Zamieszkałam kiedyś w wiosce indiańskiej w południowo-wschodniej Kolumbii. Byłaby to wioska podobna do wielu innych, gdyby nie to, że panował w niej głód. Myśliwi wiele księżyców temu wyruszyli na polowanie, ale nie sprzyjało im szczęście. Czekałam więc i głodowałam razem z pozostałymi mieszkańcami wioski, podtrzymując siły gotowanymi owocami mdłej pupuńji. Pewnego popołudnia Indianie zabrali mnie nad rzekę. Kilku chłopców zwinnie wdrapało się na potężne drzewo i zaczęli zrzucać z niego kiście najwspanialszych winogron, jakie widziałam. Były ogromne, wielkości piłek pingpongowych, fioletowoczarne z wierzchu, jasnozielone w środku, a przy tym słodkie i soczyste i tak pyszne, że wszyscy zamilkli i zajęli się jedzeniem. Nigdy nie zapomnę tych niesamowitych amazońskich winogron, choć spotkałam je tylko raz w życiu w dżungli nad rzeką Uaupes.
A przecież Ameryka to ostatni zamieszkany kontynent, gdzie dotarły winogrona. W Azji Mniejszej, Europie i starożytnym Egipcie uprawiano je już ponad osiem tysięcy lat temu i uważa się nawet, że jest to najstarsza roślina uprawna świata. Według mitów greckich winorośl została podarowana ludzkości przez syna Zeusa, boga płodnych sił natury i plonów – Dionizosa. Bóg podróżował na królewskim rydwanie i uczył ludzi jak z winogron można zrobić boski napój, czyli wino. Przez długi czas był to trunek zarezerwowany dla bogów i władców. Do Polski wino trafiło razem z chrześcijaństwem i był używane do celów religijnych, dopiero pod koniec XVI wieku jego niezwykły smak i zaskakujące właściwości zostały odkryte i długo były nadużywane przez szlachciców. Musiał minąć jakiś czas zanim odkryto złotą zasadę towarzyszącą piciu wina - umiar.
W jedzeniu świeżych winogron można się bezpiecznie zapomnieć. Są tak zdrowe, że opracowano nawet naukową metodę leczenia winogronami pod nazwą ampeloterapia. Jest to kuracja zalecana dla osób cierpiących na niedokrwistość, astmę, podagrę, kłopoty z nerkami, przemianą materii i wiele innych przypadłości. Winogrona czyszczą organizm z toksyn, obniżają poziom cholesterolu i niszczą komórki rakowe. Zawierają dużo witamin i mikropierwiastków – od wapnia przez magnez, żelazo, mangan, jod i potas.
Poza sezonem można jeść winogrona w postaci wysuszonej – czyli rodzynki. Niedawno amerykańscy naukowcy odkryli w rodzynkach związki podobne do tych, jakie są zawarte w paście do zębów, czyli zapobiegają rozwojowi próchnicy i kamienia nazębnego. Garść rodzynek przydaje się w każdej podróży – nie tylko dla oczyszczenia oddechu, ale i podniesienia na duchu.
(c) Copyright Beata Pawlikowska. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, publikacja fragmentów lub w całości bez zgody autora jest nie fair oraz narusza art. 17 Ustawy o prawie autorskim.