onet.pl PATRONAT
Listy w skrzynce
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Listy

Powrót
Tybetańska skrzynka pocztowa (81)
Nowe listy proszę słać na adres beata@beatapawlikowska.com albo beata@oliwkowo.pl
Odpowiedzi szukajcie poniżej.
Witam wlasnie przeczytalam Twoja książke,:)
Mam 30 lat, jestem mezatka i mam uroczego synka.
Męza znam od dawna i wtedy na poczatku naszej znajomości wydawalo mi sie ze tak cudownie bedzie juz zawsze,ale ...
Po urodzeniu syna wszystko zaczęło sie zmieniać, mąż uażał że całe swoje uczucie przelewam na syna a asam uciekał do pracy i jak naj mniej czasu spędzal z nami, zajeta domem i obowiązkami, zapomniałam o sobie,kazde z nas prowadzilo jakby osobne zycie.Pewnego dnia zauważylam ze mąż nie radzi juz sobie z tym co i ile go otacza i zacząl popijać .Najpierw to bylo jedno piwko na kolacje, potem okazjonalnie, po dwa , trzy. Aktualnie jest tak ze wraca do domu po pracy i po kolacji do paczki czipsow musi wypic bynajmniej jedno.
Ja prubując naprawic i ratować to wszystko zaniedbałam sowj hobby jakim jest malowanie, stracilam przez to umowe z galeria...
Zminilismy miejsce zamieszkania, wyprowadziliśmy sie do małego miasteczka, ja zajmowalam sie tym by moim panom niczego nie brakowało, a moj mąz pracował. Po roku siedzenia w domu wrucilam do pracy, uwielbiam to co robie chociaż zastanawiam sie gdzie ja popelniłam blad, ze nie jestem szczęśliwa.
Mojemu męzowi nie bardzo spodobalo sie to ze wruciłam do pracy.....
Nie przestał pić a nawet czasem bylo gorzej , pare miesięcy temu gdy nie byl w stanie juz zapanowac nad swoimi emocjami podniusl na mnie reke.
Nasze relacje przestaly prawie istnieć.

I wtedy dostałam od przyjaciolki Twoja książke....
I zdałam sobie sprawe ze nie wszystko stracone ,że przeciez dużą częśc winny ponosze ja sama, i jeśli chce mog to naprawić.
Zaczęłam innaczej patrzec na siebie rano w lustrze, dostrzegać ze to co uważąłam za wadę jest zaleta.
Okazuje śie ze to nie prawda jest ok :))))
Przeprowadziłam rozmowe z mężem, opowiedzialam niestety tylko część tego co sie stalo bo na reszte nie starczylo mi odwagi, postawilam sprawe jasno ze albo wybaczamy sobie na wzaje i zaczynamy od nowa albo sie rozstajemy.
To sie stało tydzien temu i jeszcze za wczesnie by oceniac efekty, ale chyba obie strony sie staraja.
Oczywiscie ze sa wspomnienia i ból jaki zostal. Twoja książka pomogła mi zrozumieć ze przeciez wtedy dokonałam wyboru, zdecydowalam sie być z tym facetem i mu pomagać, tylko w tym wszystkim zapomniała ze nie mozna zapomniec o sobie,
Gdzies sie zagubilam i przez to stracilam ruwnowage,teraz znowu rysuje .....:)
i mam czas na to by zajc sie synem , psem, mężem i sobą. :))))
POSTAWIŁAS MNIE NA NOGI DZIĘKI!!!!


Fajnie, że tak się stało i że napisałaś o tym do mnie. Każdy musi troszczyć się o swoje życie. Najgorzej jest wtedy, gdy człowiek zostanie otoczony leniwcami, które chętnie będą czerpały z siły, aktywności i radości innego człowieka, nie dając z siebie nic. Wysysają energetycznie jak wydmuszkę, nie czując jednocześnie przypływu wielkiej siły u siebie. Nie mówię, że tak jest w Twoim przypadku, ale znam takie przykładne matki i żony, które oddały całą duszę mężowi i rodzinie i stopniowo umierały w środku, bo nie zostało w nich nic, z czego umiałyby się naprawdę cieszyć. Wiem, że trudno jest obdzielić wszystkich sprawiedliwie swoim czasem i uczuciem, ale i tak przy tym dzieleniu zawsze warto pamiętać o sobie. A spełnianie swoich marzeń daje siłę do tego, żeby robić jeszcze więcej, być szczęśliwszym człowiek i mieć jeszcze więcej dobrych uczuć do ofiarowania innym ludziom. Tego Ci zyczę i serdecznie pozdrawiam
Witaj,
To pierwszy list, mam nadzieje, że jeden z wielu. Pierwszy,  zaraz po przeczytaniu Pani książki. Dała mi dużo siły i pozwoliła wile zrozumieć, za równo w zachowaniu moim, jak i innych. Trudno jest być przyjacielem. Jeszcze trudniej być nim dla siebie. Zwłaszcza dla zakochanej nieszczęśliwie  18-latki, która nie wiedząc co robić wikła się  w przygody z alkoholem i innymi  używkami.  Na podłodze leży napoczęte pół litra, na szafce kilkanaście butelek po piwie, pachnie maryśką- ot akademicka codzienność. Zajadam słodycze, sesja zbliża się nieubłaganie, ja poprawiam niezaliczone koła i myślę o tym czy wybrałam dobre studia. Nie wiem czy chcę zostać panią prawnik, o cały czas wydaje mi się, że te studia, a później praca jest tylko po to  by móc czytać, pisać i podróżować. Wiem jak to brzmi, ale chyba nic więcej od życia nie pragnę, te rzeczy dają mi szczęście (Pragnę może jeszcze sąsiada, którego słyszę z za ściany- choć liczę że to mi przejdzie) Dzięki tej książce, dzięki Pani wiem, że muszę zrewidować swoje myśli i wyznaczać sobie konkretne cele, myśleć konstruktywnie. Dlatego dziękuję i chcę myśleć, że zrobię to i napiszę kolejny list, tym razem z moim planem i jeszcze kolejny z jego wykonaniem.
Do kolejnego listu...
Marta

Marto, myślę, że nawet gdybyś zdobyła sąsiada zza ściany, to by nie zmieniło poczucia, że zmierzasz do nikąd. Mam wrażenie, że ludzie często zastępują w życiu duże rzeczy wieloma małymi, które są znacznie bardziej dostępne i nie wymagają wysiłku, a sprawiają pozorną zmianę. Dlatego sięgają po alkohol, narkotyki, zakupy czy słodycze. Zamiast wyznaczyć sobie możliwy do osiągnięcia cel, wybierają nieosiągalny obiekt westchnień, wmawiając sobie, że bez niego życie jest bez sensu. „On” nie musi być konkretnym mężczyzną, równie dobrze może być Porsche albo lotem w kosmos. Pozornie łatwiej się żyje kiedy człowiek może zrzucić swoje złe samopoczucie na brak czegoś lub kogoś.

Ale w rzeczywistości jest tak, że każdy ma swoje życie we własnych rękach i jeżeli będzie chciał, to może się oszukiwać do końca świata, nie osiągając nigdy niczego, ale znajdując wystarczająco dużo wymówek i powodów, dla których coś jest niemożliwe i niewykonalne.
Nie marnuj czasu na oszukiwanie swojej świadomości alkoholem i narkotykami. Jeżeli jesteś na studiach, wykorzystaj ten czas konstruktywnie. To co zrobisz teraz, będzie miało wpływ na całe Twoje życie. Warto być dla siebie mądrym i dobrym człowiekiem.

Dzień Dobry Pani Beato!

Nazywam się Magda. W ostatnim tygodniu przeczytałam Pani książkę pt. "W Dżungli życia". Podczas czytania bardzo dużo myślałam na temat tego co Pani chciała przekazać czytelnikowi. Bardzo często wyobrażałam sobie koło Pani siebie w takiej sytuacji... jednak nie dokońca pomogło mi to w zaakceptowaniu swojej osoby. Mam z tym problem ponieważ, cały czas wydaje mi się że wszystko co robię nie ma jakiegokolwiek sensu, albo po co mi to do czego.. mimo ze dzien wczesniej rozmyslałam i juz zastanawiałam sie i planowałam wszystko.

Jetsem również osobą która ma bardzo duże obawy i dużo strachu w sobie i tego nie potrafię walczyc. Czytając pani rozdział na temat strachu i odwagi. Myślałam po przeczytaniu tak nastepnym razem tak zrobięi rozerwę to prześcieradło strachu lecz niestety nie udało mi sie.... Jak Pani to robi, że tyle rzczy sie udało?

Cieszę się że mogłam do Pani napisać. Posiada Pani ogromną wiedzę którą przekazuje Pani w taki sposób, że mozna bardzo dużo się dowiedzieć a także wykorzystać w swoim życiu. Dziekuje za wszystko i życzę wielu udanych podróży!

Magda z Kętrzyna

Magdo, a może nie od razu czlowiek odkrywa coś, co stanie się najwazniejszą rzeczą w jego zyciu? Może za bardzo chcesz już teraz wiedzieć wszystko i zaplanowac swoje życie na nastpne dziesięć albo dwadzieścia lat i dlatego żyjesz w poczuciu, że niczego jeszcze nie osiągnęłaś? Nie ma niczego złego w próbowaniu różnych rzeczy, przymierzaniu się do różnych prac, zadań i ról, jakie można by pełnić w życiu. Znalezienie swojej własnej ścieżki musi trochę potrwać, rzadko kto ma szczęście i doznaje olśnienia siedząc w wannie podczas kąpieli :)

Radzę Ci więc nie planować swojego życia do końca świata, tylko zaplanować małe rzeczy na najbliższą przyszłość. I konsekwentnie je realizować. Myślę, że pewnego dnia obudzisz się z przeświadczeniem, że wiesz już dokładnie co chcesz robić. najwazniejsze to mieć oczy szeroko otwarte i szukać. I nie zniechęcać się tym, że jeszcze swojego życiowego celu nie znalazłaś, ale cieszyć się drobnymi radościami każdego dnia. Te drobne rzeczy tworzą w sumie wielką całość.

Droga Pani Beato,
Wlasnie siegnelam po Pani nowa ksiazke i nie moge przestac jej czytac... Jest ona dla mnie przewodnikiem i podpora w mojej walce o sama siebie. Wiele prawd zawartych w ksiazce zdarzylam juz poznac, ale bardzo latwo zatracic je w otaczajacym nas swiecie gdzie wszyscy pedza donikad, za pieniadzem, bo nie maja czasu (a czy ten ped nie jest tez w pewnym sensie reakcja na ucieczke przed samym soba, przed wlasnymi problemami i wyrzutami sumienia?)
Moj email do Pani jest reakcja bardzo spontaniczna, forma podziekowania za ta ksiazke a jednoczesnie forma podzilenia sie z Pania slowami Pablo Nerudy... ktore wyrazaja to samo co Pani zamiescila w swojej ksiazce. Byc moze juz ktos Pani przeslal ten plik, a jesli nie to mam nadzieje ze sie Pani spodoba
Dziekuje bardzo :)
Magdalena

Pani Magdo, myslę, że trafiła Pani w sedno - najłatwiej zagubić się w pogoni za pieniędzmi, ale wynika to z tego, że w naszym świecie ten kto więcej posiada, jest uważany za człowieka bardziej wiarygodnego. W naszym świecie gromadzenie luksusowych przedmiotów to symbol sukcesu. Ale taki sukces nie oznacza automatycznie osiągnięcia szczęścia, więc prędzej czy później zwykle przychodzi refleksja i zatrzymanie w biegu i powrót do spraw najprostszych i najbardziej podstawowych, bardziej duchowych niż materialnych. Szczęsliwy będzie ten, kto znajdzie harmonię między tymi dwoma światami i będzie w stanie określić siebie jako człowieka - ze swoimi marzeniami i umiejętnością znalezienia tego, co daje mu prawdziwą radość. Słowa Pabla Nerudy bardzo prawdziwe i całkowicie się z nimi zgadzam , dziękuję. Serdecznie pozdrawiam :)
Droga Pani Beato,
Chcialam zapytac,kiedy w sprzedazy pojawi sie Pani nowa ksiazka podroznicza ?
Pozdrawiam i zycze powodzenia w kolejnych podrozach
Ela

Nowa książka podróżnicza ukaże się w maju w wydawnictwie National Geographic, będzie to opowieść o mojej wyprawie do Afryki, spotkaniach z Masajami, Buszmenami i dzikimi zwierzętami na sawannie, pt. "Blondynka na Czarnym Lądzie" :)
Pani Beato,
właśnie skończyłam czytać Pani książkę "W dżungli miłości" i chciałabym Pani bardzo za nią podziękować. Dzięki Pani mądrości i temu jak Pani potrafi pewne rzeczy i sprawy przekazać zaczęłam się zmieniać, sposób swojego myślenia i zmieniać swoje życie. Chociaż jak na razie to są za duże słowa "zmieniać życie"..bo to się zmienia latami a nie w ciągu paru tygodni, ale zdałam sobie sprawę że moje życie zależy tylko ode mnie i tylko ja jestem za nie odpowiedzialna..nikt go za mnie nie przeżyje i na nikogo nie mogę zrzucać winy za to jak ono wygląda..tylko na siebie samą..uczę się.
Uczę się jak być wojownikiem w całym swoim życiu a nie tylko w pewnych jego kwestiach, jak walczyć o siebie i swoje szczęście..o marzenia które mogą się spełnić jeśli tylko chce
Taka świadomość daje dużą siłę..
Staram się panować nad swoimi emocjami i zastanawiam się co da mi zezłoszczenie się w danej chwili-najczęściej nic nie daje i pomimo że to jeszcze trudne dla mnie staram się nie podnosić głosu i nie denerwować..a proszę mi wierzyć cholerykowi trudno to robić.
Ostatnio dużo czytam..ale żadnej książki nie czytałam ponad miesiąc zastanawiając się i rozmyślając każdy rozdział oddzielnie i dyskutując o tym z innymi osobami(np. o zdradzie z facetami, czytając blogi, dociekając czy tak naprawdę jest że oni zdradzają bo boją się być pierwsi zdradzeni).
Moja mama została rok temu zdradzona przez ojca..na święta kupiłam jej Pani książkę..może tak jak ja odnajdzie w niej siłę i wiarę w życie?

Dziękuję za pomoc w rozpoczęciu zmian w moim młodym życiu.

Pozdrawiam,
Magda, lat 22.


Magdo, każda wielka podróż zaczyna się od pierwszergo małego kroku, tak samo wielkie zmiany w życiu zaczynają się od małej myśli, która zaczyna kiełkować w głowie - wystarczy zadbać o nią, żeby wyrosła na wielkie drzewo :) Najwazniejsze co człowiek ma, to własne zycie. Jesli tak się na to spojrzy, to zupełnie bezsensowne wydaje się marnowanie czasu na złe emocje, narzekanie, rozżalanie się nad zlym losem, prawda? Szkoda marnowac energię na zlość, skoro ona nie wznosi niczego konstruktywnego, tylko zużywa energię i przynosi poczucie beznadziejności. Lepiej być wojownikiem, który pozytywnie buduje swoje życie i z każdym krokiem zbliża się do spełnienia swoich marzeń, czego Ci gorąco życzę :)
Witam Pani Beato...


Od niedawna stala sie Pani moim "obiektem" zaineresowan, znaczy osoba o ciekawym i fascynujacym wnetrzu. Pani strone odkrylam calkiem przypadkowo, nawet nie pamietam jak, ale wiem ze bardzo mnie zainteresowala. Zaczelam badac kazdy Pani szlak, kazdy krok i kazde wpisy, bardzo mnie to wciagnelo, gdyz pisze Pani z glebi duszy, wszystko jest czyste, niezaklamane, jest Pani przewodnikiem dla innych, ma Pani w sobie dusze,
jest Pani jak ksiazka wciaz ciekawa i nieodkryta do tego fascynujaca ....

Pisze do Pani dlatego ze moje zycie wczesniej bylo smutne i zaklamane, udawalam kogos innego, obwinalam sie o wszystko i nie mialam szacunku do
siebie, bylam slaba, nie mialam w sobie dosc sily by stawic czolo przeciwienstwom losu, bylam zamknieta dla innych i dla siebie, najgorsze bylo to ze nie robilam nic by to zmienic. Byl taki czas kiedy wyjechalam do Islandii na rok i tam poczulam wolnosc i zrozumalam jak sie pracuje z ludzmi, jak postepowac, to oni mnie nauczyli co jest wazne, swoimi czynami i gestami pokazywali jak postepowac, tam dopiero zrozumialam siebie, otworzylam sie dla innych i dla siebie. Sprawdzilam siebie, wiem w czym jestem dobra i nad czym mam popracowac by byc lepszym czlowiekiem.

Teraz mija miesiac od mojego przyjazdu do Polski, czuje ze sie zmienilam i czuje ze staje sie lepszym czlowiekiem i che nim byc, chce zmienic swoje dotychczasowe zycie, chce sie usamodzielnic i wyruszyc w swoja droge zycia.

Pisze to do Pani bo przeczytalam wlasnie Pani ksiazke pt. "W dzungli zycia" , musze przyznac ze bardziej mnie zmobilizowala do dzialan, to niesamowite jakie przyziamne problemy okazala Pani w tejze ksiazce, jak bliskie sa te problemy kazdemu z nas. Rowniez przemyslenia ktore towazysza od poczatku czytania, najbardziej niesamowite jest to ze juz od poczatku mobilizuje czytelnika do pozytywnych wibracji, mysli, ktore przenikaja z ogromna sila do podswiadomosci, by wiezyc ze mozna zmienic swoje zycie i jest sie na tyle silnym by dzialac juz od teraz i zmieniac swoje zycie na lepsze, a jesli zmiena sie siebie to i zmiena sie wszystko do okola.... na lebsze oczywiscie..

Pozdrawiam Gosia z Opola


Tak, można wszystko zmienić. Sedno leży tylko w tym, żeby nie czekać aż coś się stanie samo, tylko zakasać rękawy i wziąć się do pracy nad własnym charakterem, osobowością i życiem. Trzeba być dla siebie przyjacielem. Kiedy człowiek lubi samego siebie, może więcej dać innym ludziom - przyjaźni, zrozumienia, szacunku, bo nie musi walczyć z całym światme i samym sobą, tylko może stać częścią pozytywnego świata, który sam codziennie tworzy i o który dba.

Życzę Ci zrealizowania wszystkiego, co sobie zaplanujesz. Praca nad samym sobą jest często trudna, ale przynosi największą radość i najlepsze owoce :) Szczęśliwego Nowego Roku!
Pani Beato!
Mam 30 lat, jak tak przez ok.20 nie mogę się dogadać ze sobą...to trochę trwa zanim człowiek zacznie mówić prawdę samemu sobie??nawet teraz to dla mnie jest trudne...upraszczając to nie wierzyłam w siebie bardzo długo i szukałam akceptacji na zewnątrz i robiłam wiele rzeczy po to by z zewnątrz otrzymać potwierdzenie,że jestem ok.(teraz tak to odczuwam) Jednak kiedy miałam depresje...a właściwie kiedy zaczynałam z niej wychodzić to zdałam sobie sprawy, że powinnam robić to co czuje i to czego pragnę.

Doszłam do wniosku,że chciałabym pracować z dziećmi, wiec poszłam na studia pedagogiczne(przedtem studiowałam socjologie za namową byłego chłopaka) i co?na początku było ok.zaczęłam pracować w szkole w świetlicy później w świetlicy środowiskowej. Ale kiedy zaczekam wiązać teorie z praktyką to się załamałam.Duża liczba dzieci, małe pomieszczenia mało dotacji itd.itp.W szkole umowa mi wygasła w drugiej świetlicy nie będę już pracować od stycznia. Wolałam odejść niż się męczyć i walczyć z wiatrakami. Do tego poczułam,że dzieci zaczynają mnie męczyć to co kiedyś dawało mi radość i satysfakcje teraz daje zmęczenie i frustracje, studia zaczęły mnie rozczarowywać,teoria-szereg przedmiotów nie potrzebnych i nie przydających się w praktyce(sama miałam okazje to sprawdzić)

Może to nie jest jednak właściwa droga??Dlaczego czasem coś wydaje nam się,że powinniśmy robić a potem jednak to nie jest to??jak to odkryć?próbować, a jak to "nie to" to zmieniać obiekt zainteresowań?Ale tak sobie myślę,że tak to można szukać całe życie...Od jakiegoś czasu interesowałam się arteterapią z dziećmi(i nie tylko)czyli terapią przez sztukę. Odczuwam potrzebę założenia swojego stowarzyszenia lub fundacji propagującej ten sposób na życie.Mam pomysły, koncepcje-widzę to oczami wyobraźni(do tego nie są mi potrzebne studia jednak skończę je gdyż po pierwsze zostało mi 1,5 roku a po drugie zaczęłam pisać pracę o arteterapii-czyli mam silną motywację)Jeśli chodzi o samo prowadzenie stowarzyszenia to boje się bo na wielu rzeczach się nie znam,na prowadzeniu organizacji pozarządowych,szukaniu sponsorów itd. No i boje się porażki,że się nie uda,że nie dam rady. I czasem oszukuje samą siebie,że to wcale nie jest moje marzenie,że nie wiem co chce robić w życiu po to by być spełnionym człowiekiem! Czy to nie ironia losu,że tracę energię na marudzenie i stanie w miejscu tak naprawdę zamiast skierować ją na walkę o spełnienie tych marzeń???
pozdrawiam serdecznie

Milena


Mileno,

czasem można się zagubić w rzeczywistości nie dlatego, że ona jest skomplikowana, tylko dlatego, że człowiek przywiązuje się do jednej myśli i uparcie się jej trzyma. Czasami racjonalne myślenie i wyciąganie logicznych wniosków z ułożenia pewnego równania nie wystarcza. Jeżeli ktoś lubi ptaki, to myśli, że powinien zostać ornitologiem. Idzie na studia, męczy się i odkrywa, że popełnił właśnie błąd swojego życia, i myśli, że chyba jednak nie lubi ptaków tak bardzo, jak mu się wydawało. Zrezygnowany postanawia porzucić swoje marzenia i nie zajmować się tym więcej. Przypomina sobie o swojej dawnej pasji, bierze więc aparat fotograficzny i jedzie do lasu, żeby zapomnieć o wszystkim. Idzie przez las, czując lekki wiatr i zagłębiając stopy w miękką trawę. Nagle widzi srokę, która siedzi na gałęzi i przygląda mu się. Człowiek podnosi aparat fotograficzny i zaczyna robić zdjęcia. I nagle doznaje olśnienia. Ptaki zawsze były jego miłością, nie wiedział tylko w jaki sposób ptaki mogą stać się częścią jego życia. Odjrył to przez przypadek, kiedy przestał gorączkowo szukać. Po prostu pozwolił swoim myślom swobodnie płynąć i one same znalazły rozwiązanie.

Moja rada: spróbuj oswobodzić swoje myśli, które są spętane i zestresowane poszukiwaniem właściwej odpowiedzi. Kiedy człowiek myśli w stresie, nie jest w stanie dostrzec wszystkich opcji. Spróbuj się uwolnić od stresu i pośpiechu. Zatrzymaj się, odpocznij, zacznij oddychać. Pójdź na daleki spacer, zajmij się czymś, na co od dawna miałas ochotę. Kiedy uwolnisz myśli, one same przyniosą Ci rozwiązanie...

Witam pani Beato:) jest 3:51 wlasnie skonczyłem czytać pani książke "w dżungli życia".to bylo genialne:) tak mnie wciągnela pani historia nie moglem sie oderwac od niej nie widząc napiu koniec.tak wogole nazywam się Łukasz mam 17 lat,mieszkam w Gdańsku a w zasadzie malej miejscowosci niedlaeko Gdańska.

Dostałem tę ksiażke na święta.powiem pani bez bicia ze bylem zdziwiony ze to akurat ksiązka.mama kupila mi ją bo do tej pory nie moze sie pogodzic z tym ze jestem innej orientacji sexalnej i miala nadizje ze ta ksiazka jakaby nawroci mnie.to nie udalo mi sie ale wydaje mi sie ze w zadnym wypadku nie miala pani zamiaru nawracac homosexalistow tą książka,zresztą uwazam ze taka swiatowa osoba jak pani nie uwaza tego jako zboczenie lub chorobę.

Pani ksiazka natomiast pokazala mi co jest wane w zyciu i jak bardzo wiele mozna osiagnac jezeli tego naprawde chcemy.Te wszystkie pani historie czyta sie jednym tchem.wigilia byla przedwczoraj czyli przeczyalem cala ksiazke w 2 dni. Znam panią tylko z radia i nigdy nie pomyslalbym ze miala pani w zyciu tak powane problemy i ze tak wielokrotnie stajac na rozdrozu zastanawiala sie pani ktora dorge wybrac.wlasnie sie rozplakalem bo zrozumiaelm jeszcze jedna sprawe,ze dzieki tej ksiazce wreszcie zobaczylem ze ktos osiagnal to o czym marzyl cale zycie i ze nie ma dla czlowieka chcacego rzeczy niemozliwych.łzy mi lecą i jednoczesnie ciesze sie ze dzieki pani ksiązce zacozlem miec nadizje na to ja szary Łukasz z malej miejscowosci nieopodal Gdańska moge osiagnac wyznacozne przez siebie cele i byc szczesliwym czlowiekiem i zarazac innych swoją pozytywna energią.

czytajac ksiazke wiele razy uosobialem sie z panią.wiele rad zachowalem dla siebie i mam naidzje ze dzieki nim bedzie mi latwiej stawiac czola przeciwnosciom.jak wczesniej wspomnialem nie spodziewalem sie ksiazki jako prezentu gwiazdkowego.bardziej liczylem na iphona.ale teraz po przeczytaniu stwierdzam z reka na sercu ze ta ksiazka dala mi wiecej nizeli iphone.jestem mile zaskoczony wzruczony i zadowolony ze przeczytalem ksiazke dzieki ktorej czuje sie lepiej:)

DZIEKUJE PANI ZA TO!. Po przeczytaniu wiem ze trzeba rozkladac swoje obowiązki priorytetowo wiec pewnie przy pani trybie życia skrzynka meilowa jest gdzieś przy koncu;p ale jezeli pani odczyta tę widomośc prosiłbym o odpowiedz:) dziekuje bardzo jeszcze raz za miel spedzone chwile z pani ksiązką.przepraszam za błeby,ale to chyba godzina daje sie we znaki.czasami przyponialo mi sie ze istnieje takie cos jak ortografia i interpunkcja i wtedy starałem sie pisać poprawnie ale nie raz zresztya jak pewnie pani zauwazy zapominałem o tym.Zycze wszystiego najlepszego w dalszych wyprawach w dziewcze tereny naszego globu.chcialbym również zyczyc Pani aby góra pod, którą wspina sie pani całe życie okazała sie zieloną, piekną, arkadyjską doliną.

WSZYSTKIEGO DOBREGO:) ŁUKASZ


Łukaszu,
Ja Tobie też gorąco życzę tej bujnej zieleni w ogrodzie twoich marzeń :) Im więcej ich posiejesz, tym więcej zakwitnie i tym większe będziesz miał szanse na zebranie z nich dobrych, słodkich owoców :)

Jestem pewna, że możesz osiągnąć tak wiele, jak tylko sobie zamarzysz i zaplanujesz. Ludzie rozczarowani życiem to zwykle ci, którzy nie zrobili ze swoja przyszłością niczego oprócz narzekania i czekania. Tacy ludzie przez wiele lat czekają aż ktoś przyjdzie i zorganizuje im „coś fajnego”. Rozglądają się i zazdroszczą sąsiadom albo znajomym, ale gdyby przyszła do nich wróżka z czarodziejską różdżką, to nie potrafiliby powiedzieć czego tak naprawdę pragną najbardziej na świecie.

A jeśli człowiek wie, co jest jego pragnieniem, jeśli umie to nazwać słowami i wyobrazić sobie jak by to było cudownie to mieć, to jest na prostej drodze do spełnienia tego marzenia i wprowadzenia go w rzeczywistość.

Życzę Ci tego na Nowy Rok i przesyłam serdeczne pozdrowienia :)

Witam Pani Beato!
Już od jakiegoś czasu zbieram się "duchowo" by do Pani napisać. Widocznie naszedł właściwy moment :)Przeczytałam "W dżungli życia" ostatnio też " w Dżungli miłości" i naprawdę wywarły na mnie ogromne wrażenie ale muszę przyznać że dopiero niedawno zdecydowałam się ...albo raczej doszła do mnie pewna prawda z Pani książek! Podejmowałam kiepskie decyzje teraz ponoszę ich konsekwencje,ale mogę to zmienić,podążyć za swoimi marzeniami i zmienić to!!Łatwo się mówi prawda?ale to lata pracy zapewne...poczułam taki impuls,że nie ma się czym martwić.Bo wszystko w moim życiu jest w moich rękach. Zrobiłam listę...był plan...chęć by stać się w końcu wojownikiem a nie leniem koczującym na rozmaitych drzewach.

Muszę przyznać,że po drodze natrafiłam na sporo zagadnień, które mnie totalnie przerosły! Uległam przeświadczeniu( nie mam pojęcia dlaczego)że jak już podjęłam decyzje to będzie dobrze,ale by zmierzyć się z tym wszystkim co się w życiu napsuło to jest strasznie dużo.
Przechodząc do praktycznych przykładów to jestem w związku z mężczyzną którego bardzo kocham,to bardzo dobry człowiek,chce z nim być, choć nieraz mieliśmy chwile kryzysu

Jednak moje problemy... czuje,że muszę uporządkować je sama,sama przez nie przejść i przerobić.To bardzo wrażliwy człowiek,który empatyczne wyczuwa,że coś jest nie tak-chce mi ogromnie pomóc, rozmawiamy o tym...! ale ja nie wiem "jak może mi pomóc?"...czuje czasem,że nawet mi przeszkadza! Jak Pani myśli co zrobić w sytuacji gdy jest przy nas właściwa osoba a my zmagamy się z potworami swojego życia...jesteśmy zagubieni,nieznośni i porządkujemy swoje życie w bardzo burzliwy sposób...przecież nie można powiedzieć"przepraszam Cię ale robię remont w moim pokoju,możesz przenieść się do drugiego albo wyprowadzić z mieszkania,a jak wszystko zorganizuje to Cię zaproszę!" Jak żyć wspólnie dokonywać zmiany w sobie...wydaje mi się,że to ogromnie trudne, czy to da się pogodzić??Proszę o jakieś refleksje bo nie opisywała Pani takich przypadków w swoich książkach.Dziękuję za książki,za wszystkie słowa-bolesne ale prawdziwe!
Wesołych Świąt,pozdrawiam serdecznie
Milka


Pani Miłko, w związku z drugim człowiekiem najlepsza jest uczciwość. Zgadzam się, że są takie rzeczy, które trzeba roztrząsnąć w samotności z samym sobą. Dojść do wniosków, podjąć decyzję, uzyskać perspektywę patrzenia na świat i wszystko, co się dotychczas zdarzyło.

Jeżeli potrzebuje Pani czasu dla siebie, najlepiej właśnie o tym porozmawiać. Bez emocji, bez złości, nie wtedy kiedy Pani czuje, że ktoś przeszkadza, ale na spokojnie, w przyjaźni. I tak, myślę, że można drugiemu człowiekowi powiedzieć: Przepraszam Cię, ale czuję się trochę zagubiona i potrzebuję zrobić remont w pokoju mojego życia. Myślę, że nie trzeba się rozstawać, ale można na pewien czas wyznaczyć nowe granice. Poza tym jeśli czuje Pani, że ten drugi człowiek jakoś „przeszkadza”, to być może jego rola w tym całej sytuacji jest też istotna, ale w tej chwili nie zdaje Pani sobie z tego sprawy?

Moim zdaniem trzeba móc uporządkować swoje życie. To czy będzie pani szczęśliwa z samą sobą jest najważniejsze. Serdecznie pozdrawiam i życzę dobrych decyzji.

Pani Beato!
Jestem tuż po lekturze książki „W dżungli miłości", którą przeczytałam jedengo dnia w pociągu. Dziękuję. Rozdział o problemach z alkoholem, jak myślałam początkowo tak odległy od mojego życia, okazał się dotyczyć mojego najbliższego przyjaciela. Przy następnym spotkaniu postanowiłam pogadać z nim na ten temat, pokazać test, jaki zamieściła Pani na końcu książki. Gdy coś zaczyna się tak niewinnie łatwo przeoczyć moment niebezpieczeństwa. Dziękuję za ten znak ostrzegawczy.I inspirację do bycia „wojownikiem". To może być niesamowita przygoda:)

Mam na imię Weronika i mam 27 lat, skończyłam studia rok temu… Dziś jest Wigilia i przy opłatku otrzymałam życzenia ustatkowania się od taty i brata. Inni powtarzają mi, że powinnam zarejestrować się w urzędzie dla bezrobotnych… Tydzień temu przyleciałam z Norwegii, gdzie od maja pracowałam w fabryce, potem jako kelnerka. W lutym planuję podróż do Meksyku, choć naprawdę marzę o Peru, Chile i Argentynie. Przez pierwsze tygodnie mam jeździć z dziewczyną poznaną w zeszłym roku w Indiach(Meksyk, może Kuba), później chciałabym samotnie objechać Amerykę Południową. W podróżach uwielbiam tę możliwość poznawnia innych ludzi, zbliżenia się do nich, zapamiętania ich twarzy, notowania wrażeń, pstrykania zdjęć i bycia uważnym na to, co przynosi nowa ulica, zakamarek, osoba. Nowa kultura. Do tej pory dużo jeździłam stopem, w zimie śpiąc na plaży w Hiszpanii, gdzie budził mnie spryskiwacz trawy jak śmigus-dyngus, z kierowcą tira słuchającym Marii Callas, z norweżką, która chwilę po spotkaniu zaproponowała mi pracę przy dojeniu krów na górskiej farmie i powiedziłam tak. Jeździłam też rowerem dopóki koła nie wygieły się w ósemkę i musiałam zawracać. Pani ma tych przygód o niebo więcej. Stąd moje pytanie. Gdziekolwiek organizowałaby Pani następną podróż czy mogłabym pojechać z Panią? Może mogłybyśmy spotkać się już tam, może tutaj w Polsce? Może mogłabym pomóc w przygotowaniach w jakikolwiek możliwy sposób? Do tej pory podróżowałam z moim chłopakiem, namawiając go miesiącami do tych podróży(już nie jesteśmy parą), ze znajomymi trzymającymi się jednak mocno etatów, z osobami poznanymi przypadkowo. Gdy tylko udało mi się zarobić trochę pieniędzy.I teraz chciałabym taką podróż w pełni wykorzystać, przyjrzeć się jak Pani podróżuje, na pewno mogłabym się dużo od Pani nauczyć. Jeżeli nie mogłabym dołączyć do Pani, czy uważa Pani, że samotna podróż po Ameryce Południowej jest w miarę bezpieczna?Mimo tego pytania mam nadzieję, że mogłoby się udać, że Pani się zgodzi! Chciałabym też odkryć swój pomysł na to jak łączyć podróżowanie z życiem, do jakiego potrzebne są pieniądze. Chciałabym nie stanąć w miejscu, próbować i okiełznać tego „potwora autodestrukcyjnego".

Dziękuję też za rozdział 39 z ostatniej książki. Książkę przekażę dalej i wiem, że tej następnej osobie też ułoży niektóre rzeczy „ w dżungli życia".
Życzę pięknych, pogodnych, pełnych uśmiechu, zapachów i inspiracji Świąt. Niesamowitych podróży i osób napotkanych na Pani drodze takich jak Afrykański Łowca Głów, nieustającej pasji i spełnienia marzeń. Ściskam najmocniej!
Weronika


Pani Weroniko,

W tym roku organizuję dwie wyprawy, do których można się przyłączyć. W czerwcu będzie to wyprawa do Peru, w listopadzie wyprawa do dżungli amazońskiej w Brazylii. Zazwyczaj są to niewielkie grupy, po około dziesięciu osób.

Kiedy wyjeżdżam w podróż sama, to lubię być sama, bo w samotności myśli się lepiej i można spokojnie porozmawiać z własną duszą.

Ameryka Południowa nie jest bardzo bezpiecznym miejscem. Odradzam Pani samotne podróżowanie. Z koleżanką lub kolegą – tak, ale w pojedynkę – lepiej nie. Do samotnego podróżowania trzeba mieć duże doświadczenie, znać lokalny język i przewidywać sytuacje zanim się wydarzą.

Jak połączyć podróżowanie z życiem? Dla mnie życie jest podróżowaniem :) Ja zawsze byłam bardzo ciekawa, chciałam poznawać, dotykać, smakować i odkrywać nowe rzeczy. Robiłam to nie tylko podczas dalekich, egzotycznych podróży, ale na co dzień, we wszystkim, czym się zajmowałam. Dlatego w naturalny sposób pewnego dnia zaczęłam pisać i opowiadać także o podróżowaniu, i wtedy okazało się, że są ludzie, którzy chcą tego słuchać i o tym czytać.

Pasja, otwartość, uczciwość, szczerość i pozytywne myślenie to najlepszy kaganiec dla autodestrukcyjnego potwora. Życzę Pani spełnienia wszystkich marzeń w Nowym Roku i okiełznania Potwora, który w gruncie rzeczy nie jest taki straszny, bo żyje tylko w ludzkich myślach :)

Witam Pani Beato!
Postanowiłam napisać, bo przede mną ważny rok. Zdaję w tym roku maturę rozszerzoną z biologii i chemii. Bardzo chciałabym dostać się na stomatologię, to mój cel, który sobie wyznaczyłam i moje marzenie. Jednak czasami zapominam o tym, brakuje mi motywacji i takiej wytrwałości w dążeniu do celu. Za łatwo się poddaję i przerasta mnie ogrom materiału z biologii, który musze powtórzyć, a żeby dostać się na moje wymarzone studia, muszę mieć wyniki po ok. 85%(wtedy już spokojnie powinnam się dostać). Miałam takie dni, że siadałam i się uczyłam, ale ostatni miesiąc był okropny, nic nie zrobiłam. I jedyne co mam, to wyrzuty sumienia, jednak nie robię z tym nicL Myślę sobie, że jest to tylko pół roku i od tego okresu zależy moja przyszłość. Jest mi z tym źle, ale nie potrafię tego zmienić. Piszę do Pani, bo bardzo Panią podziwiam. Nie powinnam zawracać Pani głowy moimi żalami. Czytałam Pani ksiązki „ W dżungli życia" i „W dżungli miłości". Są świetneJ To książki, do których często zaglądam, chcąc się zmotywować. Nie ukrywam, że liczę na odpowiedź od Pani z jakimiś wskazówkami. Potrzebuję kogoś takiego jak Pani, kto mnie zmobilizuje do działania. Nie wiem w czym tkwi mój problem i jak to zmienić.

Pozdrawiam serdecznie
Kasia



Kasiu, najważniejsze to dobry plan. Moim zdaniem dobry plan sprawia, że człowiek wie czego się trzymać. A DOBRY PLAN to precyzyjne określenie założeń, decyzji i celu, jaki chce się osiągnąć.

Niedobre jest założenie „muszę się uczyć” – bo nie wprowadza do Twojego życia niczego konstruktywnego. Przypomina tylko o ciężkim obowiązku.

Dobre założenie to „chcę się nauczyć”. Jest dobre, bo sugeruje, że podjęłaś decyzję, która zbliża Cię do wymarzonego celu.

„Chcę się nauczyć” to jest początek planu.

Trzeba jeszcze wyznaczyć sobie zakres materiału oraz nieprzekraczalne terminy wykonania tego, co sobie zamierzyłaś. Spróbuj racjonalnie rozłożyć naukę na odcinki. Nie ucz się przez pięć godzin raz w tygodniu, tylko codziennie po dwie godziny, najlepiej zawsze o tej samej porze dnia. Kiedy wyznaczysz sobie dokładne godziny rozpoczęcia i zakończenia nauki, nie będziesz musiała przez cały dzień myśleć o tym, że masz wciąż jeszcze coś do zrobienia.

I musisz być konsekwentna.

Ja najbardziej lubię zobowiązania, które zaciągam wobec samej siebie. Są najbardziej wymagające, ale radość z ich dotrzymania też jest największa. Spróbuj.

Nie mów, że „łatwo się poddajesz”, to jaki to ma sens? Chcesz się usprawiedliwić z własnego lenistwa? Po co? Jeśli chcesz osiągnąć swój cel, najlepsze co możesz zrobić, to przyłożyć się do nauki i udowodnić samej sobie, że jesteś odpowiedzialna za swoje życie. Będę trzymać za Ciebie kciuki :)

Witam Panią i życzę wesołych świąt bo jeszcze trwają. Właśnie skończyłam czytać "W dżungli miłości" i i kolejny raz tak, jak po przeczytaniu "W dżungli życia", uświadomiłam sobie jak bliskie jest mi to o czym Pani pisze. Jestem na tzw. życiowym zakręcie ale powoli wychodzę na prostą.

Czytając myślałam sobie ile jest we mnie z leniwca a ile z wojownika. Te wszystkie recepty są takie proste i jasne ale jakże trudno wprowadzić je w życie. Jestem osobą, którą trudno namówić do tego czego nie chcę a jednak pozwoliłam sobie na to aby ktoś inny rządził moim życiem. Zawsze miałam swoje zasady, swoje zdanie a jednak w obliczu silnego uczucia przepadłam. Ukojenie zawsze przynosi mi jednak kontakt z naturą. Gdy czytałam fragment o wspinaczce to widziałam siebie. Kocham zmęczenie po całodziennym chodzeniu po górach, wtedy widzę jak piękny jest świat wokół mnie. Kocham szum potoków, rzek i morza, działają jak balsam.

Męczy mnie zgiełk współczesnego świata ten zwariowany pęd nie wiem dokąd. Więc troszkę zazdroszczę Pani możliwości poznawania świata. Pamiętam, że pochodzi pani z Koszalina. Znam to miasto, często je odwiedzałam w dzieciństwie (odwiedzałam rodzinę i Mielno) chociaż najbardziej lubię plażę w Sarbinowie. Koszalin był zawsze dla mnie miastem bez ludzi, tak niewielu spotykałam ich na ulicach. Mile go wspominam chociaż nie jest zachwycający. Ja mieszkam w malutkim miasteczku niedaleko Lublina. Moją pasją zawsze były podróże, zaszczepili to we mnie rodzice. Mam 44 lata a pierwszą moją podróż odbyłam z rodzicami w Bieszczady gdy miałam 2 lata. Ostatnie wakacje były pierwszymi od tamtego czasu spędzonymi w domu. Tak jakoś wyszło.

Przepraszam ale chyba w ogóle powinnam zacząć od przedstawienia się a ja robię to dopiero teraz. Mam na imię Maryla. Mam nadzieję, że nie zmęczyło Pani czytanie tego co napisałam. Chętnie porozmawiałbym z Panią... pozdrawiam i życzę wewnętrznej siły, która przynosi radość i pomaga pokonać zło.


Pani Marylo, miłość nie jest pułapką. Być może jest bajką, która trochę oszukuje i mąci zmysły, ale jednak moim zdaniem zawsze trzeba umieć widzieć prawdę. I każdy ma swoją własną prawdę do odkrycia. I myślę, że każdy sam musi przeżywać swoje życie – podejmować własne decyzje, znać swoje cele i szukać swojego przeznaczenia. Czy napisała Pani do mnie dlatego, że pogodziła się Pani z faktem, że ktoś inny kieruje Pani życiem? Czy dlatego, że chciałaby Pani to zmienić?

Cudownie jest mieć poczucie, że moje życie jest w moich rękach i że jestem za nie odpowiedzialna. Wtedy każda radość smakuje lepiej, a z każdej pomyłki można wyciągnąć lepsza mądrość na przyszłość. Nigdy nikomu nie oddałabym tego uczucia.

Życzę Pani wszystkiego co najlepsze na Nowy Rok i takiej miłości, która daje szczęście.

Witam
Już od jakiegoś czasu obiecywałam sobie że napisze do Pani, myślę że w końcu nadeszła ta chwila, przelania moich myśli.. Chcę na wstępie napisać,że podróże interesowały mnie- podobnie jak Panią- już od najmłodszych lat. Będąc jeszcze dzieckiem z zainteresowaniem patrzyłam na oddalającą się linie horyzontu, i z wielką ciekawością zastanawiałam się, co znajduję się tam, daleko w zasięgu mojego wzroku. Moja ciekawość była wielka, wyobrażałam sobie, że w oddali widać było inny kraj, w którym ludzie mówią zupełnie innym językiem i mieści się tam wiele ciekawych miejsc. byłam wtedy jeszcze dzieckiem Pierwsze podróże odbyłam w towarzystwie moich rodziców, były to naprawdę nie zapomniane chwile Teraz gdy już dorosłam nadal uwielbiam podróżować- mało tego chyba jeszcze bardziej jestem ciekawa świata.. Przeczytałam Pani książkę "W Dżungli życia", muszę przyznać, że książka mnie urzekła..W książce tej są zapisane tak realne sytuacje życiowe, mogę to potwierdzić ponieważ też przeżywałam podobne zawirowania. Mój przyjaciel jest poważnie chory, był na skraju całkowitego załamania, podarowałam mu tę książkę i czekałam.. Któregoś dnia zadzwonił l i podziękował mi za książkę, powiedział że otrzymał ją w odpowiednim dla niego momencie życia- ja tylko pomyślałam sobie, w tym mus coś być Czasami ludzie popełniają błędy, ja też.. czasami człowiek zagubi się i wtedy chłonie wszystko to co spotka na drodze. tak jest i ze mną, jakiś czas temu poznałam chłopaka, jest wspaniały,po raz pierwszy w życiu spotkałam taką osobę. Jednak mimo tego- jestem zabroniona mu i On mi też, jest to przykre ponieważ On ma żonę. Wiem że nie powinnam, że nie tak miało to być. Chcę się wycofać z tego dziwnego układu, ponieważ wiem że nie mogę tak postępować, nie jest mi łatwo.. Któregoś dnia byłam w księgarni i przypadkowo znalazłam Pani książkę "W dżungli miłości", gdy zaczęłam ją czytać nie mogłam w to uwierzyć że jest tam opisana zdrada w małżeństwie. Właśnie kończę czytać książkę i jestem już pewna tego że muszę zmienić obecną sytuacje w moim życiu. Pomyślałam tylko, że otrzymałam tę książkę w odpowiednim momencie swojego życia- hm chyba coś musi w tym być Jestem naprawdę wdzięczna za to że miałam szczęście przeczytać niektóre Pani książki. Obecnie zaczynam czytać "Blondynka w Dżungli" książka ta jest zabawna i również ciekawa.

DZIĘKUJĘ ZA WSKAZANIE WŁAŚCIWEJ DROGI W ŻYCIU

pozdrawiam Agnieszka

Pani Agnieszko,

zgadzam się, że człowiek czasem popełnia błędy i ma do tego prawo. Każdy błąd i potknięcie to szansa na zrozumienie czegoś ważnego o ludziach, życiu i samym sobie. I możliwość wyciągnięcia wniosków na przyszłość. Kiedy zrozumiałam dlaczego potykałam się w życiu o różne prawdziwe i nieprawdziwe przeszkody i kiedy zrozumiałam jaką naukę mogę z tego wyciągnąć, postanwoiłam napisać o tym książkę. Najpierw "W dzungli życia", potem "W dżungli miłości".

Cieszę się, że wpadła w Pani ręce, i że stało się to we właściwym momencie. Ja zawsze sobie powtarzam, że trudne sytuacje są po to, żeby nas sprawdzić i przetestować naszą uczciwość i gotowość do pozytywnej zmiany. Wierzę, że będzie Pani umiała zdać i ten egzamin z życia, podjąć dobre decyzje i być szczęśliwym człowiekiem. Gorąco tego Pani życzę i przesyłam serdeczne pozdrowienia.
Witam Pania!

Pisze maila dlatego ze po przeczytaniu wywiadu z pania (w gazecie Zdrowie...Wrzesien 2008) zauwazylam ze albo pani albo osoba ktora przeprowadzala wywiad, nie wie co to jest feminizm. Tak przynajmniej wyszlo z pytania i odpowiedzi. A wiec przez to ze znam sie na rzeczy postanowilam napisac co slowo feminizm znaczy..."ruch na rzecz prawnego i społecznego równouprawnienia kobiet."
Nie mysle ze jest potrzeba nazywania samej siebie czyms, czym nie jestesmy ALE znanie znaczenia jest wazne. Uwazam ze pani sukcesy sa wspaniale i nazwalam bym pani feministka wlasnie przez pani odpowiedz w tej gazecie. Nazywanie kogos feministka czy feminista to tylko komplement. Mowila pani ze ludzie powinni byc traktowani w sumie tylko jak ludzie. Bez feminizmu ktoremu kazda kobieta zawdziecza wiele (od glosowania po prawo do pracy poza domem itd) napewno pani by nie miala takich szans jak ma. Dodam ze wlasnie feminizm to prawo kobiet do tego zeby byly traktowane jak ludzie a nie cos innego. Sadze ze pani zna jezyk angielski wiec wpisze tu jeden z moich ulubionych tekstow "Feminism: the radical notion that women are people." A wiec nie moglam nie sprostowac tej rzeczy poniewaz uwazam ze jest wazna.
Zycze wiele sukcesow i uwazam ze to co pani robi jest bardzo ciekawe. Moze jestem bardziej wrazliwa na takie rzeczy poniewaz mieszkam za granica i w wiekszosci ludzie nie maja az takiego uczulenia na slowo feminizm, tak jak w Polsce. Nie oczekuje odpowiedzi zadnej, ale tak jak juz pisalam chcialam to sprostowac, dlatego ze w odpowiedzeniu na pytanie trzeba znac znaczenie pytania. Z odpowiedzi wyszlo ze albo tego zrozumienia nie ma albo ze zrozumienie jest nie wlasciwe. Dla mnie jest pani kobieta ktora robi to co chce i uwaza ze powinna byc wolna do robienia tego co chce = feminizm. Gdyby kobiety byly wolne zawsze to w historii czytalibysmy wiecej tekstow, ksiazek itd pisane przez kobiety i o kobietach. Niestety ogolnie mezczyzni byli i do pewnego stopnia caly czas sa autorami zycia a to cos nie tak jesli oni tylko reprezentuja polowe ludzkosci. Chce aby swiat wlasnie reflektowal zaslugi ludzi, a nie mezczyzn czy kobiet jako warunek, tak wlasnie jak pani pisze a do tego jeszcze nam daleko (nie tylko ze wzgledu na plec ale takze na rase, religie itd). Powodzenia,
Dumna Feministka

Pewnie ma Pani rację jako specjalistka od feminizmu. Rzeczywiście, nie zastnawiałam się czym w rzeczystości jest feminizm i jakie jest głębokie znaczenie tego pojęcia. Odniosłam się do słowa "feminizm" jako stereotypu - który jak większość innych stereotypów także jest nieprawdziwy i krzywdzacy, ale funkcjonuje w świadomości zbiorowej - niezależnie od tego, czy jest kłamstwem, czy prawdą.

Nie chciałam żadnych etykietek.

Moim przesłaniem było jedynie to, że mądry człowiek jest mądrym człowiekiem, bez względu na płeć. I jestem przekonana, że to jest prawda uniwersalna, dotycząca zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Chciałam w ten sposób podkreślić też absurdalność pomysłu, że którakolwiek z płci może być w jakiś sposób upośledzona w tej kwestii.

Człowiek jest człowiekiem. Kiedy spełnia swoje marzenia, jerst szczęśliwy. Kiedy buduje swoją przyszłość, jest aktywny i konstruktywny. Kiedy kocha, czuje radosne uniesienie. Kiedy cierpi, czuje smutek. To tylko miałam na myśli - ze najwazniejsze na świecie to być szczęsliwym człowiekiem i dzielić się szczęściem z innymi ludźmi :)
Dzień dobry

Podróżuje Pani po wielu krajach. Wymaga to znajomości wielu języków obcych. Dlatego mam pytanie: czy ma Pani jakiś sposób na naukę języka obcego?
Z góry dziękuję za odpowiedź,
Podzrawiam,
Mateusz


Mateuszu, mam własną metodę nauki języków obcych, bo przetestowałam wiele różnych sposobów i podręczników - aż pewnego dnia odkryłam, że żaden z tych podręczników nie jest dla mnie dobry. Postanowiłam więc napisać własny :) Mam nadzieję, że mój kurs języków obcych okaże się przydatny dla tych, którzy chcą poznać nowe języki, ale nie mogli tego zrobić korzystając z dotychczas istniejących książek i płyt. Na razie powiem tylko tyle, że mój kurs języków będzie inny, bardziej praktyczny, i ma się ukazać wiosną, prawodopodobnie w marcu. Na początek planujemy pięć języków: angielski, francuski, hiszpański, niemiecki i wloski.

Witaj,
Nie tak dawno bo kilka miesiecy temu kupilam twoja ksiazke pt. "W dzungli zycia". Kilka tygodni temu jak wracalam ze szkolenia z Warszawy do Poznania weszlam na moment do ksiegarni na Dworcu i zobaczylam kolejna ksizke pt.:"W dzungli milosci".
chcialam Tobie podziekowac za to, ze piszesz o sprawach jakze waznych w dzisiejszym swiecie a jak pomijanych i zapomnianych.

W skrocie powiem tak: przeszlam ponad rok temu bardzo silne zalamanie lacznie z depresja. Nie obylo sie bez lekarza. Do zeszlego roku mozna powiedziec ze zylam jak inni miastowi, ktorzy sa zagonieni i zapracowani. Dopiero po tak trudnym okresie zaczelam zauwazac jak mocno zatracilam sie w pogoni za czyms ulotnym i zgubilam swoja wlasna droge nie wiedzac dokad dalej isc. Od kilku miesiecy mozna powiedziec ze jestem zupelnie inna osoba. Niektorzy zwa to przebudeniem a ty w nowej ksiazce opisujesz ich jako wojownikow. I powiem szczerze ze duzo wysilku kosztowalo mnie dotarcie do tego miejsca gdzie jestem teraz.

Droga jeszcze dluga i pewnie czasem wyboista ale jestem swiadoma osoba, ktora dazy do bycia szczesliwa. Dzieki twoim ksiazkom, ksiazka o pozytywnym mysleniu i pracy nad soba jestem teraz daleko dalej niz moi rowiesnicy "slepi" na to co najwazniejsze i niewidoczne dla oczy.
Wiele drog jeszcze mam do odkrycia ale wiem ze takich ja ja w tym dzisiejszym swiecie jest mnostwo i dostalam dar od Boga ze mogla w pewnym momencie sie obudzic i powiedziec stop. Jestem teraz na etapie odkrywania na nowo swoich pasji (podrozowanie i fotografia), wybierania na nowo drogi zawodowej przynoszacej mi najwieksza satysfakcje i stosowania pewnych zasad, ktore sa dobre dla zdrowia czlowieka(dbanie o odpowiednie odzywiania i uprawianie sportu).

Z przyjemnoscia przegladam strone www.oliwkowo.pl choc jeszcze do konca jej nie znam.
Zainteresowaly mnie tez wyprawy, ktore organizujesz ale wiem ze nie jestem jeszcze tak silna zeby sobie na nie pozowlic.

Chcialam Tobie podziekowac ze po prostu Jestes.

Z tego co wiem to tez mialas kiedys rozne problemy i je przezwyciezylas i mowiz o nich glosno - co tym bardziej jest godne pochwaly bo nie wstydzis z sie o tym opowiadac ze byly momenty w zyciu kiedy nie czulas sie szczesliwa. Za szczerosc i dzielenie sie swoimi myslami bardzo Tobie dziekuje:)
Mam nadzieje ze przeczytasz tego maila i ze wybaczysz ze zwracam sie do Ciebie per Ty. Ale stwierdzialam, ze po przeczytaniu 2 ksiazek i poznaniu ciebie nie tylko z Radia Zet moge sobie na to pozwolic i ze nie przywiazujesz do tego typu spraw ogromnej wagi:)

Pozdrawiam Ciebie z Poznania, miasta w ktorym mieszkam.
Beata


Beato, mam wrażenie, że wszyscy ludzie szukają szczęścia, problem polega na tym, że czasem dają się wciągnąć nurtowi spraw, stereotypów i łatwych rozwiązań. Wtedy dochodzą do ślepej uliczki. Niektórzy biją głową w mur i szukają wyjścia. Innym wydaje się, że życie jest takim ślepym labiryntem, po którym ludzie krążą po omacku. Ja też kiedyś tak myślałam i czekałam aż stanie się cud. Pewnego dnia przestałam czekać i zaczęłam rysować mapę mojego życia. Moje książki są wynikiem moich poszukiwań. Głęboko wierzę w to, że każdy człowiek może być szczęsliwy. Wystarczy właśnie przestać czekać. Lepiej żyć świadomie i własnymi rękami lepić swoje przeznaczenie. Życzę Ci szczęścia i miłości, i wytrwałości w poszukiwaniu własnej drogi. Ten kto szuka, zawsze znajduje :)
Witam PAni Beato,
 przyznam szczerze, że obawiałam się trochę kolejnej PAni książki. Bałam się, że nie będzie ona taka jak wcześniejsze, a mam prawie  wszystkie poza Blondynką Tao:). Kupiłam w "Dźungli miłości" a moje słowa do męża były takie: a jak się okaże, że ta to już czysta komercja??? I jaka ulga!!! Bo bardzo PAnią cenię i uwielbiam, za mądrość, która pomaga PAni odnaleźć blisko nas samych. Niby prosta, banalna a tak trudno do niej dotrzec. W Dźungli miłości jest dopełnieniem wcześniejszej. Obie są jakby całością. Czytająć wcześniejszą, mówiłam sobie, a później napiszę test moich złych i dobrych cech. A teraz! Dostałam od przyjaciółki notatnik, długo myślałam co w nim pisać:) teraz się przydał, niczego nie odkładam na poźniej. Nawet z tym listem. Pomyślałam, że może napiszę do PAni, za chwilkę, że poźniej (autodestruktywny potwór?). Pierwszy raz sama przed soba przyznałam sie do tego, że jestem zakupoholiczką, uwielbiam zakupy, nie dlatego, że potrzebuję, tylko że chciałabym mieć. Od dzisiaj walka z tym to mój priorytet. Miałam tez chwilę zwątpienia, że może ja z tego notesu, to nie będę ja???Myślę, że równiez to sprawka potwora:). Za chwilę nowa myśl, to ja, ale udoskonalona. Czytając PAni książkę czuję euforię, jak dziecko, że aż mi wstyd:) Dotąd moje życie ciągle było zabiegane, wciąż brakowało mi czasu, tyle spraw ulatywało. Zmienię to, bo czuję w sobie siłę. W moim życiu to uczucie jest nowe, a wszystko dzięki PAni mądrości. Dziękuję. Jeszcze raz gratuluję wspaniałych książek.
PS Z tamtej serii uwielbiam blondynka spiewa w Ukajali, napisałam kiedys do PAni maila, ale nie podpisałam chyba...
Pozdrawiam Agnieszka


Pani Agnieszko, uśmiechnęłam się czytając Pani maila i zdumiałam jednocześnie, bo nigdy nawet przez myśl mi nie przeszło, żeby napisać książkę „dla czystej komercji”. Bo to miałaby być książka pozbawiona treści, tak? Książka napisana tylko po to, żeby zachęcić czytelnika do wydania na nią pieniędzy, tak?

Nigdy w życiu! I od razu mogę Pani złożyć uroczystą obietnicę, że nigdy nie napiszę takiej książki. Mam zbyt wielki szacunek dla Czytelników i dla samego pojęcia „książki”. Piszę tylko wtedy, kiedy mam coś ważnego do powiedzenia. Kiedy wydaje mi się, że to co napiszę, wniesie coś pozytywnego do życia innych ludzi – coś co odkryłam na temat życia albo coś, co odkryłam w Amazonii czy w Himalajach. Po to właśnie istnieją książki – żeby człowiek mógł przeżyć tajemną podróż razem z jej autorem. Może to być podróż przez świat albo przez słowa, podróż przez miłość czy przez życie, przez historię czy przez kosmos, ale moim zdaniem taka podróż może się udać tylko wtedy, kiedy autor pisze swoją książkę z pasją i z potrzeby podzielenia się czymś ważnym z innymi ludźmi. Ja tak właśnie piszę moje książki i nie sądzę, żeby to się kiedykolwiek zmieniło :))

Gorąco życzę Pani obłaskawienia potwora i ujrzenia w lustrze twarzy swojej udoskonalonej „ja”, serdecznie pozdrawiam :)
Pani Beato !

Bardzo Pani dziękuję.
Za "W dzungli miłośći" i za "W dzungli zycia" :)
Lubię słuchać Pani audycji w radiu Zet.
Ale nie miałam wcześniej okazji zetknać się z Pani ksiazkami.

Czytam duzo literatury "duchowej" i nie tylko.
Tytułów niektórych przeczytanych ksiązek nawet juz nie pamietam.
Te, które wywarły pewien wpływ na moje zycie sie utrwaliły :)
"Izmael" (Daniel Quinn)
"Fala jest morzem" (Willigis Jager )
"Przebudzenie" (Anthony de Mello)

"W dzungli zycia" i "W dzungli milosci" tez zapisza sie na stale w pamieci ;)
Jesli cos uwazam za dobre, to chcialabym sie tym dzielic z innymi.
Dlatego podarowalam je moim bliskim znajomym oraz polecilam i zachecilam do przeczytania tym dalszym , a ci z kolei po przeczytaniu polecili je swoim znajomym ;)
Po prostu wiem, ze ludzie i swiat moze byc lepszy jesli kazdy z nas wniesie cos dobrego i z korzyscia dla siebie i drugiego czlowieka.
Pani zrobila cos wielkiego i dobrego piszac te ksiazki.
Jesli na mnie podzialaly one tak, ze nie tylko jestem swiadoma wielu rzeczy, ale przede wszystkim podejmuję wysilek, zeby lepiej zyc, to chcialabym zeby inni tez mogli tego doswiadczyc.
Chociaz tyle mogę zrobic ;) ..... podzielic sie dobrą lekturą z innymi ludzmi.

Dlatego postanowilam do Pani napisac.
Po pierwsze, zeby podziękować.
Po drugie.
Pani Beato,
zapłacę każdą cenę za wydanie w j. niemieckim :)
Nie wiem, czy te książki były tłumaczone w innych językach.
A powinny.
Bardzo chiałabym podarować je przyjacielowi, który jest moją bratnią duszą, a który nie zna dobrze języka polskiego (jest Niemcem).
Teraz, na gwiazdkę ;) ..... tzn juz niedlugo (nie wiem, kiedy odczyta Pani moja wiadomosc)
Czy jest szansa, zeby zdobyc takie wydanie?
Czy moge mieć nadzieję, ze jesli nie teraz to w przyszłości bedę mogła zakupić to przełożenie?

Pozdrawiam serdecznie !

--
Ania


Pani Aniu, książka nie została opublikowana po niemiecku, więc niestety nie będę mogła Pani jej polecić dla znajomego Niemca. Być może w przyszłości moje książki ukażą się także zagranicą :) Napisałam te ksiązki dlatego, że odkryłam coś bardzo ważnego o życiu i pomyślałam, że może są ludzie, którzy jeszcze nie dokonali tego odkrycia, więc czym prędzej chciałam się tym z nimi podzielić :) Cieszę się, że znalazła w nich Pani coś pożytecznego także dla siebie, serdecznie pozdrawiam :)
Droga Pani Beato.
Jestem studentka ostatniego roku klasy fortepianu Akademii Muzycznej. Pare lat temu zostalam wyprowadzona kompletnie z rownowagi. Najpierw odwolano koncert z orkiestra do ktorego ponad pol roku sie przygotowywalam, potem zmarl moj profesor prowadzacy. Efektywnosc mojej pracy spadla do zera a pedagodzy wciaz pytali "co sie stalo" dlaczego nie cwicze , mimo ze pracowalam rownie ciezko co poprzednio.To niesamowite jak slepi i glusi byli mimo uprawianego zawodu. Po pewnym czasie probowalam tlumaczyc, ze nie ogarniam wszystkiego i to ze granie mi "nie wychodzi" a wczesniej bylo calkiem niezle, to nie moj osli upor ale pewne techniczne problemy ktore nagle pojawily sie tak poprostu i ,ze probuje je rozwiazac ,ale wciaz stoje w miejscu. Uslyszalam: Wydziwiasz, przestan kombinowac tylko wreszcie graj. Plakac mi sie chcialo z bezsilnosci. Prawie trzy lata dociekalam, podgladalam, bo bylo dla mnie nie do pojecia ze mozna stracic mozliwosci ktore kiedys sie posiadalo tak poprostu. Odzyskalam rownowage niedawno bo wszystkie elementy ukladanki magicznie poskladaly mi sie w calosc. Teraz calkowicie swiadomie pracuje nad moim warsztatem.Nie poddalam sie choc wiele razy chcialam zmienic zawod bo nie wyobrazalam sobie bezmyslnego uczenia dzieci czy grania publicznie. Konczac moj przydlugi:) wywod chcialam powiedziec, ze potwierdzenie niektorych moim mysli znalazlam w Pani ksiazkach "W dzungli zycia a potem milosci" jestem bardzo szczesliwym czlowiekiem, naprawde DZIEKUJE!! i Serdecznie pozdrawiam
Anka


Pani Aniu,

Myślę, że czasem życie stawia człowieka przed specyficzną próbą - podsuwając mu różne dobre rzeczy i sprawdzając czy umie zachować pokorę i umiar :) A czlowiek najczęściej odruchowo chce coraz więcej i zaczyna nabierać przekonania, że potrafi kontrolować wszystko i wszystkich w swoim życiu. I wtedy czasem świat jak dywanik usuwa mu się spod stóp. Bo przecież nie można mieć kontroli nad niczym z wyjątkiem własnych chęci. To paradoks, bo z jednej strony człowiek pragnie mieć kontrolę nad swoją przyszlością, a z drugiej strony warunkiem zaznania spokoju jest uświadomienie sobie, że są rzeczy, których kontrolować nie można i takich jest właściwie większość. Lepiej więc zaufać Sile Wyższej zamiast miotać się i walczyć po omacku ze zdarzeniami, których człowiek nie jest w stanie przewidzieć ani ogarnąć. Czasem więc lepiej przestać gorączkowo myśleć i pozwolić, żeby myśli same poszukały odpowiedzi. Podróżowanie bardzo w tym pomaga :)

Zyczę Pani sukcesów i spokoju, i jeszcze więcej szczęścia, które mam nadzieję będzie Panią prowadziło :)
Powrót