onet.pl PATRONAT
Dzieła w komnacie
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Komnata sztuk wszelkich

Powrót
Komnata Sztuk Wszelkich 212: junko - „Wiersze miłosne”

***
Słońca, które świeci za oknem
Nie czuję
Serca, które mnie nie kocha
Wciąż pragnę
Oczu, które wciąż się śmiały
Nie zapomnę…

*Samotny spacer przez park*
Zamiast ciebie – parasol
Zamiast ciepła – burza

***
Że cię tu nie ma
Uwierzyć nie mogę
Że mnie nie kochasz
Dlaczego?

***
Tak mi brak
Twych dotyków
Ramion
Warg

*Czekam*
Czekam na ten dzień,
Gdy w drzwiach staniesz ty

Czekam na tę noc
Gdy ciepłem rąk ogrzejesz mnie

*Odrzucona*
Na stoliku szklanka
W szklance kawa bez cukru

***
Stąpam nago po zielonej łące
Zrywam kruche stokrotki,
Lecz bez ciebie nie pachną tak samo…





***
Serce sercu miłość dało
Serce serce pokochało
Magia
Iskry
Welon
Śpiew
I wspólna droga przed nami

*Zakochana1*
Na miłość apetyt mam
Głodu w żołądku nie czuję

*Zakochana2*
Kamień z serca
Bukiet róż w kieszeni

***
W słodko senną zmieniam się
Gdy czuję na skórze dotyk twych rąk

***
Ananasowy sok popijam
Słonecznym dniem się cieszę
Maślanym spojrzeniem mnie obdarzasz

***
Krucha jak skrzydełko motyla
Gdy przy mnie jesteś – silna jak skała

***
Podaruj mi miły
Radość najdrobniejszych chwil
Spokój twoich rąk
Chcę od ciebie wziąć

***
Nić pajęcza między liśćmi się wije
Żółte kaczeńce we włosy wplecione
Żółty koc na trawie
Troski, żale w oddali zamknięte
My, wiatr, zapach słońca
Gitara, woda, namiot
Pamiętasz?

P.S.
Znalazłam świetne podsumowanie ludzkiej egzystencji, które od dłuższego czasu chodzi mi po głowie. Bardzo trafnie ujął to Jan Tymon Kowalski we wstępie do swoich wierszy pt.: „Errata do miłości”. Jak chcecie przeczytajcie:
„Patrzę na ludzi: zagonieni, zaspieszeni, umęczeni, przyduszeni tysiącami spraw i problemów, wciśnięci w szarą codzienność. Każdy z nich ma długą litanię spraw, które trzeba pilnie załatwić, i rzeczy, które trzeba zdobyć, nawet z trudem, nawet za wszelką cenę.
I zdobywają. Nowe mieszkanie. Nowe meble. Nowy samochód. Lepszą, bardziej płatną pracę. Możliwość korzystania z wczasów w kraju lub poza jego granicami. Finansową niezależność. Możliwość kupienia sobie większego lub mniejszego luksusu.
A czas biegnie nieubłaganie. Coraz prędzej. Coraz prędzej. I coraz bardziej nieodwracalnie.
A oni żyją we wspaniałej scenerii, w wymyślnych, bogatych dekoracjach. Aż któregoś dnia zobaczą kruchość postawionej przez siebie piramidy. Aż któregoś dnia zrozumieją, że życie, które miało być budowaniem, które miało być domem, zamienili w gromadzenie, zamienili w dobrze wyposażone muzeum, w dobrze zaopatrzony magazyn. Miłość, która miała być treścią ich życia, która miała dać im szczęście, przeszła obok. Nie zwrócili na nią uwagi. Nie chcieli jej zatrzymać. I stwierdzą wtedy, że mają nieźle zagracone mieszkanie i przeraźliwie puste serce.
Pozostanie im wtedy umieranie, smutne i samotne, na tle zgromadzonych sprzętów, z dobrze wypchanymi kieszeniami. I świadomość, że przeżyli swoje życie tylko w dwóch kolorach: czarnym i białym. A tak niewiele brakowało, żeby stało się tęczą”.

Powrót