Siedziałam przy ognisku z dwoma Indianami. Starszy miał na imię Xulio, młodszy Cayu, obaj pochodzili z plemienia Mayoruna. W Polsce zaczynał się właśnie grudzień, wyobraziłam sobie zimny wiatr, śnieg, gołoledź na drogach, nocny mróz... I podwinęłam rękawy koszuli, bo chociaż dawno zapadła już ciemność, to w brazylijskiej dżungli wciąż było gorąco. Moskity czym prędzej pośpieszyły w moim kierunku.
- W moim kraju – powiedziałam – jest taki zwyczaj, że o tej porze roku do dzieci przychodzi pewien... święty i przynosi im różne ładne i potrzebne rzeczy.
- Dobry duch – przytaknął Xulio. – W mojej wiosce również często ludzie spotykali się z dobrymi demonami. Czasami zostawialiśmy dla nich specjalny poczęstunek. - Xulio rzucił mi badawcze spojrzenie i dodał: - Należy dbać o dobre duchy.
- My też dbamy – zapewniłam go. – Nasz dobry duch przybywa z nieba w... wielkim czółnie zaprzężonym w... – zawahałam się. Jak powiedzieć po hiszpańsku „renifer”? Pojazdu zwanego saniami Indianie też na pewno nie znają, dlatego zastąpiłam go czółnem, ale na co mam zamienić renifery?
- Delfiny? – domyślił się drugi Indianin. – My też mamy takiego ducha, który wychodzi z rzeki, przebiera się za człowieka, ma kapelusz z płaszczki, pasek z węża boa, schodzi na ląd i czaruje nasze kobiety.
- My też czarujemy – przypomniałam sobie. – Ludzie w moim kraju wróżą sobie z kształtu, jaki przybierze na wodzie... specjalna substancja, którą przelewają przez pewien otwór – zakończyłam, żeby nie musieć tłumaczyć czym jest „klucz” oraz „wosk” lany podczas Andrzejkowej nocy.
- Nasi szamani też przelewają – odrzekł z lekkim zaskoczeniem Xulio. – Robimy specjalny wywar z liany ayahuasca, który pozwala otworzyć zmysły. Czy w twoim kraju także znany jest napój umożliwiający zmianę sposobu widzenia świata?
- O tak, wszyscy go znają – przyznałam. – Niektórzy aż za dobrze.
Wszyscy pokiwaliśmy głowami. Ja z pewnym żalem, że „napój zmieniający widzenie świata” stał się przekleństwem naszej cywilizacji i doprowadził ludzi do uzależnienia, a Indianie z pewnym podziwem.
- Jak nazywa się twój kraj? – zaciekawił się Xulio.
- Polonia, Polska – odpowiedziałam.
- To bardzo szamański kraj – powiedział z podziwem Cayu. – Nie wiedziałem, że aż tak bardzo.
Prawdę mówiąc, ja też nie zdawałam sobie z tego sprawy. Choć przecież właśnie teraz, w listopadzie i w grudniu, od Andrzejek, przez Mikołajki aż po Boże Narodzenie odbywają się najbardziej magiczne polskie rytuały.
(c) Beata Pawlikowska