onet.pl PATRONAT
Dzieła w komnacie
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Komnata sztuk wszelkich

Powrót
Komnata Sztuk Wszelkich 226: Seweryn Krzysztof Topczewski - "Wojownik"


Dawno, dawno temu, jeszcze na początku Świata, Ojciec Naszych Ojców stworzył Pierwszych Ludzi. Zrobił ich z kamieni, by byli jak one twardzi i odporni na deszcz, którym władał.

Ojciec Naszych Ojców mieszka w chmurach. Razem z nimi wędruje po całym Niebie, które stworzył Najwyższy Bóg Niebios, będący także stwórcą Ziemi. Najwyższy Bóg Niebios, będący Bogiem Słońca i Boginią Księżyca, każdemu Pierwszych Ludzi nalał do ust trochę Wody Życia, a ich Dusze przed Narodzeniem kąpał w Złotej Kąpieli nadając Przeznaczenie.

Kiedy Ojciec Naszych Ojców i Najwyższy Bóg Niebios, będący Bogiem Słońca i Boginią Księżyca, tworzyli ludzi, Bóg Stwórca niczym Wąż oplatał Ziemię pokrywając ją życiem. Każdej nocy zmieniał się w inną roślinę, a każdego dnia stawał się innym zwierzęciem. Postacie, które przybierał już na zawsze pozostawały na Ziemi.

Kiedy Pierwsi Ludzie otworzyli oczy byli zachwyceni widokiem, jaki im się ukazał. Wtedy Bóg Stwórca pozostał wężem, którego Ludzie nie mogą dostrzec. Jedynie gdy Ojciec Naszych Ojców zsyła na Ziemię deszcz, a Najwyższy Bóg Niebios wznosi na Niebo Słońce, można dostrzec jego odbicie wysoko na Niebie. Odbicie to nazywane jest Tęczą.

Pierwsi Ludzie uczyli się jak żyć na Ziemi. Ojciec Naszych Ojców każdego dnia udzielał im rad. Pokazywał jak korzystać z dobrodziejstw, które w postaci wody i Ziemi podarował im Najwyższy Bóg Niebios. Wskazywał im cenne rośliny i uczył ich zwyczajów wszystkich zwierząt, które stworzył Bóg Stwórca.

Mijały lata. Pierwsi Ludzie dobrze pamiętali o wszystkim, czego ich nauczył Ojciec Naszych Ojców. W nagrodę postanowił podarować im Miłość i pozwolić łączyć się w pary by mieć potomstwo. Najwyższy Bóg Niebios postanowił podarować Pierwszym Ludziom umiejętność odnajdywania drogi po gwiazdach i mchu. Bóg Stwórca zgodził się z nimi, ale postanowił jednak poddać Pierwszych Ludzi dodatkowej próbie. Chciał mieć pewność, czy Pierwsi Ludzie, zasługują na dar, który posiadały zwierzęta.

Próbie miał być poddany ten młodzieniec, który spodoba się niewieście wybranej przez Boga Stwórcę. Jedynie tej niewieście Ojciec Naszych Ojców mógł podarować Miłość. Kiedy jej twarz rozpromieniła się uśmiechem na widok przechodzącego obok niej młodzieńca, Ojciec Naszych Ojców, Bóg Stwórca i Najwyższy Bóg Niebios wiedzieli kto zostanie poddany próbie.
Młodzieniec miał okrążyć Ziemię w czasie, pomiędzy Wschodem i Zachodem Słońca. Nie mogło mu to zająć ani chwili dłużej, ani chwili krócej. Jeśli zdąży na czas, Pierwsi Ludzie otrzymają dary, które Ojciec Naszych Ojców i Najwyższy Bóg Niebios chcieli im podarować. Jeśli nie zdąży, będzie pierwszym z Pierwszych Ludzi, którzy opuszczą Ziemię.

Bóg Stwórca dodał także jeszcze jeden warunek. Żeby Pierwsi Ludzie otrzymali także od niego jakiś dar, on będzie młodzieńca próbował zatrzymać. Jeśli mimo jego próby zatrzymania, młodzieniec zdoła sprostać zadaniu, Pierwsi Ludzie będą mogli czynić zwierzęta sobie poddanymi pokonując je w uczciwy sposób. Będą Wojownikami. Aby tak mogło być, Pierwsi Ludzie mieli się stać śmiertelni tak samo jak były już zwierzęta i rośliny.

Ojciec naszych Ojców nie chciał się zgodzić na to, żeby młodzieniec opuścił Ziemię, kiedy nie sprosta zadaniu. Bóg Stwórca nie chciał jednak ustąpić. Wtedy Najwyższy Bóg Niebios stworzył Podziemie, do którego odejdzie młodzieniec. Do Podziemia mieli także odchodzić potem wszyscy Ludzie.

Kiedy pierwsze promienie Słońca zaczęły rozjaśniać Ziemię, młodzieniec zaczął biec. Słońce wyłaniało się za jego plecami. Cień, siedem razy dłuższy od młodzieńca biegł przed nim. Bogowie patrzyli na niego z zaciekawieniem.
Najwyższy Bóg Niebios pilnował, aby Słońce wznosiło się na Niebo tak jak powinno. Trzymał mocno w dłoni Wiatr Boga Stwórcy, żeby nie mógł go przyspieszyć.

Młodzieniec biegł ile tchu miał w piersiach. Nagle dostrzegł doganiające go dwa cienie lampartów, które próbowały go złapać i wywrócić. Cienie lampartów były coraz bliżej. Młodzieniec spojrzał w Niebo i w myślach poprosił Ojca Naszych Ojców o pomoc.
Ojciec Naszych Ojców spojrzał na Boga Stwórcę, który trzymał wyciągniętą przed siebie rękę. Palce w jego dłoni wykonywały gwałtowne ruchy imitujące długie susy biegnącego zwierzęcia. Goniące młodzieńca lamparty biegły dokładnie w rytmie pulsowania dłoni Boga Stwórcy. Czar za Czar – pomyślał Ojciec Naszych Ojców. A że był Wielkim Czarodziejem, także wyciągnął przed siebie dłoń. Trzymał ją wyprostowaną, jakby z niej czytał. Po chwili jego dłoń pokryła się czarno-białymi pasami tworząc wizerunek zebry.
Młodzieniec nagle poczuł w sobie ogromną siłę i zaczął przyspieszać. Cienie lampartów powoli zaczęły pozostawać w tyle za jego cieniem. Cieniem, który był cieniem zebry.

Kiedy cienie lampartów zostały tak daleko w tyle, że nawet Bogowie ich nie widzieli ojciec Naszych Ojców zamknął swoją dłoń i położył ją na kolanach. Cień młodzieńca stał się ponownie jego cieniem.

Słońce wznosiło się coraz wyżej. Cień młodzieńca stawał się coraz krótszy. Jego nogi był bardzo zmęczone. Biegł jednak ile miał sił. Nagle ziemia pod jego stopami rozstąpiła się tworząc przepaść nie do przeskoczenia.

Ojciec Naszych Ojców widział, jak Bóg Stwórca rozłączył palce swojej dłoni. To właśnie wtedy rozstąpiła się ziemia; szybko więc złożył dłoń tak, aby jej palce były zakrzywione poniżej wyprostowanego kciuka. Na jego dłoni pojawił się wizerunek orła.
Młodzieniec poczuł, że szybuje prze siebie. Widział, jak drugi brzeg przepaści staje mu się coraz bliższy. Jego cień w dole był cieniem orła. Po kilku chwilach lotu wylądował bezpiecznie po drugiej stronie. Biegł dalej.

Bóg Stwórca i Ojciec Naszych Ojców spojrzeli na siebie jednocześnie. Nie powiedzieli ani słowa. Przez dłuższą chwilę tylko patrzyli sobie prosto w oczy.

Młodzieniec biegł przed siebie. Do jego uszy dobiegał szum wody. Szum był coraz głośniejszy. Wkrótce jego oczom ukazała się rwąca, szeroka rzeka. Nie zastanawiając się ani chwili. Nurt rzeki był tak silny, że zaczął młodzieńca unosić. Mimo, że młodzieniec próbował płynąć rzeka ciągnęła go ze sobą.

Bóg Stwórca uśmiechnął się tryumfalnie. Widząc jak młodzieniec znika w toni rzeki. Był pewien, że Pierwsi Ludzie będą jedynymi Ludźmi na Ziemi. Był pewien, że tylko zwierzęta i rośliny, które sam stworzył, będą miały prawo do posiadania potomstwa, a Pierwsi Ludzie będą się ich wystrzegali.

Ojciec Naszych Ojców majestatycznie wyciągnął rękę przed siebie. Jego ręka zrobiła się wtedy zielona i pokryta łuską… Wyglądała jak krokodyl.

Młodzieniec nieustannie próbował pokonać nurt rzeki. Jego ręce zmagały się z wodą od dłuższego czasu. Bezskutecznie. Nagle ich uderzenie w wodę stało się tak silne, że nurt rzeki wydał mu się żadną przeszkodą. Bez najmniejszego wysiłku przesuwał się przeciw prądowi zmierzając do upragnionego brzegu. Był zaskoczony, że tak szybko udało mu się do niego dopłynąć. Po paru chwilach dotykał już go rękami. Ujrzał swój cień, wyglądający tak samo jak cień krokodyla. Spojrzał w niebo i uśmiechnął się, w myślach dziękują za pomoc Ojcu Naszych Ojców.

Słońce minęło połowę Nieba. Teraz cień młodzieńca, trzy razy dłuższy od niego, biegł za nim. Jego oczom pomału ukazywały się góry. Z daleka wyglądające na małe pagórki, z każdym jego krokiem przed siebie rosły i drapieżniały. Między potężnymi szczytami widniał wąwóz. Był on jedyną drogą, którą można było przedostać się na drugą ich stronę. Młodzieniec zmierzał w jego kierunku. Kiedy cień był pięć razy dłuższy od niego wbiegł do wąwozu.

Ojciec Naszych Ojców spojrzał na Boga Stwórcę. Na jego twarzy dostrzegł delikatny uśmiech pełen pewności siebie. Bóg Stwórca siedział nieruchomo opierając ręce na kolanach. Palce jego dłoni były ze sobą splecione i zaciśnięte. Ojciec Naszych Ojców zmarszczył brwi i spojrzał w dół na Ziemię, wybiegając wzrokiem przed młodzieńca. Już wiedział dlaczego Bóg Stwórca siedzi spokojnie taki pewny siebie. Na samym środku wąwozu leżał olbrzymi stos połamanych pni drzew. Blokowały przejście przez wąwóz tak dokładnie, że nie było możliwe przedostanie się przez nie.

Ojciec Naszych Ojców zacisnął kciuk w dłoni, i pierwszy palec wyprostował w dół. Jego dłoń zrobiła się szaro siwa, a po chwili pokryła się wizerunkiem słonia. Właśnie wtedy młodzieniec dobiegł do zapory z pni, i widząc cień słonia zamiast swojego cienia, zaczął je podnosić w górę i odrzucać za siebie. Ogromne pnie zdawały mu się lekkimi gałązkami. Było ich jednak tak wiele, że zanim skończył, jego cień był już pięć razy dłuższy od niego. Nie zniechęcało go to. Wytrwale biegł dalej.

Kiedy młodzieniec miał już za sobą wąwóz pełen pni, Słońce zaczęło nagle przyspieszać. Cień młodzieńca momentalnie stał się sześć razy dłuższy od niego. Ojciec Naszych Ojców energicznym ruchem głowy odwrócił się wtedy spoglądając na Boga Stwórcę. Jego uśmiech był jeszcze bardziej szyderczy niż poprzednio. Jego dłoń wykonywała w powietrzu energiczne ruchy powodujące zawirowania powietrza. Bóg Stwórca popędzał Wiatr, który wymknął się z dłoni śpiącego Najwyższego Boga Niebios.

Wtedy Ojciec Naszych Ojców podwinął palce i wyciągnął przed siebie dłoń. Zaczęły ją pokrywać czarne cętki wplecione w żółte tło. Jego dłoń przypominała geparda.

Młodzieniec przestał odczuwać jakiekolwiek zmęczenie. Poczuł w sobie taką ogromną siłę, która sprawiała, że może biec szybciej niż kiedykolwiek dotąd. Jego cień, bardzo sprężysty, niczym gepard mknął przed siebie podnosząc z Ziemi tumany kurzu. Młodzieniec zaczął go doganiać. Cień stawał się coraz krótszy, by w chwili, kiedy wbiegał do wioski, zniknąć zupełnie. Dopiero po chwili Słońce zniknęło, pozwalając Księżycowi wspiąć się na niebo.

Młodzieniec zdążył na czas. Najwyższy Bóg Niebios uznał jednak, że próba nie była do końca uczciwa, bo zarówno Bóg Stwórca, jak i Ojciec Naszych Ojców posługiwali się Czarami, wykorzystując je do osiągnięcia swojego celu. Dlatego wynik próby był następujący:
Pierwsi Ludzie otrzymali Miłość od Ojca Naszych Ojców i mogli łączyć się w pary by mieć potomstwo. Stali się śmiertelni. Po opuszczeniu Ziemi ich przeznaczeniem stało się Podziemie. Miano Wojownika otrzymał tyko młodzieniec, który przechodził próbę. Miano to mogli dziedziczyć tylko jego potomkowie i potomkowie jego potomków.

Ojciec Naszych Ojców utracił Moc Władania Deszczem, a Bóg Stwórca Moc Władania Wiatrem i Trzęsieniem Ziemi. Moc tą przejął Najwyższy Bóg Niebios, jako ten, który stworzył i Ziemię i Niebo.

Niezadowoleni z takiego werdyktu Ojciec Naszych Ojców i Bóg Stwórca, na wszystkie dostępne im sposoby rywalizują ze sobą po dziś dzień, by rozstrzygnąć, dzieło którego z nich ma władać Ziemią – Ludzie, czy Zwierzęta....

Powrót