|
|
Komnata Sztuk Wszelkich 211: junko - „Wiersze wstrząsające”

*** Tak trudno żyć na tym świecie Tak łatwo z niego zejść…
*** Dlaczego tyle zła wokół nas Belki pod nogami Twarze blade, ponure Cierpieniem znaczone?
*** Więcej widzę Niż ty potrafisz dostrzec Więcej słyszę Nawet jęk twego serca Więcej czuję Niż tylko zapach pieniędzy…
*Rozbiórka szpitala* Tysiące serc tu cierpiało Matka syna odwiedzała Siostra zastrzyk podawała
Teraz cegły w pyle Z hukiem lecą w dół Drutów splot się wygina Za maszyną maszyna I napis wśród cichych jęków: WC dla pacjentów (…)
*Pogrzeb* Brat bratu kopie dołek A później sam w nim utonie…
*** Płytko żyć To płytko umierać…
*Głos bezdomnej* Nie patrz na mnie chłodnym wzrokiem Nie rób do mnie dziwnych min Jestem sama, nie mam domu Ale też chcę żyć
*Coś strasznego* Byle jak Nie warto Nie warto kupować starych samochodów Byle z kim Strzeż się Obcemu sprzedawać swe tajemnice Byle gdzie To wstrętne nie szanować siebie
*** Wewnętrznie zepsuta W żyłach grzech Wyrzut sumienia Zakłóca noc…
*Grzech* Boże wybacz mi Głupia byłam Zgrzeszyłam…
*Zemsta* Najpierw zrodził się pocałunek Potem brudna krew Szkło stało na stole Potem się stłukło Ewę odwieźli ci w białych fartuchach Jego krzyk w zamknięciu Jeden dzień Drugi Miesiąc Dwa Deszcz Słońce Nie miał już siły Jednak wstał…
*** Wstałam Choć nie wierzyłam Wstałam Mój Anioł tak chciał Wstałam Równo na dwie nogi prawe Wstałam A myślałam, że będę nosić Perukę ze sztucznych piór…
*1939* Byli głodni Często myśleli o ciepłym mleku Z rąk zmywali mroźny zastrzyk krwawych dni W mokry listopadowy dzień Nie mówili o szczupłym pasie I wystających kościach Byli pewni Walczyli
| |