onet.pl PATRONAT
Listy w skrzynce
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Listy

Powrót
Duńska skrzynka pocztowa (64)

Nowe listy proszę słać na adres beata@beatapawlikowska.com albo beata@oliwkowo.pl
Odpowiedzi szukajcie poniżej.

Pani Beato, nie wiem czy miałam dobrego maila, więc piszę jaszcze raz. Bardzo spodobał mi się przepis na ciasto z czereśniami, a że u nas na śląsku czereśnie na działkach rosną jak grzyby po deszczu (w przypadku czereśni to dojrzewają) można spróbować tego przepisu. A ja zamierzam wysłać do pani kilka fajnych i łatwych przepisów do przygotowania z truskawkami, bo zaczął się sezon na tanie i świeże truskawki, ale jak już pisałam później, bo mam trochę pracy na jutro :(
Pozdrawiam!
Słuchaczka Ola

Świetnie! Z góry dziękuje za przepisy, które chętnie zamieszczę na mojej stronie :)

Witam
zaczynam list, do którego zbierałam się przez długi czas. Nie wiem od czego zacząć, więc po prostu zacznę :)
Odkąd pamiętam zawsze czułam się outsiderem wśród innych, choć starałam się nie pokazywać tego po sobie. Zawsze starałam się "dopasować" do otoczenia, choć tak do końca nigdy mi się to nie udało. Nie miałam łatwego dzieciństwa, więc może to są "ubytki" w mojej psychice spowodowane ciężkimi przeżyciami. A może właśnie to, że zostałam zmuszona do rozumienia, wyrozumiałości, wybaczania i odpowiedzialności za dorosłych jest nienormalne. W każdym razie łamię swój charakter, próbując byc taka, jak ode mnie oczekują inni i jest mi z tym źle. Czasem się buntuję i wtedy jest jeszcze gorzej, bo przecież nie powinnam teoretycznie narzekać.
Zawsze chciałam mieć ciekawe życie i jest ciekawe, niestety nie w takim kontekście jak to sobie wyobrażałam :(
Brakuje mi bycia tak do końca sobą, zostałam tego oduczona, ale gdzieś podświadomie buntuję się, kiedy widzę w pracy i wokół siebie ludzi tworzących "elity", każących mi postępowac w określony sposób, plotkujących, wymyślających coraz to nowe intrygi, żeby komuś dokopac. Mnie to nie bawi i nigdy nie bawiło. Nie interesują mnie "wielkie wyprawy" na zakupy, plotkowanie o ciuchach i o tym, która jak się ubrała i jak ona tak mogła. Jest to pewnien wzorzec sposobu bycia, do którego ja nie pasuję, ale którego nie mam odwagi zmienic.

Mam już 34 lata i nadal nie wiem jak żyć.

Pozdrawiam serdecznie i jednak nie dam się tak łatwo, bo mimo bagażu niełatwych doświadczeń jestem pozytywnie nastawiona do życia i wolę jego jasne strony od tych ciemnych i złych.
Mam tylko nadzieję, że Pani nie uśnie zanim dobrnie do końca czytania;)

I tak sobie jeszcze myślę, że takich wyobcowanych ludzi jest więcej, ale na co dzień zakładają maski, żeby nie zostac odrzuconymi przez ogół, wielu nie ma siły ani odwagi, żeby przyjąc to odrzucenie, zamienic powinnośc, obowiązek i odpowiedzialnośc narzucone przez innych na realizację siebie i swoich marzeń. Może niektórym się uda, może i mnie też :))

Jeszcze raz pozdrawiam i dziękuję
za to, że Pani jest
i za Pani umiejętnośc życia,
bo życ trzeba umiec,
ale nie każdy potrafi,
a dzięki Pani może się nauczyc :)))

Anita


Pani Anito,

to zabawne, ale być może w Pani otoczeniu jest wiele osób, ktore czują się dokładnie tak samo jak Pani - jako outsiderzy, nie przystający do reszty, zmuszeni do grania roli postaci, z ktora w rzeczywistości nie mają nic wspólnego.

Myslę, że to bardzo prawdopodobne - bo ludzie w naszej bialej cywilizacji od dziecka uczą się grania nie swoich ról w zyciu i uwazają to za normalne oraz pożądane. W przeciwnym razie ktoś mógłby zarzucić, że taka osoba jest "dziwna" albo "inna". Ale nawet jeżeli ktoś tak pomysli, wcale niekoniecznie bedzie chciał taka osobę przekreślić. Bo być może odwaga i umiejętność bycia SOBĄ to coś, co wywołuje ludzką zadrość i podziw.

Radze pani więc jednak i mimo wszystko sprobowac być sobą. Nie na siłę i nie na przekór innym ludziom - bo oni w tej całej sprawie nie są wazni. Pani jest ważna. Pani dusza.

"Bycie sobą" oznacza, że to Pani wywołuje ciekawy temat do rozmowy, opowiada Pani o tym, co Panią fascynuje, po pracy zajmuje się Pani swoim hobby.

Nie trzeba negowac tego, co robią inni. Wystarczy im pokazać coś fajnego, prawdziwego, szczerego i płynącego prosto z duszy - żeby też chcieli tacy być.

Wierzę, że się uda i tego Pani zyczę :)
Kochana Pani Beato!

Nigdy nie spodziewałam się, że spotka mnie coś takiego, co spotkało mnie w ubiegłą sobotę. Coś tak niezwykłego. Gdyby ktoś zapytał mnie niespełna rok temu, czy wiem, kto to Beata Pawlikowska, odpowiedziałabym zapewne: "Coś mi się chyba obiło o uszy...A, tak, chyba kojarzę, ale pewności nie mam." . A później rozpoczęły się "Podróże z żartem", czyli dla mnie, miłośniczki geografii, jeden z najlepszych pomysłów na program. I tak się zaczęło. Na Boże Narodzenie dostałam Pani książkę "Blondynka śpiewa w Ukajali" . Przeczytałam ją jednym tchem. Wybrałam się w niesamowitą podróż do Ameryki Południowej, nie ruszając się z domu, całe jej piękno widziałam Pani oczami, za co serdecznie dziękuję.

Tydzień temu w czwartek postanowiłam wejść przy okazji na Pani stronę internetową, którą odwiedzałam już wcześniej. Gdy zobaczyłam zdanie: "Spotkanie w Białymstoku", byłam zaszokowana. To niemożliwe! Beata Pawlikowska w moim mieście?! A jednak, 2 czerwca, ok. godz.14:00, Opera i Filharmonia Podlaska, wstęp wolny. Od razu powiedziałam o tym mamie. Na początku podchodziłam do tego sceptycznie, e tam, i tak nic nie będę widziała, i tak nie przecisnę się przez ten tłum. O wzięciu ze sobą książki nawet nie chciałam słyszeć. Nie, to głupio, Pani będzie pewnie podpisywać tą nową (myślałam, że tak jak w księgarni, przy stoliczku), a ja pójdę z tamtą, nie, nie będę się wygłupiać, autograf już mam, bo kupiłam na Allegro :) a poza tym i tak się nie "dopcham", może zrobię kilka zdjęć i tyle. Ale w sobotę pomyślałam: "Co mi zależy? Kto wie, może akurat? Może to jedyna taka okazja w życiu? Może już nigdy nie będę miała szansy zobaczyć Pani na żywo?"

Kiedy kupiłam ten autograf na Allegro, obok słów "Pozdrawiam, Beata Pawlikowska" ujrzałam piękny rysunek przedstawiający (później porównałam z książką) tropikalne drzewko. Przypominał mi on aniołka (być może dlatego, że zbieram anioły) i postanowiłam zrobić kilka papierowych "cherubinów". Jeden z nich był wyjątkowy. Miał niestety zagięcie na nóżkach, ale z twarzy przypominał mi Panią. Nie wiem dlaczego, tym bardziej, że nie mam talentu plastycznego. Był jednak moim ulubionym aniołem. I w sobotę pomyślałam, że go Pani dam. Nie wierzyłam w to, iż będę miała do tego okazję, ale co mi zależało, może akurat? Postanowiłam też napisać parę słów, w których streszczę wszystko, co chciałabym Pani powiedzieć. Schowałam go na koniec książki, nie wiedziała o tym ani mama, ani cioteczny brat, który akurat nas odwiedził i wyraził chęć pójścia z nami (mieliśmy od razu jechać później do babci).

Kiedy wyruszyliśmy, była prawie 14:00. Po wejściu do Filharmonii szukaliśmy miejsca, w którym odbywały się wszystkie sotkania. Wtedy trafiliśmy do niewielkiej sali, jeden z panów zaprosił nas do środka i powiedział, że już nas stąd nie wypuści. Akurat były jeszcze wolne miejsca, usiedliśmy. Posłuchaliśmy wspaniałych opowieści państwa Walencik, pana Artura Tabora. Wtedy na scenę wyszła Pani, a chwilę później pani Ela Dzikowska. Wahałam się, podejść do Pani czy też nie, zobaczyłam, że zrobił tak już jeden chłopak i postanowiłam zebrać się na odwagę. Serce biło mi jak szalone. Podpisała mi Pani książkę, uśmiechnęła się, podziękowała za aniołka i przyjacielsko ucałowała.

Ja również Pani dziękuję. I chciałam, aby to właśnie ten anioł był wyrazem mojej wdzięczności. Chciałam dać Pani coś od siebie. Pani daje nam, czytelnikom, w swoich książkach tak wiele. Całą siebie, swoje przeżycia, wspomnienia, uczucia. Ja postanowiłam podarować Pani właśnie tego, ulubionego, przypominającego mi Panią aniołka (wiem, że jest w najlepszych rękach :) ).

Bardzo żałowałam, że nie zostaliśmy na opowieści pani Dzikowskiej, najwyżej przyjechalibyśmy do babci troszkę później. Mam nadzieję, iż jeszcze będę miała okazję posłuchać Jej na żywo. Mam również nadzieję, że spodobało się Pani nasze miasto, odwiedzi nas Pani kiedyś (a może nawet wcześniej niż kiedyś :) ) i będziemy miały okazję się spotkać. Dziękuję Pani za wszystko

Pozdrawiam
- (Rio) Magdalena :)

PS. W środę rozmawiałam z panią od geografii, która bardzo Panią podziwia. I powiedziała mi jedną ważną rzecz: Pan Bóg spełnia marzenia. To prawda. To spotkanie jest na to najlepszym przykładem. :) Powodzenia w tej najtrudniejszej podróży i przepraszam, że mój list wyszedł taki długi :)

Droga Rio Magdaleno :) Marzenia się spełniają, to fakt. Czasem spełniają się szybciej niż zdążymy o nich pomyśleć - i to jest w życiu najpiękniejsze. Zdradzę Ci pewien sekret: kiedyś podczas jednego ze spotkań autorskich jak zwykle podpisywałam skiążki i w każdej obok dedykacji rysowałam palmę. Nagle ktoś z kolejki wychylił się i zapytał:
- A dlaczego pani wszystkim rysuje te anioły?...

I wtedy nagle zobaczyłam, że moja palma nie jest wcale drzewem, tylko aniołem. Od tamtej pory rysuję obok dedykacji tę samą palmę, ale tym razem wiem, że każda z nich to anioł, który będzie strzegł i ochraniał osobę, która go dostała. jestem pewna, że w Twoim zyciu aniołów nie zabraknie i będą pomagały Ci spełniac marzenia i żyć pięknie :)
Dzień dobry Pani Beato,

jestem Inga, mam 29 lat. Rok temu Justyna wpadła do mojego pokoju i pokazała,
że książkę tę należy przeczytać. Tę, czyli ’W dżungli życia’. Przeczytałam.
Wydawało mi się, że wszystko z jednej strony oczywiste jest, z drugiej zaś -
że bedę ponownie musiała tę książkę przeczytać, że nie zdołam zapamiętać naraz
tych prawd.
Minął rok. Jeszcze do niej nie wróciłam. Teraz jest ten moment.
Przez rok moje życie zaczęło sie zmieniać przeogromnie. Nastąpiła najpierw
katastrofa, która wydawała mi się nie przeżycia, a która okazała się
poczatkiem nowych dobrych historii. Zaczełam zmieniać się i ja.

Teraz są dwie sprawy ważne, którymi chcę się zająć porzadnie.
Ktoś, kto może stać się ważny dla mnie i dla kogo stać się mogę ja.
Oraz praca, która będzie mi sprawiac satysfakcję.

Nie chcę już udawać. Ani kalkulować.

Jak należy żyć dobrze, pani Beato?:)

Pozdrawiam ciepło.
Inga


Pani Ingo, radzę odwrocic kolejnosc. Dlaczego na pierwszym miejscu rzeczy do
zrealizowania stawia Pani cos, co od Pani nie zalezy w pelni, a tylko w
polowie? To niezbyt dobra podstawa do realizacji czegokolwiek.

Dobry plan to taki, ktory ma szanse sie udac, bo zalezy w pelni od tego, co
Pani z nim zrobi. Lepiej jest zajac sie swoja praca, realizowaniem marzen i
pasji, a ten ktos, kto ma sie pojawic, sam przybedzie w odpowiednim momencie.
A jezeli nie przybedzie, to znaczy, ze nie byl tym wlasciwym "kims".

Z mezczyznami jest tak samo jak z katastrofami w zyciu, o ktorych Pani pisze -
zdarzaja sie, potem wydaje sie, ze to koniec swiata - a w rzeczywistosci
okazuje sie, ze to jest poczatek czegos lepszego.

Dlatego lepiej jest skoncentrowac sie na rzeczach, kitore wzbogaca Pania jako
czlowieka - wtedy stanie sie Pani tez bardziej wartosciowym partnerem dla
kazdego mezczyzny, ktorego zdarzy sie Pani spotkac na swojej drodze.

Nie udawac i nie kalkulowac - uslyszec glos swojego serca i isc naprzod, z
pozytywnym nastawieniem do siebie i swiata dookola :) - to jest wlasnie to :)

Dzieńdobry Od zawsze moim marzeniem jest podróz do Afryki i
Wenezueli Niestety jeszcze nie miałam okazji sie tam wybrać:(Bardzo
lubie Pani ksiązki oraz program "Podróże z żartem" czy też "Świat według
blodynki"...W swych opowiadaniach oddaje Pani klimat tego miejca i
przedstawia Pani jeszcze więcej niż da się zobaczyć:)Bardzo proszę o
odpowiedż...
Jestem szczęśliwa, ze mogłam do Pani napisać... to także jedno z moich
marzeń... które wydawało sie niedospełnienia...;*;*;*

Marlena


Pani Marleno, marzenia istnieja na świecie po to, zeby się spełniać :) Zycze
więc Pani, żeby marzenia o podrozy do Afryki i Wenezueli spelnily sie jak
najkszybciej :) Serdecznie pozdrawiam

Pani Beato!
Od kilku lat śledzę Pani karierę, czy może inaczej - Pani piękną podróż przez życie, czytam Pani książki ( wielokrotnie!), artykuły w prasie, słucham audycji radiowych... Długo odkładałam napisanie tego listu( zresztą jak wiele innych ważnych spraw w moim życiu), ale nawarstwiające się wyrzuty sumienia, coraz głośniej huczały w mojej głowie, że jestem to Pani winna!Przecież czerpię z tych wszystkich"dóbr", w które wkłada Pani tyle ciężkiej pracy, energii, pasji, radości i nie przesadzę mówiąc, że także miłości - miłości do życia... Tak - jestem to Pani winna!!! Stała się Pani moją przewodniczką, objaśniającą świat i życie w jego wszystkich najważniejszych wymiarach, powiem więcej - choć zważywszy na to, że mam już 23 lata i może to zabrzmieć bardzo infantylnie - stała się Pani moją drogą przyjaciółką...:) Oczywiście w przenośni:) Od dawna zastanawiałam się, co mam Pani napisać...jest wiele różnych spraw, które chciałabym poruszyć, ale zdaję sobie sprawę z tego, że wszystko musi mieć jakiś umiar :), tak więc postaram się nie zamęczać Pani moją biografią, bo nie o to chodzi...Poza tym trudno  ubrać w odpowiednie słowa to, co chce się powiedzieć swojemu mistrzowi..:) Wierzę jednak, że to, co najważniejsze trafi z serca do serca...:)

Właściwie dzisiejszy list to efekt ostatnich wydarzeń z mojego życia ( a jednak biografia!:)) Nie będę zapewne pierwszą ani ostatnią osobą, dla której Pani książka " W dżungli życia " była objawieniem...Choć inne Pani książki czytałam też wcześniej. Ta jednak jest specyficzna i pojawiła się w momencie, kiedy przeżywałąm bardzo trudny okres w moim życiu, poniekąd przełomowy. Nic nie dzieje się bez powodu... podjęłam pierwszą w swoim życiu pracę a także w końcu po długim czasie męki powiedziałam "kocham" , także po raz pierwszy w życiu. Niestety okazało się, ze bez wzajemności, choć wiele wskazywało na to, że jest inaczej... Nie wdając się w szczegóły, powiem tylko, że bardzo cierpiałam, ból psychiczny odczuwałam wręcz fizycznie, brakowało łez i najmniejszej ochoty, żeby wstać z łóżka. .. Na szczęście miałam pracę, która mobilizowała mnie, by zrobić rano ten ten krok, zatuszować makijażem spuchnięte od płaczu oczy i wyjść do ludzi...teraz myślę, ta praca - hmmm...nic nie dzieje się bez powodu...

Dzięki niej "jakoś" przeżyłam to, tzn.mobilizowałam sie do tego, by " wykonywać" podstawowe czynności życiowe. Wracając do książki - no cóż, czytając ją, wydawało mi się, że jest o mnie, czułam jak krew mi pulsuje w żyłach, wypieki występują na policzkach, serce biło jak opętane - naprawdę! To był jednocześnie bardzo bolesny proces czytania... Zobaczyłam to wszystko, co się we mnie pogmatwało i nie tylko chodzi tu o uczucia do chłopaka. Przypomniałam sobie moment, kiedy po raz pierwszy z bijącym sercem jednym tchem czytałam książkę "Zapach Afryki", jak studiowałam wszystkie atlasy i publikacje o kontynencie afrykańskim, jak rozkładałam wielką mapę na podłodze mojego pokoju i planowałam wyprawy, jak marzyłam o podróżach wpatrując się w samoloty na niebie...itd...jak uwielbiałam obozy wędrowne w góry, na które jeździłam co roku...

Boże, co się z Tobą stało, Monia? - zapytałam samej siebie, gdzie Twoje pasje, marzenia, plany? I zobaczyłam siebie - dzisiaj... Wstyd i wyrzuty sumienia przeszyły moje całe ciało, każdą moją komórkę...Przeanalizowałam cały okres studiów, rok po roku, każdą iluzję, jaką tworzyłam o swoim życiu każdego dnia...wszystko sprowadzało się do tego że -jutro, albo pojutrze, mam jeszcze dużo czasu,może lepiej imprezka... stop, tyle wystarczy... westchnęłam i rozpłakałam się. Nad sobą, to niesamowite, że tak perfidnie można oszukiwać samego siebie... Stałam się w tym mistrzynią...Boże, ja te lata zmarnowałam - pomyślałam, zmarnowałam czekając na coś, co nie nadeszło i samo nie nadejdzie...Chore uczucie do ukochanego zabijało we mnie całą twórczą energię, wszystko,to, co dobre, co moje...Nie było mnie, był tylko ON...

Dziś nie myślę o tym w kategoriach straconego czasu, widać tak miało być, nie ma co patrzeć wstecz, dostałam szkołę od życia, a teraz najważniejsze, żeby nie popełnić nigdy tego samego błędu! Poświęcenie się dla kogoś całkowicie, bez najmniejszego marginesu dla siebie, zabija w nas, to co najpiękniejsze, naszą wyjątkowość, to, co podziwiają w nas inni! Ja doprowadziłam sie do stanu, że byłam żałosna, z honorowej, twardo stąpającej po ziemi,racjonalnej kobiety przepoczwarzyłam sie w niedowartościowaną, słabą cierpiętnicę, uzależnioną i nie potrafiącą żyć bez tego człowieka.. Właściwie sama to sobie zrobiłam.. Ta znajomość niszczyła mnie, to buło chore..Trudno jest się do tego przyznać ale tak było...Kochałam całą swoją osobą, cokolwiek robiłam , gdziekolwiek byłam myślałam o Nim...Był obecny w każdym momencie mojego życia, a ja? no właśnie - mnie nie było... Zapomniałam o sobie, o tym, co zawsze było dla mnie najważniejsze, o czym marzyłam, co pragnęłam robić... DO tego jeszcze doszły komplikacje ze zdrowiem, trudna choroba - uznałam, ze świat mi się zawalił i że nic dobrego już mnie nie spotka w moim jałowym życiu... Pojawiały się różne myśli...jakie zapewne Pani najlepiej wie...

Pani książka wiele jeszcze innych rzeczy mi uświadomiła... Ale po uświadomieniu czułam wielką niemoc, czułam, ze nie mam tyle siły, energii, żeby walczyć o szczęście, żeby uwierzyć, że będę kiedyś szczęsliwa i zrobić coś w tym kierunku... To jeszcze bardziej przytłoczyło mnie. Ale czytałam dalej, każdego dnia wieczorem po pracy, potem jeszcze raz, i jeszcze raz wracałam do najważniejszych stron, zrobiłam listę rzeczy do zrobienia... Nie mogę napisać że odtąd wszystko potoczyło się jak w bajce..Bo tak nie było..Ale nastąpił przełom! Olśnienie!? Zapomniane pragnienia odżyły w moim serduchu:) jeszzce przez długi czas walczyłam o ukochanego - bezskutecznie, wybrał inna...Cierpiałam, momentami wręcz żebrałam o uczucie, a potem nie mogłam się po tym pozbierać, żałowałam, po czym robiłam to samo... Musiało stać się wiele różnych rzeczy, musiało dojść do wielu różnych spotkań, rozmów, bym mogła być dziś w tym momencie, w jakim jestem.To był bardzo trudny rok,ale jednocześnie chyba bardzo potrzebny..

Proces leczenia jest niezwykle bolesny i wymaga dużo pracy nad sobą, upadania i wstawania...Dziś mija miesiąc od naszego ostatniego spotkania. Dla mnie to bardzo długo, codziennie bowiem pojawia się pokusa, by zadzwonić, napisać, ale nauczyłam się już z tym radzić. Dziś już wiem, ze całkowite zerwanie kontaktu to jedyna szanasa, bym wyleczyła się. Wcześniej tez to wiedziałam, ale teraz już tego nawet chcę. Tak jest łatwiej, lepiej. Przyjaźń i bezbolesna akceptacja jego związku z inną dziewczyną jest niemożliwa, dlatego należy zakończyć tę znajo0mość. Spotkania z Nim odbierają mi energię. Potem muszę dochodzić do siebie i dystansować się. Nie, nie czuję nienawiści. A jeśli jeszcze go kocham, to wyrażą się to tylko w tym , ze chcę, żeby był szczęśliwy i żeby dobrze ułożyło mu się życie.

w tym ostatnim czasie wiele dobrego wydarzyło sie w moim życiu. W końcu( od dawna to planowałam, ale, ale jakoś się nie składało oczywiście) napisałam CV i zaniosłam w miejsce, gdzie zawsze chciałam odbyć praktyki. Szanse były niewielkie, ale zostałam zaproszona na rozmowę i... udało się!:) Wychodziłam stamtąd jak na skrzydłach - to był kolejny zwrotny moment...Nie dalej niż w ubiegły wtorek wygrałam konkurs i dostalam nagrode.

Tak więc ostatnie tygodnie były wypełnione ciężką, ale radosną pracą i przypomniałam sobie to uczucie, kiedy siadam przed komputerem i poddaję się jakiejś niesamowitej mocy, a potem satysfakcja, z tego, co ze mnie "wyszło"a co nabrało materii, kształtów..A kiedy jeszcze ktoś to doceni radość jest wielka!:) Nie chcę, żeby pomyślała Pani, ze to nie jest szczęście, lecz zwykła próżność...Bo tak nie jest... czuję, ze odzyskuje siebie, swoje zycie, swoje marzenia...Musiałam przewartościować sobie pewne rzeczy. Poukładać. Na razie zaplanowałam sobie wakacje, ale myślę już o tym, co dalej.

Poza tym niedawno przeżyłam piękny moment, idąc aleją w kwitnącym i pachnącym majowo parku, po raz pierwszy od dawna pomyślałam nie o NIm, jak zawsze w takich momentach, lecz powiedziałam do siebie: Boże, jak jest pięknie!:)I przeżyłam niesamowite uczucie wolności, radości i miłościw jednym..to była autentyczna radość z życia, którą coraz częściej odczuwam, uczę się jej...Poczułam się też silniejsza, czułam, ze mam taką samą siłę jak inni i że chcę wziąć życie w swoje ręce,. Poczucie posiadania kontroli nad własnym życiem to naprawdę ważna sprawa. Co nie znaczy, że jak coś się nie uda to świat się zawali.

Na mojej liście jest jeszcze wiele rzeczy do zrobienia, wiele podróży do odbycia:) Znowu podczas czytania książek podróżniczych czuję ten uścisk w sercu:) Kiedy wstaję rano już nie myślę o tym, że On jest z nią a nie ze Mną, ale o tym, co mam do zrobienia i jak pięknie świeci słońce za oknem:) Maj to cudowny moment na przełomy:)
Nie mogę powiedzieć, ze jest łatwo i że nie przychodzą trudne chwile.. Bo przychodzą! Ale uczę się radzić z tymi emocjami, staję przed lustrem i mówię do swojego odbicia" Poradzimy sobie Moniu!" :) Może to naiwne, ale działa!

W najtrudniejszych jednak momentach, kiedy czuję, ze w samotności nie poradzę sobie z tym, co się we mnie w środku zaczyna dziać, spędzam czas z moimi wspaniałymi przyjaciółmi, których mam wielu. To dzięki mojej wspaniałej rodzinie i przyjaciołom, bardzo wyrozumiałym, jestem jeszcze na tym świecie, od nich otrzymuję niesamowite pokłady otuchy, zrozumienia, radości i ciepła. Byli ze mną przez te całe 5 trudnych, pełnych cierpienia, lat.Pocieszali, czasami tylko "byli", przemilczając moje kolejne potknięcia i powielane błędy, akty żałości ...długo by o tym mówić. Pani Beato...wiem dziś jednak, ze takie więzi to skarb i za tych ludzi, których spotkałam na swojej drodze (łącznie z Panią:))codziennie dziękuję Bogu. To z pewnością też nie było przypadkowe!:)Powiem więcej, w ostatnim czasie poznałam kilku nowych wspaniałych ludzi. Czyżby znowu zbieg okoliczności?:) W ogóle mam ostatnio nieodparte wrażenie, ze ludzie mi się dziwnie przyglądają na ulicy, hmmm - nie dziwnie - miło, to są sympatyczne gesty i uśmiechy:) Proszę mi uwierzyć - nie zmyślam na potrzeby tego listu:) - tak jest! Uśmiech i pogoda ducha przyciągają ludzi!To, co dajemy, dostajemy od innych! Nawet nie zdając sobie z tego sprawy!

pani Beato, kończąc powiem, ze to nie jest tak,że ogarnął mnie słomiany zapał, jakaś złudna chwilowa euforia... ja czuję, ze wszystko powoli zaczyna się układac we mnie i w moim połamanym życiu...Powraca moje zagubione , prawdziwe "ja", odzyskuję siebie. Powracają marzenia i pragnienia, coraz silniej i realniej...Już nie tylko marzę, ale działam, krok po kroczku, ale działam...Nie siedzę, nie płaczę, nie piję, nie chcę marnować czasu. Chcę żyć, planować, pracować, podróżować, spotykać się z ludźmi!

Dziś jestem już nawet w stanie podziękować Bogu za to doświadczenie miłości, wprawdzie chorej, ale wielkiej i zdolnej do największych poświęceń. Znam ludzi, którym takie uczucie nigdy się nie przydarzyło. A ja pomimo wszystko przeżyłam z Nim wiele pięknych chwil, nadawaliśmy na tych samych falach, rozumieliśmy sie bez słów, jedność...mamy wiele pięknych wspomnień!To jest wspaniały wartościowy człowiek i tak tylko chcę o Nim myśleć.

Ja wiem, ze nie będzie łatwo, obawiam się tej ostatniej rozmowy z Nim...O tym, że to koniec naszej znajomości, tym razem definitywny. Wcześniej pozorowałam takie decyzje. Powtórzę - wiem, że nie będzie łatwo, ale jak wspomnę sobie to wszystko, przez co przeszłam, to wiem, ze tak musi być i że to jest najlepsze dla mnie wyjście.Teraz czas pobyć trochę z samą sobą, ból jeszcze pewnie będzie wracał, ale coraz rzadziej i wierzę, że któregoś dnia spotkam tego, który jest mi przeznaczony...Nie można walić głową o mur - koniec i kropka.

I teraz czas na podziękowania... Właściwie żadne słowa nie oddadzą tego, ile mam ciepłych i pozytywnych myśli o Pani, jak wiele Pani zawdzięczam, choć nigdy pani nie spotkałam ( mam nadzieję jednak, że kiedyś to nastąpi:)) Dziękuję za książkę " W dżungli życia", która przywróciła mnie do życia...( za inne ksiązki i publikacje również!) Czasami, kiedy nachodzą mnie chwile lęku, smutku, bądź zwyczajnej rezygnacji, od razu sięgam po po nią, przyciskam mocno do siebie, otwieram i czytam, tak długo, aż chandra minie :) ( ten sposób mógłby figurować jako 9 na liście Pani ostatnich rad, co do radzenia sobie ze smutkiem:)) To działa! Dziękuję, że jest pani tak blisko swoich czytelników, że niestrudzenie przypomina nam o tym, o czym zapomnieć nie wolno - o naszych pasjach i marzeniach. Dziękuję, ze daje Pani mi nadzieję i wiarę, ze ja również mogę kiedyś stanąć na popękanej od słońca ziemi afrykańskiej i spojrzeć w oczy pięknych kobiet z plemienia Himba, noszących niecodzienny make - up:))) Dziękuję za wszystkie pozytywne emocje, jaki Pani do nas kieruje. Na "koniec końców" proszę o kilka słów otuchy, które staną się moją tarczą:) w trudnych momentach i proszę za mnie trzymać kciuki, żeby się udało, bo wierzę w moc duchowego wsparcia.

Czas kończyć - niestety nie obyło sie bez biografii...Trzeba wziąć się za resztę rzeczy, jakie zaplanowałam na dzisiaj:) A przede mną ciężka sesja egzaminacyjna i wiele stresów, ale trzeba być dobrej myśli:)- oby do wakacji = planuję wyjazd w moje ukochane góry, na który długo oszczędzałam:)

Jeszcze raz za wszystko Pani dziękuję, życzę wielu sukcesów i wspaniałych wypraw, o których nam Pani potem opowie:) I być może do zobaczenia na szlaku...Proszę mi wybaczyć wszelkie uchybienia w tym liście, ale jestem niezwykle przejęta faktem, ze piszę go właśnie do Pani...:)

Pozdrawiam bardzo serdecznie!
Monika


Pani Moniko! Największy bład, jaki robią ludzie to pomysł, żeby całego lub całą siebie zlozyć u stóp drugiego człowieka. Mimo ogromnej bliskości, milości, przyjaźni i pięknego związku drugi człowiek pozostaje zawsze DRUGIM czlowiekiem, ktory nigdy tak do końca nie potrafi zrozumieć tego PIERWSZEGO.

Poza tym czasem tak sobie myślę - jeżeli ktoś oddaje "wszystko" drugiej osobie, to pozostaje z "niczym". Jak więc ta druga osoba mialaby kochac kogoś, kto jest "nikim" po tym, jak calego siebie komuś oddał?...

Ma Pani rację piszac o zdrowych związkach, w ktorych zawsze trzeba zachowac margines na wlasne zycie, na wlasne marzenia i pasje.

Moim zdaniem nie ma Pani racji piszac, że trzeba będzie jeszcze raz z "nim" porozmawiac i powiedziec mu, że to koniec. Koniec już się stał. Jest faktem. Nic więcej nie trzeba mówić.

Ja myślę, że to jest tak: każdy czlowiek ma gdzieś na świecie idealnego partnera. Być może więcej iż jednego. Ale ludzie strasznie szybko chcą znaleźć tego "jedynego", więc angazują się w związki, ktore nie są dobre i nie przynosza im radości. Niech Pani pomysli o tym tak: jeżeli odszedł, to nie był w stanie ani Pani zrozumieć, ani kochać. To po co Pani taki mężczyzna? Prędzej czy później sama by Pani od niego odeszła.

To dobrze, że to się stalo już teraz. Ma Pani jasnośc sytuacji i cudną przyszlość przed sobą.

Trzymam kciuki, wysyłam Pani masę ciepłych myśli i serdecznie ściskam :)

I co Pani robi, jak ma Pani wszystkiego dosyć? O ile kiedykolwiek miała Pani czegoś dość? Bo ja czasami mam i wtedy się wściekam na wszystko i wszystkich, bez powodu. Przepraszam, że tak Panią męczę, ale chciałabym się jeszcze wiele dowiedzieć i wiele nauczyć, a Pani wydaje się być do tej roli odpowiednia, a wręcz najlepsza.........

Iza


Zdarza mi się, że czasem wszystko nagle zaczyna się komplikowac i rzeczywiście "mam wszystkiego dosyć". Zawsze wtedy słucham muzyki. Mam odtwarzacz mp3, na ktory zrzuciłam moje absolutnie ulubione piosenki, wkładam sluchawki i nawet jeśli jestem w możliwie najgorszym humorze, kiedy slucham muzyki, natychmiast wszystko się zmienia na pozytywne. Bo najważniejsze w tym wszystkim jest wlasnie pozotywne myślenie. Muzyka zawsze naprowadza mnie na wlaściwa drogę :))

Witam P.Betao! mam nadzieję, że juz Pani wróciła gdyz ostatnio gdy pozwoliłam sobie do Pani napisać otrzymałam info, że jest Pani gdzieś daleko- tylko pozazdrościć. Ciekawa jestem jak ja musze mocno uwierzyć w swoje marzenia, żeby zechciały sie spełniać?! Za 2 dni tj; 24 maja mam imieninki i jak co roku otrzymuje wspaniały prezent bo w księgarniach jest dostępna kolejna Pani książka, bardzo za nią dziękuję , bo znów przysporzy mi wielu wrażeń podczas czytania. Pozdrawiam bardzo gorąco

Joanna


Pani Joanno, żeby marzenia się spełniały, trzeba w nie wierzyć z calych sił :) Wysyłam Pani imieninowo wielki pęczek nadziei i wiary w to, że to co Pani sobie wymarzyła, wkrótce się spełni :)

Proszę przyjąć serdeczne pozdrowienia od 70-latka, byłego pilota "Orbisu", który cieszy się od niedawna "internetem" a który znalazł tę stronę teskniac za tym ,czego już nie może mieć. Nawet nie wiem czy Pani to przeczyta ale się cieszę, że do Pani piszę. Przez "podróże z żartem" jest Pani naszą znajomą.

Ślicznie dziękujemy! Ryszard z Zegrza


Bardzo dziękuję i również przesyłam ciepłe, podróznicze pozdrowienia :)
Dzień dobry
Pani Beato z dużym zainteresowaniem przeczytałam Pani książkę, mam 37
lat ale wiele z niej skorzystałam. Myślę podobnie jak Pani, chociaż nie
byłam aż takim buntownikiem jako nastolatka, ale mam 16 letnią córkę,
która przysparza mi niemało problemów. Namawiam ją do przeczytania Pani
książki, dużo mogłaby się z niej nauczyć.
Chciałabym na stałe wprowadzić do naszego domu Yerba mate, czy można w
Polsce kupić dobrego gatunku Yerba mate? W internecie jest ono w
sprzedaży, nie wiem jednak na ile można zaufać internetowym sprzedawcom.
Pozdrawiam Panią serdecznie i życzę owocnych wypraw w nieznane. Będzie
mi miło jeśli zechce Pani odpowiedzieć na mojego maila.
Pozdrawiam raz jeszcze
Ela

Pani Elu, polecam mojego dostawcę yerba mate, do którego mam pełne zaufanie i gdzie kupuję od kilku lat zarówno zioła, jak i potrzebne akcesoria: http://yervita.home.pl

Jak przyrządzić yerba mate - prosze zajrzeć na stronę "w kuchni" na mojej www.oliwkowo.pl

I mam nadzieję, że Pani córka znajdzie swoję ścieżkę w dżungli życia. Byłabym szczęsliwa, gdyby moja książka jej w tym pomogła :)

Pani Beato, być może zawracam Pani głowê niepotrzebnie, ale mam pytanie, gdzie można kupić Pani wczeœniejsze książki; pytałam w ksiêgarniach, ale raczej nie ma szans; przyznam, że wczoraj na Targach kupiłam Pani najnowszą książkê (to jedyna książka Pani,którą posiadam), zaczêłam ją czytać wieczorem, jestem pod wrażeniem.

Serdecznie Panią pozdrawiam

Marzena


Pani Marzeno, z tego co wiem, moje ksiązki można kupić w internetowych księgarniach oraz wprost u wydawców, czyli na www.nationalgeographic.pl oraz www.latarnik.com.pl

Na www.merlin.pl jest jest spory wybór moich książek :))

A jeśli chciałaby Pani specjalne egzemplarze z dedykacjami, prosze pisac wprost do mnie :)
Pani Beatko, 

jest cos,z czego jestem dumna,podjelam decyzje o leczeniu,ale takim naprawde,tylko dla siebie,nie dla innych.Bo to w koncu moje zycie i tylko ja moge cos zrobic by bylo lepsze.

I z tym wlasnie jest zwiazane moje pierwsze pytanie.Czy Pani,gdy podjela decyzje o tym,ze zacznie Pani jesc,to czy nigdy potem nie miala Pani watpliwosci co do tej decyzji?Czy nie czula Pani strachu gdy Pani cialo zaczelo sie zmieniac,juz nie bylo wychudzone?

Tak naprawde mialabym do Pani mase pytan zwiazanych z anoreksja,bulimia,samobojstwem.Ale z drugiej strony mysle sobie ze kazdy przypadek jest inny i nie warto rozmawiac o przebiegu choroby.Dlatego przychodzi mi do glowy pytanie,czy gdy juz Pani pokonala te choroby to czy odczula Pani ulge,poczula sie wolna?Bo mnie one zniewalaja,czuje sie jak w klatce,dusze sie.Nie potrafie tylko zrozumiec co mnie przy tym trzyma.A poza tym chyba jestem obciazona genetycznie-czy to mozliwe,czy takie choroby mozna dziedziczyc?

Czuje sie samotna...Jednak wiem ze zeby tak sie nie czuc,musze najpierw polubic sama siebie.Czlowiek jest na swiecie sam,ale nie musi sie czuc samotny.

Zadaje sobie wiele pytan na ktore nie zawsze uzyskuje odpowiedzi,pewnie dlatego ze sama sie ich boje i nie chce uslyszec prawdy.Ostatnio spytalam sie siebie,czego tak naprawde chce,do czego daze.Niewiem.Jest wiele rzeczy ktore lubie robic,ale zawsze przychodzi mi do glowy mysl,ze to co robie nie jest wystarczajaco dobre i rezygnuje.Szukam swojej drogi,ale wciaz błądze.

Jak Pani odkryla swoja pasje-podrozowanie.Czy wiedziala to Pani od zawsze?

I mam jeszcze jedno pytanie,ktore pewnie tez w jakis sposob odzwierciedla moje postrzeganie siebie.Czy to,ze do Pani pisze...czy to Pani nie przeszkadza?Zadaje to pytanie bo szukam ciagle akceptacji wsrod ludzi,ale od Pani chcialabym sie nauczyc umiejetnosci akceptowania siebie samej...

Ps.A to juz z czystej ciekawosci,czy ma Pani ulubiony kolor?

Zycze,by mogla Pani uslyszec wieczorem piekny spiew ptakow,ktory ja slysze codziennie i bardzo mnie to wycisza.Oraz by gwiazdka na nozcnym niebie zamigotala do Pani radosnie :)

Gosia


Na sprawę jedzenia spojrzałam racjonalnie. Zeby pociąg mógł jechac, trzeba do nich sypać węgiel. Bez paliwa bedzie bezuzytecznie stał na torach aż zarośnie trawą. Dlatego lepiej jest jeść - bo składników zawartych w jedzeniu potrzebuje nie tylko ciało i mięśnie, ale także mózg i wszystkie organy wewnętrzne. Trzeba jeść. Warto jeść mądrze, czyli zdrowo.

Nigdy nie żałowałam, nawet przez jedną sekundę, tego, że zaczęłam normalnie się odzywiać. Nigdy.

Uzależnienia to niewola. Tak samo czują się ludzie uzależnieni od alkoholu albo papierosów. Ty jesteś uzależniona od nie jedzenia. Wiem, że to trudna walka, bo sama kiedyś przez nią przeszłam, ale ja jeste,m też dowodem na to, że tę walke można wygrać. Najwazniejsza jest Twoja dusza - bo to ona jest trochę chora.

Dusza czlowieka chorego na anoreksję choruje na brak pewności siebie, poczucie winy, rozterkę, brak celu, samotność. Zaprzyjaźnij się ze swoja duszą, spróbuj jej pomóc.

Moja pasję odkryłam przez przypadek. Po prostu bardzo pragnęłam tego robić. Nie zastanawiałam się jaka jest moja pasja i czemu chcę poświęcić życie. Zajmowałam się setkami różnych rzeczy aż nagle pewnego dnia zrozumiałam co jest dla mnie najwazniejsze. I na tym postanwoiłam się skupić.

Pisz do mnie jesli czujesz taka potrzebę. Nie zawsze będe mogła odpowiedzieć, bo mam bardzo dużo zajęć. Ale zawsze czytam, Twoje listy i zawsze trzymam kciuki za to, żeby Ci się udało zwyciężyć chorobę.

Mój ulubiony kolor... chyba niebieski.


Dzień dobry Pani Beato!
Chyba już kiedyś do Pani pisałam , ale przedstawię się ponownie . Jestem Pamela i mam 15 lat i właśnie dzięki tamtej jednej odpowiedzi od której minął już rok osiągnęłam wiele sukcesów . Postanowiłam rzeczywiście nie brać sobie do serca tego co myślą ludzie. Ale ostatnio dręczy mnie wiele myśli . Moje życie normalne codzienne . Uczę się wcale nie tak dużo ale wystarczająco żeby dostawać piątki . Oczywiście to wielka satysfakcja , ale czegoś mi brakuje . Nie czuję się w pełni szczęśliwa i zdecydowanie zadużo razy jestem zazdrosna wobec innych . Mam bujną wyobraźnię i żyję we własnym świecie często tworząc dziwne postacie. Jestem jakby na innym świecie i zastanawiam się czy powoli nie zaczynam się robić dziwadłem . A do tego mój kontakt z chłopakami ogranicza się do pośrednika czyli mojej koleżanki . Dlaczego ludzie boją się do mnie odzywać dlaczego ja czuję się dziwnie dlaczego pomimo że wcale nie uczę się paranormalnie dużo czuję się czasami po prostu zmęczona tą codziennością ???
Napewno Pani zna na to odpowiedź i radę a przynajmniej jakiś drogowskaz którym mam się kierować na drodze codzienności
Ps. nawet mój katecheta patrzy się na mnie jak na osobę która przynajmniej zalicza się do życia zza światów ...
Ps2 Serdeczne pozdrowienia i jeszcze raz dziękuję za poprzednią odpowiedź zwlekałam z tym dziękuję około roku ale mam nadzieję że mi to Pani wybaczy jestem taka powolnia lekko mówiąc
Pamela

Pamelo, są dwie rzeczy, które chcę Ci powiedzieć:

Po pierwsze z mojego doświadczenia wynika, że ludzie są różni i tak naprawdę NIGDY nie wiadomo co naprawdę myślą. Dlatego nie ma sensu zastanawianie się dlaczego patrzą na Ciebie dziwnie i co wtedy sobie myślą. Nigdy się tego nie dowiesz, a na zastanawianie się zmarnujesz mnóstwo cennego czasu i energii.

Rób swoje. Zajmuj się tym, co Cie pasjonuje. Jeżeli nikt inny nie dzieli Twojej pasji, poświęc się jej samotnie, bo pasja uskrzydla i dodaje niezwykłej siły. We właściwym momencie zycia spotkasz zapewne kogoś, kto Twoją zrozumie i będzie chciał ją dzielić.

Druga rzecz to wrazliwość. Niektórzy ludzie są bardziej wrazliwi od pozostałych. Więcej myśla, więcej czują, więcej rozumieją, widza i słyszą. I trudno jest im znaleźć kontakt z ludżmi o mniejszej wrażliwości - bo po prostu nie sa w stanie się wzajemnie zrozumieć.

Radzę Ci więc rozwijać swoje zdolności, pracować nad swoimi pasjami i talentami, to dzięki temu zbudujesz swoją przyszłość i swoje zycie. A ludzie niech sobie myślą co chcą :)

Jestem przekonana, że mnie Pani nie pamięta (na pewno spotyka Pani miliony ludzi, zwyczajnych i tak do siebie podobnych!). Spotkałam Panią na Targach Książek w Warszawie, w tym roku. Podpisała mi Pani swoją książkę "Poradnik Globtrotera....". (miałam wtedy taką siatkę czerwoną na głowie, ale na pewno i tak Pani nie pamięta). Jestem pod wrażeniem Pani książki!!! Czytałam wcześniej tylko "W dżungli życia". Bardzo mi się spodobało. Wszystkie teksty z tej książki, pogrubioną czcionką pisane, przepisałam do zeszytu. Czytam je codziennie i jest mi przez to lepiej. Musiałam do Pani napisać, niestety nie w konkretnej sprawie, tylko tak po prostu!!! Jak Pani to robi, że tyle rzeczy się Pani udaje??? Ja mam już wiele planów i marzeń, ale jestem prawie pewna, że nie ma szans na ich spełnienie. Mianowicie chciałabym studiować psychologię i anglistykę oraz nauczyć się perfekcyjnie 3 języków obcych-angielskiego, hiszpańskiego i francuskiego. Niestety, mieszkam na wsi i wszędzie jest daleko, także do ewentualnych szkół...I moim ogromnym marzeniem jest podróżowanie. Chciałabym być w Kolumbii, Meksyku, Francji, Kambodży, Portugalii.....a także jeszcze raz zwiedzić Hiszpanię. A największym moim marzeniem jest w przyszłości pojechać z panią do amazońskiej dżungli.

Wiem, że ciężko pracowała Pani na te sukcesy - i tym bardziej Pani zazdroszczę!!! Mam nadzieję, że napisze Pani więcej takich książek. Jest Pani super, Pani Beato!!!!!!!

Tak na marginesie-mam na imię Iza (15 lat). I jeszcze raz dziękuję za podpisanie mi książki, i za to, że dzięki Pani wiele rzeczy zrozumiałam!

Izo, znam jeden dobry sposob na to, żeby wszystko w zyciu się udalo: trzeba bardzo mocno marzyć i równie mocno starać się to marzenie zrealizować. Prawde mówiąc czasami same myśli wystarczają do tego, żeby marzenie się spełniło. Trzeba tylko wierzyć w coś bardzo, bardzo mocno i gorąco tego pragnąć. Wtedy czasem w zyciu zdarzają się rzeczy niewytłumaczalne i bardzo szczęsliwe :) Tego Ci zyczę.

Myślę też, że mieszkanie poza wielkim miastem nie będzie przeszkodą. Ja tez pochodzę z niezbyt dużego miasta daleko od Warszawy. A jednak robię to, o czym marzyłam :)
Powrót