onet.pl PATRONAT
Listy w skrzynce
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Listy

Powrót
Litewska skrzynka pocztowa (67)

Nowe listy proszę słać na adres beata@beatapawlikowska.com albo beata@oliwkowo.pl
Odpowiedzi szukajcie poniżej.

Dzień dobry!
 Mam jedno małe pytanko do Pani : jak zapisać się do Oliwkowa?
Bardzo proszę o odpowiedż na Pani stronie lub na adres: rybka1393@wp.pl
A poza tym, czy jest możliwość dostania od Pani autografu?
 
Martyna z Bydgoszczy, 14 lat

W Oliwkowie wystarczy być. Rozmawiać z innymi Tubylcami, dodawać coś od siebie i czuć się tam dobrze. Można wpisać się na mapę Oliwkowa i zostać w ten sposób oficjalnym Tubylcem, który np. Może korzystać z Oliwkowej Biblioteki :) Autograf oczywiście chętnie przyślę, ale na jaki adres? Serdecznie pozdrawiam
Droga Pani Beato,
 
Po raz pierwszy piszę list do sławnej osoby, więc nie wiem jak zacząć J Może się na początek przedstawię J Mam na imię Janek
i mam 14 lat. Jestem ”minipodróżnikiem” J Uwielbiam Pani audycję „Świat według Blondynki” w Radiu Zet :) Najczęściej słucham jej, w czasie roku szkolnego, przy odrabianiu lekcji :)) Umila mi ona ten nużący obowiązek :)) Marzą mi się dalekie podróże, a dzięki Pani mogę choć troszkę poczuć się jakbym zwiedzał najdalsze zakątki świata :))
 
Na forach internetowych czytałem wspaniałe opinie moich rówieśników na temat Pani książek. Postanowiłem więc, że ja również przeczytam jedną z nich. Jako pierwsza wpadła mi w ręce „Blondynka śpiewa w Ukajali”. I…………. jestem ZACHWYCONY !! Mogę powiedzieć z pełnym przekonaniem, że jest to książka szalenie wartościowa, ponieważ po przeczytaniu jej, coś we mnie zostało :)) Postanowiłem sobie, że będę cieszył się ze wszystkiego, mniej marudził  i będę starał się przystosować do każdej sytuacji :)) Po przeczytaniu opisu w jakich warunkach żyją ludzie w Peru, jestem wdzięczny Bogu za to, że mam stały dostęp do czystej wody, kanalizacji, mam wygodne łóżko i mogę jeść wspaniałe, urozmaicone i smaczne potrawy :)) Dzięki niej poczułem się tak, jakbym przeżył te przygody na wyprawie z Panią :)) Ta książka rozbudziła we mnie marzenie wyruszenia do Peru i Ameryki Południowej :)) Mam nadzieję, że kolejne Pani książki pozostawią we mnie równie ciekawe przeżycia i przemyślenia :)))
 
Dziękuję, pozdrawiam serdecznie i życzę wielu niezapomnianych chwil w najodleglejszych zakątkach świata.
 
Janek (Januś)
 
PS: „Warto mieć marzenia i dążyć do ich spełnienia”. (takie motto sobie wymyśliłem J)

Brawo, Janku, jesteś mądrym człowiekiem, o czym świadczą wnioski, jakie potrafiłeś wyciągnąć z przeczytanej książki. Wielu ludzi nie potrafi docenić łatwo dostępnych udogodnień, jakie mamy w życiu. Trudno sobie nawet wyobrazić, że w dzisiejszym świecie w XXI wieku, w wielu miejscach na świecie ludzie nie wiedza nawet jak wygląda łóżko, a każda kropla wody jest na wagę złota, bo trzeba ją przynosić na własnych plecach, wędrując po spalonej słońcem pustyni. Rozumienie takich rzeczy i znajomość rozmaitości świata to konieczny warunek do tego, żeby zostać podróżnikiem. Jestem pewna, że jeśli będziesz nadal o tym marzył, Twoje marzenia prędko zamienią się w rzeczywistość i tego Ci gorąco życzę :)
Serdecznie witam Pani Beato!
   
     Chciałabym w swoim krótkim (mam nadzieje) liście wyrazić swój ogromny i niezmierzony podziw dla Pani osoby i oczywiście dla Pani fantastycznych podróży.
    Muszę sie przyznać, że mam dopiero 18 lat a plany podróżnicze na kilkadziesiąt lat do przodu;). Moje zainteresowanie podróżami zainspirowali we mnie rodzice, zapaleni podróznicy i "podglądacze" nowych kultur i miejsc. Moją fascynację pogłebiła również Pani działalnośc, gdyż to dzięki Pani uwierzyłam, że marzenia się spełniają. Na razie realizuję swoją pasję na polu Europejskim, jak np. podczas tegorocznych wakacji ( niedawno wróciłam z bajecznej podróży po Krecie, gdzie udało nam się dostrzec tą prawdziwą dziką i nieodkrytą wyspę, a nie reklamowaną w folderach biur podróży, gdzie pokazana jest głównie ta część, nazwijmy to, "hotelowa"). Liczę, że w przyszłości uda mi sie wypłynąć poza obszar Starego Kontynentu. Dodam, że w tym roku podczas pobytu na Krecie udało nam się ujrzeć zarys kontynentu Afryki stojąc na skale nad Morzem Libijskim:). Więc wszystko przed nami...Mama też nadzieję, że kiedyś uda mi się pojechać na wyprawę z Panią jako przewodnikiem:) Jest to moje największe marzenie móc spotkać się osobiście z takim autorytetem, jakim jest dla mnie Pani, Pani Beato.
     Wiem, że mój list miał być krótki, ale ja już tak mam:). Mogłabym o swojej pasji pisać bez końca, bo czego jak czego, ale weny mi nie brakuje:)     
                                                                                                                         Serdecznie pozdrawiam i trzymam kciuki za Pani  dalsze wyprawy( a tak po cichutku również za swoje:))
 
                                                        Katarzyna
P.S.Wzięłam udział w konkursie organizowanym przez czasopismo "Cogito", w którym nagrodą jest Pani nowa książka. Mam nadzieję, że uda mi się wygrać i z wielką chęcią przeczytać:)

Pani Kasiu, to fantastyczne, że dostrzegła Pani skrawek Afryki – myślę, że Afryka także dostrzegła Panią i spotkacie się niedługo :) Gratuluję umiejętności odkrywania nowych zakątków nawet w bardzo dobrze opisanych i poznanych miejscach. To cecha prawdziwego podróżnika. Trzymam kciuki za wszystkie następne wyprawy Twoje i Twojej Mamy i mam nadzieję, że pewnego dnia spotkamy się na szlaku :) Serdecznie pozdrawiam.
Witam Pani Beato,

Od dłuższego czasu zastanawiam się nad napisaniem do Pani tego maila i w końcu się przełamałam :). Zresztą nie pierwszy raz, ale zapewne tysiące osób wali do Pani drzwiami i oknami i nie sposób zapamiętać pojedynczych maili :).

Tak czy inaczej.. piszę do Pani w bardzo nietypowej sprawie..  ale może zacznę od początku.

Jestem stewardessą w emirackiej linii lotniczej, dzięki czemu mam w miarę duże możliwości podróżowania po świecie... (czyt. podróżowania z przymrużeniem oka ;)).
Tak czy inaczej coś tam zawsze udaje mi się liznąć z danego miejsca i wszystko to co widzę, czuję i przeżywam opisuję na blogu...

Od dłuższego czasu dostaję maile od ludzi, którym moje pisanie się podoba i są zdania, że mogłabym spróbować z książką.. Myślałam nad tym wcześniej.
Myślę, że gdyby znalazło się jakieś wydawnictwo, to może akurat coś by z tego wynikło. Z tego co się orientuję na polskim rynku nie ma jeszcze książki napisanej przez stewardessę. Książki, w której mogłabym opisać nie tylko podróże, wrzucić zdjęcia, ale również opisać życie stewardessy.

Może i płytki temat, ale ... udało mi się znaleźć grono odbiorców.. i cieszę się gdy zwracają się do mnie z pytaniami lub dziękują za pomoc w podjęciu decyzji.
Bo właśnie na tym mi zależało.

Ja również mam swoje plany i marzenia. I chyba tak jak Pani, z determinacją dążę do ich spełnienia. Dlatego chciałabym pokazać innym, młodym ludziom, że ... jeśli czegoś bardzo chcesz, to staje się realne.
Że czasami warto jest zaryzykować.

Dlaczego piszę ? Sama nie wiem. Chyba chciałabym usłyszeć zdanie kogoś, kto z pisaniem ma coś do czynienia. Czy w ogóle jest szansa, że to co piszę ujrzy światło dzienne ?
Czy przez emaila uda mi się nakłonić wydawnictwo do współpracy ? Jeśli tak, to jakie ? Czy szukać w typowo podróżniczych, czy ogólnych ?

Jeśli miałaby Pani chwilkę to zapraszam serdecznie to przejrzenia kilku postów, które zamieściłam na blogu.

Z góry dziękuję za Pani czas i odpowiedź.

Pozdrawiam cieplutko z gorącego Dubaju,
Joanna

Pani Joasiu, myślę, że to bardzo ciekawy temat, a praca stewardessy to i intrygujący punkt wyjścia. Jednak najważniejszym kryterium zawsze będzie wartość literacka tekstu, a mówiąc prościej – to czy książkę dobrze się czyta, czy jest wciągająca i czy jej zawartość jest ciekawa. Myślę, że powinna Pani śmiało spróbować zainteresować wydawnictwa swoim pisaniem. Moja rada jest taka: złożyć teksty w całość, taką, która może być gotową książką, znaleźć wydawnictwo, które się Pani podoba, zadzwonić, powiedzieć, że napisała |Pani książkę i zapytać czy wydawnictwo byłoby zainteresowane przeczytaniem jej i ewentualnym wydaniem. Proszę się nie zrażać odmowami. Niektóre wydawnictwa są mocno sprofilowane i wydają ściśle określone pozycje. Ale jeżeli Pani książka jest dobra, to na pewno znajdzie wydawcę. Trzymam kciuki i życzę powodzenia!
Witam Pani Beato!
Pisze do pani ponieważ chciałabym wyruszyć z panią w podróż. Otóż po przeczytaniu książki pani autorstwa ’’W dżungli życia’’ uważam panią za moj autorytet.Mam dopiero 20 lat ale dylematy życiowe oraz szukanie dobrego rozwiązania i miejsca w swoim życiu stwierdziłam iz mamy podobne. Kiedyś pisałam do pani lecz opowiedzi nie uzyskałam, pisałam gdyż pani jako osoba bezstronna mogła mi pomóc w pewnej sprawie. Ostatnio w moim życiu nie dzieje się dobrze, ogolnie to chyba straciłam jego sens, przytłacza mnie wszystko, mam wokoł siebie kochane osoby lecz nie potrafe w tym momencie ich docenić, moje życie stanęło w miejscu, nic się nie zmienia już od roku. Uważam, iż podróż w nieznane, w dziewicze tereny, poznanie nowych kultur jest według mnie niesamowitą sprawą. Uwielbiam podróżować ale w miejscach , w których byłam jest mnóstwo turystów, co moim zdaniem psuje atmosfere pięknych miejsc. Najbardziej interesuje mnie wyjazd gdzie nie będzie hoteli, w których mieszkałam za każym razem gdy gdzieś wyjeżdzałam, nie będzie cywilizacji, która w pewnym sensnie doprowadza do zniszczenia naszego świata. Pani Beato czekam na odpowiedz czy wogole jest możliwość wyjechania gdzieś z panią. Z góry dziękuję! 


Zapraszam na wyprawy, które organizuję w tym roku i w przyszłym :) We wrześniu ruszamy do Peru, w październiku do Indii, w listopadzie do dżungli amazońskiej, w grudniu na Saharę, w styczniu do Etiopii... Myślę też, że znam odpowiedź na pytanie o podróżowanie do dziewiczych miejsc, gdzie nie ma hoteli,ale gdzie panuje potęga przyrody, z której można czerpać energię do życia. Wystarczy pojechać gdziekolwiek – choćby do Puszczy Białowieskiej, na mazurską wioskę albo w Bieszczady, unikać miast i tłocznych miejsc i chłonąć świeże powietrze, słonce i miejsca, o których nie można przeczytać w żadnym przewodniku. Takie miejsca istnieją nie tylko w Amazonii, są też blisko i czekają na odkrycie ;) A jesli pociąga Cię wyprawa w egzotyczne strony świata, to kup skarbonkę i zacznij odkładać pieniądze na ten cel. To marzenie spełni się szybciej, niż myślisz :)
Dzień dobry, podziwiam Panią, dzięki Pani możemy poczuć się tak,
jakbyśmy tam byli. Ale zaintrygowało mnie zdanie, cyt.:"...Tak - kilka
razy, zawsze z dobrym skutkiem. Indianie znają lekarstwa na wszystkie
choroby..."
Już tylko w Pani jedyna nadzieja: może uda się Pani spytać przy
następnej bytności u Indian - jak można wyleczyć boreliozę? Skoro
natura(kleszcz) zadała cios, być może natura ma jakieś antidotum.
Serdecznie pozdrawiam.


Indianie znają lekarstwa na wszystkie choroby, które ich dotykają w dżungli. To prawda. Nawet jeżeli jest to choroba wywołana przez złe duchy albo chorą duszę. Kleszcze żyją w Amazonii, poznałam je boleśnie na własnej skórze :) Jestem więc pewna, że boreliozę Indianie potrafią wyleczyć – choć niekoniecznie robią to w sposób, jaki dałoby się zastosować w Polsce czy Europie. Pozdrawiam :)
Witam, mam na imię Agnieszka (19 lat) i właśnie skończyłam czytać jedną z Pani książek. Chciałabym podzielić się z Panią refleksjami na jej temat ale najpierw opiszę jak doszło do tego, że sięgnęłam po tę lekturę. Zawsze fascynowały mnie podróże. Znajomi i rodzina śmieli się ,że Adze potrzeba 5 minut na spakowanie się i pojedzie gdziekolwiek, niezależnie od miejsca, warunków i długości pobytu. Zamiłowaniem do wyjazdów "zaraziła" mnie mama. Oczywiste więc było to, że gdy usłyszałam ,że gościem "Dzień dobry TVN" będzie znana (wtedy jeszcze o Pani nie słyszałam) podróżniczka, która opowie o tym, jak najlepiej przygotować się do wakacyjnych wyjazdów ,z ciekawością i entuzjazmem zasiadłam przed ekranem telewizora. I wszystko podobało mi się ogromnie do czasu gdy zaczęła Pani mówić o tym, że najważniejszą rzeczą w dżungli jest szczoteczka do zębów(!). Zaczęłam się głośno śmiać. Później opowiedziałam znajomym o Pani wypowiedzi i oni również się śmiali. Uznałam Panią (proszę mi wybaczyć) za głupią. Ten jeden wywiad zadecydował o mojej ocenie. Powtarzałam sobie i innym,że jest Pani niemądra i śmieszna. Teraz wiem, że moją niechęć potęgowała również zazdrość. Myślałam : "skąd ona ma na to pieniądze i dlaczego ona może robić w życiu to co ja również uwielbiam , a ja nie mogę(przynajmniej na razie)?".Ale najwyraźniej los troszeczkę ze mnie zadrwił i kazał odmienić moje zdanie na Pani temat. Przypadkiem mama kupiła mi National Geographic. Jakie było moje zdziwienie gdy zobaczyłam tam Pani książkę. Z pogardą wzięłam ją do ręki myśląc: " no zobaczymy co ona tam napisała". Popatrzyłam na rysunki i spodobały mi się, przeczytałam pierwszy rozdział i ... byłam ZACHWYCONA ! Pani pisze w taki lekki i dowcipny sposób. Po jej przeczytaniu zrozumiałam,że jest Pani bardzo odważna i chce Pani coś zmienić. To doświadczenie nauczyło mnie również, że nie należy sądzić po pozorach i przez pryzmat niespełnionych (no, może kiedyś)ambicji. Z zagorzałego wroga stałam się Pani nową fanką ! Na razie nie mogę pozwolić sobie na zakup Pani kolejnej książki, ponieważ czeka mnie dużo wydatków w związku z rozpoczęciem studiów, ale gdy tylko będę mogła na pewno przeczytam wszystkie !
Gorąco pozdrawiam i życzę sukcesów,
Agnieszka


Droga Agnieszko, dziękuję, że tak szczerze opisałaś swoją historię. I ciesze się, że nie dzieli nas już sprawa szczoteczki do zębów, choć prawdę mówiąc nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek nazwała ją NAJWAZNIEJSZA rzeczą w dżungli. Jest ważna, bo trudno sobie bez niej wyobrazić codzienną toaletę, i dlatego zazwyczaj radzę uczestnikom organizowanych przeze mnie wypraw, żeby zabierali ze sobą dwie szczoteczki (jedną zapasową). Bardzo się cieszę, że podobała Ci się moja książka i postaram się, żeby lektury Ci nie zabrakło :) Serdecznie pozdrawiam
Witam Panią!

W zasadzie nie wiem, czy przeczyta Pani mój mało znaczący list, ale warto spróbować. Czytałam Pani książkę "W dżungli życia" i wiem, że anoreksja i bulimia nie są Pani obce. Otóż chyba mam problem, aczkolwiek może tylko mi się tak wydaje. Mam 16 lat i od dwóch problem z jedzeniem. Obecnie mam 168 cm wzrostu i ważę około 47 kg. To być może nie jest aż tak mało. Bywały okresy kiedy ważyłam 45 kg. Zaczęło się od niewinnego odchudzania, bo miałam dość wyśmiewania. Schudłam 7 kg i było fantastycznie. Miałam rok pokoju. Ale we wrześniu ubiegłego roku dostałam jakieś obsesji. Głodzę się, potem jem normalnie i wracam do zdrowej wagi, a później od nowa nic nie jem. Nienawidzę swojego ciała, swojego życia. W domu nikt specjalnie na to uwagi nie zwraca, raz tylko mama pytała się, co się dzieje, ale zapewniłam, że to przez stres i jest w porządku. Ojca to nie obchodzi, gdyż bardziej pochłania go picie. Uwielbiam gotować, ale dla innych. Straciłam okres, mam problemy z nerkami, dopadają mnie skurcze mięśni, trzęsął mi się ręce. Nie wiem, czy to co mnie dotknęło to ankoreksja. Tym bardziej, że wcale nie jestem chuda, a otoczenie powtarza, że mogłabym zrzucić 2 kg. Już nie wiem co o tym myśleć, wiem tylko, że nie umiem siebie zaakceptować. Może Pani wie co się dzieje? Czy to anoreksja? Czy mój wymysł? Pozdrawiam i życzę udanych podróży.
             
                                                                                          Grażyna


Pani Grażyno, sama bardzo celnie nazwała Pani źródło swoich problemów z jedzeniem. Jeżeli nienawidzi Pani swojego życia, to nie lubi Pani także siebie – i stąd wynika chęć ukarania siebie za to, że nie jest Pani taka, jaką chciałaby Pani być. Opisałam to dokładnie w książce „W dżungli życia”. Niech Pani nie walczy z jedzeniem ani z lustrem. Proszę spojrzeć na siebie jak na kogoś, z kim ma Pani przeżyć resztę życia. Warto lubić swój cień. Warto zaprzyjaźnić się z własną duszą. Kiedy odnajdzie Pani w sobie przyjaciela, znikną kłopoty z jedzeniem. Nie ma sensu walczyć ze sobą przez całe życie. Lepiej odnaleźć w sobie piękne rzeczy i z ich pomocą zbudować sobie piękne życie, w którym będzie Pani szczęśliwa. Bo przecież tego Pani chce, prawda? Proszę poszukać w sobie dobra i piękna, ono w Pani jest. I niech Pani przestanie wymierzać sobie kary za to wszystko, czego Pani brak. Szczęście jest bardzo blisko. Wystarczy się do niego uśmiechnąć. Trzymam kciuki za to, żeby odnalazła Pani tę dobrą stronę samej siebie i serdecznie pozdrawiam :)
Szanowna Pani Beato
Nie miałam możliwości wysłuchania  Pani programu w radiu ZET w dniu 15 07 2007r w którym jak zapowiadano miała się Pani podzielić ze słuchaczami swoimi uwagami nt jak ustrzec się przed podłożeniem do naszej torby podróżnej narkotyków. Ponieważ moja córka wybiera się w  podróż podczas której będzie się zatrzymywała w krajach azjatyckich jestem zainteresowana tym tematem. Będę wdzięczna za udzielenie mi porady w przedmiotowej sprawie lub wskazanie stosownych publikacji.
Pozdrawiam i życzę wyłącznie miłych wrażeń podczas kolejnych wypraw.
Z poważaniem
Krystyna


Pani Krystyno, w programie opowiadałam o różnych rzeczach, które Polacy legalnie przywozą do Polski nie wiedząc, że jednocześnie stają się przemytnikami. Są to takie rzeczy jak na przykład kolce jeżozwierza albo wyroby z koralowca. Pełna lista tych przedmiotów jest na stronie organizacji WWF Polska.
Jeśli zaś chodzi o niebezpieczeństwo, że do bagażu zostanie podrzucona jakaś paczka z nielegalną zawartością, to znam tylko jeden sposób, żeby tego uniknąć: na lotniskach można dodatkowo zapakować bagaż w plastikową folię. Kosztuje to około 5 dolarów, ale zawsze radze, żeby zainwestować tę sumę we własne bezpieczeństwo. Życzę pani córce wyłącznie dobrych wrażeń i wspomnień, serdecznie pozdrawiam.
Dzień dobry Pani Beato:)
Długo zastanawiałam się czy do Pani napisać ten krótki list, gdyż ciężko
się pisze o swojej duszy, problemach, rozterkach i o wszystkim co
opisała Pani w swojej książce. Nawet chyba nie umiem o tym pisać.
Chciałam podziękować Pani za książkę " W dżungli życia". Opisuje Pani
tam problemy z którymi zmaga się chyba wiele ludzi, między innymi ja.
Tylko nie każdy chce się do nich przyznać. Piszę Pani tam porady co
robić. To wszystko jest fajnie napisane, tylko trudno zmieniać samego
siebie i to wszystko w życie wprowadzać. Pani zajęło to kilka lat. Ja
mam 23 lata i dopiero teraz niektóre rzeczy zaczęłam rozumieć, a książka
trochę zmusiła mnie do zastanowienia się nad sobą. Wzięłam do ręki
kartkę i jak Pani w jednym rozdziale radziła chciałam wypisać rzeczy
pozytywne i negatywne w sobie. Lista negatywna od razu się zapełniła.
Jak miałam napisać co w sobie lubię to miałam poważny problem żeby
wymyślić coś co można by tam wpisać, po chwili wpisałam tam jedną czy
jakieś dwie rzeczy. Dotarło do mnie że chyba siebie nie lubię za bardzo
i to jest problem. Że mi jest źle z innymi i nic mi się nie podoba kiedy
ja sama się sobie nie podobam i nie lubię, nie wierzę w siebie i w
marzenia o których tyle ludzie piszą w różnych swoich książkach. Zawsze
przejmowałam się tym co mówią o mnie inni i jak mnie oceniają. Wzięło
sie to chyba z mojego dzieciństwa. Stąd chyba wzięła się moja niska
samoocena. A najważniejsze co ja myślę o sobie. Zamknęłam się też na
innych ludzi. Do innych zawsze podchodziłam z dystansem i chyba sama
tworzyłam dystans, bo po prostu nie ufam ludziom. Teraz zastanawiam się
czy to jest dobre i chyba nie do końca. Bo brakuje mi szczerych
kontaktów z ludźmi. Z jednej strony sama nie chciałam sie zbyt
zaprzyjaźniać. Staram się ciągle nie myśleć jak jestem oceniana ale
różnie mi to wychodzi. Myślę, że każdy człowiek w głębi duszy wie co
powinien robić tylko nie zawsze chce siebie słuchać i ja czasami tez mam
z tym problem.
Podobał mi się też rozdział o priorytetach i wykorzystywaniu czasu. Z
tym to miałam problem od zawsze. Chcę robić wszystko naraz. Robiąc jedną
rzecz myślę już o następnej i właściwie to na żadnej rzeczy nie skupiam
się do końca i denerwuje sie przy tym ze nie robię więcej. Staram się
nad tym także pracować.
A także nie starać się na sile zmieniać rzeczy których nie można
zmieniać. Odkryłam to czytając Pani książkę, że najbardziej chciałam
zmieniać rzeczy na które nie miałam wpływu i nie chciałam ich
zaakceptować, zamiast te które można zmienić.
 Może kiedyś odważę się napisać coś więcej.Cieszę się, że w końcu
zdecydowałam się napisać ten list.
P.S. Czytałam jeszcze Pani książki: "Blondynka Tao" , "Blondynka wśród
łowców tęczy", "Blondynka śpiewa w Ukajali".Bardzo dobrze mi się je
czytało. "Blondynka Tao" jest po prostu świetna. Jak czytałam o Balkonie
to się szczerze uśmiałam. Chociaż jak ja bym była w tej dżungli to nie
wiem jakbym się zachowała. Może właśnie tak jak on:))
I jeszcze jedno: Jak można uzyskać od pani autograf? Bo do Warszawy się
nie wybieram:)
Kasia

Pani Kasiu, najtrudniejsze jest przyznanie się przed samym sobą do tego, ze człowiek siebie nie lubi i nie szanuje. To jest pierwszy krok w dobrym kierunku, bo stąd szybko płynie logiczny wniosek, ze jeśli życie tak wygląda, to trzeba je zmienić - bo trwanie w takim stanie nie prowadzi do niczego dobrego.
Myślę, że nie szukała Pani swoich zalet zbyt dokładnie. Jeśli ktoś siebie nie lubi i uważa za gorszego od innych, to nie lubi przyznawać, że jest w czymś dobry, ma jakiś talent, umiejętność, czy inną dobrą stronę. Namawiam Panią do spróbowania jeszcze raz. Jestem pewna, że ma Pani w sobie masę zalet, tylko nie zwracała Pani na nie uwagi. To dlatego, że łatwiej jest przybrać nihilistyczną postawę wobec własnego życia. Łatwiej, ale bardziej bez sensu, bo do niczego nie prowadzi. Ja wiem, że trudno jest zmieniać siebie i swoje życie, ale daję Pani słowo honoru, że każdy najmniejszy sukces daje siłę do tego, żeby robić jeszcze więcej i osiągnąć cel. Trzymam kciuki i serdecznie pozdrawiam!
Pani Beato co widziała lwa!
 
Mam tyle pytań, że nie da się tego zmieścić w jednym liście, aby Pani nie zanudzić ;)
Ostatnio moje myśli krążą w okół Afryki (w zasadzie to od dzieciństwa, gdy obejrzałam film animowany Disney’a "Król lew", a potem musical na Broodwayu pod tym samym tytułem)... Miłość do tego miejsca tli się we mnie i za każdym razem gdy rozmawiam z ludzmi pochodzącymi z tamtąd serce mi ściska!
 
Rozmawiałam z wieloma ludźmi- tymi, którzy tam byli i tymi, którzy jedynie o niej czytali... Zasmuca mnie bardzo fakt, że tak wielu krytukuje to miejsce, a zwłaszcza ludzi tam żyjących, bo boję się, że mają rację- że zawiodę się i bede płakać gdy z tamtąd wrócę, jednak wiem, że innej drogi wybrać nie mogę jak tylko jechać i się przekonać. Nie chcę oceniać. Nawet jeśli coś poznam staram się wstrzymywać od osądów choć to bardzo trudne... zwłaszcza gdy ma się 20 lat i tak bardzo chce się poznawać... Dlatego mimo wszystko ciągnie mnie do Afryki, ale takiej mistycznej i prostej zarazem. Do ludzi, żyjących w chatach i wciąż tak innych o nas. Boję się rozczarowania, ale mimo wszytsko chcę poznać. Bardzo mnie denerwuje moja wrażliwość na puncie opinii innych- tych w stosunku do mnie jak i rzeczy, miejsc i ludzi, które są dla mnie ważne. Łatwo się wtedy poddaję... Ech... jak ja nie lubię swojej wrażliwości...
Zdecydowałam się studiować antropologię i być może ekologię, by móc pracować i poznawać świat na własne oczy,a nie tylko i wyłącznie na podstawie opisów innych. Mimo wszytsko się boję zniechęcenia- bardzo szybko się poddaję, a otaczający mnie ludzie bardziej krytykują moje pomysły niż mnie dopingują (za wyjątkiem mojego męża;).
Pytanie kolejne: jakich języków powinnam się nauczyć, by porozumiewać się w Afryce nie tylko z ludźmi żyjącyi w miastach ale i tymi z wiosek? Iloma pani potrafi?
 
Ciepło i radośnie pozdrawiam podziwiając po cichu z krainy tysiąca kultur NYC.
 
Mala Żyrafa


Droga Żyrafo, przede wszystkim nie należy się bać, bo strach paraliżuje i przeszkadza w skutecznym działaniu. Jeśli ktoś wyjeżdża za granicę ze strachem i uprzedzeniami, trudno będzie mu nawiązać dobry kontakt z tubylcami. A uprzedzenia biorą się zwykle właśnie z nieokreślonego strachu i stereotypów i plotek powtarzanych przy stole ze znajomymi. Afryka nie jest straszna. Afryka jest piękna, ale swoją urodę pokazuje tylko tym, którzy potrafią ją dostrzec. Ile języków trzeba znać? Wystarczy jeden z najczęściej używanych – angielski albo francuski, niemiecki albo hiszpański. I koniecznie proszę się nauczyć używania najbardziej uniwersalnego języka świata, którym można się dogadać w każdym zakątku świata. Tym językiem jest szczery i dobry uśmiech. Proszę go używać jak najczęściej.

Witam serdecznie Pani Beato!

Dopiero wczoraj w ręce wpadła mi "Gala" z wywiadem, którego udzieliła Pani wraz z partnerem.

Urzekły mnie słowa, co zdarzyło się po raz pierwszy od niepamiętnych czasów...
Między wierszami przeczytałem o czymś, co sam chciałbym przeżyć z całych sił, namiętnie, z pełnym oddaniem.

Czekam zatem na miłość. Nie szukam, tylko czekam aż sama mnie odnajdzie. Taka prawdziwa, temperamentna, a jednocześnie wolna, nieskażona zazdrością i egoizmem.

Życzę wszystkiego najlepszego Pani Beato- na dzisiaj, na jutro, na zawsze!

Z uszanowaniem- Krzysztof


Panie Krzysztofie, dziękuję bardzo i równie gorąco życzę Panu jak najszybszego spotkania z Prawdziwą Miłością, która zostanie z Panem do końca świata!
Witam serdecznie Pani Beato,

chciałam dopytać się, czy jest jeszcze możliwość dołączenia do wyprawy do Peru we wrześniu?
i czy należy spełnić jakieś szczególne warunki oprócz posiadania ważnego paszportu?

Marzeniem mojego męża jest zobaczenie Imperium Inków i pomyślałam sobie, że mogłabym zrobić mu niespodziankę tym wyjazdem. Niestety dopiero dzisiaj odkryłam Pani stronę, a to tylko dlatego, że również dzisiaj skończyłam czytać Pani książkę: "W dżungli życia" ( bardzo za nią dziękuję ). Mam nadzieję, że nie jest za późno...

Z góry dziękuję za odpowiedź,
Gosia

Pani Małgosiu, z tego co wiem, na wrześniową wyprawę do Imperium Inków sa jeszcze miejsca. proszę się kontaktowac wprost ze współorganizotorem tej wyprawy - Mirawa (Awa) Cholewa, E-mail: awa@mktramping.pl tel. (0 12) 4300172 lub 0-504-057-661.

Nie trzeba spełniać żadnych szczególnych warunków, wystarczy tylko chcieć :) I oczywiście mieć ważny paszport :)
Powrót