|
|
Chilijska skrzynka pocztowa (88)
Nazwy skrzynek pocztowych nie mają związku z tematem listów :) Nadaję im egzotyczne nazwy, bo to fajniejsze niż przydzielenie im kolejnych numerów. W gruncie rzeczy jednak chodzi tylko o to, żeby je odróznić od siebie nawzajem.
Nowe listy proszę słać na adres beata@beatapawlikowska.com albo beata@oliwkowo.pl Odpowiedzi szukajcie poniżej.
Witam serdecznie:)
Pani Beato właśnie skończyłam lekturę " W dżungli niepewności" i postanowiłam podzielić się z Panią moimi przemyśleniami. Wcześniej jednak pozwolę sobie na małą dygresję.
Dawno temu (ok. 10 lat) kiedy to jako nastolatka, kontynuowałam zaczętą pewnej wrześniowej nocy moją podróż przez życie, zorientowałam się, że świat wygląda jakoś inaczej niż dotychczas. Nie dość, że przestały interesować mnie pluszowe misie, rodzice zaczęli się mylić(!), rumieniłam się przy nielubianych do tej pory chłopcach to jeszcze moje ciało.. no właśnie... nabierało krągłości. To było za dużo jak na moją głowę. Skupiłam się na nauce. Trafiłam jednak z deszczu pod rynnę. Okazało się, że to czas kiedy " każdy młody człowiek powinien określić swoje cele" (czyt. wybór szkoły). Poważna odpowiedzialna decyzja. Wybrałam. Dostałam się ale nie do końca tam gdzie chciałam. W dalszym ciągu nowe wątpliwości, pytania, nowy świat, karuzela myśli, co dalej, jak? Trwając w tym zdziwieniu, że wszystko zmienia się jakoś tak za prędko, że tyle naraz, że odpowiedzi trzeba było udzielać zanim postawiono pytania... chciałam tylko czegoś się chwycić. Czegoś w miarę stałego co pozwoli przetrwać mi ten huragan. Pewnego razu, przy porannej kawie, nad rozpoczętym, zadanym wypracowaniem usłyszałam cykady. Hmm..? Cykady w radio? Pogłośniłam. Jakaś "Blondynka" nadawała z dżungli amazońskiej i opowiadała o suszonych mrówkach. Słuchałam tych audycji w radio z zapartym tchem. Pomyślałam, że ja tez tak chcę. "Pojadę do Amazonii"- postanowiłam. Od tej pory każdy problem przeskakiwałam z tą motywacją: muszę poradzić sobie z tym czy z tamtym bo w porównaniu z taka wyprawą to pikuś. I sobie radziłam. Trzymała mnie Pani niewidzialną ręką. Później żyłam bez radia. Po paru latach zobaczyłam Pani książkę. Pomyślałam: niemożliwe! I odkurzyłam "stara znajomość". Zostałam Pani wierna czytelniczką.
Wracając do książki. Trudna. Brnęłam i brnęłam. Ciężko czyta się coś bez zachęcającego początku, środka pełnego fabuły i zaskakującego końca. Myślałam, że nie dam rady. Jednak, o dziwo nie umiałam przestać jej czytać. Dotarło do mnie, że ten bałagan myśli, powroty do tych samych wątków, Pani bezsilność i błędne koło które sie tam toczy to sama prawda. Odarta z pięknych słów i fachowych określeń. Prawda o mętliku, który miota duszą cierpiącej na anoreksje dziewczyny. Nie da się przejść obok tego obojętnie. Mimo początkowego mojego sceptycyzmu, jestem zadowolona i wdzięczna za tą książkę. Myślę , że przyda się nie tylko osobom, które dzielą z bohaterką te same problemy, ale także dla szarej masy (jak ja), otwierając jej troche szerzej oczy. Trzymam kciuki za Monikę, bo chyba nie ma nic gorszego niż być więźniem własnej duszy.
Pani Beato, oby tak dalej. Dużo prawdy. Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkiego dobrego w Nowym Roku. Kasia
P.S A dżunglę odnalazłam w sobie. Co dzień wyruszam na wielkie wyprawy w codziennym życiu. Ta Amazońska musi poczekać. Są pewne priorytety ;)
Pani Kasiu, dziękuję, cieszę się, że była Pani w pewien sposób ze mną w dżungli amazońskiej i na Nowy Rok życzę Pani spełnienia wszystkich planów – tych priorytetowych przede wszystkich, ale tych amazońskich też :)
Pani Beato dziękuję za to, że otwiera Pani oczy ludziom. To ważne żeby poznali oni problemy zaburzeń odżywiania. Dlaczego piszę? Wiem czym jest anoreksja oraz bulimia bo sama przez to przeszłam. Jeszcze w wieku 18 lat sądziłam ,że to mnie nigdy w życiu nie spotka. Jak się okazuje nie należy mówić "NIGDY". Chciałabym przy pomocy kogoś napisać książkę o tym co przeżyłam. Warto to robić bo inaczej społeczeństwo będzie podchodzić do anoreksji/bulimii jak do dziwactw młodych ludzi niejednokrotnie dzieci. Wiem jakie to budzi niezrozumienie. Chciałabym napisać książkę dla mojej mateczki która wiele łez wylała. Jestem Jej wdzięczna za wszystko i bratu dzięki któremu żyję. Przeszłam dożywianie pozajelitowe, dwa razy nie przyjęto mnie na oddział Kliniki Anoreksji/Bulimii na ul. Sobieskiego w Warszawie. Wiem że najtrudniejszym ale i najważniejszym momentem w chorobie jest przyznanie się do tego że ma się problem. Chciałabym aby moja historia pomogła zawrócić z drogi choroby tym którzy na nią wkraczają póki nie jest jeszcze za późno. Wiele straciłam i niestety już nie odzyskam, mogę tylko walczyć o to co jeszcze jest przede mną. Ważne jest również przakazanie wskazówek rodzicom, kolegom i przyjacielom którzy czują się bezsilni w walce o życie najbliższych sobie osób. Nie czytałam jeszcze Pani książki w "Dżungli niepewności", ale już ją zamówiłam i czekam z niecierpliwością, gdyż jest rozchwytywana. Serdecznie pozdrawiam OLA
Pani Olu, zakładając, że anoreksja i inne zaburzenia odżywiania biorą się przede wszystkim z braku poczucia własnej wartości i nienawiści do samego siebie, myślę, że na podobne negatywne emocje cierpi mnóstwo ludzi – tyle że nie u wszystkich kończy się to anoreksją, alkoholizmem czy innym uzależnieniem. Szkoda, że tak jest i szkoda, że w szkołach nie ma programu budującego pozytywne emocje, samodzielność i przyjaźń do samego siebie, z której potem bierze się też przyjaźń do innych ludzi i zwierząt.
Cieszę się, że najtrudniejsze ma pani już poza sobą. Życzę Pani dobrej energii i pozytywnego myślenia, siły i wytrwałości do tego, żeby odbudować swoje życie i być szczęśliwym człowiekiem. Serdecznie pozdrawiam
Witaj. Jestem Marianka i mam 16 lat. Mam nadzieję że nie masz nic przeciwko, że nie zwracam się do Ciebie przez Pani, ale nie lubię tak. Chyba za bardzo się nie spoufalam? Jestem po lekturze "W dżungli życia". Jest tak prosta, zrozumiała, wcześniej czytałam wiele książek drożąc do samozadowolenia.
Nie byłam ich pewna, wydawały mi się zbyt trudne. Twoja jest dostępna i bezpośrednia, jak monolog najbliższej przyjaciółki, mówiącej o swoim życiu. Dziękuje. Dobrze że jesteś. Dałaś mi siłę i nadzieję, wiesz? Odpowiednia książka w odpowiednim czasie. Z tego względu iż troszkę interesuje się fotografią przesyłam kalię, dla Ciebie. Bardzo mi pomogłaś. Ukazując jak odnalazłaś siebie i swój Sekret. W wakacje też.
Spędzane w domu, przy "Jesteś moją Afryką" Varius Manx i ’Blondynką w (...)", wiele Twych książek przeczytałam:) Dzięki nim w wakacje bywałam tam gdzie byłaś Ty. Bardzo Cię podziwiam. Jutro zacznę czytać "W dżingli niepewności";]
Pozdrawiam Cię pięknie i ślę uśmiechów kilka:) Marianka
Marianko, cieszę się, że podobała Ci się moja książka, bo napisałam ja właśnie dla Ciebie Pisząc te książkę myślałam właśnie o takich dziewczynach, jaką ja sama kiedyś byłam – trochę zagubiona, trochę zakręconą, poszukującą jakiejś prawdy i czegoś, co jest ważne.
Mam nadzieję, że w „W dżungli niepewności” też odnajdziesz fragment samej siebie :)
Życzę Ci na Nowy Rok spełnienia wszystkich marzeń i serdecznie pozdrawiam
Witam serdecznie,
zbieram sie zeby napisac list do Pani dobre 3 miesiace,nawet napisalem ten list na kartkach ktore nosze w plecaku juz bardzo dlugo i wystarczylo to tylko przeklikac do kompa i sprawa zalatwiona.Jak to w zyciu bywa, a raczej w moim zyciu bywa zaczne cos a potem nie skoncze. Takze ksiazka w ’Dzungli milosci’ zostala przeczytana, mnostwo wspanialych aplikacji zostalo zasavewowanych na twardych dyskach czyt.mozg i serducho zaczynam korzystac z Pani madrosci zyciowej. Natomiast w Wigilie dostalem od swojej przyjaciolki ostatnia Pani ksiazke i oczom nie wierzylem ze powstala ona na podstawie listow od czytelniczki. Zawstydzila mnie M. bardzo tym ze sie zmobilizowala i napiasala a ja wyslalem to do krainy ’pozniej’. Koniec tego przynudzania, zabieram sie do meritum czyli mojego zycia ktore niestety nie wyglada jak dobrze dzialajaca firma, a jej szef tez jakos taki...
Za kazdym razem zastanawiam sie czy kazdy jest w stanie zmienic swoje zycie, byc systematycznym,zmobilizowanym,pracowitym, pozytywnie nastawionym itp.dluzej niz tydzien. Mam 26lat,mam nerwice stany lekowe,jestem gejem albo tak na 75% no nawet teraz mam z tym problem,jestem po 2letnim zwiazku z kobieta, z ktora niestety pracuje w tej samej firmie, jestem wypalany kazdego dnia przez miks rzeczy ktore przypadlo mi szczescie posiadac czyt.powyzej i nie wiem co dalej. Moja firma jest zamknięta na cztery spusty i jestem happy, bo nie zaglądam do firmy nie czuje bólu właściwie zaczynam powoli nie czuć nic. . . Teraz jestem zwiazany z mężczyzną jestem z nim 1,5 roku i jest dobrze. Jest szlachetny,wyrozumiały, bardziej doświadczony w życiu. Jego firma działa . . .
Problem zaczyna się w okresie świąt itp.styp rodzinnych gdzie serce mi wyje bo go kocham ale kocham też swoje marzenia pt.mały biały domek,pies, żona, dzieci. Boję się o przyszłość, boję się wszystkiego. A jak się boję to piję i tak w koło się zamyka. Przyzwyczaiłem się że nie będę szczęśliwy i tak się toczy dzień za dniem... Nie potrafię spotkać się ze swoim szefem ustalić plan działania. nie umiem się z nim dogadać, właściwie to go wcale nie lubię...
Wiem ze ten mail jest bez większego ładu i składu ale moje myśli wirują, a każdy zbyt szczery mail odrywa kolejny strup który bardzo boli. Tematów jest tysiące ale nie potrafię zawrzeć tego w jednym mailu. Życzę spokojnej nocy i nie ukrywam że będę czekał choć na krótkiego maila.
pozdrawiam, dupiasty szef własnej firmy Tomek
Tomku, witaj, myślę, że każdy może zmienić swoje życie. Ale wszystko zaczyna się od zmiany sposobu myślenia.
Podam Ci przykład: piszesz, że jesteś gejem i wymieniasz to jednym tchem razem ze stanami lękowymi i nerwicą, czyli tak jakby to była jeszcze jedna rzecz do uzdrowienia. Może sam nie do końca akceptujesz siebie takim, jaki jesteś?
Jeśli piszesz, że przyzwyczaiłeś się do tego, że nie jesteś szczęśliwy, to może gdzieś w głębi duszy uważasz, że zasłużyłeś na to? Jeśli tak, to Twoje własne myśli na swój temat pociągają za sobą pewne konkretne zdarzenia, których często Ty sam jesteś sprawcą.
Chcesz mojej rady?
Nie będzie Ci się podobała :)
Jeśli masz problem z alkoholem, zacznij się leczyć. Znajdź poradnię AA, pójdź na mityng, dowiedz się jak zmienić swoje życie.
Twój problem z alkoholem będzie tylko rósł jeśli nic z nim nie zrobisz.
A poza tym problem z alkoholem jest też tylko i wyłącznie konsekwencją tego, co myślisz o sobie i jaki masz stosunek do własnych uczuć i emocji. Leczenie czy terapia w AA to właśnie nauka o tym jak poznać swoje uczucia, nazwać emocje i zaprzyjaźnić się z sobą. Wtedy alkohol nie jest już do niczego potrzebny :)
Życzę Ci wszystkiego dobrego i trzymam kciuki
Witam, nazywam sie Natalka i mam 14 lat. Pisze do pani , bo jestem fanka pani i podrozy.Chciala bym sie zapytac czy , aby podrozowac sa potrzebne znajomosci i duze pieniadze.Jestem pelna podziwu temu co pani robi .Mam na mysli tu tyle wydanych ksiazek , programy telewizyjne, fotografie,strone internetowa i wiele innych rzeczy.Tak naprawde tez bym tak chciala w przyszlosci podrozowac , fotografowac i byc pelna pasji, ale watpie czy to sie spelni. Pewnie pisze do pani tysiac takich osob jak ja i moj email nie zostanie przeczytany, ale gdyby jednak stalo sie inaczej prosze o odpowiedz. Pozdrawiam Natalka (;
Natalko, oczywiście, że możesz być w przyszłości kimkolwiek zechcesz. Nie trzeba mieć znajomości ani wielkich pieniędzy, żeby robić w życiu to, co się kocha najbardziej.
Ale nikt też nie przychodzi na świat jako gotowy kosmonauta, podróżnik, pisarz czy nauczyciel. Wszystko jest kwestią nauki, ćwiczeń i doskonalenia się. Jeśli kochasz to co robisz, jeśli wykonujesz swój zawód albo swoje hobby z pasją, to nauka i doskonalenie się jest radością. I tego Ci właśnie życzę :)
Pani Beato, Natknęłam się w internecie na wywiad, w którym mówi Pani między innymi, że planuje Pani premierę zupełnie nowego kursu języków obcych metodą, która jest w 100 proc. skuteczna: francuskiego, włoskiego, niemieckiego, angielskiego i hiszpańskiego. Wywiad został przeprowadzony prawdopodobnie w zeszłym roku i to jest link do niego: http://kobieta.interia.pl/news/czuwa-nade-mna-aniol-stroz,1224595, Czy plany związane z kursem są jeszcze aktualne? Czy może coś przeoczyłam?
Pozdrawiam Ania
Pani Aniu, nic Pani nie przeoczyła :) Kończę właśnie prace nad tym kursem języków obcych, który ma się ukazać nakładem National Geographic w kwietniu 2010 roku :) To całkiem nowa metoda uczenia się, sprawdzona przeze mnie na własnej skórze. Jej najważniejszym założeniem jest to, że język obcy można poznać na zasadzie logicznej układanki. Nie trzeba więc wykuwać słówek i odmian, tylko prościej, bardziej praktycznie.
Pani Beatko!
Własnie słucham Pani audycji o Wyspie Wielkanocnej i opowieści o dr Dolitte:)
Chciałam tylko powiedzieć, że uwielbiam Panią i Pani opowieści.Też kocham podróże i jak słyszę pani głos, to nie wiem dlaczego robi mi się ciepło na sercu!!!!
Mam radio właczone w kuchni i słucham, słucham, słucham....Wszyscy w domu wiedzą, ze w niedzilę po 10.00 rano mnie nie ma!!!!! Słucham Blondynki takiej samej jak ja.
Pani Beatko, ja już chyba nie potrafię obiadu ugotować jak Pani nie słyszę w Radio !!!!
Ja po prostu chyba Panią kocham:)Ten głos jest po prostu taki melodyjny i tak brzmi,że ja widzę oczami wyobraźni wszystko to, o czym pani opowiada! Nie wyobrażam sobie niedzieli bez Pani w moim domu:)
Pani ksiązki też wszystkie przeczytałam. Bardzo zwruszające, pouczające i dające kopa morały.Dziękuję za nie !
Juz nie przeszkadzam. Chiałam tylko pozdrowic i zyczyć Pani wszystkiego dobrego !!!
Renata
Pani Renato, jak się cieszę, że bywam w Pani kuchni i uczestniczę w gotowaniu obiadu dla Pani rodziny :) Przesyłam serdeczne pozdrowienia i zapach słonego wiatru z Polinezji na Oceanie Spokojnym :)
Witam Pani Beatko:) We wstępie tego listu chciałem podziękować Pani za wszystkie książaki, które dotychczas Pani napisała. Dzięki nim rozwiązałem już wiele swoich problemów. Ten list piszę do Pan jednak w innej sprawie, a mianowicie o samotności i wybraniu w życiu szczęśliwej drogi. Nie wiem dlaczego postanowiłem napisać do Pani. Chyba dlatego, że uważam Panią za autorytet i dlatego ,że Pani zawsze mądrze doradzi coś na dany temat.... SAMOTNOŚĆ. Wiele ludzi są osobami samotnymi znużeni całym swoim życiem. Są zdani sami na siebie. Nie mają u nikogo wsparcia. Ja tak nie mam. Mam rodzinę u której w weekendy zawsze znajdę wsparcie, ale niestety tylko w weekendy. W dni powszednie gdy ja wychodzę rano do szkoły to rodzice jeszcze śpią, a gdy wrócę z niej to oni dopiero wychodzą do pracy i wracają bardzo późno kiedy ja już śpię.... Gdy odrobię wszystkie lekcję to się zaczyna.... Czuję w sobie totalną pustkę. Zastanawiam się nad sensem swojego życia i dochodzę do wniosku, że nie ma ono wogóle sensu. PUSTKA, PUSTKA i jeszcze raz PUSTKA. Tylko to ostatnio czuję. Czasami zastanawiam się co chciąłbym w życiu robić. Z czego bylbym naprawdę szczęśliwy po czym stwierdzam, że całe moje życie ostatnio jest bez sensu. Kiedyś (jeszcze nie dawno) byłem szczęśliwy z tego co mam, ale już teraz nic nie sprawia mi radosći.
Nie wiem czy jest Pani w stanie zrozumieć jak się czuję mając w sobie totalną pustkę.
Jak już napisałem na wstępie swojego listu postanowiłem zwrócić się o radę do Pani, ponieważ uważam Panią za autorytet i osobę, na którą zawsze można liczyć.
Byłoby mi bardzo miło gdyby podpowiedziała mi Pani co zrobić aby zacząć pozytywnie myśleć i być szczęśliwym człowiekiem. Życzę Pani kolejnych udanych podrózy. Pozdrawiam-Kamil;)))))))))))))
Kamilu, wiem dokładnie jak się czujesz, bo kiedyś też się tak czułam. Dlatego wiem też, że ta pustka nie jest wynikiem braku opieki ze strony innych ludzi i wiem też, że tej pustki nie zapełni żaden inny człowiek. Ta pustka i samotność bierze się z wnętrza Ciebie. Prawdopodobnie nie lubisz siebie i nigdy tak naprawdę się ze soba nie zaprzyjaźniłeś. Masz pewnie niskie poczucie własnej wartości, czujesz się gorszy i czekasz aż ktoś Cię pochwali i powie, że jesteś mimo wszystko fajnym człowiekiem.
Pustka i samotność bierze się stąd, że nie jesteś swoim przyjacielem. Nie wiesz jakie masz marzenia. Nie wiesz czego tak naprawdę chcesz. Nie wiesz ile jesteś wart. I dla samego siebie masz niewielką wartość.
Zeby więc uwolnić się od tej piekącej pustki, trzeba odbyć podróż w głąb samego siebie. Zaprzyjaźnić się ze sobą. Polubić siebie. Nauczyć się widzieć dobre rzeczy, które masz w życiu. Cieszyć się tym, co trwa teraz. Myślisz, że to potrafisz?
Serdecznie pozdrawiam :)
Pani Beato! Od jakiegoś czasu jest Pani obecna w moim życiu poprzez swoje książki z serii "W dżungli" - życia, miłości, a teraz mam przed sobą ostatnią Pani książkę w "Dżungli niepewności". Cieszę się bardzo, że te książki znalazłam, przeczytałam i w zasadzie to, co Pani podkreśliła, było też ważne dla mnie. Jesteśmy rówieśniczkami i przyznam, że Pani swoją mądrością mnie zadziwia, bo ja mając 44 lata odkrywam to życie w pełnym tego słowa znaczeniu dopiero teraz.
Myślę, że wszystko ma swoje miejsce i czas i to jest fajne jak życie może nas zaskoczyć w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Teraz kiedy patrzę na dawną Ja, to zupełnie nie wiem dlaczego byłam taka sama, pełna strachu, niepewności. To czasami, a może nawet często najbliżsi wmawiają nam pewne rzeczy, że powinniśmy to, a nie tamto, że jesteśmy nie dość dobrzy i zaczynamy tak postępować, aby Ci inni nie byli smutni, że My jesteśmy tacy niedoskonali. Godzimy się na wszystko i zrywamy więź ze swoim Ja. Stajemy się osobami nieszczęśliwymi. Kiedy pojawia się problem śmierci np. jednego z Rodziców, z którym mamy lepszy kontakt, a mamy 13 lat i zostajemy sami ze swoimi emocjami, to z tego zaczynają powstawać problemy, a później kończy się to różnymi uzależnieniemi, depresją tak jak w moim przypadku. W 2005 roku dostałam adres w Warszawie to Centrum Psychoterapii i tu poznałam naprawdę bardzo życzliwe Osoby. Mimo, że nie od początku wierzyłam w to, że rozmowa jest w stanie pomóc chorej psychice, to poddałam się i teraz jestem w zupełnie innym miejscu swojego życia. Te nasze rozmowy na terapii i książki których bardzo potrzebowałam, dały mi to, w co trudno mi uwierzyć i pewnie jeszcze długo będą tematem moich rozmyślań. "W dżunli życia" przeczytałam kilka razy i to był strzał w dzisiątkę. Pożyczyłam tę książkę koleżance, a ta po przeczytaniu kupiła swoją i zakreśliła te zdania, które są ważne dla Niej. Tak bardzo chciałabym Panią poznać osobiście, ale takich jak ja ma Pani mnóstwo. Jest Pani niesamowitą Osobą i swoim życiem pokazuje Pani, że to co jest napisane na stronach Pani książek, to wszystko to co Pani sama przeżyła i pokazuje drogę innym. Jak żyć bardziej świadomie, bardziej asertywnie? - to takie modne słowo. Wie Pani do jakiego ostatnio doszłam wniosku, że jeśli człowiek jest uległy, przytakuje i można na Nim wszystko wyegzekwować, zasraszając go - to tłum mówi jest SUPER, a jeśli zaczyna mieć inne zdanie i tego zdania broni, staje się bardziej samodzielny w swoim myśleniu, to wtedy zarzuca się takiej osobie, że jest agresywna i mnie takie stwierdzenie przypisano niedawno. Dlaczego tak jest, że w życiu nie liczy się samodzielne myślenie, tylko to co myśli, mówi i jak reaguje tłum i to się odbiera jako dobro.
Trudno mi się z tym zgodzić. Pani Beato poprzez swoje książki stała się Pani taką Przyjaciółką moich myśli. Serdecznie Panią pozdrawiam i życzę więcej takich wspaniałych mądrych książek. Myślę, że wiele osób czytając je odnosi podobne wrażenie. Dziękuję Zosia z Kozienic
Pani Zosiu, ponieważ w szkole uczy nas się zależoności i niesamodzielności, to ktoś kto zaczyna sam kierować swoim życiem wydaje się "dziwny" i może nawet sprawiać wrażenie jakiegoś zagrożenia. Bo niektórym włącza się takie myślenie: "jeśli on będzie bardziej samodzielny i szczęsliwy, to ja będę tym bardziej nieszczęśliwy i usidlony". Ale to nic. Najwazniejsze, co trzeba sobie wtedy powtarzac to: ROBIĆ SWOJE. Nie pozwolić, żeby czyjeś slowa, uwagi czy zachowania przeszkodziły mi w dotarciu tam, gdzie chciałabym dotrzeć.
Trzeba się skoncentrować na realizowaniu swoich celów, umieć zebrać myśli i pokierować nimi w dobrą stronę - bo zawsze będzie ktoś, kto z bezinteresownej zawiści albo z bezmyślnej zazdrości będzie chciał w tym przeszkodzić.
Najwazniejsze i tak jest to, co uda się spełnić we własnym życiu i stopień szczęścia i dobrej radości, jaki uda się osiągnąć :)
Gorąco tego Pani życzę i serdecznie pozdrawiam
Pani Beato, właśnie skończyłam oglądać Pani program "Zagadkowa blondynka" i czytać trzecią już książkę. Jak to się stało, że po nie sięgnęłam?
Otóż szukając upominku gwiazdkowego dla swoich wnuczek wstąpiłam do księgarni i zainspirowana Pani wspaniałymi programami oraz reklamą dwóch Pani książek w czytanej przeze mnie pozycji T. Raczka i Z. Kałużyńskiego "Alfabet na cztery ręce", postanowiłam zapytać o nie, gdyż wydawały mi się odpowiednim prezentem na tym etapie życia, na którym moje wnuczki właśnie są. Jedna ma lat osiemnaście i rozpaczliwie poszukuje bratniej duszy, druga dwadzieścia i poważne kłopoty z bulimią. Obie mają za sobą trudne dzieciństwo dzięki trudnemu, fanatycznemu religijnie Ojcu, który jest moim synem a był wychowywany przez swojego Ojca.
Mam dla Nich dużo zrozumienia i kiedy czasem zwracały się do mnie ze swoimi problemami starałam się jakoś Im pomóc, ale chyba nie potrafiłam.
Przeglądając Pani książki już w księgarni, pomyślałam, że jest to prawie gotowy materiał, z trafnymi radami i to jeszcze podany przez osobę dużo młodszą niż ja, czyli wiarygodniejszą, bliższą wiekowo i lepiej rozumiejącą Ich problemy.
Kupiłam trzy pozycje: W Dżungli Życia, Miłości i Niepewności. Przeczytałam prawie jednym tchem.
Pani Beato, cóż chcę powiedzieć? Dziękuję Pani za te książki i za podjęcie takich trudnych tematów. Nie tak łatwo trafić do przekonania młodych, a myślę, że te książki będą pomocne. Zobaczę jak na nie zareagują, ale wierzę w dobry ich odbiór. Myślę, że nie "obśmieją się jak norki" jak to miało miejsce kiedy ja wychyliłam się kiedyś z pewną radą. Napisałam wówczas starszej wnuczce, aby ćwiczyła swoją wolę, dokładność, wytrwałość, doprowadzanie czegoś do końca i spróbowała zająć czymś ręce i myśli i uszyła sobie sukienkę na maturalny bal. Ręcznie! Ściegiem "za igłą" bo nie umie na maszynie.
Wie Pani zapewne, że kiedyś bulimia i anoreksja nie były pojęciami powszechnie znanymi i nie doszukiwano się ich drugiego dna. Moja dobra i bardzo mądra Mama zawsze radziła: "Zajmij się czymś, poszyj, poszoruj, poczytaj, poucz, pojedź". I przeszłam przez młodzieńcze zawirowania bez szwanku. To były bardzo słuszne rady, dobrze mi służyły, ale do dzisiejszych czasów już nie pasują. Wnuczka powiedziała mi: "Babciu, uszyć sukienkę? Po co? Przecież mogę ją kupić!" Nawet nie usiłowałam wyjaśniać tego dorosłej panience. Może źle, ale zamilkłam.
Dlatego cieszę się, że trafiłam na Pani książki. Może uda się dzięki nim coś, co jak do tej pory wydaje się nieosiągalne - że moje wnuczki zrozumieją iż siłę czerpie się z siebie, że w ważnych momentach życia człowiek przeważnie może liczyć tylko na siebie, że ważna jest droga prowadząca do celu - nie tylko sam cel i że może ona równiż dać wiele radości i zadowolenia. Że może uzdrawiać!
Pozdrawiam Panią serdecznie i życzę jeszcze wielu podróży, programów, książek, radosnych świąt oraz dobrego następnego roku. Joanna
Pani Joanno, cieszę się i dziękuję za te słowa. Mam wrażenie, że w pogoni za zdobyczami techniki i jakims bliżej nieokreślonym "dobrem" zapomina się o tym, co jest najwazniejsze, czyli o tym jak być szczęsliwym człowiekiem. Nikt mi tego nigdy nie powiedział kiedy byłam mała i dorastałam w poczuciu, że musze zrobić co się tylko da, żeby nie wyrosnąć na wiecznie nieszczęsliwego i zabieganego dorosłego. Kiedy już kalendarzowo stałam się "dorosła", nagle odkryłam, że można być szczęsliwym czlowiekiem i nie trzeba wcale zamienić się w zestresowanego leniwca, który spędza dni siedząc na kanapie.
I kiedyś pomyślałam, że może są w Polsce tacy młodzi ludzie, którzy tak ja kiedyś szukają jakiejś wskazówki, pomocy, wskazania drogi - i wtedy własnie napisałam pierwszą ksiązkę z tego cyklu, czyli "W dzungli życia".
Bardzo bym się cieszyła, gdyby Pani wnuczki też znalazły dla siebie coś ważnego, serdecznie pozdrawiam :)
Dobry wieczór Beato,
pozwalam sobie zapukać do Twojej skrzynki, ponieważ Twoje opinie na temat podróżowania są dla nas szalenie ważne. Otóż na przełomie stycznia i lutego 2010 wybieramy się (Kasia z Bydgoszczy, Rafał i ja) w podróż do Gwatemali. Lecimy do Mexico Ciudad, autobusem zamierzamy przedostać się do Gwatemali i tam podróżować 3 tygodnie. Trasę w zasadzie mamy zaplanowaną, ale od jakiegoś czasu niepokoją nas informacje nt. bezpieczentwa w Gwatemali - w szczególności te publikowane na stronie Ambasady USA.
Czy Twoim zdaniem ten kraj jest bardziej niebezpieczny niż inne kraje w tym rejonie - doświadczenie mamy niewielkie: Meksyk, Peru, Boliwia, Rafał dodatkowo Ekwador (akurat Jego te informacje nie niepokoją bardziej niż informacje o napadach na placówki bankowe w PL). W ubiegłym roku podrózowaliśmy po Tajlandii, Laosie i Kambodży i czuliśmy sie bezpiecznie. Ale ta Gwatemala trochę niepokoi - jakie jest Twoje zdanie nt bezpieczeństwa w tym kraju? Będziemy wdzięczni za każdą opinię, sugestię lub radę ...
Poza tym bardzo dawno nie miałam okazji być na Poletku, ale staram się "śledzić" Twoje kolejne sukcesy, w tym przede wszystkim kolejne książki ... gratulacje wielkie :) i podziękowania za to, że nieustannie pokazujesz jak spełniać marzenia :)
serdecznie Cię pozdrawiam Beato, Li
Droga Li,
Tajlandia, Laos i Kambodża to miłe i bezpieczne kraje w porównaniu z Gwatemalą. Nie wiem w jakich rejonach Peru i Boliwii podróżowaliście – czy byliście poza szlakami turystycznymi, w zwykłych wioskach? Jeśli tak, czyli jeśli macie doświadczenie w podróżowaniu tam, gdzie zwykli turyści nie jeżdżą i jeśli mówicie po hiszpańsku, to myślę, że możecie wybrać się do Gwatemali.
Z mojego doświadczenia wynika, ze Gwatemala to jeden z najbardziej niebezpiecznych krajów. W stolicy codziennie ginie 28 osób. Tysiące kobiet każdego roku są porywane i mordowane, i nikt nie szuka ich zabójców.
W Gwatemali są tylko dwa w miarę bezpieczne i turystyczne miejsca: Antigua oraz Panajachel nad jeziorem Atitlan. Wszędzie indziej trzeba mieć instynkt podróżniczy, oczy dookoła głowy i znać lokalne zasady.
Podkreślam: Gwatemala jest zdecydowanie jednym z najbardziej niebezpiecznych krajów Ameryki Łacińskiej. Żeby bezpiecznie podróżować po Gwatemali obowiązkowo trzeba znać język hiszpański, mieć doświadczenie w podróżowaniu i zachować zdrowy rozsądek. I mieć trochę szczęścia :)
Witam!!
Czy kalendarz wraz z herbatkami co można bylo wczoraj wygrać w ’’Świecie według blondynki’’ będzie można kupić w sklepach?? Czekam na odpowiedź. Pozdrawiam Panią Rafał.
Tak, herbaty w zestawie w kalendarzem powinny już być w sklepach, są też do kupienia w internetowej herbaciarni http://sklep.bio-active.pl/
Droga Beatko!
"Kiedy zaczyna się robić wielkie sprzątanie, to czasem podnosi się tyle kurzu, że łzy same zaczynają płynąc po policzkach" - to zdanie z Twojej nowej książki po prostu zwaliło mnie z nóg.
Ja zaczęłam robić w swoim życiu wielkie sprzątanie pod koniec lipca tego roku, wtedy rozpoczęłam terapię. Miałam złamaną duszę i poszłam do psychoterapeuty. Byłam smutna, nie często wychodziłam do ludzi, od jakiegoś czasu cierpiałam na stany lękowe i zdecydowałam, że skoro sama sobie z nimi nie radzę poszukam pomocy. Tak więc rozpoczęłam terapię z kilkoma kompleksami i atakami lęku (przekonana, że najprawdopodobniej wynikają one z mojej nieśmiałości). Minęło kilka miesięcy, terapia jak najbardziej przynosiła pozytywny skutek a ja po każdej sesji czułam się pozytywnie zmotywowana i lżejsza o tych parę rzeczy, które z siebie wyrzuciłam.
Podczas procesu terapeutycznego około trzy tygodnie temu dotarłam do źródła moich - i kurzu podniosło się tyle, że zasłonił mi on tą jasną, czystą stronę życia. Okazało się, że parę lat temu miało w moim życiu miejsce coś złego, co od tego czasu tkwiło w mojej podświadomości cały czas, chociaż świadomie myślałam, że w ogóle nie miało na mnie wpływu i, że wszystko jest w porządku. Teraz niby powinnam patrzeć na to tak, że już wiem jak i od czego zaczęły się moje problemy - ale ja czuję się tak, jakby już nigdy miało nie być dobrze. Czuję się przybita. Cały czas kontroluję swoje emocje i nie dopuszczam ich do głosu tak do końca. A dlaczego? Bo boję się wpadnięcia w taki dołek, z którego się już nie podniosę. Nigdy wcześniej tak się nie czułam...
Z "dżungli życia" wiem, że Ciebie też spotykały traumatyczne wydarzenia i chociaż Ty pewnie nie tłumiłaś ich w sobie latami to mam do Ciebie pytanie Jak ja się mam do tego wszystkiego teraz zabrać? Przecież tu nie działa ani zasada priorytetu, ani nie mogę zdecydować ,że "nie będę myśleć o rzeczach negatywnych" bo wydaje mi się że tylko danie upustu tym stłumionym złym emocjom mnie od nich uwolni. Tylko co, jeśli dopuszczenie tych emocji do głosu spowoduje, że się załamię? Tłumienie daje mi chyba jakieś złudne poczucie bezpieczeństwa..
Serdecznie pozdrawiam, Julia
Julio, moim zdaniem to jest tak: to co się zdarzyło, jest juz nieważne, należy do przeszłości. Jeśli uświadomiłaś sobie, że to jest źródłem Twojej depresji czy smutku, to dobrze, bo znasz powód. teraz moim zdaniem powinnaś zastanowić się czy możesz z tamtego zdarzenia wyciągnąć jakieś pozytywne, konstruktywne wnioski. Jeśli tak, to zapisz je sobie w pamięci. Jeśli nie, to wyrzuć całe to zdarzenie z myśli.
Psychoterapia polega własnie na tym, żeby uświadomić sobie pewne emocje, a potem uwolnić się od szkodliwych, a budować w sobie dobre i konstruktywne.
Stało się, było, minęło. Nie wróci.
Trzeba żyć tym, co jest teraz.
Ja wyrzuciłam z mojej pamięci tamte złe zdarzenia. Mam świadomość, że zdarzyły sie naprawdę, ale juz ich nie rozpamiętuję i nie budzą mojego bólu. Po prostu zaakceptowałam fakt, że zdarzyły się, ale uznałam je za przeszłość, która już teraz nie powinna mnie dotykać.
Spróbuj.
Trzeba zawsze myśleć pozytywnie. Dobre myśli dodają skrzydeł.
Witam Pani Beatko.! Jestem szesnastoletnim uczniem i przypominam bardzo z zachowania licealistkę, którą opisuje Pani w książce „W DŻUNGLI ŻYCIA”. Mnie też szkoła strasznie ogranicza i przez nią nie mogę rozwijać swoich pasji a także uważam, że większość wiedzy którą nauczyciele próbują nam wpoić nigdy w przyszłości nam się nie przyda. Jednak staram się jak mogę o jak najlepsze wyniki w szkole. Robię to dla mamy, która mnie samotnie wychowuje ponieważ mój ojciec nie interesuje się moim losem.
Uczę się dla mamy z dwóch powodów. Jednym jest ten, że ona kiedy była młoda nie miała warunków oraz pieniędzy na dalszą naukę. Chociaż chciała, sytuacja rodzinna nie pozwalała jej się uczyć. Teraz haruje jak wół w kilku pracach a dokładniej w 5 i za każdym razem kiedy jej mówię żeby troszkę zwolniła tempo ona mówi, że robi to abym nie miał takiego dzieciństwa jak ona oraz abym miał zapewniony jak najlepszy byt. No, ale może wrócę do swojej osoby.
Jestem chłopakiem mającym swoje pasje a nie tylko piłkę nożną i imprezy w głowie. Chociaż nie powiem, że nie chodzę na różne imprezy. Interesuje się geografią. Uwielbiam zmierzać palcem po mapie i odczytywać tajemnicze nazwy z różnych zakątków świata. Uwielbiam pisać także własne opowiadania. Jestem oczywiście świadom, że to czysta grafomania, ale bardzo lubię to robić. Następną czynnością lubianą przeze mnie jest słuchanie muzyki, ale i gra na gitarze. Jestem samoukiem więc nauczyłem się grać sam tak jak ostatnio sam zacząłem uczyć się języka hiszpańskiego. Zawsze chciałem uczyć się tego języka a kiedy przeczytałem, że właśnie Pani kiedyś uczyła się sama języka włoskiego co drugi dzień po jednej godzinie wziąłem z Pani przykład (oczywiście z innym językiem. Hehe).
W przyszłości chciałbym być dziennikarzem oraz podróżnikiem. Szczerze mówiąc ten pierwszy zawód wybieram troszeczkę z powodów materialistycznych, chociaż też mnie to interesuje. Chce iść na studia dziennikarskie żeby godnie zarobić i wreszcie odciążyć w zarabianiu mamę. Już teraz chciałem pomóc mamie i iść na jakiś casting żeby zarobić jakieś pieniądze, ale niestety aby dostać jakąkolwiek role jest bardzo trudno. A właśnie… Aktorstwo, to też jest coś świetnego. Chciałbym chociaż raz stanąć przed kamerą w jakiejś większej roli. Pewnie to śmieszne, ale kiedy jest sam w domu to się przebieram i odgrywam sobie jednoosobowe role. W ogóle to ja się bardzo rozgadałem, ale jest Pani tak miłą osóbką że do Pani chce się wylać wszystkie myśli. . Czekam na odpowiedz i pozdrawiam.
Adiós.
Wiesz, myślę, że to fajnie, że czujesz się odpowiedzialny za swoją Mamę i nawet wzruszająco to brzmi, że uczysz się dla niej, ale tak naprawdę uczyć się można tylko dla siebie. To co teraz poznasz i zapamiętasz, wysiłek, jaki włożysz w to, żeby rozwijać swoje szare komórki, mięśnie i swoją duszę, będzie procentowało w przyszłości. I tylko jeśli będziesz się czuł wierny sobie, będziesz mógł spełniać swoje marzenia i być szczęśliwym człowiekiem.
Myślę więc, że wybierając zawód nie warto kierować się tym gdzie można dużo zarobić, tylko tym, co będzie najbardziej pasowało do Twoich pragnień, Twojego charakteru i osobowości.
Fajnie, że rozwijasz swoje talenty i masz chęć uczyć się nowych rzeczy. To nie tylko przyjemność, to jest także inwestycja na przyszłość.
Wiem, że czujesz się odpowiedzialny za swoja rodzinę, ale tak naprawdę kiedy myślisz o swojej przyszłości i dorosłym życiu, powinieneś zapytać siebie czego TY naprawdę najbardziej chcesz. Wtedy Twój wybór będzie uczciwy i zgodny z Twoim sumieniem, a tylko wtedy przyniesie Ci satysfakcję i poczucie spełnienia. Bez tego – czyli bez satysfakcji i spełnienia – nie ma nie tylko szczęścia, ale i często także pieniędzy :)
Witam pani Beato:)
Może zacznę od tego, że bardzo podobają mi sie pani audycje w radiu zet i ogladam program, ktory pani prowadzi " Zagatkowa blondynka". Niedługo kupie pani najnowszą książkę "Blondynka na safarii", ktora wydaje mi sie wspaniala przygoda dla duszy i wiele ciekawych rzeczy moge sie z niej dowiedziec;) Jestem juz w ostatniej klasie liceum i w tym roku będę pisać mature. I jak wielu mlodych ludzi mam wiele pytan dotyczacych mojej przyszlosci: co chce robic w zyciu? kim chce zostac? Duzo sie zastanawialam nad wyborem studiow. Chcialabym w przyszlosci duzo podrozowac jak pani. Fascynuje mnie świat, jest tak wiele miejsc do zwiedzenia i tak wiele kultur do poznania. Chcialabym sie zapytac pani jakie powinnam wybrac studia z jakim kierunkiem abym mogla kontynuowac moja pasje i w przyszlosci tez tak duzo podrozowac?
Bardzo pozdrawiam pania i zycze dalszych sukcesow:) Pani wierna sluchaczka
Ha, nie ma chyba takich studiów, które uczyłyby tego jak mieć w życiu wielką pasję i słuchać swoich marzeń :) A to jest najważniejsze w podróżowaniu. Trzeba być ciekawym świata, otwartym na inne kultury i obyczaje, chcieć się uczyć i słuchać. I czerpać z tego radość.
Myślę, że tego nie można się nauczyć na żadnych studiach. Chociaż można to w sobie rozwinąć i pielęgnować.
A odpowiadając na Twoje pytanie o konkretny kierunek, to myślę, że możesz równie dobrze studiować jakis obcy język, jak i geografię, antropologię, sztukę czy geografię – bo przyjdzie dzień w życiu, kiedy będziesz wiedziała na 100% co jest Twoją największą pasją w życiu i wtedy każde studia mogą Ci pomóc tę pasję rozwinąć, bo i tak wszystko co najważniejsze, wypływa z tego co czujesz i wiesz, a nie z zajęć na uniwersytecie :)
|