onet.pl PATRONAT
Dzieła w komnacie
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Komnata sztuk wszelkich

Powrót
Komnata Sztuk Wszelkich 231: Maciej Syrokomla-Syrokomski - "Wesele w Holguin. Relacje z Kuby
Osiol przestal pic! Klapouch Pancho, znany jako najwiekszy moczymorda na
Kubie, wyraznie zignorowal podawane mu przeze mnie Bucanero. Moze z piwa
przerzucil sie na mocniejsze trunki? A moze zaprzysiagl sobie totalna
abstynencje? Powachawszy otwarta butelke, parsknal i zwyczajnie odwrócil sie
do mnie zadem.
Ale w czasie imprezy Rafala na Wzgórzu Krzyza, z którego roztaczal sie
spektakularny widok na oswietlone noca Holguin, nikt posród okolo stu
weselnych gosci nie wylewal sobie za kolnierz. Po kolacji, po wzruszajacym
toascie wygloszonym po polsku i hiszpansku, po rzucaniu podwiazka i
bukietem, bylo tym wiecej chetnych do salsy im czesciej uczestnicy wesela
siegali po nastepna szklaneczke Cuba libre. Lianny, pannie mlodej, nawet nie
przeszkadzal w tym tren, który zmyslnie upiela sobie, jak tiurniure, z tylu
adamaszkowej sukni. Zaczeli plasac nawet ci, którzy uprzednio zarzekali sie,
ze nie potrafia. Co piaty uczestnik wesela to byl Polak - z Kanady, z
Polski, a nawet z Anglii. Jeden z nich, w przyplywie entuzjazmu,
zaprezentowal karkolomny taniec w parterze z ochocza sliczna Kubanka.
Nastepne wesele, nastepny Kanadyjczyk, ofiara zataczajacego coraz wieksze
kregi spisku, ukartowanego przez uwodzicielskie Kubanki.
Oczywiscie nie moge powiedziec z reka na sercu, ze ja jestem nieczuly na ich
uroki. Malo tego - coraz powazniej biore pod uwage zaciesnic stosunki
kanadyjsko-kubanskie. A ze nie moge sie jeszcze ostatecznie zdecydowac wiaze
sie z tym, ze te urodziwe wnuczki Rewolucji (nie córki, bo juz dwa pokolenia
odkad El Comandante doszedl do wladzy) przyprawiaja o ciagly zawrót glowy.
Tak wiec ja jeszcze sie nie poddaje, ale sa inni. Na przyklad Reinhardt,
sympatyczny Bawarczyk, który siedzi w Holguin, czekajac cierpliwie na
zmniejszenie wyroku dla swojej wybranki. Zaaresztowana zostala, kiedy
wracali razem skuterem z plazy w Guardalavace za to, ze spotykala sie z
cudzoziemcem, nie bedac jeszcze rozwiedziona z poprzednim. Reinhardt
zatrudnil lokalnego adwokata, który walczy o redukcje kary wiezienia
dziewczyny z pieciu lat do póltora.
Z Bawarczykiem przypominalem sobie niemiecki, z Aristidesem, profesorem
Konserwatorium Holguin, trenowalem hiszpanski. Dzieki niemu poznalem jego
studentke, utalentowana piesniarke bolero, z która cwiczyl na zapleczu
Muzeum Prowincjonalnego afrykanskie religijne songi. Twardy nauczyciel, bo
nie tylko wymagal, zeby spiewala w nieznanym jej jezyku joruba, ale takze
pilnowal kazdego niuansu, kazdej zmiany tonacji, rytmu i kadencji. Razem
wybralismy sie do osrodka tradycyjnej muzyki kubanskiej Casa de la Trova,
gdzie przy baterii puszek z piwem i w towarzystwie uroczej znajomej,
szalelismy na parkiecie przy muzyce orkiestry starszych panów, cos w stylu
Buena Vista Social Club, do pózna w nocy. A nastepny niezapomniany wieczór
spedzilem tanczac salse w dyskotece hotelu Pernik choc juz w innym, nie
mniej sympatycznym gronie.
W ciagu dnia obserwowalem ludzi, spacerowalem, jezdzilem rowerowa
„taksówka”, zagladalem do sklepów. Wstapilem do galerii prowincjonalnej,
gdzie odbywala sie wystawa hiper- i surrealistycznych malunków
reprezentujacych to, jak widzi swiat Cosme Proenza, najslynniejszy
wspólczesny malarz Kuby. Kiedy tak bylem zaglebiony w odbiór jego sztuki,
podszedl do mnie jakis mlody brunet. Dla mnie jeszcze wielu Kubanczyków w
okreslonym wieku wyglada bardzo podobnie. Nie spodziewalem sie jednak w tym
momencie spotkac tam sasiada! On mnie rozpoznal bez trudu, moze po
kapeluszu. Yohan Ricardo jest artysta malarzem, który mieszka zaledwie kilka
ulic od mojego domu w Toronto.
Kiedy wychodzilem z kosciola swietego Izydora, zaczela sie ulewa. Podobno
rzadko pada w styczniu, jak zapewniaja mieszkancy, a tu kilka kolejnych
mokrych dni. Pewnie skutek globalnego ocieplenia. Juz sobie wyobrazam, jak
sie czuli plazowicze w osrodkach nad Atlantykiem, którzy uciekli z zimnej
Kanady w poszukiwaniu slonca. Slomkowy kapelusz chronil mnie troche przez
strugami deszczu, a koscielny z parasolem poprowadzil mnie do ogrodu obok,
gdzie wsród mnóstwa kwiatów stal nadnaturalnej wielkosci pomnik polskiego
papieza. „Pierwszy pomnik Jana Pawla II na swiecie, postawiony po Jego
smierci”, powiedzial z duma.
Holguin, stolica prowincji, miasto czwarte pod wzgledem wielkosci na Kubie,
zwane jest „Miastem parków”. I rzeczywiscie wszedzie masa zieleni. W
arkadach, otaczajacych Parque Peralta urzeduje bukinista ze swoim straganem
uzywanych ksiazek. Znalazlem tam najpierw ciekawa publikacje o starozytnym
Egipcie, która mi pózniej towarzyszyla przy kawie, kiedy robilem sobie
przystanki w czasie wedrówek po waskich uliczkach, a za nastepnym razem
niespodzianka - pierwsze tlumaczenie na hiszpanski „Niezwyciezonego”,
powiesci znanego na calym swiecie polskiego autora fantastyki naukowej
Stanislawa Lema.
Na spacer na pólnoc i wspinaczke wybralem sie mijajac po drodze piekne, choc
zapuszczone wille, pobudowane na przedmiesciach, jeszcze sprzed Rewolucji,
dzisiaj albo siedziba jakiejs instytucji, albo dom, w którym tloczy sie po
kilka rodzin. Z betonowych stopni, wiodacych na szczyt Wzgórza Krzyza, gdzie
w restauracji pare dni wczesniej tak swietnie bawilismy sie na weselu,
chcialem obejrzec panorame miasta w ciagu dnia. Schodów bylo 460 w góre i
tylez niestety w dól. Kiedy tak pokonywalem je z niemalym trudem,
przypomnial mi sie film Mela Gibsona. Moze tez dlatego, ze na jednej z
przecinajacych ciag schodów platform spotkalem podobnego do Chrystusa
mlodego, uduchowionego mezczyzne, który z przejeciem opisywal mi, zreszta
calkiem plynnym angielskim, jak to planuje zalozyc wlasny, nowy kosciól,
zrzucajacy skostniale przez wieki rygory. Bierze pod uwage emigracje do
Kanady, gdzie widzi wieksze szanse realizacji swych marzen i wie, ze stoi
przed nim najezona trudnosciami misja. Przyznal, ze chociaz nie raz trzeba
wyrzekac sie pychy i ponosic ofiary, to najwazniejsze jest kochac blizniego
swego. Ciekawych ludzi mozna spotkac w tej socjalistycznej rzeczywistosci.
Przypomnialo mi sie to w kilka dni po powrocie do Toronto, kiedy jeszcze
pelen swiezych kubanskich wrazen udalem sie do kubanskiej restauracji na St.
Clair. Wsród innych Latynosów, rzucala sie w oczy María, sliczna, zgrabna,
pelna zycia ciemna Mulatka z Hawany. Gdzies kolo 11-tej wieczór wgramolil
sie do lokalu, podpychajac sie rekami, czarny jak smola Somalijczyk, który
zaczal zapamietale tanczyc. Bez nóg.
Po pierwszym szoku ludzie wrócili do muzyki kubanskiego DJa i udawali, ze
nie widza hustajacego sie na parkiecie, jak w transie, kaleki. María
obserwowala Murzyna w skupieniu. W pewnym momencie zerwala sie z krzesla,
podeszla do niego i zaczela z nim tanczyc. Na kolanach. Tak, zeby chociaz
raz poczul sie, ze nie jest gorszy. I nie byl. Dzieki tej Kubance o wielkim
sercu.
I jak tu nie kochac Kubanczyków?
Maciej Syrokomla-Syrokomski
(zwany przez przyjaciól Mateo),
Toronto.
Powrót