
I odszedł człowiek....
Porzucił jak bibelot,
Choć tak nie dawno
Z żywiołem stawał w szranki...
Kotwicę wciągał,
Ruszał po horyzont....
Oczy mrużył przed sztormem
Przewoził towary
Fajkę zapalał
I razem z kominem
Kłęby w niebo puszczał...
Aż ucichł szum fal...
Brzeg wysechł....
Mewy zamilkły..
Została porzucona łódź...
Deszcz ją czasem odwiedza...