onet.pl PATRONAT
Blondynka na Dzikim Zachodzie
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Blondynka w mediach

Powrót
Blondynka na Dzikim Zachodzie

   Współczesny Dziki Zachód znajduje się w Wenezueli, gdzie na ogromnych równinach mieszkają białe krowy i doglądający ich kowboje. Stada bydła przez cały rok pasą się na sawannie. Podczas pory suchej szukają schronienia przed słońcem pod nielicznymi drzewami, podczas wielkich deszczy mokną razem z kajmanami, żółwiami i czaplami, których są tam tysiące. Na ich pisklęta polują drapieżne piranie, które z kolei giną w pyskach kapibar - największych gryzoni świata, które w wodzie czują się tak samo dobrze jak na lądzie.

   Kowboje wenezuelscy to llaneros – czyli mieszkańcy los llanos – ziemi płaskiej jak stół w środkowej części kraju. Codziennie konno wyruszają na obchód swoich włości, a zajęć przez cały rok im nie brakuje: szczepią krowy, przeganiają stada, kastrują byki i konie, pomagają w porodach, wybierają sztuki na sprzedaż.

   To właśnie tutaj na los llanos po raz pierwszy poczęstowano mnie potrawą z tego, co zostało wykastrowane bykowi. Danie wyglądało jak jajecznica z kurkami i miało podobny smak. Jest uznawane za najlepszy lokalny afrodyzjak, więc kowboje śmiali się, że na noc powinnam się umówić z którymś z nich.

   Życie jest tu proste i surowe. Podczas suszy panuje piekielny upał, podczas pory deszczowej bez przerwy leje, a okoliczne rzeki występują z brzegów i zalewają sawannę. Nikt jednak nie narzeka. Na śniadanie, obiad i kolację jada się ryż albo makaron z własnoręcznie upolowanym mięsem żółwia, kapibary, kajmana albo jelenia. Wieczorami czasami urządza się rodzaj rodeo, w którym kowboj na koniu ściga się z bykiem, żeby w końcu złapać go za ogon i powalić na ziemię. Pracy jest zawsze tyle, że zostaje niewiele czasu na odpoczynek i rozrywkę.

   Najbardziej zdumiewającego odkrycia dokonałam jednak pewnego wieczoru, kiedy w upalną ciszę i noc popłynęły delikatne dźwięki harfy. Dziwne wydało mi się to, że tak specyficzny instrument zabłąkał się tutaj do krainy kowbojów, ich koni i krów, ale jeszcze bardziej niezwykła okazała się harfistka. W naszej kulturze harfa jest instrumentem, na którym zwykle gra zwiewna istota w długiej sukni, a jej muzyka towarzyszy równie eterycznym baletnicom i łabędziom. Tymczasem na Dzikim Zachodzie w Wenezueli na harfach grają wyłącznie mężczyźni! Ogorzały kowboj w kapeluszu na głowie i z ostrogami przypiętymi do butów grał na harfie w natchnieniu i z mistrzowskim wyczuciem, a spod jego palców kaskadami wypływała tęskna melodia, która niosła się echem przez sawannę.

   Obserwowałam publiczność podczas tego koncertu, nie mogąc się nadziwić, że pod twardą i surową kowbojską maską kryje się taka delikatna głębia duszy. Ale to chyba jest cecha wszystkich mężczyzn, nie tylko tych z wenezuelskiego Dzikiego Zachodu.

(c) Beata Pawlikowska

Powrót