|
|
Islandzka skrzynka pocztowa (65)
Nowe listy proszę słać na adres beata@beatapawlikowska.com albo beata@oliwkowo.pl Odpowiedzi szukajcie poniżej.
Dzień dobry! Jestem Aga, może mnie Pani pamięta... Gdy pisałam do Pani pierwszy e-mail, miałam lat 10 z górą, a ciut się zestarzałam... teraz mam 12 :) Ciut się zmieniłam. Ale nie w całości. Poza zmianą fryzury zmieniło się we mnie chyba jeszcze to, że jestem powazniejsza, no i nie robię problemu z byle czego, jak kiedyś :) Ale ciągle lubię podróże, ciągle lubię książki, i ciągle lubie rysować po czym tylko się da :) Mam tylko jeden problemik malutki. Byłam już zakochana parę razy (ze dwa chyba) i za każdym razem słyszałam od chłopaka, że jestem na niego za brzydka. Bo mam taką dziką fryzurę (włosy na pazia z lekka pocieniowane), okulary i jestem jeszcze kujonem (średnia 5,3). Czyli to nieprawda, że chłopakom podoba się to co w środku. No cóż... Co Pani sądzi na ten temat? Aga
Ago, nie znam chłopaka, ktory saam z siebie powiedziałby dziewczynie, że jest brzydka. Myślę, że raczej Ty tak myślisz o sobie i czasem prowokujesz chłopaków, żeby to powiedzieli na glos, albo może sama im to podpowiadasz, na przykład mówisz coś takiego: "Na pewno myślisz, że jestem brzydka, prawda?".
Powiem Ci coś. Nie jest ważne jak czlowiek ma obcięte wlosy ani czy nosi okulary - bo to można łatwo zmienić i poprawić na lepsze.Najważniejsze jest to czy czlowiek ma piękną duszę. I daję Ci slowo honoru, że pewnego dnia spotkasz chłopaka, który zakocha się w Tobie właśnie dlatego, że poczuje jak jesteś piękna w środku.
Spójrz na siebie w lustrze i odpowiedz sobie szczerze na pytanie czy jesteś brzydka. I co powinnaś zmienić w sobie, żeby stać się ładniejsza. Kiedy Ty sama poczujesz się ładna, tak samo będa o Tobie myśleli inni ludzie. Spróbuj :)
Witam Panią bradzo serdecznie, Właściwie chciałam przekazać, że podziwiam panią za otwartość i doświadczenie z którym się pani dzieli. Jestem lekarzem , marzycielką ......." mini "podróżniczką i nie ukrywam, że życie Pani mi imponuje. prosze zawsze pozostać taką jaką Pani jest ! Pozdrawiam Marta
Pani Marto, dziękuję i mam nadzieję, że może spotkamy się kiedyś w jakimś cudownym zakątku świata :) Serdecznie pozdrawiam
Droga Pani Beato.
Dziwnym jest pisać list do najbardziej znanej podróżniczki w Polsce. Nie bardzo wiem jak zacząć, więc może zaczynać nie będę tylko przejdę od razu do rzeczy... Od pewnego czasu marzy mi się "wyprawa" do Ameryki Południowej. Mam co prawda dopiero 16 lat, ale mam też postanowienie, że z okazji 18 urodzin taką wycieczkę sobie zasponsoruję. Fundusze skrupulatnie odkładam. Najchętniej zwiedziłabym cały ten kontynent, jednakże jest to dla mnie finansowo niemożliwe. Postanowiłam, więc ograniczyć się do jednego państwa - choć to i tak dużo. No właśnie, tu pojawia się moje pytanie (możliwe, że będzie na nie dość trudno jednoznacznie odpowiedzieć) : Który z krajów Ameryki Południowej jest wg. Pani najbardziej atrakcyjny turystycznie? Gdzie poleciłaby pani mi się wybrać? Jestem świadoma, że nie ma Pani zbyt wiele czasu na odpisywanie, więc będę wdzięczna za choćby najkrótszą odpowiedź. Pozdrawiam serdecznie, A.
Droga A., na pierwszy raz poleciłabym Meksyk albo Peru. Oba te kraje są bardzo egzotyczne i kolorowe. Mieszka tam dużo Indian - w Meksyku poytomkowie Imperium Majów, w Peru - potomkowie Imperium Inków. To piękni, dumni ludzie, którzy szanują swoją tradycję. W okolicach turystycznych oba kraje są raczej bezpieczne, ceny niezbyt wysokie, a pamiątki oszałamiająco piękne. Życzę Ci, żebyś mogła w swoją wymarzoną podróż wyruszyć jak najszybciej i żeby okazała się ona pierwszą wspaniałą podróżą, po której przyjdą następne równie piękne :)
Pani Beato.Moją podróżą marzeń jest Kuba. Zobaczyć Hawanne. Pomieszkać z inną kulturą i z kubaczynkami. Zapalić cygaro skręconego na udzie kubanki, po marzyć.Popływać, zobaczyć pomalowane ściany z wizerunkiem Che Gevary. Pomyśleć i...wrócić do szarej rzeczywistości. Dziękuje i pozdrawiam Karolina Natorska
Pani Karolino, życzę, żeby kubańskie marzenia jak najszybciej przybrały konkretną postać i żeby ta podróż okazała się tak piękna, jak Pani wyobrażenia o niej :)
Droga Pani Beato,
najchętniej porozmawiałabym z panią osobiście :) , w trakcie spotkania z drugim człowiekiem jakoś tak łatwiej wyrazić to co ma się na myśli, hierarchia ważności pytań układa się sama, a odpowiedzi na niektóre przychodzą wręcz intuicyjnie i nie muszą być nawet wypowiadane…
Zdaje mi się jednak, że wspólna pogawędka , ze względu na Pani ( a także i mój :) ) podróżniczy tryb życia, może być sprawą dość odległą. Póki co piszę więc e-mailika.
Nie będę streszczać zamotanej historii odkrywania przeze mnie radości i sensu życia tylko przejdę wprost do sedna sprawy. Trochę to takie niedelikatne , zwłaszcza ,że chodzi o bardzo osobiste sprawy , no ale niech będzie.
Po latach zmagań samej ze sobą ,udało mi się wypracować otwartość na ludzi, cieszenie się z rzeczy małych, umiejętność świadomego decydowania o własnym losie ... „mało przepracowana” pozostała tylko anoreksja.
Piszę „mało przepracowana” bo nie jest tak ,że w ogóle nie tknęłam się rozwiązania tego „wlekącego” się za mną już 7 lat problemu. Był pobyt w klinice , wizyty u psychiatrów, psychologów, był pobyt na zamkniętej kilkutygodniowej psychoterapii. Pomogło na pewno, ale chyba jeszcze nie do końca bo nadal ważę 37 kg choć mam 166 cm wzrostu i 22 lata.
Wiem ,że trudno udzielić wskazówek zupełnie nowo poznanej osobie, ale byłabym ogromnie wdzięczna za choć parę zdań o tym co pozwoliło Pani na „wyszmotanie się” z sideł choroby. „W dżungli życia” anoreksja jest tylko jednym krótkim rozdziałem. Niestety nie bardzo znajduję w nim podpowiedź na poradzenie sobie z tą zmorą :). Świadoma jestem tego, że wyjście z choroby jest dla każdego, nią dotkniętego sprawą bardzo indywidualną , a pisanie o tym wymagałoby pewnie osobnej publikacji. Jeśli jednak , jest jeszcze coś, o czym nie pisała Pani w książce, a co mogło by mnie jakoś nakierować na właściwą drogę zdrowienia, to bardzo proszę o krótką choćby wiadomość. Może być na forum, może być na moją prywatną pocztę agigator@tlen.pl .
Najzwyczajniej w świecie chciałabym nauczyć się spontaniczności i radości jedzenia, ale coś mi nie pozwala, i nie bardzo wiem co. W zasadzie jem wszystkie rodzaje produktów, ale często konieczność spożywania posiłków budzi we mnie lęk i jakąś taką „dziwną niechęć do życia”. Przy jedzeniu tracę całą swoją pewność siebie. Zaczynam się bać, o to czy aby„jedząc normalnie” nie popadnę w bulimię ( z którą na szczęście dotychczas jeszcze nie miałam do czynienia ); o to czy nie dam się wpędzić w „jedzenie wbrew sobie ,tylko dlatego, że tak wypada, bo mama , babcia ciocia częstują; o to czy dam radę zjeść tyle by mieć siłę do dalszego, normalnego funkcjonowania.
Paskudne są te lęki, ukrywam je gdzieś tam na co dzień i bawię się tym co życie ofiaruje mi w danym momencie: podróże, studia, fotografia, sport, spotkania ze znajomymi… Nie chciałbym tylko zostać , kiedyś niemiło zaskoczona ,gdy mój organizm zbuntuje się i powie: NIE, JA TAK DALEJ NIE DAM RADY.
Liczę na pomoc. Czekam na odpowiedź . Pozdrawiam. Życzę udanych wypraw i niecodziennej codzienności:). Aga
Pani Ago, sekretem jest świadomośc tego, co się robi i silna wola. Ja żyję świadomie - to znaczy, że podejmuję świadome decyzje i staram się być stuprocentowo uczciwa wobec samej siebie. Wtedy nie ma miejsca na strach, że coś mnie obezwładni, że ulegnę jakimś podszeptom czy nałogom. Druga rzecz to własna dusza. Anoreksja nie jest przecież choroba ciała, tylko choroba duszy. Bierze się z zagubienia, poczucia braku kontroli nad własnym życiem i bezradności. I nad tym powinna Pani w pierwszej kolejności popracować. Czy ma Pani marzenia? Czy zna Pani swój cel? Czy planuje Pani jakieś niesamowicie przyjemne rzeczy? I czy ma Panbi zaufanie do samej siebie?
Bo przeciez nie chodzi o to co powie lekarz, pani mama albo babcia. Najwazniejsze jest to co Pani powie do samej siebie patrząc na siebie w lustrze. Czy lubi Pani te osobę, na która Pani patrzy? Czy powierzyłaby jej Pani swoją przyszłość? Czy może Pani na niej polegać? Musi Pani umieć uczciwie odpowiedzieć TAK na te trzy pytania. Wtedy zacznie Pani zdrowieć.
Droga pani Beato! Czytam pani książkę "W dżungli życia".To pierwsza ksiażka pani autorstwa, która trafiła mi w ręce. Trchę rzeczy sobie dzieki niej uświadomiłam. Wypoisałam sobie na kartce rozdziały, które mnie dotyczą. Najważniejszy to ten o tym, że ja jestem dyrektorem mojego zycia. To pani mi to uswiadomiła. Dziękuję za to, i podziwiam panią za odwagę dzięki której pani idzie przez ’’dżunglę’’.Nie oczekuję na odpowiedź, ma pani z pewnością pilniejsze listy. Niech pani odpowiada tym, którzy mają problemy albo niecvh pani napisze więcej takich książek.Z pewnością przeczytam. Pozdrawiam.Kasia, 16 lat. p.s.a o tylu rzeczach chcialam napisac...moze innym razem.pozdrawiam
Pani Dyrektor Kasiu, życzę Pani firmie zwanej życiem osiągania fantastycznych wyników i samych dobrych ludzi po drodze, serdecznie pozdrawiam :)
Dzień dobry mam na imię Joanna jestem zafascynowana pani podróżami.Po przeczytaniu pani bloga jeszcze bardziej zapragnęłam zrealizowania marzeń o podróżach. Musi być pani szczęśliwa że odwiedziła Pani tyle ciekawych i niezapomnianych miejsc na ziemi. Pozdrawiam Panią bardzo serdecznie.
Joanna
Pani Joanno, tak, jestem szczęśliwa. Z każdej podróży wracam bogatsza o mnóstwo myśli, wrażeń, emocji i czuję się tak, jakbym przezyła dodatkowe życie. Zyczę Pani spełnienia marzeń o podróżowaniu, będę trzymała kciuki, żeby stało się to jak najszybciej. Ciepło pozdrawiam :)
od bardzo dawna czytam Pani artykuły, słucham radia, oglądam zdjęcia z wypraw, jestem w trakcie czytania książki " Blondynka Tao ". Od dziecka interesuje się podróżami, które pokochałam dzięki mojemu tacie:) w tym roku, a w sumie za 3 tyg jadę do Hiszpanii. Z miejsc, które już widziałam , które wg mnie są warte zobaczenia to Chorwacja ( okolice Splitu, jeziora Plitvickie ), Dania, Włochy, Słowacja zimą oraz Polskie Góry. Mimo młodego wieku, mam 16 lat, od dawna wiem, że swoją przyszłość zwiążę właśnie z podróżowaniem. jestem bardzo zainteresowana konkursem o wymarzonej podróży niestety nie mam 18 lat. Czy jest możliwość, aby zgodę udzielili mi rodzice na branie udziału w tym konkursie? Dziękuje z góry za odpowiedź. Pozdrawiam i powodzenia w dalszych wyprawach
Obawiam się, że sama zgoda rodziców na udział w konkursie nie wystarczy. Konieczna byłaby opieka osoby dorosłej podczas trwania wyprawy. Zgodnie z prawem osoba niepełnoletnia nie jest jeszcze odpowiedzialna za własne kroki, stąd wynika obowiązek opieki osoby dorosłej. Ale to znaczy, że już za dwa lata będziesz mogła sama przyłączyć się do jednej z moich wypraw. Zapraszam :)
Witam Pani Beato. Od paru lat chciałbym zadać Pani pewne pytanie, które mnie nurtuje :) Czy Pani mama jest z wykształcenia polonistką ? Czy pracowała w Gdańsku w SP. nr 45? Pozdrawiam Piotr
Panie Piotrze, niestety nie :) Moja mama nie jest nauczycielką i nie mieszka ani nie pracuje w Gdańsku. Pozdrawiam :)
Dzień dobry!:) Mam na imię Iga. Chciałabym się dowiedzieć<jeśłi mogę > co tak bardzo zaiskrzyło w Pani życiu ,że zaczęła Pani podróżować???Czy chęć poznania nieznanego,czy wyzwolenie się i oderwanie od rzeczywistośći???
Wszystko razem: ciekawość świata, chęć poznania nieznanego, egzotycznego świata, potrzeba wolności i pragnienie zobaczenia co jest gdzieś tam, hen, daleko. Długo wyobrażałam sobie te niezywkłe miejsca i ludzi, az wreszcie postanowilam zobaczyć je własne oczy :)
Miła Pani Beato, dziękuję za wszystkie wspaniałe rady zawarte w " Poradniku globtrotera.." Właśnie pakuję się na wyjazd do Afryki, a Pani książka posłużyła mi za vademecum. Moja wiedza jest teraz o wiele większa a ja również bardziej spokojna.Mam świadomość , że ta podróż to również swojego rodzaju ryzyko, ale spełniam największe marzenie, a ryzyko to nasz codzienny towarzysz, czy tego chcemy czy nie. Pozdrawiam serdecznie i życzę kolejnych cudnych podróży. Alicja
Pani Alicjo, życzę cudownej podróży i wielu powrotów do miejsca, w którym się Pani zakocha :) Serdecznie pozdrawiam i szczęsliwej drogi!
Dzień dobry Pani Beato! Mam na imię Mateusz, mam 15 lat i mieszkam w Cieszynie.Jak się można domyślić, dostaje Pani pewnie pełno takich mailów jak mój. Jestem Pani fanem, czytam właśnie książkę "Blondynka u szamana" po prostu jest świetna. Moim marzeniem jest właśnie podróż do Ameryki południowej, a dokładniej do Peru. Właśnie to marzenie zmobilizowało mnie do nauki języka hiszpańskiego. Angielskiego uczę się od 9 lat i naprawdę dobrze mi idzie. W 2 klasie szkoły podstawowej zacząłem naukę niemieckiego a od niedawna również greckiego.W najbliższym czasie chcę poznać również włoski. Intersuje mnie kultura i przyroda krajów Europy Południowej. Moją największą pasją są podróże. Jak wiadomo wiąże się to z dużymi kosztami. Mówiąc najprościej, nie mam pieniędzy na podróżowanie. W szkole jestem raczej wzorowym uczniem, mającym średnią 5.1. Pisząc tego maila zwracam się do Pani z prośbą o pomoc w zorganizowaniu funduszów na ponznawanie Europy. Nie wiem w jaki sposób, ale mam nadzieję, że nie zostanie Pani obojętna na tą, swego rodzaju, prośbę. ( wiem, że to co napisałem jest absurdalne i wręcz śmieszne, ale zawsze trzeba mieć nadzieję, że znajdą się ludzie którzy chcą wesprzeć młodzież w podróżowaniu). Za wszelką pomoc i przede wszystkim za przeczytanie mojego listu SERDECZNIE PANI DZIĘKUJĘ. Pozdrawiam Mateusz z Cieszyna.
Drogi Mateuszu, robisz dokładnie to, co trzeba, żeby móc podróżować. Znajomośc jezyków obcych otwiera wiele dróg. Bycie mądrym człowiekiem bardzo pomaga. Jeśli chodzi o fundusze, że znam tylko jedną odpowiedź na Twoje pytanie: trzeba je zarobić. Wiem, że piętnastolatkowi trudno jest pracować i zarabiać pieniądze, ale myślę, że już teraz możesz kupić sobie skarbonkę albo otworzyć konto w banku (rodzice pomogą) i odkładać tam każdą złotówkę, zbierając na swój wielki cel. Jestem pewna, że uzbierasz potrzebną sume szybciej niż się spodziewasz, bo jeśli się czegoś mocno pragnie, to zdarzają się przedziwne niespodzianki, które ten cel ogromnie przybliżają. Tego Ci życzę i serdecznie pozdrawiam :)
Droga Pani Beato! Jako Pani wierna czaytelniczka i fanka chciałabym w moim krótkim mailu bardzo pogratulować Pani wszystkich wspaniałych książek, a także niesamowitych opowieści podczas audycji w Radiu Zet. Jestem naprawdę głęboko zafascynowana Pani podróżami, zwłaszcza, że moim marzeniem było zawsze zwiedzić tyle ciekawych miejsc, lub udać się wraz z Panią na jedną z wypraw. Znalazłam nawet w Internecie informację, że zorganizowany został konkurs, w którym nagrodą jest wyjazd na taką właśnie wycieczkę. Cóż, jednak pech chce, że nie mogę wziąć w nim udziału, gdyż nie jestem jeszcze pełnoletnia... Chyba moje marzenia muszą zaczekać :) Jeszcze raz składam wielkie gratulacje i podziękowania za całą Pani działalność! Pozdrowienia - Czarownica
Droga Czarownico, ja chętnie poczekam aż Twoje marzenia będą się mogły wreszcie spełnić i obiecuję Ci, że wyprawy, które organizuję w tym roku, nie będą ostatnimi. Prędzej czy później spotkamy się więc w podróży, czego i Tobie, i sobie szczerze życzę :)
Dzien dobry jestem w trakcie czytania Pani ksiązki "W dzungli zycia" bardzo mi się ona podoba ... czasami jak czytam jej fragmenty czuje jakbym to ja sama je napisała próbowałam sie dostosować krok po kroku do Pani rad ale jest mi strasznie cięzko mam 16 lat ide teraz do liceum ale boje sie że mi sie to nie uda ... ze nie dam sobie ardy w nowym miescie i ze bedą sie tylko ze mnie śmiać.. wiele razy myslalam o smierci o tym że jestem nic nie warta mozna tak powiedzieć że niecierpie siebie i to bardzo .. starm sie zmienic ale nic mi się nie duaje jak jest juz coś dobrze np. w sferze uczuć (poniewąz jestem za bardzo wrazliwa i za szybko sie przyzwyczajam do ludzi} to zaraz jest coś źle i wsyztsko się psuje :( nie mam w niczym szczęscia ... 4 miesiace temu odszedł mój Dziadek i wogóle coraz trudniej mi sie z tym wszytskim pogodzić.. te życie nie ma dla mnie sensu i nie czuje sie silna w tym zeby życ dalej... mam nadzieje ze nie zanudzilam Panią tym emailem i że jeżeli będzie Pani miała czas to mi odpisze :* Pozdrawiam Jagoda :(
Jagodo, kiedy miałam siedemnaście lat, czułam się nic nie warta, bo nigdy nie przydarzało mi się nic tak fascynującego, co zmieniłoby moje życie na lepsze. Minęło dużo czasu zanim zrozumiałam, że mogłabym tak czekać jeszcze przez wiele lat - bo prawda jest taka, że NIC NIE ZDARZA SIĘ SAMO. I nie ma sensu czekać aż życie samo się odmieni. Każdy swoje przeznaczenie nosi we własnej duszy. Trzeba je odnaleźć, uwierzyć w cel i zabrać się do pracy. To cudowne uczucie, kiedy człowiek wreszcie przestaje biernie czekać, tylko bierze swoje życie we własne ręce. Wszystko można zmienić i naprawić. Masz mnóstwo siły w sobie. Po co marnować czas i energię na rozmyślanie o tym, co jest złe? Znajdź i wypisz na kartce wszystkie DOBRE rzeczy w Tobie i Twoim życiu. Zobaczysz, że jest ich więcej. I zastanów się co zrobić, żeby wreszcie przestać się martwić, tylko wreszcie zacząć żyć szczęśliwie. Wszystko jest w Twoich rękach. Nie poddawaj się. Działaj!
Witam Serdecznie pozdrawiam z deszczowego Sarbinowa / pozdrowienia przesyłam z laptopa E-Plus /. Robert Pawlikowski. P.S. Moim marzeniem byłoby uczestnictwo w wyprawie z Panią Beatą, jednak nie wiem czy jest to możliwe z uwagi na zbieżność nazwisk / chciałbym osobiście poznać Panią, jest Pani dla mnie wzorem podróżnika /.
Panie Robercie, zapraszam na moje wyprawy :) Z takim nazwiskiem powinno nam się przecież jeszcze łatwiej rozmawiać :)
Pani Beatko, Dziekuję za zaproszenie do Oliwkowa, chętnie skorzystam. Nurtuje mnie jedna sprawa, której nie znalazłam wśród pytan i odpowiedzi na mapie Oliwkowa. Jesli mogę zabrac Pani trochę cennego czasu... Chodzi mi o tzw. bezpieczeństwo osobiste w trakcie podróży, szczególnie tych odbywanych przez samotną kobietę. Sprawa jest dla mnie zywotna, bo zdarzało mi się pewne odcinki podroży pokonywac samej, bez towarzystwa, cóż taka uroda podrózowania. Te moje "podróże" nie wychodziły poza Europę, a więc żadne porównanie z Pani wyczynami. Nie wykluczam takiej samotnej podrózy (poza Europę) w niedalekiej przyszłości, więc bardzo cenne byłyby spostrze żenia z "pierwszej ręki", właściwie jest Pani jedyną osobą, do której mogę się z tym zwrócić. Pozdrawiam serdecznie Ilona
Pani Ilono, z mojego doświadczenia wynika, że czlowiek dostaje od ludzi dokładnie to samo, co do nich wysyła. Jeśli ktoś przybywa do wioski w Azji czy Afryce i patrzy na ludzi ze strachem, spodziewając się ataku, zagrożenia, okradzenia, wywołuje w nich też niechętną i powściągliwą reakcję. Pierwsza zasada więc, którą ja sama stosuję w podróży, to pozytywne podejście do świata i ludzi. Trzeba się uśmiechać, nauczyć się kilku podstawowych słów w lokalnym języku, budzić zaufanie swoim wyglądem. Dokładnie piszę o tym w mojej nowej książce "Poradnik globtrotera". Najwięcej niebezpieczeństw czyha w wielkim mieście. Im dalej od metropolii, tym jest spokojniej i bardziej bezpiecznie. Człowiek jest zawsze człowiekiem - niezależnie od szerokości geograficznej. Uśmiech zawsze wywołuje uśmiech, a przyjazna twarz równie przyjazne spojrzenie. Ja bardzo lubię podróżować sama i życzę Pani odwagi i samych pozytywnych zaskoczeń w podróży :)
Szanowna pani Beato! W czwartek lecę do Kenii i Tanzanii. Nie będe pisać, że o zobaczeniu puszczy tropikalnej marzyłam od dziecka- ale tak było- czytałam książkę pt." Monika jedzie na Madagaskar", autora nie pamietam, bo było to... pół wieku temu. Przeczytałam Pani najnowszą książkę-" Poradnik globtrotera". Przy zbieraniu rzeczy do zabrania w podróż wypróbowałam bluzkę " dry-fit" firmy Nike - schnie dłuuuugo. Teraz testuję włókno bambusowe. Może będzie lepiej. Udało mi się zdobyć "Rowerem i pieszo przez czarny ląd" Kazimierza Nowaka, przeczytałam też "Szybsza niż lew"- p. Martinki. I oczywiście przewodniki po Kenii. I "Pożegnanie z Afryką" i książkę o Karen Blixen. Mam nadzieję, że podróż moja będzie udana. Miałam cichą nadzieję, że uda mi się pojechać z Panią do Kenii, ale nic z tego nie wyszło. Żałuję, ale może kiedyś spotkam panią na szlaku. Życzę Pani dalszych sukcesów. Pozdrawiam serdecznie Danuta
Pani Danuto, obawiam się, że włókno bambusowe schnie znacznie dłuuuużej niż ubrania dry-fit :) Ja mam kilka koszul z dlugimi i krótkimi rękawami z tkanin syntetycznych (tych nowoczesnych, oddychających, kosmicznych), które schną błyskawicznie. Można je kupic w sklepach sportowych i podróżniczych.
Jestem pewna, że zakocha się Pani w Afryce... Niech Pani nie zabiera ze sobą strachu ani stereotypów. Bardziej przyda się sympatyczna otwartość na innych ludzi i ciekawość świata. Szczęśliwej podróży!
Witam Pani Beato! Nie zwykłem pisac o podróżach powolnym rytmem wytukiwanej klawiatury komputera.Tak naprawdę nie mam pewności czy spełnię kryteria opowiadania o podróży moich marzeń, czy ten konkurs jest kolejną komercyjną akcją która?...nie jest chyba, bo Oliwkowo to zdaje mi się przestrzeń dla odkrywców, odkrywców, którzy zrozumieli że ich podóż zaczeła się u zbiegu chistorii własnego życia że życie to podróż marzeń. Poznałem kiedyś pewnego poetę który powiedział mi że podrużowanie jest konfrontacją ze śmiercią, oddaniem się całkowicie nieznanemu, nieoczekiwanemu, niepoznanemu... Nie odkrywałem nie zmieżonych lądów i kontynentów jak Pani Pani Beato, ale przez całe swoje życie wiedziałem że otwieranie swojego serca, umysłu na świat, ludzi dalekie kultury to postęp w skali wielkiego wybuchu i najmniejszego atomu zarazem serca, karmy i ducha.Więc przez swój krótki żywot ( mam 30 lat) czułem się członkiem spuścizny Hinduskiej, Chińskiej, Indian Ameryki Północnej. Napewno wechikułem który mnie transportował i transformował w te piękne i bliskie memu sercu rejony była sztuka. Bóg zesłał mi dary śpiewu, gry na instrumentach, malarstwa i składnego posługiwania się słowem.To sztuka i wrazliwoś sprawiały że programy z Tonym Halikiem i wszelkie informacje o tajemniczych kulturach które połykaliśmy z bratem w latach tak zwanej komuny zza srebrnego ekranu przygotowywały mnie do chęci poznawania poprzez serce i sercem jak kawalerowie orderu uśmiechu którzy wypijali cytrynę ku szczerej radości i aprobacie z powagą do tego podchodzącej "młodości".To właśnie jest podróż, pamięc i chęc pamiętania... Urodziłem się w Szczecinie a mój tata odkąd pamiętam zawsze był wilkiem morskim i z jego osobą tak bliską memu sercu przychodziły do mnie chistorie o odległych lądach, sztormach i kulturach.To On pierwszy przywózł mi prawdziwe muszle, kieł rekina czy foki.To na niego czekaliśmy wiele miesięcy z mamą i batem i kiedy przypływał do domu z podrózy, na Jego opowiadania i pamiątki które przywoził. Rozbudzały nasze wyobraźnie.Tak, nasz dom był pełen dalekich podróży w czasie w którym podróżowac mogło nie wielu... Dla mnie jednak podróżą wtedy, odkąd tylko pamiętam była pieśń która toważyszy mi do dzisiaj, pieśń słońca i dzwięków szczęścia a co zatym idzie muzyki.Mitakoye o yasi lila wo pila Mi takoye o yasi lila wo pila lila wo pila Wakantan Ka lila wo pila Wakantan Ka -" niech wszystkie moje związki przybędą teraz tu przybądź wielki duchu przybywaj teraz tu..." Za chwilę będę musiał połorzy się spac.Rano pobiec do biura do firmy w której nie będzie miejsca na sentymenty, ale to jest jak wierzę głeboko, właśnie również podróż po koleinach samsary. Odkąd pamiętam podróżuję w świcie swoich marzeń prowadzony jak wierzę przez dobre anioły. Do dwudziestego roku życia mieszkałem w swoim rodzinnym mieście- Szczecinie.Od pietnastego roku życia tworzyłem muzykę nagrywając ją z profesjonalnumi muzykami w studiach nagraniowych. W wieku dwudziestu jeden lat wyjechałem do Warszawy gdzie poznałem wspaniałych ludzi, podróżników,przyjaciół z którymi stworzyliśmy Orkiestrę Świtu grającą pieśni indian ameryki północnej i muzykę sereca. Potem "wypodróżowałem" do Wolimmierza wioski w górach Izerskich gdzie współtworzyłem społecznoś ekologiczną, grałem w teatrach swe dzwięki i w "Tańcu Słońca" bezkompromisowym projekcie rokowo- indiańskim.Potem zapodróżowałem spowrotem do Szczecina i grałem muzykę komercyjną. Dziś, w tej chwili podróżuję po preriach pamięci i mam nadzieję zasiądę w radzie Dogonów spoglądających w gwiazdy z powagą i przeświadczeniem że czas nie wszędzie posplatał nici jednako, i że dusza podróżuje nieprzerwanie. Pani Beato Kocham Panią za to że mogłem się wygadac...naprawdę Howgh!
Panie Marcinie, sztuka i radość tworzenia to wielka podróż przez intuicję i wyobraźnię, a Pan jest czlowiekiem wielkiej wrażliwości, przez co tym lepiej potrafi Pan dostrzec urodę świata i wszystkie jego strony. Niech te dobry anioły, ktore dotąd prowadzą Pana przez życie, zaprowadziły Pana dokładnie tam, gdzie chciałby Pan się znaleźć. Howgh.
Pani Beato piszę do pani…bo mam wrażenie że jeżeli pani mnie nie zrozumie to już chyba nikt. Moim problemem jest to, że nie potrafię podejmować samodzielnych decyzji, boję się to robić. Mam wrażenie, że jeżeli cokolwiek zrobię, to zrobię to źle. Przeczytałam pani książkę pt. „W dżungli życia” i jestem dla pani pełna podziwu, że tak konsekwentnie realizowała pani wszystkie swoje cele. Oczywiście nie wiodła do tego droga łatwa, ale zawsze miała pani na widoku to, do czego pani dąży. Ja właśnie z tym mam problem. Nie wiem, co jest moim celem. Nie wiem do czego mam dążyć. I to powoduje u mnie poczucie totalnej beznadziei. Stoję teraz nad wyborem swojej przyszłości i nie mam pojęcia co począć (chodzi o studia). Pochodzę z rodziny w której nigdy się nie przelewało i może dlatego rodzice nigdy nie byli dla mnie oparciem jeżeli chodzi o budowanie poczucia własnej wartości. Stanęłam nad wyborem studiów blisko mojej miejscowości, i nad perspektywą studiowania we Wrocławiu. Oczywiście mama od razu mi odradzała Wrocław, „bo kto mi będzie płacił za…”. No i pojawiły się jeszcze wątpliwości czy się dostanę, bo orłem w nauce nigdy nie byłam i matura też nie poszła mi tak dobrze jak bym tego chciała. Ludzie wokół mnie z góry skazywali mnie na porażkę, a ja nie jestem typem człowieka, który to potrafi pokazać całemu światu, że się myli. Myślałam, że jak wszyscy mi mówią, że powinnam dać sobie spokój, to pewnie mają rację, choć w głębi serca czułam inaczej. No i właśnie obawiam się, że jest już za późno i pozostają mi studia w Opolu. Czuje się w związku z tym sfrustrowana, bo przecież chodzi o moją przyszłość. Doszłam do wniosku, że to inni ludzie zasłaniają mi moją drogę, mówią jak mam żyć, co powinnam robić, a moim problemem jest moja niesamodzielność i to, że słucham innych.
Pani Beato, piszę, bo nie wiem jak mam się uwolnić od wpływu innych ludzi na moje życie. Chyba po prostu mam zbyt słaby charakter (czy to jest wogóle kwestia charakteru?). Za dużo wątpliwości, niewiara we własne siły i możliwości, niszczy wszystkie moje plany. Jak mam z tym walczyć? Nie chce do końca życia słuchać cudzych rad osób, które nie znają mojego wnętrza, bo co one mogą o mnie wiedzieć? Ale najgorszym moim wrogiem jest właśnie niska samoocena. To ona rujnuje wszystko. Powoduje, że nie mam zaufania do samej siebie a szukam go w innych. To jak budowanie fortecy bez fundamentów. Jak mam siebie zaakceptować
Droga T., to fantastyczne, że tak celnie potrafisz określić źródło swoich problemów, bo dzięki temu łatwiej będzie Ci to zmienić. Wiem jak to jest kiedy czlowiek nie ufa we własne siły, więc szuka potwierdzenia swoich przeczuć u innych ludzi. Oni mogą czasem dobrze doradzić, ale ostatecznie trzeba wsłuchać się we własną duszę i tam znaleźć odpowiedzi. Wiesz co było moim największym odkryciem w życiu? Że wszystkie odpowiedzi na pozornie nierozwiązywalne problemy i kwestie znalazłam w moim własnym sumieniu. Ale znalazłam je tam dopiero wtedy, kiedy zaczęłam ich tam szukać. Skoncentrowałam się na sobie. Postanwoiłam zrozumieć czego najbardziej pragnę, o czym marzę. Potem było już łatwo, bo kiedy człowiek zna swoje pragnienia, znajduje tysiąc sposobów, żeby je zrealizować. Jak to zrobiłam pisze w książce "W dżungli życia" - zajrzyj do niej, może pomoże Ci odnaleźc samą siebie i Twój cel. Trzymam kciuki i ciepło pozdrawiam :)
Zastanawiam się jak zacząć tego meila do osoby, której nie znam, od:dzień dobry, hej, witaj, czy pozdrawiam..... Przeczytałem pani książkę i porady zawatre w njej- na pewno Mi sie przydadzą. Planuję wyjazd na 1 rok -Indie, Azja, Ameryka Środkowa, Australia i Ameryka Południowa. Już idę do setna. W rozdziale plecaki torby walizki - pisze pani o plecaku dużym i podręcznym. Szkoda,zę nie umieściła Pani ich zdjęć. "Wygodny plecak to taki, który można położyć na ziemi w pozycji horyzątalnej, otworzyć za pomocą zamka...." Mam wielką prośbę - nie mogę znaleźć takiego plecaka, może Mi Pani doradzić gdzie taki szukać jaką firmę wybrać i 2 niewielka dotyczaca plecaka podręcznego - też wdzięczny był bym za wskazówki jakiej firmy szukać. Cały czas szukam po sieci hamaku i moskitiery jakie Pani używa i ... nic. Czuję sie teraz jak mały chłopiec proszący o radę kogoś doświadczonego :) Za wszelkie wskazówki dziękuję i przesyłam pozytywną energię Maciej
Panie Macieju, sprzedawca w sklepie podróżniczym albo sportowym na pewno doradzi jeśli poprosi go Pan o plecak, ktory nie jest ładowany od góry (typu "komin"). Ostatnio mój brat kupił bardzo fajny plecak w Decathlonie - nazywa się Symbium męski, 70 litrów. Ma dodatkowy zamek, który pozwala otworzyć główną komorę. Ja mam też dobry plecak firmy Karrimor, który nie tylko ma komorę otwieraną zamkiem dookoła, ale i dodatkowe zakrycie szelek, dzięki czemu może wyglądać jak torba podróżna. Jeśli chodzi o plecak podręczny, to najwazniejsze jest to, żeby miał dodatkowe zapięcie w pasie - bo wtedy cały ciężar nie spoczywa na ramionach, tylko rozkłada się na ramiona i biodra. Odradzam kupowanie najtańszych plecaków, które nie mają zapięcia w poasie ani specjalnej wyściółki na plecach, bo umorduje się podczas wedrówki. Hamak i moskitierę najlepiej kupić na miejscu - tam, dokąd się Pan wybiera. Będą najtańsze i najlepiej dostosowane do miejscowych warunków.
Dzień dobry Pani Beato Mam pilne pytanie. Czy Wydawnictwo NG planuje wydanie "Poradnika Globtrotera" w wersji "broszurowej" (to wydanie o kieszonkowym rozmiarze)? Z góry dzięuję za odpowiedź Czytelniczka Agata
Pani Agnieszko, z tego co wiem kieszonkowe wydanie "Poradnika globtrotera" jest planowane dopiero na wiosnę przyszłego roku. Pozdrawiam :)
Pani Beato dziekuję za książkę "W dżungli życia"! Trafiłam na nią przypadkiem i teraz wiem,że przeczytałam ją w odpowiednim czasie. Był to czas kiedy stwierdziałam, że życie nie ma sensu. Bardzo chciałam mieć okreslone cele i wiedzieć jak chce żyć. Niestety nie wiedziałam, dlatego szukałam szcześcia w opisywanych przez Panią rzeczach. Nie jest mi obca anoreksja, alkohol oraz późniejszy brak chęci do życia, a właściwie pragnienie śmierci. Nadszedł jednak czas kiedy pomyślałam, że może mogę zmienić swoje życie, ale nie wiedziałam jak. Od niektórych słyszałam zdania typu ’myśl pozytywnie’, ale szłam wtedy na łatwiznę i zaraz odpowiadałam sobie ’może inni tak potrafią, ja nie. Jak mogę myśleć pozytywnie kiedy...(i tu myślałam o wszystkich dręczących mnie sprawach). Przez pewien czas czekałam aż w końcu coś się stanie i wszytstko się odmieni. Kiedy zaczęły się problemy w moim życiu miałam ok. 16 lat. Jednym z prezentów, które dostałam na 16ste urodziny była ozdobna świeczka z napisem ’świeczka szczęścia’.Chodziłam wtedy ciagle smutna , dlatego wpadłam na jakieś dziwne postanowienie, że wypalę ją kiedy będę się czuć naprawdę szczęśliwa. Minęły prawie 2 lata (!). Świeczka dalej stała w nienaruszonym stanie, a ja już wiedziałam, że nie jestem bez winy, ale nie umiałam tej winy określić i zmienić się. Wtedy właśnie przeczytałam Pani książkę, a pierwszą rzeczą którą zrobiłam po przeczytaniu było zapelenie świeczki :) Zrozumiałam, że moje życie jest w moich rękach, że mam do wyboru : umartwiać się w dalszym ciągu i marnować je, albo wziąć się w garść, cieszyć się tym co mam i realizować swoje cele. Wybrałam to drugie i myślę, że to wielkie szczęście wiedzieć czego się chcę od życia oraz umieć do tego dążyć. Jeszcze raz DZIEKUJĘ !!!! A do książki na pewno jeszcze wrócę :)
Wystarczy raz pójśc na wędrówkę w góry, żeby zrozumieć, że pokonanie trudnej ścieżki prowadzącej na szczyt wymaga trochę więcej wysiłku niż leżenie na plecach w dolinie, ale przynosi niesamowite efekty, daje siłę i prawdziwą radość. Tak samo jest w życiu. Bierne rozczulanie się nad sobą jest wprawdzie łatwiejsze, ale prowadzi coraz dalej w głąb otchłani smutku i bezradności. Zakasanie rękawów i zabranie się do pracy nad własnym życiem przynosi szczęście :) Tego Pani życzę z całego serca, serdecznie pozdrawiam :)
Witam!
Pani Beato! Miała pani rację, spełniają sie moje marzenia :) To coś niesamowitego 20.07 wraz z biurem podróży wylatuje do Peru, zobacze też Boliwię i Ekwador. Mam dopiero 18 lat, ale jestem pewna, że to będzie dobry start w dorosłe życie. To wspaniałe, że świat, który budowała moja wyobraźnia na podstawie Pani książek, teraz stanie sie rzeczywistością. Gdyby nie Pani książki pewnie nigdy, nie odkryłabym w sobie wielkiej pasji, a radość ze spełnienia marzeń nigdy by mnie nie dosięgnęła. Dlatego bardzo za to dziękuje. :D
Z Globtroterskim pozdrowieniem
Natalio, ogromnie się cieszę! Wyobraźnia to potężna siła, która potrafi zdziałać cuda jeśli używa się jej we właściwy sposób, czyli w dobrym i pozytywnym celu. Życzę Ci wspaniałej wyprawy i następnych marzeń, które zamienisz na rzeczywistość :)
Droga Pani Beato.
Dziwnym jest pisać list do najbardziej znanej podróżniczki w Polsce. Nie bardzo wiem jak zacząć, więc może zaczynać nie będę tylko przejdę od razu do rzeczy... Od pewnego czasu marzy mi się "wyprawa" do Ameryki Południowej. Mam co prawda dopiero 16 lat, ale mam też postanowienie, że z okazji 18 urodzin taką wycieczkę sobie zasponsoruję. Fundusze skrupulatnie odkładam. Najchętniej zwiedziłabym cały ten kontynent, jednakże jest to dla mnie finansowo niemożliwe. Postanowiłam, więc ograniczyć się do jednego państwa - choć to i tak dużo. No właśnie, tu pojawia się moje pytanie (możliwe, że będzie na nie dość trudno jednoznacznie odpowiedzieć) : Który z krajów Ameryki Południowej jest wg. Pani najbardziej atrakcyjny turystycznie? Gdzie poleciłaby pani mi się wybrać? Jestem świadoma, że nie ma Pani zbyt wiele czasu na odpisywanie, więc będę wdzięczna za choćby najkrótszą odpowiedź.
Pozdrawiam serdecznie, A.
Radzę pojechac do Peru. To bardzo egzotyczne i piekne miejsce, a jednocześnie przyjezdża tam na tyle duzo turystów, że nie stanowią zaskoczenia dla tubylców. W Andach mieszkaja Indianie, ktorzy noszą swoje tradycyjne stroje. Na kazdym targowisku można kupić piekne i dość tanie pamiątki. Dodatkowo klimat w Andach jest umiarkowany, więc przybysz z Polski nie przezywa tropikalnego szoku.
Jedynym klopotem może być choroba wysokościowa, ale i jej łatwo mozna zapobiec, stosując tzw. aklimatyzacje dynamiczna, czyli przybywając na duże wysokości stopniowo i powoli - dlatego radzę nie leciec samolotem z Limy do Cuzco, tylko pojechac autobusem. Wtedy organizm ma szansę stopniowo przystosowac się do coraz mniejszej ilości tlenu w powietrzu i niskiego ciśnienia.
A jeszcze dodatkowo Cuzco i Machu Picchu to wspaniałe miejsca, pełne pewnej szczególnej magii. Powodzenia!
Droga pani Beato! Czytam pani książkę "W dżungli życia".To pierwsza ksiażka pani autorstwa, która trafiła mi w ręce. Trchę rzeczy sobie dzieki niej uświadomiłam. Wypoisałam sobie na kartce rozdziały, które mnie dotyczą. Najważniejszy to ten o tym, że ja jestem dyrektorem mojego zycia. To pani mi to uswiadomiła. Dziękuję za to, i podziwiam panią za odwagę dzięki której pani idzie przez ’’dżunglę’’.Nie oczekuję na odpowiedź, ma pani z pewnością pilniejsze listy. Niech pani odpowiada tym, którzy mają problemy albo niecvh pani napisze więcej takich książek.Z pewnością przeczytam. Pozdrawiam.Kasia, 16 lat. p.s.a o tylu rzeczach chcialam napisac...moze innym razem.pozdrawiam
Pozdrawiam więc Panią Dyrektor i życzę odwagi do zrealizowania wszystkiego, co sobie Pani zaplanuje, serdecznie pozdrawiam
Pani Beato.
Kupiłam na prezent imieninowy mojej córce Elżbiecie książkę "W dżungli życia". Choć mam skrupuły i nie śmiem prosić o autograf wiem, że sprawiłby jej ogromną radość. Jestem emerytką i wyjazd na spotkanie autorskie to dla mnie duży problem. Czy gdybym wysłała książkę na wskazany przez Panią adres byłoby możliwe uzyskanie wymarzonego autografu?
Serdecznie pozdrawiam, życzę otwartych wrót wszystkich kontynentów i wielkich, szczerych serc ludzkich na trasach Pani wędrówek.
Lucyna
Pani Lucyno, z radością podpisze Pani ksiązkę - proszę przysłac ją do Radia ZET na adres ul. Zurawia 8, 00-503 Warszawa, na moje nazwisko. Prosze też nie zapomniec dołączyc informacji dla kogo ma byc dedykacja. Serdecznie pozdrawiam
marzę o podróży do Ameryki Południowej lub na jakieś ciekawe wyspy, chętnie bym pojechała, tym bardziej, ze mam juz 42 lata i nigdy nigdzie nie bylam, posiadam środki finansowe, jak długa jest taka wyprawa z Pania Beatą, prosze o informacje
Wyprawy, ktore organizuję trwaja zwykle ok. 14 dni - bo najczęściej tyle urlopu moga wziąć jej uczestnicy. W tym roku zapraszam we wrześniu do Peru, w październiku do Indii, w listopadzie do dżunglii i w grudniu na pustynię Sahara. W styczniu zapraszam do Etiopii. Wszystkie szczegóły - na mojej stronie w dziale "Wakacje dla zuchwałych" oraz "Podróże", zapraszam i do zobaczenia :)
Witam Pani Beato!
Rok temu wróciliśmy z mężem z 9-miesięcznej wyprawy po Azji. W podróż wyjechaliśmy dosyć desperacko: sprzedaliśmy skromny dobytek i wyjechaliśmy do Irlandii na farmę ostryg, by dokulać więcej gotówki. Z dnia na dzień z młodego małżeństwa kombinującego jak tu powiązać koniec z końcem, pracując w Polsce i wynajmując mieszkanko w Poznaniu, przeobraziliśmy się w parkę bezrobotnych włóczykijów- obieżyświatów- szczęśliwych, że się im udało wyrwać z kieratu dom-praca, z głowami pełnymi marzeń o podróży dookoła świata. Po 9 miesiącach pracy(na tylko na ostrygach:)), wyruszyliśmy w świat: Litwa-Rosja-Mongolia-Chiny-Tybet-Nepal-Indie-Tajlandia-Kambodża-Malezja-Sing apur... Kawał niesamowitego świata, setki niezapomnianych przeżyć, fascynujących kultur, ciekawych ludzi. Potem miała być Australia, N.Zelandia i Ameryka Pd., ale niestety zawróciło nas- nie dostaliśmy australijskiej wizy, a z domu dochodziły nas coraz to bardziej niepokojące wieści o stanie zdrowia najbliższych. Wróciliśmy. Na razie pracujemy w Polsce, starając się ogarnąć sytuację rodzinną, a głowy dalej mamy pełne marzeń. O podróżach oczywiście Jak się już raz z pociągu wysiądzie(tego życiowego), już się nie chce ponownie wsiadać... Idąc piechotą, ma się lepsze widoki Pisałam artykuły do "Głosu Wielkopolskiego", dwa razy zdobyliśmy "Zdjęcie Miesiąca" w "Poznaj Świat", mieliśmy 3 pokazy slajdów Napisałam też książkę o naszej niesamowitej azjatyckiej przygodzie... Strasznie chciałabym ją wydać, ale nie bardzo wiem, jak się do tego zabrać, żeby dać sobie szansę...Wiem, że generalnie wydawnictwa są bardzo niechętne dla nieznanych autorów. Dlatego postanowiłam napisać do Pani, jako, że uwielbiam Pani książki i czytam chyba ostatnią, jaką znalazłam w bibliotece I choć zupełnie nie podzielam fascynacji dżunglą(odwiedziliśmy dżunglę malezyjską i po spotkaniu z pijawkami i zabójczym klimatem, ewakuowaliśmy się stamtąd w trybie pilnym), bardzo podoba mi się Pani spojrzenie na świat i sposób na życie Gdyby mogła mi Pani służyć jakąś radą odnośnie książki, byłabym dozgonnie wdzięczna! Jakby co, służę tekstem i fotkami w celu wydania opinii:), która mogłaby mi pomóc jako argument dla wydawnictwa. Wiem, że o wiele proszę, ale nikt nie mówił, że droga na piechotę jest łatwa...
Pozdrawiam gorąco i życzę wielu wspaniałych wypraw,
Danuta z Poznania
Pani Danko, gratuluję wyprawy i odwagi. Wiem tez, że na pierwszej podróży nigdy sie nie kończy, od razu zycze więc szczęsliwych nastepnych wypraw :)
Jesli chodzi o ksiązkę, poradze Pani to, co sama kiedyś zrobiłam: zadzwoniłam do wydawnictwa, powiedziałam, że napisałam ksiązke i zapytalam czy redakcja chcialaby ją przeczytać. To nieprawda, że wydawnictwa nie lubia nowych, nieznanych autorów. Nie lubią byc może tylko debiutantów przekonanych o swojej nadzwyczajnej wartości, ktorzy od początku mają wiele żądań.
Z mojego doświadczenia wynika, że najpierw trzeba napisać ksiązkę - czyli mieć gotowy produkt. Potem z tym gotowym produktem zadzwonic i umowić się na spotkanie w pierwszym wydawnictwie. Jesli się nie uda, to umówić się w drugim, trzecim i nastepnym.
Dobra książka na pewno znajdzie wydawcę. Trzymam więc kciuki i życze powodzenia!
Witam,
Chciałbym się dowiedzieć jakim aparatem robi Pani zdjęcia /jeśli to nie tajemnica – marka i model/ jeśli napisałaby mi Pani jakich używa obiektywów byłoby super.
Jestem amatorem, w fotografii cyfrowej (lustrzanej) obracam się od niedawna, dlatego pytam.
Kiedyś pytałem jeszcze o autograf. Czy jest możliwość otrzymania od Pani zdjęcia z autografem? Mogłoby być zdjęcie z Waszej strony http://www.blondynka.radiozet.pl/ludzie_radia_zet.php?person=41 .
Z góry dzięki za odpowiedź!
Pozdrawiam serdecznie, Bartosz
Od wielu lat robię zdjęcia aparatem Canon. Od kilkunastu miesięcy - cyfrowa lustrzanka Canon EOS 5D. Mam do niego komplet obiektywów o róznych ogniskowych - od stałej ogniskowej 20 mm po dlugo obiektyw 100-400, ktory znakomicie sprawdza się podczas safari.
Od niedawna testuje tez nową cyfrową lustrzankę Panasonika Lumix DC1 z bardzo dobrym obiektywem Leica. Jest lżejszy od Canona i robi znakomite zdjęcia.
Autograf - oczywiscie, proszę o adres :)
Witam serdecznie Pani Beato,
niestety nie zdążyłem wziąć udziału w "siłowni umysłowej", który przed chwilką ogłosiła Pani na antenie Radia Zet. Mam w związku z tym pytanie. Czy można kupić przewodnik "Podróże marzeń" z serii GW, najbardziej interesuje mnie ten dotyczący właśnie Norwegii, byłem w kuchni i nie zdążyłem szybko dotrzeć do komórki. A jak wiadomo na pewno jak się nie wyślę smsa szybko to nie ma o czym później marzyć :)
Niestety nie udało mi się wyszukać tej pozycji w Internecie, dlatego zwracam się z tym pytaniem do Pani. Proszę o odpowiedź, albo na antenie radia, albo tutaj na mejla.
Z góry serdecznie dziękuję.
Pozdrawiam Kamil
Panie Kamilu, przewodniki z serii "Podróże marzeń" ukazują się w kazda sobotę wraz z Gazeta Wyborczą i przez caly tydzien mozna je kupic w Empikach i innych wiekszych sklepach z książkami. Wszystkie tomy przewodników sa takze do znalezienia w siedzibie GW oraz na jej stronie internetowej. A kolejne przewodniki bedą do wygrania w każdą niedziele w "Swiecie wedlug Blondynki" :)
Witam Pani Beato! Pomimmo tego, że nie lubię przyrody, geografi, botaniki i wszystkiego, co związane jest Matką Naturą, wzięłam do ręki Pani książkę (W dżungli życia) i ją przeczytałam. Chciałabym być kimś takim jak Pani - człowiekiem pełnym doświadczeń życiowych, osobą, dla której świat nie ma niemalże tajemnic. Wszytskiego Pani doświadczyła - jest Pani o tyle bogatym człowiekiem. Gratuluję przejścia przez tę malaryczną dźunglę w przesmyku Darien między Panamą a Kolumbią. To musiało być ogromnie ciekawe przyżycie! Chętnie jednak wybrałabym się z Panią! Od dziecka udawałam na schodowych szczeblak, Esmeraldę, Tarzana i inne istoty, których nic nie mogło zatrzymać, a po lianach, linach bądź rurach poruszały się znakomicie. Uwielbiałam to, naprawdę. Teraz Pani książka zmusiła mnie do napisania własnej książki. Mam nadzieję, że kiedyś wyśłę ją do Pani w spedjalnym, oprawionym w skórę egzemplarzu, tak, żeby mogła go Pani zabrać nawet w Puszczę Amazońską. (Amazońską będzie małą czy dużą literą, bo niby to przymiotnik, ale jednak nazwa własna, nieparwdaż??) Pani tyle wie. Może mi pani pomożę rozwiązać jeden problem. Nie umiem sobie poradzić z tym, kiedy ktoś jest ode mnie lepszy. Czuję się zazdrosna. To mnie niszczy od środka, nie chcę tego już, bo ranię nie tylko siebie, ale i swoją rodzinę i przyjaciół, ale nie wiem co mam zrobić! Otworzyłam się przed Panią jak przed przyjaciółką. Liczę na szczerą odpowiedź. Może Pani nawet odpowiedzieć za rok, będę czekać.
Kasia z Kalisza, lat 13 Powodzenia w dalszych podróżach! Życzę, by Pani zrobiła to, co Kolumb;)
Dziękuję za życzenia :) Jakaś Ameryka na pewno czeka na mnie, by zostać odkryta :)
Na każdego być może czeka jakiś nieznany ląd czekający na odkrycie. I na tym właśnie trzeba się koncentrować w życiu – nie na tym, że ktoś inny odkrył jakąś Amerykę, ale na tym gdzie jest moja Ameryka i co powinnam zrobić, żeby do niej dotrzeć.
Zazdrość to bardzo męczące uczucie. Pożera mnóstwo energii i obezwładnia – czyli przeszkadza w działaniu, życiu i zdobywaniu celu. Poza tym jak każda negatywna energia po pewnym czasie zaczyna trawić ciało od środka – czyli powodować fizyczne choroby. Jestem ciekawa Kasiu czy przypadkiem nie cierpisz na jakieś niewytłumaczalne i powracające przypadłości – na przykład wysypkę na skórze, bóle brzucha albo duszności. Jeśli tak, to prawdopodobnie znikną jeśli tylko przestaniesz myśleć o zazdrości i innych złych emocjach, a zastąpisz je pozytywnym podejściem do samej siebie i do swojego życia. Nie poddawaj się. Nie warto tracić czasu i życia na zazdroszczenie innym ludziom :)
|