onet.pl PATRONAT
Listy w skrzynce
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Listy

Powrót
Chilijska skrzynka pocztowa (70)
Nowe listy proszę słać na adres beata@beatapawlikowska.com albo beata@oliwkowo.pl
Odpowiedzi szukajcie poniżej.
Dzień dobry  

Autograf wysłany przez Panią już wisi w ramce nad moim łóżkiem.
W waacje byłam z rodzicami w Belgii. nie mieszkałam w hotelu bo tam mieszka moja ciocia. Zwiedziłam: Brukselę, Brugię, Gent ( to miasto gzdie mieszka moja ciocia) Wooterlo ( proszę czytać Łoterlo) i  Blanker Werde. W Brugii byłam we wspaniałym parku wodnym. W Brukseli zwiedziłam pałac królewski i pomnik siusiającego chłopca oraz atomium i mini europę. W Gent było mnóstwo atrakcji. Mam ciekawostkę; czy Pani wie co to jest kłak? To jest takie piwo które pije się w ogroomnej szklanie o kształcie klepsdry w drewnianej podpórce. Jest w niej litr piwa. Kłak ma się wtedy kiedy piję si i nagle oblewa Cię wielka tafla tego piwa. Mój tata zaliczył kłaka    A mama musiała wstać żeby się tego napić. ja z moją siostrą piłyśmy elegancko ice tea    I pewnego dnia ciocia i wujek zrobili... MAŁŻE! Wujek jest z zawodu kucharzem. Jest cały proces :
1. Skrobanie małży z wydzieliny ( zajmuje ok. godzinę)
2. Wsadzenie małży do wieelkich 4 garów i dosypanie warzyw.  
3. Polanie wszystkiego wódką aperitiv.
4. 5 min i małże się otworzą!
Nie wygladają apetycznie ale waro spróbować. Mama dała mi jdną i połknęłam ją żeby mówić zjadłam małżę! Mama mówiła w drodze do Belgii: " Będziesz próbować tak jak Pawlikowska".
I tak było
Gorąco pozdrawiam i czekam na odpowiedź.
Julia

Julio, jesteś ogromną szczęściarą :) To fantastycznie, że możesz podróżować razem, z rodzicami i poznawać dzięki temu nie tylko świat, ale i nowych ludzi, ich obyczaje i oczwyiście kuchnię :) Małże nie należą do moich ulubionych dań, ale znam ludzi, którzy za nimi przepadają, może więc wykorzystają Twój przepis :)
Witam!
Mam na imię Daria.Mam wielką prośbę .Za tydzien mamy zrobic prezentacje o najciekawszym miejscu na swiecie na lekcje geografii.Chciałabym aby poradziła mi Pani jakie miejsce na Świecie jest najciekawsze.Bardzo zalezy mi na tym aby ta prezentacja nie była nudna czytana tylko z kartki chciałambym zatanczyc taniec jak jest w danym kraju lub przygotowac jakas potrawę.Proszę ,aby pani odpisała .
Serdecznie Pozdrawiam

Dario, nie mam wątpliwości, że najciekawszym miejscem na Ziemi jest Amazonia. Jeżeli chcesz przygotować jakąś ciekawą egzotyczną potrawę na swoją prezentację, zajrzyj na moją stronę www.oliwkowo.pl do działu „W kuchni” - znajdziesz tam różne przepisy, niektóre proste i możliwe do wykonania nawet w szkolnych warunkach :)

Zyczę Ci udanej prezentacji i pozdrawiam :)
Jedyna Pani Beatko!
Niedziela bez Pani ciepłego, kojącego głosu jest niedzielą straconą!
Ja mogę nie mieć słońca ale proszę o Pani nieustającą obecność w radiu
Zet,
Dziękuję za radość jaką Pani daje każdemu słuchaczowi/czce/ W odpowiedzi
każdą nawet pochmurną niedzielę, jeśli zabraknie Pani tematów do audycji
w co oczywiście nie wierzę to ja chętnie posłucham nawet Pani  
czytającej Książkę telefoniczną.
Kochana Pani Beatko-dużo zdrowia bo z resztą to pani sobie doskonale
daje radę i jeszcze miłości bo
„Miłość jest radością świata, słońcem życia, wesołą melodią na
pustyni”
Pozdrawiam z całego serca z deszczowej Zielonej Góry
Pełna radości i odnalezionej dziwnej, nie możliwej spóźnionej miłości
Zielona grażynka

Pani Grażynko, Pani wie najlepiej co zrobić, żeby w ponury listopadowy dzień zaczęło świecić słonce! Serdecznie dziękuję za te miłe słowa, mam nadzieję, że będziemy się jak najdłużej spotykały po dwóch stronach głośnika, życzę Pani miłości aż do konca świata i mnóstwo szczęścia, serdecznie pozdrawiam!
Dzień dobry:))
Już kiedyś do Pani pisałam i serdecznie dziękuję za odpowiedź. Mam 13 lat i piszę do Pani, ponieważ chciałabym być kiedyś taka jak pani. Podróżować, poznawać kultury innych ludzi, widzieć miliony cudownych rzeczy jakie kryje świat. W przyszłości chciałabym mieć własne biuro turystyczne, lecz sama nie chciałabym podróżować z biurem tylko tak na "dziko". Mam Pani 4 książki, które strasznie mi się podobały i które przeczytałam po 3 razy. Po przeczytaniu książki "Blondynka śpiewa w Ukajali" moim marzeniem stała sie podróż do Peru. Jestem na zaawansowanym poziomie w nauce  języka angielskiego, a w tym roku rozpoczęłam naukę języka hiszpańskiego.
Byłabym bardzo szczęśliwa gdyby podpisywała pani książki w Krakowie. Może kiedyś tak będzie. Aha i serdecznie zapraszam na mój blog o podróżach
www.pam-travelerka.blog.onet.pl .
Pozdrawiam i miło by było gdyby Pani odpisała chociaż wiem iż ma Pani bardzo dużo e-maili i mało czasu.
Pamela:))))))))))))))))))

Droga Pamelo, cieszę się, że masz tak dokładnie zaplanowaną przyszłość i wiesz co chcesz robić. Życzę Ci spełnienia wszystkich marzeń i zrealizowania planów, a jeśli kiedyś otworzysz swoje wymarzone biuro turystyczne, może razem zorganizujemy jakąś wyprawę? Gratuluję ciekawego bloga i trzymam kciuki, przesyłając Ci dużo ciepłych myśli :)
Witam Pani Beato,

zdecydowałam sie napisac do Pani i w ten sposób podziekowac za to, w jaki sposób (moze nieswiadomie) pomogła mi Pani i uratowała moja podróż  
A wiec tak:
W sierpniu tego roku wybierałam sie w podróż po Ameryce Środkowej, załatwiłam w pracy wolne, kupiłam juz bilety lotnicze, poczyniłam zakupy na wyjazd i w zasadzie wszystko wydawało sie dopiete na ostatni guzik i z niecierpliowscia czekałam na dzien wylotu. Podróz ta wzbudzała dosc szerokie zainteresowanie wsrod znajomych z pracy. Podrozowanie autostopem z plecakiem na plecach, spanie na dziko w namiocie było czyms nowym dla osób pracujacych w duzej i znanej miedzynarodowej korporacji. I dzieki temu na moje biurko trafiła Pani ksiazka "Poradnik Globtrotera", która podrzuciała mi jedna z kolezanek. Przeczytałam kilka rozdziałów, troche zmodyfokowałam swoj bagaz zgodnie ze wskazowkami zawartymi w tej ksiazce    i przypadkiem na dwa dni wylotem w drodze do pracy przeczytałam rozdział o biletach lotniczych....
Natrafiłam w nim opis dokładnie takiego samego lotu jak moj, czyli Warszawa-Amstredam i Amsterdam-San Jose i koniecznosc posiadania wizy do USA. (Kupujac bilet w biurze podrozy dwukrotnie pytałam czy czasem nie potrzebuje wizy, ale odpowiedz byla stanowcza -> "NIE".) I wtedy nozki mi sie ugieły... znów telefon do biura i znow odpowiedz "nie". Zrobiłam zatem scan Pani rozdziału i wysłałam mailem. Za jakis czas telefon: "jednak potrzebuje Pani wizy"! W pierwszej chwili załamanie... nie pojade, kurcze... ale zaraz skupiłam mysli i zaczełam działac. Ku zaskoczeniu wszystkich załatwiłam i dostałam wize w ciagu praktycznie jednego dnia! To było niesamowite, ale widocznie los tak chciał...    :)  
Oczywiscie poleciałam :), podroz była piekna  
A co stałoby sie, gdybym przeczytała ten rozdział troche pozniej lub wcale...
Poczatkowo rozdział ten ominęłam. Bilet juz mialam i stwierdziłam, ze mnie to juz nie dotyczy i skupiłam sie na innych informacjach.
Pani Beato, pisze do Pani, aby potwierdzic, ze to co Pani robi ma sens i jest to jak najbardziej potrzebne. Jest Pani fascynujaca osoba i podziwiam Pani osiagniecia. Wiem, ze jesli sie czegos bardzo pragnie to mozna to osiagnac.
Jest jeszcze jeden bardzo wazny powod mojego listu do Pani i wdziecznosci. Ta podroz byla poczatkiem mojego nowego zwiazku    i mojej miłości :), a zarazem nowego zycia :). To była nasza pierwsza wspólna wyprawa i tak właśnie zdecydowalismy sie zaczac nasz wspolny los. Moj urlop byl nieco ograniczony i wyruszyłam tydzien pozniej dolatujac do niego. Strasznie sie ciesze, ze udało mi sie wyjechac i poczuc ten klimat podrozowania. On jest bardzo doswiadczonym juz podroznikiem, takze mam nadzieje, ze to był tylko wstep do realizacji marzen o pieknych miejscach, przygodach i poznawaniu swiata.        

Zycze Pani wiele szczescia, kolejnych fascynujach podróży, realizacji Pani planów i... miłości :))

Z pozdrowieniami,
Asia

Pani Asiu, to fantastyczna historia! Z jednej strony oczywiście nie jest miła, ale z drugiej strony – najwazniejsze jest to, że skończyła się happy endem, a jeszcze bardziej ciesze się z tego, że moja książka się do tego happy endu przyczyniła :)

Serdecznie pozdrawiam Panią oraz Pani przyjaciela, życzę Wam wielu wspaniałych podróży i wspólnych pięknych przeżyć, serdecznie pozdrawiam :)

Witam!!!
Mam pytanie razem z rodziną wybieramy się do Egiptu ( drugi raz ) problem wiąże się jak można uniknąć ’’zemsty faraona’’ ponieważ dopadła już mojego męża, który przeżył to bardzo żle skończyło się to niestety szpitalem. Czy brać jakieś tabletki przed podróżą? A jeśli tak to jakie? Bardzo proszę o szybką odpowiedż. Pozdrawiam .


Obawiam się, że nie ma tabletek profilaktycznych chroniących przed biegunką. Trzeba przestrzegać kilka ważnych zasad dotyczących jedzenia i picia: pić wodę mineralną tylko z butelki (nigdy z kranu ani podawanej w szklankach z niewiadomego źródła), nie jeść surowych owoców ani warzyw, unikać szczególnie sałatek z sałaty i dodatków, przygotowanych w warunkach trudnych do przewidzenia, unikać wszelkich potraw zimnych lub półsurowych. Najlepiej jeść wyłącznie dania gorące, mocno ugotowane albo usmażone, popijając wodą mineralną bez lodu (bo nie wiadomo z jakiej wody zostały przygotowane kostki lodu).

Osoby o wrażliwych żołądkach powinny szczególnie uważać i zastosowac przez pierwszych kilka dni ostrożną dietę.

Prosze też pamiętać o tym, że biegunka trwająca 2-3 dni to normalny objaw przystosowywania się organizmu do nowej flory bakteryjnej. Jesli jednak biegunka trwa dluzej niz 5 dni, koniecznie trzeba zasięgnąć rady lekarza.

Mam nadzieję, że Państwa druga wycieczka do Egiptu będzie spokojna i przyjemna :)
Dobry wieczór!
Mam na imię Małgorzata...to może mało interesujące ale przecież wypada się przedstawić prawda? :)..... 1 listopada miałam szczęście trafić na wywiad z Panią..Choćz 2 strony mam teraz problem..otóż piszę pracę licencjacka o śmierci.wiem mało to przyjemny temat ale chociaż nie powszechny...W programie opowiadała Pani bardzo ciekawe historie o obrzędach pogrzebowych.W związku z tym mam pytanie czy istnieje książka Pani autorstwa(a mam głęboką nadzieję że tak  w której odnalazłabym więcej takich informacji?..przepraszam jeśli zadaję w tym momencie głupie pytanie bo dla niektórych odpowiedź jest oczywista ale niestety nie dla mnie..
W każdym razie dziękuję bardzo że jest ktoś taki jak Pani kto ma w sobie pasję życia i w dodatku zaraża tym innych...
pozdrawiam serdecznie

Pani Małgosiu, wydaje mi się, że w kilku książkach wspominałam o różnych tradycjach i obyczajach związanych ze śmiercią. Wydaje mi się, ze także w książce „Blondynka w dżungli”, która została w tym roku wznowiona przez National Geographic. Z cała pewnością jednak nie napisałam całej książki, która byłaby temu tematowi poświęcona i właściwie podsunęła mi Pani ciekawy pomysł... za który dziękuję i pozdrawiam :)
Witam Panią serdecznie.
Dziękuję za Pani książkę: "W dżungli życia" i podzielenie się ze mną swoimi życiowymi refleksjami.
Od dawna intuicyjnie wiedziałam, że są tam prawdy dla mnie, ale dopiero teraz mogłam się z nimi zapoznać.
Książka sprawiła, że odzyskalam optymizm i wiarę w to, że mogę uczynić moje życie szczęśliwym i satysfakcjonującym.
Postanowiłam ostro wziąć się do pracy dla siebie i mam nadzieję, że zmienię to co mi od kilkunastu lat doskwiera.

Mam tylko cień wątpliwości; czy można skutecznie zastosować Pani ’’ścieżkę" do wolności jeżeli jest się osobą
o mniej zdecydowanym charakterze; osobą, której poczucie obowiązku wobec innych zagłusza pasje twórcze;
osobą zawikłaną w inne konfiguracje zależności rodzinnych?
Osobą, która:
1. była zawsze najlepszą, sumienną, posłuszną uczennicą;
2. jej dążenie do idealności nie pozwala docenić własnej pracy i zdolności;
3. jest ’’kurą domową" zależną finansowo od męża;
4. boi się podejmować zleceń zawodowych, bo ’’nie dogodzi" klientom, bo sama wymaga, żeby jej praca była
mistrzostwem świata;
5. pranie, sprzątanie, gotowanie, zakupy, wożenie dzieci do szkół i ich sprawy zabierają jej czas,
energię i ochotę na rysowanie, pisanie i naukę języków;
6. już raz to przerabiała- gdy podjęła pracę na pół etatu- psychicznie wykańczało ją niezadowolenie
i humory męża, bo doszły mu obowiązki, a dzieci nie zawsze byly przy matce;
7. nie chce aby jakość i wygody życia najbliższych sie pogorszyła, i żeby oni mieli do niej o to pretensje.

Mam nadzieję, że nie jestem szukającym wymówek, leniwym wampirem. ale nie potrafię tego pogodzić
i znależć rozwiązanie. Może się nie da?
Sama dałam sie zamknąć w "zlotej klatce", ktora doprowadził mnie do depresji.

A zatem pytanie- prośba o wariant "B" bycia zadowolonym i spełnionym kapitanem własneg życia,
gdy jest się ograniczonym obowiązkami i powinnościami wobec najbliższych.
Pozdrawiam,
Daria

Pani Dario, myślę, że na liście swoich wad umieściła Pani same zalety.
„Sumienna, posłuszna uczennica” – idealna osoba, która zrealizuje to, co sobie zamierzy
„Dążenie do idealności” – bardzo dobrze, nie zadowala się Pani połową sukcesu, tylko chce Pani, żeby było najlepiej, perfekcyjnie
„Kura domowa” – to znaczy, że sama Pani reguluje swój czas na pracę i hobby i nie ma Pani potwornego szefa, który Panią ogranicza
„Jej praca ma być mistrzostwem świata” – inaczej w ogóle nie ma sensu zabierać się za jakiekolwiek zadanie 

Jeśli chodzi o następne punkty, to każdy ma przecież różne obowiązki. Sztuka dobrego życia polega na tym, żeby nie rzucać wszystkiego do kosza, tylko tak zorganizowac czas, żeby koniecznie znalazło się w nim miejsce na to, co jest dla Pani najważniejsze.

Uzywając skrótu myślowego powiedziałabym, że każdy musi być trochę egoistą. Chodzi o to, że tylko człowiek spełniony wewnętrznie może dać z siebie innym ludziom to, czego potrzebują. Nie odwrotnie. Nie można najpierw zadowalać wszystkich dookoła, bo w ten sposób człowiek spala się na maleńki ogarek. Trzeba mieć swoją choćby najmniejszą sferę życia, z której czerpie się energię do służenia innym ludziom.

Namawiam Panią do tego, żeby wyznaczyła Pani sobie fragmencik dnia albo tygodnia, który będzie należał tylko do Pani. Takie miejsce i czas, kiedy będzie się Pani zajmowała wyłącznie tym, na co dotychczas nie miała Pani czasu.


Wiem, ze w teorii to brzmi łatwo. Ale ja to zrobiłam w praktyce, więc wiem, że to jest możliwe.

I myślę, że jeśli będzie Pani czerpała z tego swojego czasu prawdziwą radość, będzie pani szczęśliwszą osobą, więc i mąż musi być z tego zadowolony!

Niech się Pani nie podarować czegoś także sobie. Jest Pani tego warta  Bardzo mocno pozdrawiam i życzę powodzenia!

Pani Beato,

Pisze Pani ciągle i wszędzie powtarza, że osiągnięcie sukcesu i realizacja marzeń są możliwe, pod warunkiem, że po pierwsze mamy marzenia, po drugie wierzymy, że się zrealizują i po trzecie choć trochę w kierunku ich realizacji działamy. Cóż, nie oczekuję rzecz jasna cudu, nie spodziewam się, że nagle zostanę wielkim i sławnym podróżnikiem, autorem, tłumaczem, odkrywcą. Wiem aż nazbyt dobrze, że do sukcesu i spełnienia marzeń dochodzi się małymi kroczkami, że przecież i Pani, i inni sławni w Polsce i na świecie podróżnicy zaczynali od rzeczy małych (choć inna sprawa, że zazwyczaj robili to, kiedy byli 10, 15 czy 20 lat młodsi ode mnie).

Ale oczekiwałbym, że jeśli zacznę coś robić, stawiać choćby pierwsze, małe, chwiejne i niepewne kroki na drodze do realizacji marzenia, to COŚ drgnie. COŚ się stanie. Cokolwiek. Coś, co pozwoli mi zrobić następny, nieco większy krok. Tymczasem...

Przetłumaczyłem książki. Ze wszystkich przetłumaczonych książek udało mi się wydać JEDNĄ. Resztą nie są zainteresowane wydawnictwa, a z kolei na w miarę częste publikowanie w tzw. wydawnictwach typu "druk na życzenie" po prostu mnie nie stać.

Owa JEDNA książka - pomimo moich usilnych prób rozreklamowania jej wszędzie i na wiele sposobów - sprzedała się w... jednym egzemplarzu.

Napisałem także książkę. O, tak, podobała się dwóm wydawnictwom, do których ją wysłałem, tak, to ciekawe, mówią mi - ale to się nie sprzeda, wie pan, robimy bokami, mówią, musimy najpierw sprzedać podręcznik do marketingu (lub inny podobny), mówią, więc proszę poczekać. I tak czekam już prawie trzy lata, BEZ nadziei...

Wystapiłem chyba 5-7 razy w radiu i telewizji. Opowiadałem o różnych sprawach, związanych ze swymi dwiema pasjami. A jednak absolutnie NIC z tego nie wyniknęło.

Więc jak to jest, że mimo, iż staram się z całych sił, że próbuję, że piszę lub tłumaczę książki do 2-3 w nocy, że staram się "zaistnieć", że mam jaieś nadzieje - nic się nie zmienia? Więc czy nie lepiej po prostu usiąść z założonymi rękami, wiedząc, że będzie jak było? Przynajmniej się człowiek tak nie namęczy... Pytanie: ILE, JAK DŁUGO, można mieć nadzieję, optymizm i wiarę?

Pozdrawiam Panią serdecznie

W.

Panie Wojtku, wierzę w to, że pewne rzeczy zdarzaja się wtedy, kiedy przyjdzie na nie odpowiednia pora. A takze wtedy, gdy nastąpią pewne okoliczności, których człowiek nie jest w stanie przewidzieć.

Dlatego jedyne, co mogę poradzić, to "robić swoje". Nie rezygnować, zajmować się tym, co Pana najbardziej pasjonuje, szukac nowych sciezek, rozwijać się i cieszyc się drobnymi zdobyczami. Ludzie często są zbyt niecierpliwi, żeby dostrzec to, co juz udało im się dookonać albo zdobyć. Nie twierdze, że tak jest w Pana przypadku, ale nasza rzeczywistość jest tak zlożona i tajemnicza, że nie sposób wytłumaczyć wielu rzeczy. czasem coś się zdarza, a czasem nie - wierzę, że każde zdarzenie lub jego brak ma przyczynę i sens. I na pewno do prowadzi do jakiegoś celu - choć być może w danej chwili czlowiek nie zdaje sobie sprawy z tego co tym celem mogłoby być.

Niech Pan więc nie traci wiary w to, co jest dlas Pana najwazniejsze. Wszystko, co ma przyjść, na pewno przyjdzie, tego Panu serdecznie życzę i pozdrawiam :)
Witam Panią serdecznie. Mam na imię Kasia i właśnie przed chwilą tata podarował mi pani książkę pt. "Dżungla życia". Obecnie jestem na 7 rozdziale. Chciałabym Pani podziękować, za to, że ją Pani napisała. Jest to książka o "podróży przez życie, po własne szczęście"-jak napisał Marek Kamiński. Myślę, że kiedy inne osoby ją przeczytają, to łatwo dojdą do wnosku, że droga przez własne życie jest wspaniałą przygodą pełną radości, a nie szlakiem, przez który idziemy bo musimy. Jest to książka, która najbardziej mi się spodobała, spośród tych, które już przeczytałam. Myślę, że dzięki temu literackiemu dziełu, możemu dostrzec radosne barwy życia.

Serdecznie panią pozdrawiam.
Kasia.

Dziekuję :) I życzę, żebys odkryła w swoim zyciu to wszystko, co jest w nim najpiękniejsze i nigdy nie zapominała o tym, że nawet jeśli z pozoru nie widać pięknych kolorów, to trzeba je w sobie odszukać i uczyć się nimi cieszyć :)
Witam.
Szanowna pani Beato:),
Jestem pod wrażeniem Pani podróżowania. Chciałbym również spełnić swoje
marzenie, zwiedzenia środkowej części Afryki. Bardzo mnie fascynują
rośliny tropikalne, nie ukrywam, że i zwierzęta i ludzie. Zbieram się z
tym już kilkanaście lat (mam 46 lat), ale niestety zawsze są ważniejsze
wydatki, no i jestem ograniczony co najwyżej trzytygodniowym okresem
urlopowym. Nie jestem zainteresowany wygodnym zwiedzaniem, chciałbym
poznać przyrodę Afryki taką czystą z dala od komercyjnych szlaków.
Nie wiem czy zasługuje na Pani uwagę, ale bardzo chciałbym poznać Pani
cenne uwagi jak i na co zwrócić uwagę decydując się na taką wyprawę, no
i jak to zrobić możliwie jak najtaniej.
Pozdrawiam. Leszek

Panie Leszku, przez wiele lat tanio podróżowałam po Ameryce Południowej, wiem więc z wlasnego doświadczenia, że najtaniej i najlepiej jest podróżowac lokalnymi srodkami transportu, czyli tak jak to robią tubylcy - ich zatloczonymi autobusami z kaczkami i kurami, starymi samochodami, a czasem nawet na piechotę. Najtańsze (i najlepsze) jedzenie jest też takie, jakie jedzą tubylcy - w ich zwyklych barach czy w budkach ulicznych. Niesie to ze soba pewne ryzyko - bo trudno zgadnąć z czego zrobiono to jedzenie i w jaki sposób, dlatego nie każdemu moge je polecić.

Bo są dwa rodzaje poznawania świata i podróżowania - jedno klimatyzowanym autokarem, z noclegami w luksusowych hotelach i kolacjami w restauracjach. To jest doświadczenie turystyczne - miłe, egzotyczne i bezpieczne.

Można tez inaczej - zwyklym lokalnym autobusem, jedząc w lokalnych barach i spiąc w tanich hotelach z karaluchami, gdzie rozmawia się ze zwykłymi ludźmi i poznaje się ich prawdziwe życie. To jest prawdziwe podróżowanie - które łączy sie z ryzykiem, niebezpieczeństwem tropikalnych chorób i zatruć.

Nie mogę Panu poradzić ktore jest lepsze - w mojej nowej ksiązce "Poradnik globtrotera" piszę o obu stronach takiego podróżowania i zachęcam do świadomego podjęcia decyzji. I życzę szczęsliwej podróży :)

Witam
Pisałam wcześniej do Pani w sprawie porad na temat wyprawy do Kenii. Wybieramy się z mężem na Święta do Kenii i chcielibysmy się dowiedzieć co jest konieczne przed takim wyjazdem. Czy musimy sie zaszczepić przeciwko żółtej febrze ? Czy na malarię tabletki może przepisać lekarz rodzinny czy tylko lekarz z Poradni Chorób Tropikalnych ? Co trzeba wziąć ze sobą, czego unikać na miejscu ? Jaka jest temperatura w grudniu w Kenii ? I może jakieś ogólne porady od doświadczonego podróżnika.
Z góry dziekuję za odpowiedź.

Pozdrawiam
Magdalena

Pani Magdo, prosze zajrzec na moja strone www.oliwkowo.pl do Poradnika AFrykanskiego, ktory stworzyłam dla słuchaczy radia Zet przed wyprawa do Afryki. Tam znajdzie Pani odpowiedzi na wszystkie pytania:
Zycze udanej wyprawy!
Pani Beatko mam pytanie, czy wyprawy z Panią będą przez cały czas organizowane? Bardzo chciałabym pojechać w egzotyczną podróż ale bliżej okresu wakacyjnego? Pozdrawiam.


W przyszlym roku zamierzam zorganizować trzy lub cztery wyprawy, do ktorych bedzie można się przyłączyć. Najprawdopodobniej bedzie to wyprawa do Peru i na Kubę w okresie letnim i jesiennym, wyprawa do dżungli w listopadzie i być może jeszcze wyprawa do Afryki. Wszystkie szczegóły zawsze na bieżąco sa zamieszczane na mojej stronie www.oliwkowo.pl. Do zobaczenia na jednej z wypraw :)

Witam
Mam na imię Natalia.Wiem,że dostaje Pani tysiące listów i e-maili od osób,które Panią podziwiają tak jak ja.Mam 19 lat i postanowiła w przyszłym roku zdawać na archeologie,mam nadzieję,że mi się uda;).Moim marzeniem od kiedy pamiętam jest wyprawa do Peru,wdrapanie się w Andy i zobaczenie Machu Picchu.Moja rodzina nie pochwala tego i najchętniej za parę lat posadzili by mnie za biurkiem w jakiejś dobrze prosperującej firmie gdzie pieniądze same by się robiły a ja musiała bym się tam męczyć i żałować do końca życia,że nie postawiłam wszystkiego na jedną kartę i nie próbowałam realizować swoich marzeń.Ale czy warto?Czy Pani mogłaby zrezygnować z tego wszystkiego?Przecież to nie tylko chęć zrobienia czegoś niekonwencjonalnego ciągnie tam w dziką dżunglę,ale przede wszystkim serce podróżnika(z którym i ja się urodziłam).

Niestety jest mi tym trudniej,że pochodzę ze wsi, gdzie miejscowi ludzie tylko czekają na jakąś plotkę, aby zrobić z niej sensację.Chciałabym pomóc Mamie,która wychowała moje 2 siostry i mnie praktycznie sama.Zależy mi na tym,aby już niczego jej w życiu nie zabrakło i nie musiała już więcej ciężko pracować...
Stoję więc tak na krawędzi spełnienia moich marzeń,z ogromnym poczuciem odpowiedzialności,które coraz skuteczniej odciąga mnie od skoczenia w przepaść urzeczywistniania ich.Proszę więc o radę Panią-kobietę,którą podziwiam od zawszę za odwagę i hard duch.

Z pozdrowieniami
Natalia


Natalio, z mojego doświadczenia wynika, że nigdzie na swiecie nie ma takiej pracy, gdzie czlowiek tylko siedzi, a "pieniądze same sie robią". W kazdej pracy trzeba pracować - różnica jedynie polega na tym, że niektorzy ludzie robią to z radością, a inni z niechęcią. Czyli mowiąc inaczej - każdy czlowiek musi znaleźć sobie pracę, i tylko od niego zależy czy to będzie zajęcie, ktore go cieszy, rozwija i daje spełnienie, czy tez odwrotnie.

I każdy sam musi podejmowac decyzje, bo sam bedzie ponosił ich konsekwencje.

Znam wielu ludzi, ktorzy nie znoszą swojej pracy i są z tego powodu nieszczęsliwi. Dlatego w zyciu trzeba sie kierować nie tym, co mówią inni ludzie, ale tym, czego sama najbardziej pragniesz. Jesli sama nie ulożysz swojego życia, nikt inny nie zrobiu tego za Ciebie. Zastanów się czego najbardziej chcesz, o czym marzysz - i spróbuj stworzyć plan osiągniecia swojego celu. A potem wprowadź go w zycie :)

Chciałbym napisać tak wiele, ale nie umiem teraz tego wszystkiego opisać. Właśnie skończyłem czytać Pani książke i jestem pod wielkim wrażeniem. Pare dni temu miałem 18 urodziny i właśnie z tej okazji siostra postanowiła mi kupić tą pozycje. Pochłonąłem ją w dwa dni, a zwykle czytanie zajmuje mi dużo więcej czasu. Niebardzo mam pomysł na ten list, ale chyba pisze go poprostu, żeby Pani podziękować za te wszystkie informacje potrzebne chyba każdemu człowiekowi- zwłaszcza młodemu. Sam bardzo dużo myślałem o życiu i myśle nadal. Często zadawałem sobie pytania, które niegdyś Pani też zadawała...

Bardzo mnie to urzekło, bo chociaż zdawałem sobie z nich dobrze sprawe i tłumaczyłem to wielu moim przyjaciołom, to dzięki Pani dostałem naprawde dużą dawke optymizmu, wiary w siebie, a ktoś "powidział" mi to co tak trudno było usłyszeć. W końcu dostrzegłem swoje wady, bądź spojrzałem na nie bardziej sprawiedliwie i nie miałem szans się wykręcić. Niewiele jest rzeczy, które są niezbędne do życia człowieka. Dobro i harmonia z samym sobą napewno do nich należy.

Zrozumiałem teraz, że nie m a sensu się dołować i samoistnie zapędzać się w depresje z powodów tak błachych jak te, że jestem leniwy, nie konsekwentny, przejmuje się problemami innych, że nie lubie Matematyki i nie pójde na Studia Ścisłe. Chociąż każdy mówi mi że po humanistyce nie ma pracy, a sam naśmiewam się, że będe żył w małej chatce, gdzieś głęboko ukrytej w bieszczadach. Teraz zrozumiałem, że nie musi być to chatka w bieszczadach, ale może być to jakikolwiek zakątek na ziemi, bo ważne bym czuł się szczęśliwy i odnalazł w sobie to co najpiękniejsze, najprawdziwsze i najbardziej ludzkie...

Już od ponad roku na moim suficie wisi kartka z wydrukowanym hasłem "Wstawaj szkoda życia, Pamiętaj o tym co jest najważniejsze" Napisałem go gdy obiecywałem sobie sumienność, pracowitość, walke z lenistwem. Przez pewien okres pomagał, lecz jakiś miesiąc temu, w ogóle przestałem zwracać na niego uwagę. Teraz po przeczytaniu 268 stron jest we mnie tyle tych magicznych haseł i mąd
rości, że jeśli każde z nich będzie trwało chociąż miesiąć to napewno będzie dobrze.

Nie chce Pani tu zanudzać moimi odczuciami, ale poprostu musiałem to napisać i podziękować Pani z ogromną wdzięcznością. Czuje się jakoś dziwnie, ponieważ widziałem Panią pierwszy raz na okładce tej książki i kilku zdjęciach w środku, a tylko po jej przeczytaniu, czuje wielki szacunek, respekt i chęć bycia lepszym. Kiedyś myślałem że musze przejść przez wszystkie trudne okresy, stany i sytuacje żeby zrozumieć pewne rzeczy. Teraz wydaje mi się, że nie mam ochoty...

Mam na imię Damian i mieszkam we Wrocławiu, przepraszam, że podpisuje się na końcu, ale cały ten list jest bardzo spontaniczny i może troche nie przemyślany, ale czuje się jakbym pisał do dobrej przyjaciółki, która długo mnie zna i świetnie rozumie... Mam nadzieje, że to Pani nie urazi.

P.S Dziękuje jeszcze raz i prosze chociaż o krótkie, nawet jedno zdanie odpowiedzi w mailu zwrotnym. Wtedy będe wiedział, że ktoś przeczytał te pare słów i dowiedział się o moich odczuciach co do tej pięknej, poruszającej i tak bezkreśnie potrzebnej książki każdemu człowiekowi.
Pozdrawiam Damian z Wrocławia


Damianie, życie jest fantastyczne jeśli tylko człowiek ma ochotę wlożyć troche wysiłku w to, żeby dobrze je sobie zorganizować. Po co czekać, martwić się, smucić i marnować czas na nieważne rzeczy?... Zyczę Ci, żebyś poczuł jak najszybciej ile radości daje realizowanie planów, stawianie sobie celó i spełnianie własnych marzeń.

A najwazniejsze jest chyba to, że kiedy czlowiek postępuje zgodnie ze swoim sumieniem i potrafi się wsłuchać w swoje pragnienia, dookoła zaczynają się dziać różne cuda i świat podsuwa gotowe ściezki, nawet takie, o których nigdy bys sam nie pomyślał...

Powodzenia!...

Pani Beato, nie chce zawracac Pani glowy, przepraszam. Mam jednak pytanie natury, ze tak powiem, technicznej. Otoz zastanawia mnie jak otrzymala Pani zgode na opublikowanie ksiazki? Czy miala Pani najpierw manuskrypt, ktory zlozyla Pani w wydawnictwie po czym usmiechnelo sie do Pani szczescie, czy tez najpierw zglosila Pani propozycje napisania podobnej ksiazki? A moze inna droga doprowadzila do jej wydania?
 
Nie chce byc wscibska. Pytam poniewaz chcialabym wydac ksiazke w Polsce. W Stanach wydanie ksiazki to skomplikowana procedura (choc licze, ze i tu mi sie powiedzie). Chce wydac w Polsce bo jakos nie moge tak calkowicie zdradzic polskiego jezyka.
 
Bede wdzieczna za odpowiedz
 
Pozdrawiam i obiecuje, ze nie bede juz zawracac Pani gitary.
Karolina

Pani Karolino, zrobiłam najprostszą rzecz pod słońcem, którą radzę wszystkim: najpierw napisałam książkę. Potem poszłam do księgarni, obejrzałam książki publikowane przez różne wydawnictwa. Wybrałam wydawnictwo, którego książka podobała mi się edycyjnie. Zadzwoniłam do tego wydawnictwa. Powiedziałam, że napisałam książkę i zapytałam czy redakcja zgodzi się ją przeczytać, żeby móc zdecydować czy im się podoba, czy nie.

Drugie wydawnictwo, do którego się zwróciłam, odpowiedziało, że książka im się podoba i chcą ją wydać. Byłam  bardzo szczęśliwa :) Życzę Pani sukcesu i pozdrawiam :)
Witam Pani Beato,

na Pani stronie zauważyłam, że wyjeżdża Pani do Indii. Ostatnio przeczytałam dwie fantastyczna dla mnie książki o czasach w których żyli i sprawowali władzę Mogołowie, i od tego się zaczęło. Teraz czytam przewodnik po Indiach. Mam prawie wszystkie Pani książki oprócz " Blondynka wśród łowców tęczy" nigdzie nie mogę jej kupić. Chciałabym doczekać się wydania Blondynka w Indiach byłoby wspaniale. Będę czekała :-). Już przeczytałam " Blondynkę w Tao" no i boję się sięgać po następne bo była tak wciągająca, że chwilami byłam bardziej z Wami niż w miejscu, w którym czytałam książkę:-). Takie książki trafiają się nie często. Dowiedziałam się o Pani książkach i podróżach dopiero niedawno. Byłoby wspaniale gdybyście na swoich stronach mieli sklep z muzyką Świata.

Pozdrawiam serdecznie i życzę wielu wspaniałych podroży i czasu do ich opisania dla innych, których nie stać na odwagę rzucenia się w otchłań marzeń...

Anna z Gdańska.

Pani Aniu, wydawnictwo National Geographic przygotowuje własnie wznowienie książki "Blondynka wsród lowcow tęczy", która ma się ukazać na wiosnę. Do Indii wybieram się w grudniu, nie wiem czy od razu napiszę ksiązkę o Indiach, bo zwykle jedna podróż to za mało, ale w przyszlości na pewno taka ksiązka powstanie. Ja także zyczę pięknych podróży i odwagi, żeby sięgnąć po swoje marzenia :)
Witam

W zasadzie to nie wiem od czego mam zacząć , tyle myśli kłębi sie w mojej głowie.
Pewnie takich e-miali dostajesz setki miesięcznie.
Mam 21 lat , prace w radiu/mediach zaczęłam w 15 roku życia. W radiu poznałam swoja miłość życia (oczywiście zaraz po radiu).
Zamieszkaliśmy razem gdy miałam 18 lat, było cudownie ( oczywiście na początku były nieporozumienia ale potem było ok).
Dla niego zostawiłam dobrze płatną i perspektywiczną prace, zostawiłam prace ponieważ on dostał dobrze płatną propozycje.

W zasadzie to od jakiegoś czasu moje zycie jest ustawione pod jego zycie zawodowe ( zawsze w nowym mieście , otoczeniu staram się dostosować co niestety nie jest proste).
Prawie rok temu założyliśmy wspólno firmę... była nasza... pracowaliśmy nad jej rozwojem itd....
Obecnie mieszkamy na Śląsku w Gliwicach bo Leszek tutaj dostał prace.
Jak to bywa poprzeprowadzkach przeżyłam małe załamanie, niestety Leszek tego nie zauważył.
Generalnie to do czasu jak mieszkamy w Gliwicach to mnie nie dostrzega, żyjemy ostatnio około siebie a nie z osoba;(
problemem głównym sa jego znajomi.... od czasu jak tylko jesteśmy w Gliwicach jesteśmy wręcz dręczeni tel/sms przez nich... nie mamy czasu dla siebie .... a jak już można by było znaleźć ten czas to Leszek niestety woli spędzać czas przed komputerem.... w trakcie ostatniej kłótni dowiedziałam się,że jego ta firma nie interesuje, że nie wie czy mnie kocha itd....chyba nawet ostatnio nie chce mu się nawet ze mną rozmawiać.....
nie ukrywam jestem załamana.... czuje ,że ostoje nad przepaścią.... zastanawiam się czy kiedyś wybrałam dobrze..... z 2 strony nadal bardzo go kocham.... a on obleciał,że postaramy się uratować nasz związek...
od 2 dni w zasadzie nic innego nie robie jak tylko siedzę i płacze, nawet praca juz nie pomaga:(
niestety na Śląsku nie mogę znaleźć pracy i to pogłębia mój kryzys...
przyznam,że nie więc o mam robić, pisze do Ciebie bo wiem,że kiedyś stałaś na podobnych rozstajach......
owszem zawsze można powiedzieć,że mogę wrócić do domu ...... jednak jest to niemożliwe ponieważ z moją mamą dogaduje się tylko wtedy kiedy mieszkamy oddzielnie, zawsze kiedy jadę do domu to dochodzi do jakieś ostrej wymiany zdań......mogłam zostać nad morzem... tam miałam prace....... Leszek stracił tam prace ale skoro nie wie czy mnie kocha to przecież mogłam tam zostać sama.... dlaczego chciał abym az tutaj przyjechała.....
czuje się bardzo samotna..... pomimo,że żyje pomiędzy ludźmi nie mam siły na nic i czuje sie samotna w tłumie..... chciałam odejść jednak nie mogę znaleźć w sobie na tyle siły.... czuje sie tak jak by mnie nie było i nikt mnie nie dostrzega.....
przepraszam,ze pisze o swoich osobistych rzeczach w zasadzie można powiedzieć obcej osobie... z góry dziękuje i jeszcze raz przepraszam


Justyna

Justyno, z tego co napisałas wynika, że swoje zycie widzisz tylko albo przy Leszku, albo przy swojej Mamie. Nie miałas pewnie szansy nauczyc się samodzielności - ale kazdy czlowiek na świecie musi nauczyc się tej sztuki. Nie można żyć wyłącznie dla kogoś i uzalezniac swojego szczęścia i przyszlości od drugiego człowieka.

Zastanow się czego naprawde chcesz. Czy chcesz być szczęsliwa? Czy chcesz być z mężczyzną, ktory twierdzi, że Ciebie nie kocha? Powinnaś chyba zacząć ukladac swoje zycie od początku - tak, żeby było w nim dokładnie to, czego pragniesz najbardziej. Nie bój się. Czeka Cię masa przyjemnych niespodzianek - jesli będziesz miala odwagę wyjść im naprzeciw. 

Życie to taka firma, ktora każdy musi się nauczyć dobrze zarządzać. Musisz byc dyrektorem swojego zycia - wtedy bedziesz mogła ulożyć je tak, żebys byla z niego zadowolona. Piszę o tym dokladnie w ksiązce "W dzungli zycia". Trzymam kciuki!

Dzień dobry Pani Beato. Pisze do Pani, ponieważ marze o tym żeby podróżować i nie wiem cozrobić żeby spełnić swoje marzenie. Mam 19 lat i nie wiem najakiestudia pójść żebym miała łatwiej. Czy są przeprawadzane jakieś konkursy dla przyszłych podróżników? Proszę o radę i z góry dziekuje. Małgorzata
Pani Małgosiu, mysle, że zadne studia nie gwarantują uprawiania zawodu, ktory jest wynikiem pasji. Znam geografow, ktorzy pracuja w biurze i inzynierów, ktorzy są podróżnikami. Nie poradze Pani więc jaki wybrac kierunek studiow. Wiem tylko tyle, że trzeba  wzyciu kierowac się tym, co czlowieka najbardziej pasjonuje i pochlania bez reszty. Wierzę, że każdy z nas ma przeznaczenie zapisane we wlasnej duszy - wystarczy się więc w nią wsluchać. Byc może podróżowanie nie jest Pani powolaniem, być może bardziej naprawdę kreci Pania obserwowanie delfinów albo badanie ptakow. Niech sie Pani głęboko zastanowi co tak naprawdę najbardziej Pani lubi robić już teraz - i takie studia powinna Pani wybrac. Zycze powodzenia i trzymam kciuki :)


Dzień dobry!
Pani Beato ciągle drąży mnie jedno pytanie i nie wiem co mam z nim zrobic. Podziwiam Panią i fascynuje mnie to co Pani robi. Tak bardzo chciałabym byc podróżnikiem, lecz nistety nie wiem jak to osiągnąc. Myslalam o tym aby zapisac się do akcji unicef, lecz niewiem na czym to polega i gdzie moglabym sie tego dowiedziec.Kończę 3 klasę gimnzjum i niewiem gdzie pójsc dalej i jak spełnic swoje marzenia. Już od dziecka fascynuje mnie tylko jedno - Afryka. I nadszedl wlasnie czas by podjacdecyzje jak je spełnic. Kocham podrózowac , poznawac swiat, lecz na razie moje ambicje ograniczaja się na okolicach i górach. Wszyscy się mnie pytają co chce w zyciu robic, a ja mam naprawde poważny problem. Myslałam okierunku studii - Afrykanistyce myślę że byłby to świetny pomysł...tylko niewiem gdzie mam sie zglosic po takich sttudiach? co robic? od czego zaczac by stac sie podrożnikiem? myslałam także o dziennikarstwie- lecz wiadomo aby osiągnąc sukces trzeba miec najświerzsze materiały najczesciej o gwiazdach show biznesu, a ja jestem kompletną przeciwniczkom plotek i nie zniosłabym tego...

Potrzebuję porady. Nie mam się do kogo złosic, poniewaz nikt ni ma o tym pojecia. Miałam nadzieje ze Pani moglaby mi pomóc lub chociaż tylko odpisac. Byłabym niezmiernie wdzieczna. Czy Pani już od razu wiedziała co che robic w życiu? Jak pani udało się to osiągnąc? Byłabym niermiernie wdzieczna gdybym dostała odpowiedz chociaż na jedno pytanie. Dziękuję bardzo za poświęcenie uwagi.

P.s. - Naprawde niewiem gdzie przeczytac odpowiedz gdybym ją otrzymała. Nierozumiem co znaczy na Pani stronie np. poczta Birmanska, Kanadyjska. Za każdym razem gdy do Pani pisze sprawdzam wszystkie poczty hehhe. Czy mogłabym sie dowiedziec gdzie mogłabym zobaczyc odpowiedz? Dziekuje Pani z wszystko i Serdecznie Pozdrawiam!

Dominika


Dominiko, z mojego doświadczenia wynika, że nie mozna zaplanować zycia tak dokładnie. Myslę, że niepotrzebnie martwisz się o to co będziesz robiła za dziesięć czy dwadzieścia lat, bo najwazniejsze to sluchac swojej duszy i postepować zawsze w zgodzie ze swoim sumieniem. Niespodziewanie w twoim zyciu na pewno pojawią się różne ciekawe opcje i propozycje - najwazniejsze to wsluchiwac się w swoje serce i robić tylko to, do czego masz pełne przekonanie - czyli starać się w zyciu podążac za swoim przeznaczeniem i realizowac swoją pasję. Jeżeli Twoim powołaniem jest podróżowanie, to bedziesz podróżowac jniezaleznie od kierunku studiów, jakie wybierzesz... A studiowanie dziennikarstwa nie ma nic wspolnego z plotkowaniem, zapewniam Cię :) Jako nastolatka nie wiedziałam kim bedę, wiedzialam tylko, że muszę podążać za pasją, ktora mnie wypełniala od środka. I tak sie wlasnie stalo :)

Witam,

Serdeczne dzięki za wspaniałe książki Jestem właśnie po lekturze "Blondynki wśród łowców tęczy" i już nie mogę doczekać się, kiedy sięgnę po następną. Przyznam, że wspomniana pozycja szczególnie przypadła mi do gustu. Ucieszyły mnie odniesienia do miejsca (Gujany), które sama chciałabym kiedyś odwiedzić. Marzy mi się podróż do Georgetown, ale...
No właśnie - zawsze jest jakieś "ale"! Wiem na przykład, że o wizę do Gujany należy wystąpić minimum 6 miesięcy przed wyjazdem.
Mój przyjaciel (Gujańczyk, a jakże!) twierdzi, że z tym nie powinno być problemu, ALE ja słyszałam też, że wiza nie gwarantuje wjazdu i że ostateczną decyzję podejmuje celnik na granicy. Czy to prawda? I w którym konsulacie w Europie (Anglia, Belgia) najlepiej starać
się o wizę? Czy to ma jakieś znaczenie?

Wiem też, że jadąc w tamte rejony warto się zaszczepić (malaria, żółta febra), ALE nie wiem, gdzie i czy w ogóle w Polsce można zrobić takie szczepienia, a jeśli tak, to w jakim terminie przed wyjazdem i czy jednorazowy zastrzyk wystarczy?
Wiem wreszcie, że nie ma bezpośrednich połączeń Warszawa-Georgetown (chyba że coś przeoczyłam ALE może wcale nie trzeba lecieć z dwoma przesiadkami?! Czy może Pani polecić jakieś linie na tej trasie?
Będę wdzięczna za wszelkie wskazówki.

Pozdrawiam,
Nina


Pani Nino, szczepienia na żółtą febrę koniecznie trzeba miec i oczywiście można je zrobić w Polsce - prosze zapytać w najbliższym Sanepidzie. Jedno szczepienie przeciw żółtej febrze wystarcza na dziesięc lat. Na malarię nie ma szczepionki - trzeba brać profilaktyczne leki. Mozna je dostac tylko na receptę - koniecznie trzeba więc pójśc do kliniki chorób tropikalnych i poradzić się
lekarza specjalisty.

Każdy konsulat jest dobry, im bliżej tym lepiej. Ja staralam sie o wize do Gujany w Brazylii i stamtąd do niej wjezdżalam. Zyczę szczęsliwej podróży :)
Pani Beato,

Przypadkiem trafilam na wywiad z Pania w internetowym wydaniu Claudii, polskiego magazynu dla kobiet. Przeczytalam go i zachcialo mi sie plakac, czego nie zrobilam bo jestem wlasnie w pracy i dziele pokoj z trzema kolezankami, wiec byloby mi glupio no i musialabym
sie tlumaczyc i to grubo, dlaczego rycze nad klawiatura.

Przedstawie sie moze: nazywam sie Karolina Faraci. Niegdys nazywalam sie Karolina Stepek i mieszkalam w Sarbinowie niedaleko Mielna a do szkoly chodzilam do Koszalina...Do "dziewiatki" oraz ogolniaka przy "budowlance" na Jednosci. Teraz mieszkam w Chicago gdzie robilam praktycznie wszystko, co zapisane zostalo w przykazaniach emigranta (procz sprzatania). W tej chwili asystuje mecenasowi w jego kancelarii (co nudzi mnie niezmiernie) oraz koncze studia na Columbii, na kierunku...fiction writing.

Ja tez zawsze wiedzialam, ze chce pisac. Pisalam odkad pamietam. Niestety, w dziecinstwie nauczono mnie, ze inni sa prawdopodobnie lepsi ode mniewobec czego nigdy nie wysylalam swoich prac na konkursy, zakladajac z gory, ze i tak nie zostana zauwazone. Jakie to jest smutne dla mnie teraz...Zauwazali mnie profesorowie ale byl to czas, kiedy osiagnelam wiek, gdzie interesowalo mnie wszystko, co niedobre i sprzeczne z zasadami, a nie pisanie.

Studia rowniez rzucilam (studiowalam na Polibudzie - wzornictwo przemyslowe, poniewaz lubie rysunek), stwierdziwszy, ze to jednak nie dla mnie.

Wyjechalam do Stanow by oderwac sie od Polski i nie skonczyc w rynsztoku, co generalnie udalo mi sie. Wyszlam na prosta, koncze studia (jestem jedyna osoba na moim kierunku, ktorej angielski nie jest macierzystym jezykiem), choc boli mnie bardzo, ze tak pozno (bo
mam trzy dychy na karku) ale tlumacze sobie, ze przedluzam sobie mlodosc.

Doszlam jednak do momentu, gdzie zrozumialam jeszcze jedna rzecz: naprawilam juz to i tamto a teraz czas na cos wiecej. Wolnosc to to, o czym marze. Podroze to cel mojego zycia, pisanie o nich byloby czyms cudownym. Moj maz nie nalezy do ludzi, ktorzy lubia sie
rozwijac, i mimo iz jest dobrym czlowiekiem to wiem, ze wkrotce sie rozstaniemy poniewaz ja potrzebuje wolnosci by decydowac o wlasnym zyciu ( a na przyklad nie bylam jeszcze w Brazylii).


Przepraszam, ze tak smece okrutnie ale bardzo zainspirowal mnie artykul o Pani. Oczywiscie, natychmiast zajrzalam na strone internetowa i postanowilam napisac. Jesli moglabym udac sie w podroz...Ciekawi mnie rowniez Pani zycie w Koszalinie, moze sie znamy? I jak udalo sie Pani wydac ksiazke w Polsce? (tak na marginesie otrzymalam ostatnio bardzo niegrzeczna
odmowe od naczelnej polskiego Glamour gdy zaproponowalam im wywiad, ktory latem zrobilam z Majdanem na potrzeby jednego z polonijnych miesiecznikow. Zrobilo mi sie...zielono ze zlosci, bo zawsze jestem nastawiona na odrzucenie ale nie w taki sposob).

Pozdrawiam Pania przeserdecznie i mam nadzieje, ze otrzymam od Pani e-mail, choc wiem, ze jest PAni z pewnoscia szalenie zajeta.

Karolina

Karolino, moim zdaniem pani list jest bardzo optymistyczny :) Pracuje Pani nie na zmywaku, tylko w kancelarii prawniczej, studiuje Pani, ma Pani marzenia - przeciez to wszystko świetnie sie układa! Nie musi Pani rezygnowac z marzeń, poświęcać niczego, co uważa Pani zawazne - proszę tylko tak trzymać i skoncentrowac wszystkie mysli na tym, co najwazniejsze, czyli na osiągnięciu celu. Na pewno się uda!
Powrót