnie. Osiadł w rezerwacie Lakotów-Hunkpapa i przebywał w nim wraz z żoną Zica Luta i swoją córką Mini To oraz krewnymi do końca swoich dni. Jego ciemne oczy, tak często błyszczące płomiennym blaskiem, już nigdy nie były tak radosne jak kiedyś, gdy Lakotowie byli wolnymi ludźmi, a prerie przemierzały stada niezliczonych bizonów.

„Bizon dawał nam wszystko, czego potrzebowaliśmy. Bez niego byliśmy niczym. Z jego skóry były zrobione nasze tipi. Jego skóra była naszym łóżkiem, naszym kocem, naszym zimowym płaszczem. Była naszym bębnem, bijącym przez noc, żywym, świętym. Nasze sakwy na wodę były zrobione z jego skóry. Jego mięso dodawało nam sił i stawało się ciałem naszego ciała. Nie marnowaliśmy żadnej, nawet najmniejszej jego części. Jego żołądek stawał się naszym kotłem po wrzuceniu do niego kamienia rozgrzanego do czerwoności. Jego rogi stawały się naszymi łyżkami, kości naszymi nożami, a także szydłami i igłami naszych kobiet. Z jego ścięgien robiliśmy cięciwy dla naszych łuków i nici. Z jego żeber robiliśmy sanki dla naszych dzieci, a jego kopyta stawały się grzechotkami. Jego potężna czaszka, z opartą na niej fajką, była naszym świętym ołtarzem. Imię największego ze wszystkich Siuksów brzmiało Siedzący Byk -- Tatanka Iyotake. Gdy wybiliście bizony zabiliście także Indianina – prawdziwego, naturalnego, „dzikiego” Indianina”.
Słowa Indianina ze szczepu Lakotów – Oglala o imieniu John (Fire) Lame Deer, ur. 1903 – zm. 1976
(cytat z języka angielskiego tłumaczył Lakota ©)

KONIEC




Słowniczek imion w języku Lakotów:

Tasunke Ska – Biały Koń
Zica Luta – Ruda Wiewiórka
Cetan Gleshka – Nakrapiany Jastrząb
Niyaha Ska – Białe Pióro
Mato Sapa – Czarny Niedźwiedź
Mini To – Niebieska Woda
Powrót