onet.pl PATRONAT
Listy w skrzynce
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Listy

Powrót
Saharyjska skrzynka pocztowa (72)
Nowe listy proszę słać na adres beata@beatapawlikowska.com albo beata@oliwkowo.pl
Odpowiedzi szukajcie poniżej.
Czasami, a zdarza się to niezmiernie rzadko, człowieka spotyka coś na kształt dotyku skrzydeł anioła i człowiek zastyga na kilka chwil w tym odczuciu szczęśliwości. Taki bezbronny i taki silny jednocześnie. Wypełniony radością i nadzieją. Pstryk: i jest. Inna przyszłość...

Ja już po raz drugi poczułam ten dotyk. Pierwszy raz, dosłownie kilka dni temu, kiedy powróciłam do mojej wielkiej pasji, jaką jest literatura i powtórnie przeczytałam "Sto lat samotności" Marqueza - teraz już wgłębiając się w każde słowo i dziś, kiedy dostałam odpowiedź na swój list od Pani.

Mam 30 lat. Skończyłam studia, kilka lat pracowałam, a potem powolutku wszystko się posypało. Zakochałam się... I jak większość kobiet przestałam mieć własne życie /zrezygnowałam z pracy. Całą energię poświęciłam na życie za tą drugą osobę. I dziś, po kilku latach związku zrozumiałam, że mnie już nie ma. Że jest gospodyni domowa, która sprząta, pierze, gotuje, czyta oczywiście, ale jakby bez namiętności i pomaga żyć i rozwijać się komuś innemu. Na tyle przeraziła mnie ta sytuacja, że już nawet zastanawiałam się, nie - planowałam, jak to wszystko całkiem zakończyć. Ostatecznie. I wtedy pomyślałam: a co będzie, jak spotkam tam po drugiej stronie Boga, a on powie mi: Dziewczynko Aniu popatrz, tak mogło wyglądać Twoje życie, gdybyś się podniosła, gdybyś zawalczyła. Zobacz, byłabyś szczęśliwa.

Zrobiło mi się żal.

I przestałam planować. Zaczęłam szukać. Zaczęłam i najpierw Marquez a teraz Pani. Jeszcze nie wiem, co mogłabym uczynić z moją pasją. Kocham czytać, potrafię rozmawiać o literaturze, ale nie wiem, jak mogłoby się przerodzić to w sposób na życie.

I dzisiaj czytając list od Pani, pełen ciepła, bezpośredni i szczery, pomyślałam: zaczyna się, zaczęło się, niech trwa :)

Jeszcze raz serdecznie dziękuję.

Ania

Pani Aniu, znam to uczucie dotyku anioła. Wiem tez, że zycie i szeroko rozumiane "przeznaczenie" nieustannie poddaje każdego czlowieka egzaminom z poziomu jego czlowieczeństwa i kontroli nad wlasnym zyciem. Najważniejszy jest drugi krok :) Czyli to, co zrobi Pani za chwilę. Nie wiem co to będzie, ale niech Pani pamięta, że za moment zycie podrzuci Pani zapewne coś trudnego do rozwiązania - i wiele zależy od tego w jaki sposób Pani się wtedy zachowa. Czy spanikuje, czy wycofa się, czy też może odwrotnie - zaciśnie Pani ręce i podejmie odważną, silną decyzję. Niech Pani ma oczy i uszy szeroko otwarte, jestem pewna, że w najbliższym czasie zdarzy się coś takiego, co będzie chwilą próby, i co będzie miało decydujący wpływ na najbliższą, a może i dalszą, przyszłość.

Jeszcze raz serdecznie pozdrawiam i mocno trzymam kciuki :)
Pani Beato!

Kiedy wpisywałam w wyszukiwarkę hasło: "jak wypracować silną wolę" przez myśl mi nie przeszło, że znajdę się na Pani stronie i że, być może, wlaśnie rozpoczyna się nowy etap w moim życiu. A jednak. Siedzę i czytam wszystko co możliwe, przepisuję do tajemnego zeszytu niektóre ważne zdania z Pani wywiadów i tak już 5-tą godzinę. Jestem coraz bardziej podekscytowana i z każdą chwilą coraz bardziej przekonana, że warto, że można i że ja też chcę żyć lepiej, szczęśliwiej, spokojniej w szczęśliwości, pogodzona ze sobą i planująca własne szczęscie. Dzisiaj będę czytać i czytać i pomału uczyć się, jak wychodzić z kryzysów, jak sobie z nimi radzić i jak w końcu przestać je mieć - to możliwe! - bo w życiu pogodzonym (w znaczeniu: pogodnym, zgodnym i godnym), to już nie będą kryzysy, a jedynie zwykła droga życia. Dziś trudno mi uwierzyć, kiedy patrzę na swoje życie, że sama je doprowadziłam na skraj przepaści i że patrząc przez siebie widziałam jedynie pustkę. Nie jest mi dzisiaj łatwo [chociaż dzięki Pani: optymistyczniej :))], muszę się cofnąć, zastanowić się, porozmawiać sama ze sobą i pójść do przodu już inna. Muszę uwierzyć, że wszystko jednak jest w moich rękach - w mojej glowie? :), bo już za długo miałam wrażenie, że wszystko dzieje się jakby poza mną, bez mojej kontroli i mojego wpływu.

Pani Beato, w jednej z Pani odpowiedzi na list wyczytałam, że można u Pani zamówić Pani książki.

Proszę w takim razie o "Księgę dżungli". Proszę napisać, jak zamówić ją u Pani.

Pozdrawiam serdecznie.

Ania

Pani Aniu, cieszę się, że trafiła Pani na moja stronę i bardzo podoba mi się Pani definicja bycia "pogodzonym" - czyli "pogodnym, zgodnym i godnym". Od lat eksperymentuję z pogodnością i pozytywnym nastawieniem do rzeczywistości - i moje wnioski sa jednoznaczne: człowiek pełen dobrej energii przyciąga do siebie wyłącznie inne dobre osoby i przyjemne wydarzenia :) A silna wola pozwala uporzadkować w swoim zyciu to wszystko, co wymaga uporządkowania. W ksiązce "W dżungli życia" dużo o tym piszę. Życze Pani odnalezienia najlepszej i najkrótszej drogi do celu, bo to prawda, że wszystko jest w Pani rękach i w Pani głowie :)
Witam serdecznie

Właśnie siedzę sobie i wspieram osobę, którą bardzo kocham, w pisaniu
"poważnych rzeczy", które są przepustką do uzyskania "poważnego
tytułu"... Słucham radia.... i zastanawiam się ile we mnie podobieństwa
do osiołka na dnie studni...
...Czasami sama siebie pytam skąd we mnie siła... teraz już wiem - nie
pozwalam uciec szczęściu, pomimo burz, gradobicia wierzę że obudzi mnie
promień słońca... i tak dotąd bywało... A teraz ...kolejna próba..
Lubię Panią słuchać... Nie byłam nigdy w dżungli... nie wiem jak smakuje
Chicha, ale wiem, że warto walczyć o swoje marzenia, choćby tu....

....z ciepłem serca...

"Krewna osiołka" :)

A wie Pani co ja odkrylam? Ze kiedy czowiek walczy i poddaje sie i nie wiadomo skąd bierze jeszcze trochę sily i udaje mu się znowu wyjść na prostą, to jest tak jak z tym piaskiem pod stopami - gromadzi się go coraz więcej. I nastepny problem latwiej można rozwiązać. Warto walczyc o swoje marzenia i plany - bez wzgledu na wszystko... :)
Pani Beato :)
NIedawno wrocilem z Bolivi - jestem w polowie peruwianczykiem, ktory zyje od 26 lat w Polsce. Druga czesc mego serca w zasadzie cale zycie byla uspiona. Będąc przeszło miesiąc na kontynencie polodniowoamerykanskim otworzyły sie drzwi płowy mojego serca.
Pokochałem tamtą zimie , ludzi , sposob życia- który w swoim wymiarze jest całkowicie różny od naszego codziennego zabiegania.
Mam pytanie do Pani.
Podróżując często przywozi Pani z sobą moc wspomnień i energi. Choćby z kontynentu jednego na drugi... W jaki sposob godzi Pani te dwie całkowicie różniące się rzeczywistości? Co daje Pani siłe do przetrzymania z mojego punktu widzenia- pustki w sercu...
z wyrazami szacunku patryk

Panie Patryku,

ja spojrzalam na to z zupelnie innej perspektywy. To prawda, ze wyjezdzając z dżungli albo z afrykańskiej sawanny czuję żal i tęsknotę - ale z drugiej strony myśle, że mam przywilej poznania obu stron swiata z dwóch różnych perspektyw. Z perspektywy europejskiej, czyli bardziej materialistycznej, gdzie wszyscy wiecznie się śpieszą i maja wiele najnowszych wynalazków umożliwiających wygodne zycia. I z perspektywy poudniowoamerykańskiej - czyli bardziej duchowej, gdzie ważne jest samo życie i czlowiek.
Dzieki temu, że mam mozliwośc częstego bywania w obu tych światach, moje życie jest bogatsze, a doświadczenia z każdego z tych swiatów przydają mi się na co dzień w róznych sytuacjach.

Nie czuję więc żalu, tylko radość, że mam swobodę wyboru i podwójnie bogate zycie :)

Droga Szamanko (zacznę w ten sposób, bo jestem stałą bywalczynią
Oliwkowa) co dzień rano wstaję i czytam listy, które piszą do Ciebie
ludzie i to co im odpisujesz. To mnie w pewien sposób ładuje na cały
dzień. Czuję, że należy on do mnie i mogę wszystko, nawet jeśli
wcześniej tak nie myślałam.

Często osoby piszące do Ciebie wyrażają swoją opinię na temat książki
"W dżungli życia" i piszą, że "odnalazły" tam kawałek siebie, że to co
przeżyłaś Ty spotkało także ich.

A mnie nagle przyszło do głowy: jakie to niesamowite, że ludzie są tak
różni (bo nie ma dwóch takich samych osób, nie tylko pod względem
fizycznym ale także duchowym). Inaczej odczuwamy, myślimy, inne mamy
ścieżki w życiu i priorytety mimo, że przeszliśmy przez to samo (spora
grupa ludzi). Wciąż nie mogę się temu nadziwić..

Serdecznie pozdrawiam i życzę niezapomnianych (tylko miłych i
przyjemnych) przygód w dżungli i nie tylko.

EŚA

Rzeczywiście, to prawda, że każdy czowiek jest inny - ale z drugiej strony są takie rzeczy w życiu, ktore są dla wszystkich wspólne. Każdy musi się zmagać z przeciwnościami losu i wlaściwie przyszlość każdego czlowieka zależy wlasnie od tego w jaki sposób poradzi sobie z problemami i czy potrafi podejmować świadome decyzje. I po to wasnie napisalam te ksiązkę - zeby podzielic się tą wiedzą, którą odkrylam po wielu latach poszukiwań.... Ja także pozdrawiam i życze spelnienia marzeń :)
Witam serdecznie Pani Beato!
Nazywam się Katarzyna, mam 38 lat. Jestem Pani wierną fanką. Przeczytałam już wszystkie Pani książki. Szczególnie zaczarowała mnie ,,Blondynka u szamana". Na tyle, że chciałabym odbyć taką wyprawę wspólnie z Panią. Na wyprawę chciałabym się wybrać z mężem i 13-letnią córką. w związku z powyższym, prosiłabym o odpowiedż na kilka podstawowych pytań, decydujących o naszym udziale w tej wyprawie:

1.Jaki jest PRZYBLIŻONY koszt na jedną osobę?
2.Czy 13-latka(mądra i zrównoważona), może uczestniczyć w tego typu wyprawie(jest to jej życiowe marzenie)
3.14 - 26 listopada 2008 r.- jest to dla nas czas pracy i szkoły. Czy istnieje możliwość wyprawy do Amazonii w lipcu/sierpniu, lub przełom pażdziernik z listopadem. Nie oczekujemy oczywiście dopasowywania dat do naszych potrzeb, po prostu pytamy o możliwości.

Ta wyprawa jest dla nas szczególnie ważna, ponieważ to właśnie Pani zaszczepiła w nas miłość do dżungli, a w tym przypadku jest możliwość podróży do tego miejsca właśnie z Panią!

Serdecznie pozdrawiam i proszę o jak najszybszą odpowiedż,
Katarzyna.

P.S: Bardzo GORĄCE całusy od mojej cóki Natalii..!!

Pani Kasiu,

Teoretycznie istnieje mozliwośc zorganizowania wyprawy do dzungli w czasie wakacji lub wczesną jesienią. Najwiekszą przeszkodą jest to, że w lipcu i sierpniu pada duzo deszczu, więc wędrowanie po dzungli jest troche trudniejsze, a poziom wody w rzekach jest jeszcze zbyt niski, żeby wplynąć w niektóre zakamarki. Dopiero po zakończeniu pory deszczowej poziom wody w rzekach jest odpowiednio wysoki.

Myślę, że trzynastolatka w towarzystwie rodziców może wziąć udzial w takiej wyprawie.

Przyblizony koszt wyprawy to 1760 USD wpłata na konto + 825 USD zabierane ze sobą + bilet lotniczy opłacany osobno. Wiecej szczególowych informacji udzieli Pani tatiana Chylińska z Fundacji Marka Kamińskiego, która jest wspólorganizatorem wyprawy: tchylinska@gamasan.pl

Serdecznie pozdrawiam, szczególnie Natalię :) i do zobaczenia w dżungli :)

Pani Beato,
czytam i płaczę nad tą książką, która w dziwny sposób opisuje sporą część mojego życia. Mnóstwo zbiorów wspólnych: począwszy od przedawkowania Beatelsami i Dire Straits (po których człowiek się robi ultra wrażliwy i nie z tego świata), poprzez drop-out z anglistyki w Pzn :-/, pobyt kilkuletni pobyt za granicą, aż do nie wiem czego, bo jestm w trakcie czytania do 3-ej nad ranem po wyprasowaniu sterty, a o 6-tej trzeba do pracy. Bez pasji.

Książka działa oczyszczająco. Dziekuje, że ją Pani napisała.

Joanna (lat 39 :)


Pani Joanno,

wciąz mnie to zadziwia jak cudownym narzędziem jest komunikacja między ludźmi - że ja mogłam napisac książkę, ktora wpadła w Pani ręce - a Pani z kolei po jej przeczytaniu mogła napisac do mnie. Więc chociaz nie znam Pani osobiście, jest mi Pani bardzo bliska :)

Życie to taki statek, ktory trzeba trzymac żelaznymi rękami, bo ciagle spychają go z kursu jakieś przypadkowe huragany i sztormy. A kiedy człowiek zaczyna dryfować po bagniskach i mieliznach, to czasem z lenistwa zapomina o tym, że gdzieś tam pozostał błękitny ocean wielkich możliwości.

Życzę Pani złapania wiatru w żagle i stopy wody pod kilem, która poprowadzi Panią po właściwym szlaku :)

Witam!
Mój list może się wydawać przydługi ale chciałam opowiedzieć jak ludzki mózg potrafi wygenerować z różnych fragmentów pewną niezwykłą całość i co z tego może wyniknąć. Poszłam w ostatki na koncert do filharmonii. Muzyka była przyjemna dla ucha bo to w końcu jeszcze karnawał - amerykańskie musicale i standardy.Dyrygent też był amerykański, nawet próbował zapowiadać po polsku. Wzięłam ze sobą lornetkę i wreszcie przyjrzałam się dokładnie wszystkim instrumentom.

W nocy obejrzałam film z Jeffem Bridgesem i Barbarą Streisand. Kompletna bzdura - o tym, że na świecie są faceci, którzy zwracają uwagę jedynie na intelekt kobiety i o tym, że nawet największa brzydula może stać się przepiękna jeśli tyko zechce. Obejrzałam do końca i poszłam spać. Następnego wieczoru znowu był film z Jeffem Bridgesem i znowu tzw komedia romantyczna, widziałam ją kiedyś i w dodatku było strasznie późno więc podczas oglądania usnęłam. Rano przez minutę pamiętałam sen a potem zapomniałam i dopiero pod wieczór przypomniałam sobie - szok.

Śniło mi się, że byłam na jakimś balu czy imprezie, było mnóstwo znajomych, wszyscy elegancko ubrani i wśród nich był także Jeff Bridges. Trochę gadaliśmy oczywiście po polsku choć widziałam, że mojemu rozmówcy przychodzi to z niemałym trudem, po jakiejś chwili Jeff Bridges zaczął grać na .....puzonie! To miała być taka bardzo romantyczna scena - miłosna serenada, w każdym razie we śnie mi się podobało. Niestety ledwo się zaczęła zadzwonił budzik. Obśmiałam się w duchu z tego głupiego snu (każdy kto wie jak brzmi puzon zgodzi
się, że taka serenada to masakra) ale cały wieczór intrygowało mnie dlaczego ten Bridges!? Z ciekawości zajrzałam do internetu i otworzyła się str. jakiegoś Bridgesa i znalazłam mnóstwo rysunków, linków do jakiś galerii, prac fajnych artystów, muzyki i w ogóle dużo ciekawostek.

Pomyślałam, że gość nazywa się tak samo jak ten aktor dopóki nie znalazłam na jednym ze zdjęć jego odbicia w lustrze. To jednak była strona prawdziwego Bridgesa! On jest niesamowity, interesuje się tak wieloma dziedzinami, rysuje, tworzy rzeźby, gra i śpiewa po za tym ma poczucie humoru, fajne podejście do życia. Siedzę na jego stronie już kolejny wieczór i nie mogę się oderwać.

Właśnie przeczytałam opowieść o farmerze i ośle i pomyślałam, że to jest bardzo w stylu Beaty Pawlikowskiej (WISDOM). A potem popatrzyłam jeszcze raz na całą stronę i chyba wszystko jest trochę w stylu Beaty Pawlikowskiej, myślę, Jeff Bridges to bratnia dusza. Zapraszam w imieniu Jeffa http://www.jeffbridges.com/stufffeb08.html
(to tylko jedna z zakładek) Cieszę się, że jutro obejrzę K-PAX a we wtorek Fisher King!
Ada


Pani Ado, przeczytałam Pani list, a potem natychmiast zajrzałam na stronę Jeffa Bridgesa i jest dokładnie tak, jak Pani pisze! Opowiem o całej tej historii w jutrzejszej audycji "Świat według Blondynki" w Radiu Zet po godz. 11.00. Dziekuję za inspirację i życzę miłego weekendu :)

Witam Panią Beatę.
Przeczytałem książkę Pani autorstwa pt. "W Dżungli Życia" i postanowiłem podzielić się refleksjami na temat życia.

To co Pani robi i jak to robi zasługuje na podziw i uznanie. Większość ludzi żyje według schematu "praca-dom, dom-praca, obowiązki wobec tego i tamtego i tak cały czas, jak w schemacie. Czeka się podwyżkę, upragniony urlop, dostanie się go lub nie dostanie jak nie w tym to w przyszłym roku, żyje się z dnia na dzień swoimi problemami i troskami aż przychodzi emerytura (jeżeli się dożyje) na której się cieszymy jak całym naszym życiem. Tylko że ta emerytura nie wygląda na złotą tylko na czarną, bo kto jest zdrowy w wieku 60-70 lat i ma pieniądze na podróże? Ale tak jest nauczono nas tego aby tak było bo tak robią wszyscy lub prawie wszyscy a więc jak tak jest to musi być to dobre skoro tak wszyscy robią. Ogólny schemat życia, który nie cieszy nikogo ale wszyscy w nim są.

W tym oto schemacie jesteśmy bardzo nieszczęśliwi albo ja jestem. Zawsze chciałem podróżować, zwiedzać kraje, poznawać nowych ludzi, być ciekawym jak inni żyją i się tym wszystkim pochwalić po powrocie z wyprawy. Jednym z moich marzeń od dzieciństwa było zostać kierowcą TIR-a, bo podróżują, zwiedzają i pracują zarazem, ale na marzeniu pozostało i tyle. Następnie chciałem zostać podróżnikiem (dalej chcę) zwiedzać, robić to o czym się marzy, ale jeżeli jest się w śród ludzi, krórzy mówią i udowadniają że
myślisz tylko o przyjemnościach życia i że w głowie mi się przewróciło od tego zamiast wziąć się za porządną robotę i zadbać o swoją przyszłość. Po pewnym czasie takiego ględzenia ze strony rodziny i otoczenia człowiek traci możliwość rozpoznawania co jest dobre a co złe, bo w wyniku takiego ciosania traci czubek wzrostu jak drzewo, któremu bo obcięto. I ja jestem takim drzewem, któremu obcięto czubek i jego gałęzie jak ramiona bezwładnie rozkładam.

Jestem przedstawicielem sieciowym, mam 30 lat imię Marek, pracuję w dużej polskiej firmie. Pewnego dnia stwierdziłem że moja praca niema sensu i dalej tak stwierdzam. Przyczyny tego są następujące:

- niby jestem w ruchu cały czas przemieszczam się po swoim terenie działania, ale cały czas jest ta sama szara codzienność, pomaganie ludziom w ich problemach tak jak bym sam wiedział jak swoje rozwiazać
- przyglądanie się na te same smutne twarze ludzi narzekających bez przerwy na swój schemat, jak niewolnicy życia idący pomału na śmierć,
- zaczołem się dusić w tej pracy ponieważ ona nie przynosi ani satysfakcji bo zawsze jest źle z której strony nie stanąć ani korzyści
materialnych,jakich człowiek oczekuje, tylko stres i zszarpane nerwy.

Któregoś dnia wyjechałem na wycieczkę za miasto i stojąc na polu spoglądając na horyzont uświadomiłem sobie, że ten horyzont łączy się z drugim horyzontem a drugi z trzecim a trzeci z czwartym a czwarty z dwudziestym,czterdziestym i setnym itd. i to jest ten świat do którego ja tęsknie i o którym tylko cały czas marzę. Za marzenia się nie płaci więc warto marzyć co szaremu człowiekowi pozostało.

Pozostało tylko to żeby się wyłamać ze schematu i lecieć w tunelu mając swoje marzenia w plecaku i wyjmować każde po koleji jak jedzenie konsumując je a potem wyjmować następne. Tylko czy to się może udać człowiekowi, który jest sam bo ludzie go nie rozumieją i niema bratniej duszy z którą mógłby wyruszyć w nieznane? Kiedyś człowiek bardziej będzie żałował tego co w życiu nie zrobił niż tego co osiągnął. Więc może warto spełniać swoje marzenia nawet takie jak podróż dookoła świata, czy zwiedzanie Australli zamiast
odkładać na emeryture i żyć schematem. Sprawić i zamienić tydzień urlopu na wyjeździe w cały rok a może w całe życie? Marzenia czy niezbyt odległa przyszłość? Na to pytanie chyba musze sam znaleźć odpowiedz. Nie licze na odpowiedz z Pani strony bo taka osoba musi być bardzo zapracowana telewizja, radio, prasa, książki ale miło mi że do Pani napisałem, bo Pani te rozterki rozumie w końcu potwierdza to Pani książka "W Dżungli Życia".

Marek
Szukający drogi i celu.
"Dobrze jest mieć cel u końca podróży
ale w końcu to podróż jest celem"



Panie Marku, znam pewnego czowieka, który mial prace, ktorej nie lubil, ale musial pracować ze wzgledu na pieniądze. Postanowil jednak, że jak tylko będzie mógl, to będzie jeździl do lasu fotografować sowy. I tak zrobil. W kazdej wolnej vhwili po pracy pakowal aparat fotograficzny i jeździl do lasu robić zdjęcia. Znam też inny przyklad - pewien czlowiek też nie znosil swojej pracy, ale nie mógl jej rzucić i wyjechac na koniec świata. Zeby zapomnieć o tym, czego nie może zrobić, zacząl wieczorami pisać opowiadania. A potem napisal książkę. Wyslal ją do wydawnictwa i dzisiaj jest slynnym pisarzem, nazywa się Paolo Coelho. Mówię o nich dlatego, że moim zdaniem w tym wlaśnie kryje sie tajemnica szczęścia i zadowolenia ze swojego zycia - trzeba znaleźć coś, co Pana pasjonuje i co Pan uwielbia robić. Zapomnieć o tym, co Panu w zyciu przeszkadza i uznac, że jest to po prostu element zycia. Nie najpiekniejszy, i nie najbardziej pożądany, ale taki, ktory umożliwia nie martwienie się o doplyw gotówki potrzebny do codziennego zycia. Ale to co Pan robi po pracy - to zupelnie inna sprawa! Jaką ma Pan pasję? O czym Pan marzyl jako chlopiec? Czy ma Pan do dzisiaj niespelnione marzenie?... Teraz jest czas, żeby je spelnić... I nie potrzeba do tego żadnych innych ludzi. Znalezienie w życiu "bratniej duszy" jest bardzo trudne i takie poszukiwania moga trwac dlużej niż wypelnienie swojego życia czymś, co daje radośc i poczucie spelnienia. Czym się Pan interesuje? Co Pan uwielbia robić? O czym Pan marzyl jako chlopiec? teraz jest czas, żeby zrealizować to wszystko, co kiedyś wydawalo się niemożliwe :) Trzymam kciuki i serdecznie pozdrawiam!
Witam

Pani Beato przed chwilą mówiła Pani w Radio Zet o historii pewnego chłopca, który otrzymał "znak z góry" i wyruszył w poszukiwaniu prawdy. Powstał o tym film, na podstawie książki, której tytuł wymieniła Pani w swoim programie. Jeśli to możliwe to proszę przypomnieć ten tytuł i ewentualnie podać autora książki, gdyż "czynniki zewnętrzne" uniemożliwiły mu usłyszenie poprawnego tutułu - ech te moje psy :) Jeśli znany jest Pani autor wydania to równiez proszę o jego nazwisko. I prosze napisać czy książka ukazała się w języku polskim.

Pozdrawiam

Stały słuchacz "Świata według Blondynki" oraz czytelnik Pani książek z Rzeszowa

Marek

Panie Marku,

książka po angielsku nosi tytul "Into the Wild", co na polski zostralo przetlumaczone jako "Wszystko za życie". Ksiązkę napisal JON Krakauer i z tego co wiem, zostala ona wydana w Polsce kilka lat temu. Film pojawi się w Polsce dopiero 4 kwietnia, serdecznie pozdrawiam :)
Pani Beato!
Z przyjemnosćia slucham każdej Pani audycji podziwiam za mądrość życiowa siłe dzieki ktorej idzie Pani swoją droga.Każdy Pani program a szczegolnie rady jak odnalesc swoje przeznaczenie działa na mnie bardzo podbudowująco.Mam nadzieje że juz niedlugo bede tak szczesliwa jak Pani i osiagne to co nie osiagalne :)Jestem gotowa na zmiany i wyzwania jakie przyniesie los:).dziekuje za kazda Pani dobra rade i ten pełen optymizmu głos.
Magdalena z Kielc

Pani Magdo, serdecznie pozdrawiam i życze jak najszybszego odnalezienia tego, co da Pani prawdziwe szczęście :) Z mojego doświadczenia wynika, że to tajemnicze "coś" jest bardzo blisko. Ale czasem ludzie musza pojechać gdzies na koniec świata, żeby odkryc, że od dawna nosili to w sobie :)
Chcialam Pani podziekowac, ale nawet nie za ksiazke "Dzungla zycia", chociaz, oczywiscie, za nia tez. Moze jeszcze bardziej chce podziekowac za Pani strone i za to, ze pisze tam Pani w dzienniku. Czyli w sumie najbardziej chcialam podziekowac za to, ze Pani jest.
Z jednej strony jestem zla, ze wczesniej nie "wpadlam" na Pania. Ale z drugiej strony nigdy nie interesowala mnie osobiscie dzungla, bo wiem dobrze, ze nie lubie, jak ubranie sie do mnie przykleja i dostaje obledu od natarczywych owadow.
Co w niczym nie zmienia faktu, ze przeczytalam Pani zapiski o Indianach i Amazoni od deski do deski (plujac sobie w miedzyczasie w brode, ze dopiero co bylam w Polsce i moglam sobie tak po prostu kupic Pani ksiazki w jakiejkolwiek ksiegarni... ). Ale i tak najbardziej podobaly mi sie Pani opisy zupelnie "zwyklych" dni w Warszawie. To, co Pani robi z codziennoscia to jest po prostu alchemia.
Powiedzmy, ze kontrast miedzy Pani zyciem a moim wyrwal mnie z marazmu. A po przeczytaniu "W dzungli zycia" nawet nie zdazylam na dobre sformulowac sobie pytania "Co chcialabym robic tak bardzo, ze wydaje mi sie, ze moglabym nigdy nie przestawac i tylko sprawialoby mi wiecej radosci?" - a odpowiedz byla juz w mojej glowie. A od dwoch lat na rozne sposoby probowalam z siebie te wiedze wydobyc.
Pani tez lubi "Matrix", prawda? Kiedy Neo pierwszy raz spotyka Wyrocznie i nie jest do konca przekonany do tego, ze jest tym The One, Wyrocznia mowi mi, co nastepuje: "Being the one is like being in love. Nobody can tell you how it feels. You just know it."
Kiedy sie wie, kim sie jest albo kiedy sie zna swoje powolanie, to nikt czlowiekowi tej pewnosci nie zabierze. Wie sie i juz.
Ja wiedzialam, kim jestem i po co jestem od bardzo dawna. ale na jakies piec lat moja pewnosc znikla.
A dzieki Pani slowom - wrocila i bardzo, bardzo, bardzo Pani za to dziekuje.

Monika


Pani Moniko,
Ma Pani rację, każdy z nas jest jak Neo poszukujący zagubionej prawdy. Ludzie najczęściej szukają jej w innych ludziach, w szkołach i mądrych pismach, tymczasem te prawdę noszą w sobie i tylko tam mogą ją odnaleźć.

Kiedy po raz pierwszy oglądałam Matrixa, uderzyła mnie właśnie ta scena – kiedy Neo nagle uświadamia sobie, że to wszystko, co przeczuwał, co wydawało się nieprawdopodobne, a jednak sączyło jakąś niepokojącą wątpliwość do jego duszy – że to jest prawdziwe i stanie się jego udziałem.
Niech Pani teraz śmiało idzie prosto do celu, a ja będę trzymała kciuki :) Serdecznie pozdrawiam

Kiedy w 93 r. bylem w Tuluzie na stazu spotkalem raz jakiegos Francuza na ulicy i ... kupilem ksiazke o dianetyce Hubbarda. Ten czlowiek nie powiedzial mi nic o scientologach, zalezalo mu tylko na tym zebym kupil te ksiazke i pewnie liczyl na to, ze sie przekonam do jej tresci. Kilka razy kupilem czy dostalem ksiazki, ktore dotyczyly roznych religii, ale za kazdym razem robilem to wylacznie z checi poznania roznych wierzen, w celu rozwiniecia swocih wiadomosci. Nie kierowala mna chec zmiany mojej religii. Chcialem tylko wiedziec wiecej na temat swiata i jego tajemnic.

Kiedy na anglistyce poznalem Mormonow zaprosilem ich do siebie. Po pierwszym spotkaniu wiedzieli, ze nie maja szans na przekonanie mnie do swojej religii. Ale mimo to przychodzili do mnie tak po prostu pogadac o roznych sprawach. Mam do dzisiaj pamiatke po tamtych spotkaniach - Ksiege Mormona, do ktorej tresci odnosze sie niezwykle sceptycznie. Ale dzieki niej wiem cos wiecej na temat tej religii. 

serdecznie pozdrawiam.

Michal


Kiedy spotkalam wyznawców scjentologii, bylam o krok od zagubienia się, bo bardzo podobala mi się taka idea, że dostaję wszystko za darmo i ktoś obiecuje, że da mi szczęście... Mialam wtedy osiemnaście lat i bardzo potrzebowalam kogoś, kto powiedzialby mi co zrobić, żeby byc szczęsliwym doroslym. Najgorsze jest to, ze wielu mlodych ludzi dzisiaj jest w podobnej sytuacji i są lakomym kąskiem dla różnych sekt, które szukają takich zagubionych nastolatków, obiecując im rzeczy, ktore ladnie brzmia, ale są niemożliwe do spelnienia...
Witam Serdecznie:)
 
 
Pani Beato, ostatnio stalem sie niemal fascynatem Pani ksiazek. Rozpalaja moja wyobraznie tym bardziej, ze w najblizszym czasie planuje wyprawe wlasnie do Ameryki Poludniowej. Dziekuje za wspaniala ksiazke jaka jest ’Poradnik Globtrotera’, ktora znacznie ulatwia przygotowania do tej przygody.
Nie poruszyla jednak Pani jednej waznej kwestii - a mianowicie fotografii w warunkach duzej wilgotnosci.
Z tad tez moje pytanie - w jaki sprzet nalezy sie zaopatrzyc, by moc cieszyc sie fotografia bez obawy o to ze w polowie drogi moj aparacik nie odmowi wspolpracy.
Widzialem kiedys Pani wywiad w ktorym poruszala Pani ten wlasnie temat. Bede wdzieczy za wszelkie sugestie.
W najblizszym czasie planuje kupic Canona 400D. Czy miala Pani doswiadczenia z tym aparatem?
 
Pozdrawiam i zycze wielu udanych wypraw!
 
Michal

Panie Michale, od wielu lat fotografuję aparatami Canon i nigdy nie miałam z nimi zadnego kłopotu – ani w dużej wilgotności dżungli, ani na pustyni, ani w Himalajach. Myslę więc, że aparat, ktory planuje Pan kupić, spełni dobrze swoje zadanie.

Od roku używam też drugiego aparatu – lustrzanki Lumix firmy Panasonic. I jest to także świetna alternatywa, aparat, który również sprawdził się w każdych warunkach na kilku kontynentach.

Jeśli chodzi o ochronę przed wilgocią, to najlepiej jest mieć dobry ochraniacz przed deszczem na plecak. Nie na indywidualnie każdy aparat lub kamerę, ale na cały podręczny plecak. Przewidując zmianę pogody albo trudne warunki (np. Pył na drodze) trzeba cały plecak szczelnie zawinąć w ochraniacz i wtedy sprzęt będzie bezpieczny.

Zyczę udanych podróży i wspaniałych zdjęć, pozdrawiam :)
 Dzień Cudny!!!
 Właśnie wchłonęłam książkę: „W Dżungli Życia”. Nigdy jeszcze żadnej książki nie przeczytałam tak szybko.
Teraz „dochodzę” do siebie!!  Chce tylko powiedziec, ze to o mnie. Jestem na którymś z kolejnych etapow. Sama nosilam się z zamiarem spisania moich doświadczeń jako nauka, przestroga, rada….ale  nie jestem pisarką J  Oczywiście historie są różne, bo każdy ma swoją ale trzon (kręgosłup) jest ten sam.
Najbardziej jednak poruszylo mnie to, ze jesteśmy rówieśnicami!!! J  – dopatrzyłam się na zdjęciu jednego z wycinków gazet.
Jestem z kręgu osób wciąż jeszcze poszukujących ale już na właściwej drodze do odkrycia „kopalni złota” (szczęścia) – poczyniłam kilka waznych decyzji w moim zyciu, które skierowały mnie na właściwą ścieżkę. Uzdrowiły mnie, abym mogła racjonalnie myśleć i iść dalej. Z nich jestem najbardziej dumna….
Musze się jednak wiele jeszcze nauczyc.
Teraz przekazuje książkę swojej siostrze – Beacie, która również jest z tego kregu i która przebyla ogromna droge na obczyźnie po to, żeby wrócić, po to…
Ups… zagalopowałam się. Mialo być krotko.
DZIĘKUJĘ!!!!
Pozdrawiam
Anna

Pani Anno, to fantastyczne, że jest Pani juz na drodze do swojej Kopalni Szczęścia, będę ciągle trzymać kciuki za to, żeby dotarła tam Pani szybko i bezpiecznie :) Siostrze życzę tego samego, serdecznie pozdrawiam!
Droga Beatko!
Serdecznie dziękuję za podpisanie książki pt. " W dżungli życia ". Jest to dla mnie szczególna książka, dlatego się niezmiernie cieszę. Znalazłem tam wiele mądrych rzeczy, które wprowadzam w życie. Zapewne każdy człowiek doświadcza uczucia smutku i rozgoryczenia. Wtedy najlepiej opowiedzieć jest o wszystkim przyjacielowi, dlatego chciałbym zapytać jak znaleźć taką osobę? Jest tak wiele rzeczy o których chciałbym komuś opowiedzieć, ale nie mam komu. Zapewne byłoby mi lepiej. Chodzę teraz do liceum, mam wielu kolegów i koleżanek, ale brak mi osoby której mógłbym szczególnie zaufać. Być może jestem trochę zamknięty, ale brak bliskiej osoby robi się coraz bardziej uciążliwy. Ostatnio mam coraz więcej problemów z własną matką, nie wiem jak sobie ze wszystkim poradzić. Czasami przychodzą mi do głowy bardzo głupie myśli, jednak na razie wiem, że nie mam wpływu na to co się teraz dzieje  Co zrobić?
Serdecznie pozdrawiam i będę bardzo wdzięczny za każdą radę, Łukasz

Łukaszu, prawdziwy przyjaciel jest bezcenny – choćby dlatego, że można się z nim podzielić wszystkimi sprawami i zasięgnąć rady. Ale przyjaciel nie jest niezbędny do tego, żeby znaleźć odpowiedzi na ważne pytania. Czasem człowiek ma odruch szukania drugiej osoby, której mógłby opowiedzieć o swoich kłopotach, głównie po to, żeby usłyszeć własne słowa. Bo kiedy się mówi do kogoś, trzeba zastanowić się jak sformułować myśli i precyzyjnie nazwać problem, który Cię boli. A w momencie kiedy go nazwiesz i stwierdzisz gdzie leży jego przyczyna i jakie mogą być jego konsekwencje, rozwiązanie problemu przychodzi samo.

Moja rada jest więc taka: jeżeli nie znasz w tej chwili tak bliskiej osoby, którą mógłbyś nazwać prawdziwym, zaufanym przyjacielem, rozmawiaj z samym sobą. Koniecznie na głos. Zadawaj sobie pytania i odpowiadaj sobie – i zobaczysz, że będzie Ci się żyło znacznie łatwiej. Zaprzyjaźnij się ze sobą. Nie ma wierniejszego przyjaciela i bardziej godnego zaufania niż Ty sam.

I życzę Ci, żebyś spotkał takiego człowieka, którego będziesz mógł nazwać prawdziwym przyjacielem
Witam.
Przeczytałam wszystkie Pani książki, z równym uwielbieniem jak książki Pana Kapuścińskiego. Zastanawia mnie tylko jedna kwestia...
Jeszcze parę miesięcy temu marzyłam o takich podróżach, o zwiedzaniu wszystkich zakątków świata, pisaniu, poznawania innych kultur...a teraz zakochałam się w przyziemnym facecie i nie umiem tego pogodzić, więc chyba z tego rezygnuję.
Czy nie tęskni Pani za normalnym życiem? Za zwyczajnym dniem z jakim każdy musi się zmagać? Za odrobiną nudy?
Czy takie życie na dłuższą metę jest warte poświęcenia?
Niech mnie Pani przekona, że jednak warto, w końcu kobiety powinny trzymać się razem;)
Pozdrawiam serdecznie

Hanko, jestem przekonana, że dobrze jest robić to, do czego ma się największe przekonanie. Więc jeżeli jest Pani bardzo zakochana, to może spotkała Pani mężczyznę swojego życia, z którym będzie Pani chciała założyć rodzinę i na tym się na razie skoncentrować.

Wiem też jednak na pewno, że nie wolno poświęcać całego siebie w związku z drugą osobą. Nie może Pani stać się tylko biernym kibicem nowych zdarzeń i pasji w życiu Pani mężczyzny. Musi mieć Pani swoje życie i swoje pasje, własne pasje, rozwijać się i starać się być coraz bardziej wartościowych człowiekiem. Dzięki temu zawsze będzie Pani dla swojego mężczyzny fascynującą istotą i partnerem, z którym można iść naprzód.

Ja żyję tak, że jestem szczęśliwa. Niczego nie poświęcam. Nie znoszę nudy, więc zawsze coś robię i wymyślam, a kiedy myślę o „normalnym życiu”, to moim zdaniem, ono też może być fascynujące.

Pani Beato,

Od lat słucham Pani audycji na antenie radia Zet, choć ostatnio niezbyt systematycznie ( nie podoba mi się muzyka w Radio Zet i najczęściej przerzucam się na Trojkę). Jednak, kupiłam ostatnio kilka Pani książek (i dodam, że kupię kolejne), co oczywiście bardzo dobrze przypomniało mi o „Świecie według blondynki” (tytuł, ten to już Pani osobista „marka”, niezależna od anteny!). To natomiast z pewności sprawi, że niedziela rano będzie juz zawsze z Panią, jak niegdyś.
Przeczytałam „W dżungli życia” oraz „Poradnik globtrotera” (ta ostatnia w związku z planowana przeze mnie podrożą do Wenezueli”). Chcę jednak nawiązać do tej pierwszej.
To bardzo wartościowa i mam wrażenie, szczera książka. Podoba mi się Pani sposób patrzenia a świat, i bardzo Panią podziwiam. Odbieram Panią, jako osobę niezwykle utalentowaną, z której co więcej emanuje pozytywna energia, osobowość, wrażliwość, oraz fantazja, którą szczerze uwielbiam! Uderza mnie w tej książce jednak to, że bardzo mało pisze Pani w niej o miłości. Miłości nie do siebie jedynie, ale i do drugiego człowieka – mężczyzny.
Wiem już w wieku lat 34, dodatkowo, jako osoba nadal pozostająca w stanie wolnym, że to temat obszerny i złożony . ( A może, tak mi się tylko wydaje: temat jest prosty tylko ja go komplikuję?- Co pani o tym myśli?). Muszę się przy ty podzielić z Panią pewnym dylematem.

Jakieś 15 lat temu, ja również zaczęłam poszukiwania interesującej ścieżki własnego życia. Wówczas niezwykle ważną rzeczą wydawało mi się moje wykształcenie, zresztą jak najbardziej podszyte pasją. W przeciwieństwie do Pani, nie uważałam szkoły czy studiów za opresję ograniczającą moją wolność i rozwój, choć rzecz jasna nie na wszystkich zajęciach siedziałam z wypiekami na twarzy! Ogólnie, studia oceniam raczej, jako stymulujące. Tym bardziej, że nie bardzo byłam wówczas typem „samouka” - za co również Panią podziwiam, i brakowało mi samodyscypliny, którą rytm pracy studenckiej pozwolił mi wypracować.

W liceum i na studiach, wśród wielu nieciekawych ludzi, spotkałam tych, który zarazili mnie pasją do kultury romańskiej. Z czasem ta pasja zaprowadziła mnie do dobrej szkoły, pozwoliła nauczyć się obcych języków, a potem zawiodła mnie na kolejne studia zagranicą.

Dziś jestem menadżerem we francuskiej instytucji. Nie ma to właściwie znaczenia samo w sobie w tej historii, gdyby nie fakt, że musiałam przebyć długą drogę i pokonać swoją całkowitą niezdolność do matematyki (jak niegdyś uważałam). Musiałam również zbudować się wewnętrznie, by obecnie mieć siłę i wiarę w to, co robię, jako menadżer innych ludzi. Również musiałam zawalczyć o to, by szereg drzwi zechciało się otworzyć się przede mną, w świecie zdominowanym przez mężczyzn. Dlaczego o tym piszę?
Otóż idąc tą ścieżką, dotarłam obecnie do punktu, kiedy zrealizowałam swoje pierwsze wielkie marzenia i cele: zdobyłam nie tylko wykształcenie, ale i niezależność finansową, poznałam ciekawych ludzi na studiach i jako dziennikarz, zgłębiłam na ile tego pragnęłam kulturę romańską i nauczyłam się kilku języków, bywałam w krajach, które mnie interesują, poznałam ich mieszkańców. Na tej podstawie chcę budować swoje życie dalej. Nadal mam bardzo niespokojną i ciekawą świata duszę i sądzę, że to nie koniec poznawania świata, kształtowania go wokół siebie, oraz rozwijania siebie.

Jednak od pewnego czasu zadaję sobie pytanie o wartość relacji z drugim człowiekiem w moim życiu, a co za tym idzie, o dość ważne dla kobiety decyzje, dotyczące macierzyństwa. Wiem, że Pani wybrała inną drogę niż ta, związana z rodziną. Zawsze chciałam spytać, czy taki wybór był w Pani przypadku naturalny, czy też raczej jest to świadomy wybór i właściwie można traktować go, jako cenę za niezależność i podróże? A może po prostu tak potoczyło się Pani życie w tym wymiarze?

Czy ma Pani (jako szamanka : -)) receptę na wspaniałe, budujące relacje z mężczyznami ? Jakie znaczenie mają oni w Pani życiu? Jest Pani kobietą niezależną i wrażliwą, z dużą osobowością. Z mojego doświadczenia wynika, że takim kobietom nie jest łatwo w sferze męsko-damskiej. Mnie nie jest w każdym razie łatwo. Jak Pani sądzi, dlaczego tak się dzieje? Jak wyglądała Pani ścieżka w tym temacie?



Tak trudno jest dziś, moim zdaniem, budować relacje z mężczyznami a zarazem trudno bez nich żyć, choć dziś to potrafię. Sądzę jednak, że z nimi może być ciekawiej.
Chciałabym się czegoś nauczyć od Pani i ułożyć sobie to wszystko w głowie tak, by nie czuć dyskomfortu w temacie mężczyzn i rodziny”, o ile to w ogóle możliwe!


Monika


Pani Moniko,

Decyzja, jaka podjęłam już dawno, to: „Nic na siłę”. Zawsze uważałam, że w przypadku ważnych decyzji można je podejmować tylko wtedy, kiedy człowiek jest pewien ich słuszności. Nigdy też w moim życiu nie poświęciłam niczego dla czegoś innego – czyli to że nie mam rodziny nie oznacza, że poświęciłam rodzinę w imię podróżowania albo pisania książek.

Wychodzę z prostego założenia: gdybym miała mieć rodzinę, to chciałabym, żeby to była rodzina szczęśliwa. Mogłabym taką rodzinę założyć jedynie z mężczyzną, co do którego będę pewna, że może ją ze mną stworzyć.

Jeśli takiego mężczyznę spotkam, założę z nim szczęśliwą rodzinę.
Jeśli nie, to uznam, że rodzina nie jest moim przeznaczeniem.
Bo po co miałabym się męczyć w związku z mężczyzną, z którym nie byłabym szczęśliwa?

Wierzę też w to, że jest możliwa szczęśliwa miłość i dobry, pozytywny związek między kobietą a mężczyzną (w ogóle: między dwiema osobami). Ale trzeba spotkać właściwego człowieka. Kiedy i gdzie? Kto wie…

A ponieważ tego nie można zaplanować ani przewidzieć, w międzyczasie – dopóki się to wydarzy – koncentruję się na tym, na co mam wpływ: na pisaniu nowej książki, prowadzeniu audycji w radiu, podróżowaniu i tak dalej…

Związek z drugą osobą jest niezwykle ważny, ale nie zdecydowałabym się związać z człowiekiem za wszelką cenę, tylko po to, żebym „być z kimś”. W takiej sytuacji wolałam być sama.

Czy mam receptę na wspaniałe, budujące relacje z mężczyznami? Mam. Ale myślę, że Pani tę receptę zna. Moim zdaniem najpierw trzeba zbudować siebie jako wartościowego człowieka. Mieć do siebie zaufanie, szacunek i przyjaźń. Potem wystarczy spotkać równie wartościowego mężczyznę, obdarzyć go miłością, szacunkiem i przyjaźnią, a w zamian otrzymać to samo :)

To jest absolutnie możliwe i może się zdarzyć w każdej sekundzie :) I gorąco Pani tego życzę :)

Chciałabym Pani gorąco podziękować za książkę w ,,Dżungli życia " .Dzięki lekturze odnalazłam wiele cech wspólnych ze sobą. Potrafiłam rozwiązać wiele problemów.Teraz zawsze gdy mam fatalny dzień to nigdy nie zrzucam winy na pogodę. Jeszcze raz bardzo dziękuję i pozdrawiam :* Emilia



Dziękuję :) Zla pogoda to tylko wygodna wymówka, ktorą stosują ludzie z lenistwa, żeby uciec od odpowiedzialności za wlasne życie :) Ja tez nigdy nie zwalam niczego na pogode, tylko biore się do roboty :) Zyczę dużo sily i mnostwo szczęścia :)
Witam Pani Beato!
Przeczytałam ostanio pani książkę ’ W dżungli życia’.
Kiedy koleżanka powiedziała mi, że muszę przeczytać ta ksiązke bo potrzebuje sensu życia powiedziałam jej, że żadna ksiązka nie jest w stanie mi pomóc. Powiem szczerze, że to właśnie najsmutniejszy okres w moim życiu ponieważ zawiodłam się na wszytskim co było możliwe. Mam 16 lat. Jak na swój wiek przezyłam już wiele, wiele też nauczyłam się na swoich błędach. Ostatnio zawaliłam szkołę bo ciągle myślałam o pewnym chłopaku którego kocham tak bardzo. Nie zrobiłam nic, żeby móc byc szczęśliwa z nim. teraz okazało się, że ma dziewczynę. Moje życie nie dośc, że w szkole legło w gruzach to i jeszcze prywatne. Bo chyba naprawde go kocham. Nie wiem już teraz co robić. jestem w swoim wymarzonym Lo ale brak mi jakiegoś celu życiowego. Bo nic mi się nie udaje i ja naprawdę nie przesadzam. Mam tylko przyjaciół i rodzinę. Może to i wiele. Może nie powinnam narzekać. Ostatnio już prawie zaczełm palić. to wszytsko mnie przerasta. Ta ksiązka jednak wiele zmieniłą w moim życiu. Staram się nie narzekać, nie zwalać wszytskiego w swoim życiu. Zazdroszcze pani, że tak wiele w życiu osiągneła. Że zawsze scigała marzenia. Jak to zrobić?

Agnieszko,
Życie to jest jak zwierzę, ktore trzeba nieustannie oswajać. Wielu ludzi mysli, że wystarczy po prostu "być", żeby wszystko ukladao się samo. Ale tak nie jest. Trzeba być silnym czlowiekiem i trzeba starać się mysleć pozytywnie i zawsze kierować się dobrymi intencjami. Wtedy życie jest latwiejsze.

Wiem jak sie czujesz z powodu chlopaka, w którym się chyba nieszczęśliwie zakochalaś. Niestety, takie rzeczy też się zdarzają i trzeba umieć wstać, otrzepać się i iść dalej. Nie chcialabys przecież, żeby fatalne zakochanie sie w kimś, kto Ciebie nie kocha, zepsulo Ci reszte zycia, prawda?

Musisz znaleźć w sobie dobry cel, na którym możesz się skoncentrować.
Nie mów, że nie masz zadnej pasji i że nic Cie nie kręci.
Jeżeli w tej chwili rzeczywiście tak się czujesz, musisz wlożyć trochę energii w znalezieniu takiego celu, ktorego najbardziej pragniesz.

Wystarczy jedno wielkie marzenie, ktore postawisz przed sobą i skoncentrujesz się na jego spelnieniu. Bez marzeń zycie nie ma sensu. Ale nikt nie zrobi tego za Ciebie, bo nikt nie odgadnie czego najbardziej pragniesz. Musisz to zrobić sama - a kiedy to zrobisz, to jestem na 100% pewna, że poczujesz ogromną radość i chęć do życia. Spróbuj! Zyczę Ci owocnych poszukiwań i serdecznie pozdrawiam :)

Witam!
Pisze jeszcze raz bo nie wiem czy dotarly wczesniej te wiadomosci do
Pani. A ze jest to dla mnie bardzo wazne to prosze zeby Pani
odpowiedziala na mojego maila.

Pisze do Pani,poniewaz chcialabym sie dowiedziec czy zostanie wznowiony
naklad Pani ksiazek,np. "Poradnik Globtrotera", "Blondynka w dżungli"czy
"Blondynka na Kubie" oraz wiele innych Pani ksiazek. Mieszkam w
Lublinie. A to nie jest male miasto. Przszlam dzis caly rynek,bylam w
kazdej ksiegarni ktora sie tam miesci i nic. Wszedzie mowiono mi ze
ludzie od listopada pytaja o Pani ksiazki ale nie mozna ich juz dostac.
Prawdopodobnie wydawnictwo zaprzestalo juz drukowania tych ksiazek. I
nie wiadomo czy wznowia. Jedynie "Poradnik..." i "Blondynka w dżungli"
znalazlam w Empiku a tak to nigdzie. Chcialabym móc miec okazje
przeczytac Pani ksiązki,bo po opisach i opiniach niektorych osob wydaja
sie warte uwagi.Wiec jakby mogla Pani cos z tym zrobic. Bo nie
tylko ja ich poszukiwalam. Za mna w kolejce tez pare osob stalo
zeby zapytac sie o Pani dziela. Bardzo prosze o szybka interwencje i
odpowiedz w tej sprawie.
Życze udanych podrozy i duzo weny tworczej do tworzenia nowych dziel z
Pani wypraw.
Pozdrawiam serdecznie!
Karolina,18 lat


Karolino, mam dobre wiadomości dla Ciebie :)

"Blondynka w dżungli" wlasnie zostaa wydana w wersji paperback, czyli w miekkiej okladce i w formacie kieszonkowym. "Poradnik globtrotera" zostanie wydany ponownie na wiosnę w twardej oprawie z nowym zdjęciami. Niezaleznie od tego wszystkie moje ksiązki są na bieżąco drukowane i wznawiane jeśli tylko brakuje ich na rynku. Jeżeli nie ma ich w określonej księgarni, to nie dlatego, że wydawnictwo ich nie drukuje, ale dlatego że dana księgarnia ich nie zamówia i nie ustawia na swoich pólkach. Ale nawet w sytuacji jest pewne wyjście: każdą z moich książek mozna zamówić przez internet: na stronie wydawnictwa www.nationalgeographic.pl albo w księgarniach internetowych typu merlin.pl albo wprost u mnie - ze specjalna dedykacją. Pozdrawiam i cieszę się, że czytasz moje ksiązki :)

Powrót