|
|
Tanzańska skrzynka pocztowa (63)
Nowe listy proszę słać na adres beata@beatapawlikowska.com albo beata@oliwkowo.pl Odpowiedzi szukajcie poniżej.
Pani Beato,
Jestem poruszona dzisiejszym radiowym wydaniem „Blondynki”. Po cóż konsumpcja mrówek bądź pająków w naszym rejonie? W panierce lub bez – bezlitosne i okrutne. Malenkie, ale przecież też życie… zbędne i potworne jest zadawanie cierpienia. I po cóż i po jakiej uciesze? Czyż nie lepiej popatrzeć jak biegają w trawie, budują, pracują? Przeciez to wprawia nas w prawdziwy zachwyt.
Bez trudu przychodzi Pani zachwyt nad z pozoru najbardziej błachym aspektem zycia, dlatego jakos nie mogę się pogodzić z brakiem empatii w temacie który dzisiaj Pani porusza. Nie chciałabym, żeby mój list zabrzmiał trywialnie, ale ja na prawde się tym przejmuje nawet w czasach tak niespokojnych, gdzie cierpienie dotyka tyle żywych istot. Przejmuje się zabijaniem czegokolwiek co żyje a wszystko co żyje chce żyć, taki prażony żywcem pająk błaga Panią o przerwanie tortury. Nikt z nas nie chciałby się kiedykowliek znaleźc pomiędzy dwoma pałeczkami gigantycznego, bezdusznego olbrzyma…
Pozdrawiam,
Anita
Pani Anito, mnie także do głębi porusza zabijanie kurczakow w celu ich zjedzenia. Ludzie jednak robia to codziennie, i to ilosciach nieprawdopodobnych. Pająki, swierszcze i mrówki to także zywe stworzenia i także sa zjadane - zarówno przez inne zwierzeta, jak i przez ludzi. Nie widze w tym nic gorszego w zjadaniu mrówek niż w zjadaniu krowy, swinki czy kury. Zgadzam się, że zjadanie zywych stworzen - wszystkich gatunkow - jest okropne, ale wolę zjadać dzikie zwierzęta, ktore żyja na wolności i mają szansę uciec i uratować swoje zycie niż zwierzeta hodowane na fermach, gdzie rodza się po to, żeby zginąć i trafic na ludzkie talerze.
Czy byłaby Pani równie poruszona, gdybym opowiadała dzisiaj o wyjątkowo smacznych kotletach? A przecież to także fragment zywego stworzenia, które nie zyje...
Niektórzy ludzie jedza mięso - i chyba nie da się tego zmienić. I pająk oczywiście nie był pieczony zywcem!
Pani Beato - gdzie moge kupic Pani Poradnik Gloptrorera.
Pozdrawiam Janusz z Zielonej Gory.
Poradnik Globtrotera pojawi sie po raz pierwszy za tydzien, w sobote 19 maja na Targach Ksiazki w palacu Kultury i nauki w Warszawie. Kilka dni później bedzie mozna go tez kupic w ksiegarniach w innych miastach w Polsce.
witam:) prosze pani! mam w tym roku mature, jestem już po 4 egzaminach , przede mna jeszcze dwa w czwartek historia pisemna ,a w piatek polski usnty. po tym pakuje sie i wyjezdzam! prosze o 3manie kciuków, może jakies słowa otuchy? bo jakos stres wziął góre nad wszytskim,a może to nei stres a zmęczenie? je ne sais pas. pozdrawiam! Asia
Asiu, będę trzymała kciuki przez cały czas już od tej chwili! Stres jest podobny do strachu - oślepia tak jak prześcieradło zarzucone na glowę. Wystarczy jednak dostrzec, że to jest tylko prześcieradlo, zdjąć je sobie z glowy i postanowić, że: "nie dam się oślepic!". Ja zawsze tak robię i zawsze mi to pomaga :)
Trzymam kciuki i myślę ciepło o Tobie podczas każdego egzaminu :)
Beato, przeczytałam artykuł w piśmie "Vita". Bardzo, bardzo Ci dziękuję, że dzielisz się swoimi doświadczeniami i że w takich gazetach (takich=czytanych przez wiele młodych dziewczyn) mówisz PRAWDĘ o tych chorobach.
Wydaje mi się, że teraz w mediach zapanowała swoista "moda" anoreksję i bulimię. Z tym, że te artykuły, nie pomagając, ani nie wyjaśniając nic nawet bliskim, podsycają jeszcze chorobę. Ukazują to całe cierpienie jako: "spektakularny sposób chudnięcia". Nikt nie skupia się na DUSZY.
Doskonale znam to poczucie siły i wyższości nad innymi, to uzależnienie od niejedzenia, które daje złudne poczucie aktywności. Kiedy szłam sobie ulicą czując jak mój żołądek zjada się od środka, dumna z mojej rewelacyjnej "diety" i patrzyłam z litością na biegnących do pracy ludzi, którzy pewnie jak zwykle rano się "obżarli" (=zjedli śniadanie) czułam się rewelacyjnie bezpieczna, czułam, że mogę wszystko, że wreszcie znalazłam "mój własny sposób na życie", na jego kontrolę. W rzeczywistości znalazłam pustkę, rozpacz i depresję.
Dlaczego nikt nie pisze młodym dziewczynom, że nie można uzależniać całej swojej wartości i swojego szczęścia od cyferki na wadze??? NIGDY nie będą zadowolone i NIGDY nie znajdą w tym szczęścia!!! Bardzo mnie boli narastająca "plaga" anoreksji i bulimii.
Obserwuję to teraz bardziej trzeźwym okiem i widzę dookoła siebie dziesiątki dziewczyn, które zatracają się w pogoni za szczupłym ciałem, myśląc, że chude=piękne, chude=sukces i wreszcie chude=szczęście??? Myślę, że właśnie media są pewnym zapalnikiem dla tych chorób. Wiem to, bo sama, bombardowana od najmłodszych lat takim przekazem mediów, porównując się do superszczupłych pań z okładek magazynów, myślałam: "nie wyglądam tak jak ona, to znaczy, że jestem gruba i brzydka, a jeśli jestem gruba i brzydka to jestem nic nie warta". To NIEPRAWDA, liczy się to, co mam w głowie i to co mam w sercu :) Dlaczego nie wszystkie dziewczyny, które się odchudzają zapadają na te choroby?
Bo to choroby DUSZY,to oszukiwanie samego siebie wynikające z niskiej (zerowej?) samooceny, są tylko symptomem problemów, które przeżywają w środku. I dlatego tak bardzo trudno z tego potem wyjść.
Poszłam kiedyś do pani psycholog, bo nie mogłam już tego dłużej wytrzymać. A ona zapytała: "A ile byś chciała ważyć?". Rzuciłam jej jakąś liczbę, a w głębi serca pomyślałam : "Kobieto, ja chciałabym zniknąć!..." I wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że tu wcale nie chodzi o moją "tuszę", a o coś zupełnie innego... I już do pani psycholog więcej nie wróciłam, bo właśnie zaczęłam uświadamiać sobie, że odpowiedzi na wszystkie moje pytania znam tylko ja i nie chcę do końca życia być uzależniona od porad innych.
To też właśnie uświadomiłaś mi Ty w swojej książce - że poczucie siły i kontroli, które daje niejedzenie i kontrola wagi, i za którym, nie ukrywam, tak bardzo tęskniłam pogrążając się w drugiej skrajności - w rzeczywistości nie istnieje, że w rzeczywistości nie panuję nad niczym. I że moje ciało jest tu zupełnie niewinne! I dzięki temu poczułam, że CHCĘ wziąć moje życie we własne ręce i że MOGĘ, ja sama MOGĘ to zrobić.
Anoreksja i bulimia wcale nie są "piękne i modne" - wręcz przeciwnie - kryją ogromne cierpienie, bierność, bezradność i coraz większą izolację od realnego świata, to czysta wegetacja, nie mająca nic wspólnego z prawdziwym życiem. Nie ma nic pięknego w byciu niewolnikiem własnych słabości i w odrzuceniu swojej duszy. Czy te wszystkie dziewczyny nie zdają sobie sprawy, że są chodzącymi ofiarami mediów, które zresztą na ich cierpieniu zbijają ogromne pieniądze, a także, że są chodzącym przejawem nieakceptacji samych siebie? To ogromna strata, że ktoś kto ma wszelkie możliwości do bycia "kimś" i zmieniania tego świata i siebie samego na lepsze, poświęca każdą chwilę egoistycznej, obsesyjnej pogoni za czymś, co w głębi duszy wcale nie jest jego celem. To choroby, na które składa się wiele czynników, ale w sumie mam coraz większe wątpliwości czy to są rzeczywiście choroby, czy po prostu nałóg: uzależnienie od własnej bierności i słabości. Bo choroba to coś czego nie można zmienić, ale zaburzenia odżywiania różnią się od innych "zwykłych" chorób tym, że owszem, ma się do tego pewne skłonności, ale można WYBRAĆ czy chce się w tym tkwić i pozwolić się temu rozwijać, czy nie. Ale tego trzeba BARDZO CHCIEĆ.
Ostatnio moja bliska koleżanka zwierzyła mi się, że ma bulimię. Bardzo chciałabym jej pomóc, ale widzę, że nie mogę, bo za bardzo jej jeszcze z chorobą wygodnie. To po prostu jest pójście na skróty, na łatwiznę, ale też na bardzo krótką metę. I tak samo jest ze smutkiem (takim smutkiem, kiedy wszystko wydaje się bez sensu i już nie wiesz nawet dlaczego płaczesz, wiesz tylko, że ci źle i z każdą minutą jest coraz gorzej). To nie prowadzi donikąd! Niszczy zdrowie, pozbawia sił i z każdą sekundą pozbawia jednej szansy na zrobienie czegoś pozytywnego i oddala cię od osoby, którą chcsz być. Nie można marnować ani chwili swojego życia na udawanie kogoś kim się nie jest!!!
Nie wiem dlaczego to wszystko napisałam, ale bardzo mnie boli ta moda na słabość i uciszanie krzyku własnej duszy i własnego sumienia. Może to komuś otworzy oczy. Tak się nie da żyć!!
Bardzo dziękuję za te mądre słowa. Zgadzam się z Tobą całkowicie. Mam nadzieję, że to co napisałas trafi do kogoś, kto potrzebuje tych słów i zawartej w nich prawdy.
Witam Pani Beatko ;O)
Na początku bardzo serdecznie chciałabym Panią pozdrowić i uściskać ;O) ojj bardzo mocno – nawet Pani nie wie ile radości mogą sprawić Pani książki , czekałam na to z niecierpliwością i się doczekałam ;O) niesamowite . Chciałam tylko napisać , że Pani osoba daje bynajmniej mi nadzieje …i pewnie nie tylko mnie i wielu innym osobą . Podziwiam Panią i obserwuje z uwaga i uczę się wielu rzeczy . Cieszę się ,że Jest na świecie taka osobą jak Pani – i z niecierpliwością czekam na spotkanie z Panią i na następne książki – bo z nich można się wiele nauczyć ;O) i za to dziękuje ;O)
Dziękuje za wszystko ;O) Bardzo serdecznie pozdrawiam ;O)
Dziękuję za pozdrowienia i moc dobrych myśli :) Ja także przesyłam wlasne i do zobaczenia podczas Targów Ksiązki w Warszawie :)
Szanowna Pani, "podroze ksztalca", a "byt okresla swiadomosc", czy nie uwaza Pani, ze podroze to rodzaj medytacji? Z moich doswiadczen wiem, ze po kazdej podrozy wracam troche zmieniony. Mysle, ze wlasnie z tego powodu jest Pani osoba ktorej audycje i ksiazki sa zrodlem niezwyklej energii (jak promienie sloneczne), jestem uzalezniony od Pani audycji i ksiazek Na swiadomosc mozna wplywac rowniez w inny sposob, poprzez tradycyjna medytacje, czytanie ksiazek, dobor nieprzypadkowych przyjaciol, higiene i wlasciwe odzywianie. Ciesze sie z nowosci ksiazkowych, ktore niebawem sie ukaza, pozdrawiam Pania z powazaniem Andrzej
Tak, podróże to rodzaj medytacji, podczas ktorej można nawiązac kontakt z własnymi myslami - pod warunkiem, że podróżuje się samotnie albo przynajmniej spedza się trochę czasu bez przyjaciół i znajomych. I jest to jeden z najlepszych sposobow, jakie znam, żeby wzbogacić swoje zycie i pozwolić, żeby wszystkie ewentualne problemy same sie rozwiązały
Zapraszam po nową książke na Targi Książki 19 maja do Pałacu Kultury i Nauki. Bedę ją podpsiywac od 13.30 :)
Droga pani Beato!
Właśnie czytam Pani książkę "W dżungli życia" i czuję się tak jakby ona była o mnie samej.Jestem na rozdziale "Priorytet w życiu". Mam 17 lat. Chodzę do Lo o profilu humanistycznym.Uczę się w miarę dobrze ale złośliwi i tak twierdzą że stać mnie na więcej. Może i mają rację ale ja weszłam w taki dziwny okres, gdzie nauka i szkoła to dla mnie coś zbędnego< bo przecież jeśli ktoś czce się uczyć to ze szkołą czy bez i tak będzie to robił. Przynajmniej ja tak uważam. Poza szkołą uwielbiam eskapady rowerowe z moją przyjaciółką Julią.Julia jest moją rówieśniczka i to poza moim dziadkiem vnajwspanialsza osoba na świecie. To ona poleciła mi Pani klsiążkę. Oprócz wycieczek piszę wierzsze i słucham muzyki. Nie takiej jak większość ludzi z mojej klasy czyli nie techno ani nie dance. Ja słucham Grechuty, piosenek z tekstami Agnieszki Osieckiej. Czytam jej wiersze. Nawet chciałam wziąć udział w festiwalu jej imienia bo podobno mam talent ale to chyba jeszcze za wcześnie. Czytam też wierzsze ks.Jana Twardowskiego. No i najważniejsza księga mojego życia - Pismo Święte. Teraz mam taki okres szukania. Szukam mojego powołania. Chciałabym śpiewać bo to moja pasja ale marzę też o pracy z dziećmi z rodzin patologicdznych. Sama mam rodzeństwo z domu dziecka które pochodzi z takiej rodziny. Nie wie4m czy mi się uda ale będę próbować. Jeśli nie spróbuję to się nie dowiem czy mi się uda. Bardzo bym chciała żeby ktoś mądry mi pomógl w wyborze. Mam jeszcze trochę czasu ale im lepiej się zastanowię tym potem będzie mi łatwiej. Mam jeszcze jeden plan awaryjny-anglistyka. To jedyny przedmiot którego nauka sprawia mi przyjemność i mam z niego same piątki. Bardzo Panią proszę o przeczytanie i odpowiedż na mojego maila. Może właśnie Pani jest tą osobą która pomoże mi odkryć moją ścieżkę życia...
Poizdrawiam, Angelika
Droga Angeliko,
Tylko w swoim sercu możesz znaleźc odpowiedx na to pytanie. Różni ludzie mogą podpowiadać różne rzeczy, warto jest sluchac takich rad i zastanowić się nad nimi, ale prawda jest zwykle tylko jedna - i zapisana w Twoim sumieniu. Wierzę w to, że żyjąc w zgodzie ze sobą, ze swoimi pragnieniami i marzeniami, można zbudowac szczęsliwe życie. Uważam, że nie należy niczego robić "na siłę". Lepiej jest słuchac glosu swojego serca, bo on podpowie najlepiej. Masz dopiero 17 lat, więc nie musisz teraz podejmowac decyzji na reszte zycia. Ale sluchaj swoich pragnień - one podpowiedza Ci najlepiej w ktorą ruszyc stronę. Czasem trzeba spróbowac różnych rzeczy, żeby nagle pewnego dnia poczuć, że własnie odnalazłaś dokladnie to, czego szukałaś przez całe zycie. Warto poczuć coś takiego. Trzymam kciuki za kroki we własciwym kierunku i odwagę w szukaniu swojego przeznaczenia
Droga Pani Beato! Jestem w trakcie czytania Pani książki ’W dżungli życia’ i jak chyba każdy jestem pod jej wielkim wrażeniem. Uznałam że napisze do Pani jeszcze przed skończeniem książki. Bardzo mi pomogły, napisane przez panią słowa iż każdy z nas jest ’dyrektorem własnego zycia’. Zupełnie inaczej spojrzałam na świat, uświadomiłam sobie że to ja decyduję o swoim zyciu, nie inni. Było to bardzo ważne odkrycie dla mnie. Pisze Pani że każdy młody człowiek(przyjmijmy że tak jak ja nie zatracony w żaden szkodliwy nałóg) żyje marzeniami. Ja właśnie takowymi zyje, tyle tylko że obawiam się, iż sa one nie do spełnienia, wiem że trzeba mocno wierzyć w ich spełnienie. I wierzę, wierze tak mocno że bardziej się nie da! Ale życie daje mi mocno w kość, nie moge sobie pozwolic na ’wolne’, żeby potem nie odczuc konsekwencji... Moje marzenia wydają się nie osiągalne, ponieważ dotycza emocji, a tego nie mogę się doczytać w Pańskiej książce. Nie trudno się domyślic że dotycza one uczuć, którymi obdarzyłam pewnego człowieka. Poznałam go w dosyc banalny sposób, uczył mnie jeździć na desce snowboardowej. Jeżdżę w to miejsce od wielu lat, 3 lata temu postanowiłam nauczyc się jeździć właśnie na desce, wtedy się spotkaliśmy. Od razu złapaliśmy wspólny język, iskrzyło. Szkoda tylko że prawie nic o nim nie wiem. Jest ode mnie starszy, nie wiem dokładnie gdzie mieszka, czy ma dziewczynę, może żone i dzieci, nie wiem... Jest mi trudno tak żyć, pisząc o tym nie potrafię już powstrzymać łez i żalu jaki napełnia mnie gdy o tym myślę. Boje sie że przejdzie mi koło nosa szansa na nowe ’życie uczuciowe’, ale nie potrafie przestać o nim myśleć. Widujemy sie bardzo żadko, nigdy do niczego nie doszło między nami. Zazwyczaj przechodziły mi te amorki po około 2 tygodniach od powrotu... Dziś jest juz maj a widziałam go w lutym, cz to normalne żeby rozpamiętywać tak człowieka, o którym ise tak mało wie a nie potrafi ogarnąć emocji żywionych do niego?
Pozdrawim bardzo serdecznie bardzo dziękuje
Weronika.
Pani Weroniko, moim zdaniem może Pani zrobić dwie rzeczy: poznać tego tajemniczego mężczyzne i dowiedzieć się jaki jest naprawde i czy jest wart Pani lez, albo zapomnieć o nim lub ewentualnie umieścić wśród milych wspomnień z przeszlości. Bo po co ma się Pani martwić i kochac kogoś, kto nawet o tym nie wie? Tym bardziej, że nie kocha Pani tego konkretnego mężczyzny, tylko swoje wyobrażenie o tym jaki on jest. Byc może w rzeczywistości jest gburem albo samolubem, ktory opowiada tylko o sobie, slucha muzyki, ktorej Pani nie trawi i smieje się z kompletnie niesmiesznych dowcipów?...
Pewnie po prostu marzy Pani o tym, zeby się w kiims zakochac, więc zakochała się Pani w kims obcym, wiedzac, że to miłość bez przyszlości... Więc po co w niej tonąć?... :)
Szanowna Pani Beato,
gdzie można kupić Pani książkę Poradnik globtrotera? Dziękuję za odpowiedź.
Łączę wyrazy szacunku. Paulina
Książki jeszcze nie można kupic, ukaże się dopiero w drugiej polowie maja, i wtedy na pewno będzie mozna ja kupic na targach Książki w warszawie (19 maja w Pałacu Kultury i Nauki), myślę tez, że pojawi sie we wszystkich księgarniach, także internetowych - takich jak chocby Merlin.pl
Nie wiem, czy ten list dotrze, czy go Pani przeczyta. spieszę po prostu ze słowami podziękowania za radość i masę refleksji, jakich dostarczyło mi przeczytanie jednym tchem Pani książki " W dżungli życia". Przeszłam przez podobne ścieżki swojego życia, ale chyba nie mogłam trafić na tą publikację w innym momencie swojej wędrówki, niż teraz. Cieszę się, że swoimi słowami opowiedziała Pani część mojej historii mnie "do poduszki". Jeszcze nie zamknęłam wszystkich rozdziałów, ale na pewno odkryłam w sobie na nowo dziecko, a to chyba najcudowniejszy początek :-)ps. też kocham muzykę... Agata
Dziekuje i życzę odnalezienia wszystkich szczęśliwych zakątków, jakie czekają na Pani drodze przez zycie ku przyszlości :)
Dzień Dobry Pani Beato
Chciałabym wiedzieć jak minęła Pani ostatnia podróż do Afryki. Pewnie była ciekawa ale poproszę o drobne szczegóły Ostatnio bardzo często zaglądam na Pani stronę. Przeważnie czytam to co jest w dzienniku.
Przesyłam Kwiatowe pozdrowienia dla Pani
Julia
Podróż to Afryki była ciekawa i pełna przygód. Bede o niej opowiadała zarowno w Radiu ZET, jak i w dzienniku na stronie. Niedlugo zrobię tez nową galerię fotografii zlożoną z najlepszych zdjęć, jakie wybrałam z prawie dwóch tysięcy zrobionych podczas tej wyprawy :)
Co zrobić jeśli Bóg zostawił Cię,oblałeś maturę i nic nie ma sensu? Jak żyć ,skoro nie ma już po co?
Wiara polega na tym, żeby zaufać. Choc pozornie świat się zawalił, gdy tylko opadnie kurz i pył po gruzach, pojawi się coś niezwykłego, nowego, co bez zburzenia poprzedniego zycia nie byloby mozliwe. Trzymam kciuki i goraco pozdrawiam. Prosze nie tracic nadziei. NIGDY nie jest tak, że "nie ma po co żyć". Czasem tylko trudno znaleźć wlaściwą drogę. Trzeba ja odszukać i ruszyć dalej przez zycie.
Dobry:* chciałam podzięwoac za to że Pani pomaga mi wierzyć w to że jeśli się mocno wierzy to nawet najskrytsze marzenia się spełniają :))))))))))))))) Dzieki pozdro z podkarpacia
POczątkująca w podróżowaniu brunetka:)))
To prawda, że spelniaja się wszystkie dobre marzenia, bo świat jest tak skonstruowany, żeby sprzyjać ludziom o czystych, dobrych intencjach i pozytywnym nastawieniu do rzeczywistosci, zycia i samego siebie Trzymam kciuki za wszystkie marzenia, ktore zastukają do Twoich drzwi :)
Witam Pani Beato! Piszę do pani z Poznania, za oknem od wielu dni było widać prawie afrykańskie słońce, a już na pewno botswańskie bezchmurne niebo. Dziś jest jednak inaczej białe obłoki zasnuły błękit, ustał wiatr i temp się obniżyła. Od wielu dni zbieram myśli aby do pani napisać i dzisiejszy tekst z dziennika zmobilizował mnie ostatecznie. Buszmeni, pustynia Makgadikgadi i wolność jaką się czuje stojąc w miejscu gdzie po horyzont nie widać nic prócz soli wyzwala uczucie, że jest się w tym miejscu gdzie się powinno znaleźć. Ogromna siła i energia potężnych Baobabów dominuje nawet najbardziej przewrotny charakter i pozwala człowiekowi na powrót do korzeni. Pozwala na oczyszczenie z zewnętrznego zakłamania, obłudy. Urzeczywistnia sytuacje i uwydatnia to kim człowiek jest naprawdę. Przyroda, klimat, cisza i dziewiczość miejsc odkrywają przed nami nasze wnętrze, pokazują jak nieznaczącymi sprawami dotąd żyliśmy, pozwalają na zrobienie odniesień i rozpoczęcie nowego świadomego życia. W Botswanie, Zimbabwe i RPA byłam mając 17 lat, dziś mam 20 i zaczynam rozumieć co tam zobaczyłam. Przygotowuję się do egzaminu na studia medyczne, zamierzam wstąpić do org Lekarzy Bez Granic i pracować w obozie uchodźców. Życie stanowi dla mnie wartość najwyższą i dlatego obrona równości, prawa do odmienności i poszanowania odrębnych kultur stała się dla mnie priorytetem, któremu zamierzam poświęcić życie. Zawsze pisze czy opowiada Pani o podróżach i ludziach, których spotyka na swojej drodze w sposób oddający im szacunek i nadający godność, równość. Po powrocie z wyprawy do Afryki gdzie spotkałam się z różnymi kulturami i plemionami, nie miałam ochoty rozmawiać. Ludzie byli głodni i ciekawi tego co widziałam co przeżyłam, a ja nie potrafiłam im tego przekazać tak żeby zrozumieli. Za każdym razem zaczynając opowieść czułam, że ich wyobrażenie i poczucie prawdziwości tamtego świata jest znikome. I dziś przeczytałam zdanie na Pani blogu
"Zastanawiałam się co takiego mają w sobie ci ludzie, czego brak w Europejczykach i za czym tak bardzo tęsknię... "
Siedząc w szkolnej ławce myślami byłam daleko od anatomii człowieka, cykli rozwojowych mszaków, czy roztworów koloidalnych. Zastanawiałam się czym tak naprawdę różnią się ludzie wśród który się wychowałam a ich zachowania nie rozumiem od tych których dopiero poznałam i pokochałam. Czytając Pani tekst czułam się tak jakby ktoś wreszcie nazwał uczucie z jakim budzę się każdego dnia. AFRYKAŃCZYCY NIE MAJĄ WRODZONEJ ZDOLNOŚCI ŻYCIA W ŚWIECIE ZMANIPULOWANYM. Myślę, że historia zakorzeniła w pokoleniach brak zgody na nieposzanowanie życia, ogromny szacunek do starszych, do rodziców i życie dla siebie nawzajem. Moje odczucie z konfrontacji z tymi dwoma postawami ludzi określiłam następująco: Idąc ulicą poznańskiego starego rynku czuję jak spojrzenia mnie lustrują, jaką gorycz lub ironię ludzie mają wymalowaną na twarzach. Chęć rywalizacji i za wszelką cenę bycia pierwszymi. Czułam jak z każdym krokiem odbierano mi część mnie, część mojej energii, tak że po powrocie do domu zostało bardzo dużo miejsca na regenerację. Spacerując w Maun, Mohembo, Sebinie czułam przypływ energii i motywacji. Sen w Afryce był formalnością. W programie "Podproże z żartem " zamiast wychwalać swoje osiągnięcia i dokonania, Pani pokazała ludzi, od których tak wiele się nauczyła. Ludzi, którzy swoją ogromną wiedzą przedstawili Pani właściwy sens życia i sposób interpretacji zdarzeń. Ludzi, którzy nauczyli Panią żyć. Zdecydowanie utożsamiam się z Pani podejściem do podróży i podejmowania wyzwań. Umiejętność otwarcia się i przyjęcia niesionych nauk przez światlejszych od nas jest podstawą rozumienia egzystencji. Czym bylibyśmy bez prastarych kultur i tradycji? W czym tkwiłaby nasza mądrość i co różniłoby nas od świata zwierząt?
Pani Paulino, ten kto zyje w mieście od urodzenia, nawet juz nie wie, że przez cale zycie udaje i gra kogoś, kim naprawdę nie jest, Czasem maski staja się ludzkimi twarzami - bo taka jest rzeczywistosc w naszej bialej cywilizacji. Zrozumialam to po raz pierwszy mieszkając u Indian w dzungli amazońskiej. Na szczęście wciąż na świecie są miejsca, gdzie mieszkaja ludzie, ktorzy moga byc zawsze sobą. I na szczęście my wciąż możemy podróżować i wyjeżdżać z miast, żeby zasmakowac innego zycia. Mysle, ze pewnego dnia ludzie odkryja prawde i ogłoszą to jako najnowszą miejska mode :)
Witam Panią.
Piszę do pani tego maila, ponieważ czuje taką duchową potrzebe, a naszła mnie ona w trakcie czytania pani książki pt" w dżungi życia." Chyba nie będe oryginalna jeśli powiem pani że ta ksiązka jest najlepszym poradnikiem jakim kolwiek w życiu czytałam. Widzi pani, czytając tą książke miałam wrażenie że jest ona moją "siostrą" bliźniaczką, identyczną taka jak Ja (z małymi wyjątkami). Tylko że jest róznica ta książkowa "siostra" już uporała się z tymi problemami, a niestety Ja mam to jeszcze przed sobą. Chodź jestem młoda, bo skończe dopiero 15 lat, to uznałam że nie powinnam czekać do stanu bycia dorosłym, i zabrać się za swóje własne życie.Ale do tego wniosku doszłam dopiero po przeczytaniu owej książki. Mam takie same problemy jak miała kiedyś pani jak była w mlodszym wieku, lecz mam nadzieje że teraz jakoś dam sobie z nimi rade, bo nie mam już kompletnej pustki, a co najważniejsze powoli małymi kroczkami zaczyam akcepotwac siebie, a to co mogę, a napawde mi się nie podoba, zmienic. Zaczynam inaczej patrzeć na świat i cieszyć się z tego co mam. I mam nadziej że mi się to uda. Bo nie moge siedziec bezczynnie i uzalac sie nad sobą, a czym prędzej zaczne zmieniac mój stosunek do świata, tym chyba lepiej dla mnie. Tak naprawde to był czysty przypadek, a może przeznaczenie, tego nie da się nigdy określić, że przeczytałam Pani książke. Dostałam ją, jako prezent na święta Wielkanocne, i po zobaczeniu tytułu i okładki, w ogóle nie pomyślałam że będzie tak podobnie oddawać sie do mojej duszy.A jednak. Mam zamiar mięć ją zawsze blisko siebie, wrazie jakich kolwiek wątpliwośći zajrzeć do niej przeczytać, i rozwjać moje (dość często) głupkowate myśli. I pisze żeby Pani podziękować. Nie raz ruszkałam odpowiedzi na swoje pytania, domysly i problemy. Poprzez jakieś wypowiedzi które znalazłam w internecie, encyklopediach to zaczeło mi się wydawać że to wszystko jest jeszcze bardziej pomieszanie niż mi się wydawało. A jak się okazało wszytsko zależy odemnie. Niby od dawna to wiedziałam ale nikt mi tego nie uświadomił.
Więc dziękuje, bo mam za co. Pani pokazała mi drogę i dała mapę. Ja sama musze przez nią przejść
Pozdrawiam Hania.
ps: Ja równiez tak samo jak pani, czesto przenosze się wyobraźnią w mój świat. Marzę o 3 rzeczach, graniu(na gitarze) co kocham robić, ale nigdy nei robiłam tego solidnie. Teraz mam zamiar się do tego przyłożyć. 2 rzecz to pisanie. i 3 podrożowanie, tak samo imponuje mnie to co się tam dzieje i jak żyją inni ludzie. Mam zamiar spęłniac swoje marzenia, i odkopać dalszą droge mego życia. ps2.: Nauczyłam odpowiadać sobie na własne pytania. To naprawde dużo daje.
Haniu, kazdy z nas nosi wszystkie odpowiedzi w sobie, jestem o tym przekonana. I tak jak napisalam w książce - problem zwykle polega na tym, że ludzie czekaja az ktoś przyjdzie i wsakże i własciwa drogę - tymczasem każdy z nas drogowskaz ma we własnej duszy. Łatwiej jest byc słabym niż silnym, ale bycie słabym, bezradne uzalanie sie nad sobą i wieczne czekanie aż coś sie samo zmieni prowadzi tylko do tego, że czlowiek czuje sie coraz bardziej nieszczęśliwy, bezradny, zagubiony i samotny. Bycie silnym oznacza wzięcie swojego zycia we wlasne ręce, podejmowanie decyzji i pracowanie nad sobą, ale taka postawa przynosi natychmiastowe efekty i jest jak akumulator - sam sie napełnia nową energią.
Zycze Ci więc goraco, żebys pozostała Dyrektorem swojego zycia, a na pewno osiągniesz wszystko, co sobie wymarzyłas
Droga Pani Beato,
do niedawna słuchałam Pani audycji w „Radiu Z”, od jakiegoś czasu sledze Pani bloga i czytam książki.
Moje Zycie układa się bardzo dziwnie, m.in. dlatego, ze mimo tego ze studiowałam skandynawistykę przez 5 lat na Uniwersytecie w Poznaniu, aktualnie mieszkam i pracuje w Hiszpanii (kompletnie inna kultura, rytm zycia język i klimat !!!).
Brakuje mi Radia Z i Pani opowieści, dlatego czytam bloga i ksiązki.
Tutaj w Hiszpanii mam jedna dobra przyjaciółkę, pol włoszka pol hiszpanka, nie zna polskiego (w związku z czym nie może czytac Pani bloga po polsku :-), która, tak jak ja, uwielbia podróże.
Chciałabym, aby mogła poczytać o Pani doświadczeniach, przygodach i sztuce podróżowania.
Wiem ze w Poznaniu nie ma już w księgarniach „W dżungli zycia” w wersji angielskojęzycznej. Czy istnieje jakaś możliwość żeby zamówić ja przez Internet ?
Z gory dziekuje za informacje Serdeczne pozdrowienia ze słonecznej Hiszpanii J Ania PS. ja tez pisze bloga – dla moich przyjaciół z polski J świetna sprawa !!!
Pani Aniu, książka "W dzungli zycia" nie ukazała się w obcym języku - ale na mojej stronie www.oliwkowo.pl sa jej fragmenty przetlumaczone na j. francuski. Radio ZET nadaje tez przez internet, więc Swiat wedlug Blondynki mozna schwytac w świecie wirtualnym na www.radiozet.pl
Serdecznie pozdrawiam i do uslyszenia :)
Witam serdecznie Pani Beatko. Nazywam się Paweł, mam 17 lat i pisze do pani ponieważ obserwując otoczenie dochodzę do postawienia kilku pytań, na które nie umiem odpowiedzieć. Największym chyba problemem dla mnie jest przyjaźń i zakłamanie. Jak to jest? Czy na każdym kroku spotykamy się z kłamstwem? W swoim życiu miałem jak chyba każdy "przyjaciół". I może nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt że przyjaźń dla mnie jest bardzo ważnym aspektem w życiu. Zawsze trzymałem sie tej definicyjnej przyjaźni, szukałem jej ale z każdym dniem dochodze że takiej nie ma. Poznaje nowych ludzi, rozmawia nam się super a potem sie sypie, poprzez kłamstwo. Ja staram się byc fair, boli mnie tylko obmowa. I jak chyba tez obmawiam bo jesli bliska mi osoba zrobi cos złego chce to przeanalizować z druga osobą. Czy ja robię źle ? Obserwując Pani osobę, myslałem że Pani moze być przyjacielem. Ale przecież Pani ma tez swoje zycie. Problemy nie moga przycmic słońca pani szcześcia Jednak myslac dalej postanowiłem napisac. Tak pokrótce mój najwiekszy problem. Kolejne pytania z natury człowieka sie raczej wywiodą. Mam wiele ambicji, planow marzeń. Jak wiadomo na logike, ucze się. Oceny jakie mam takie mam z lenistwa oczywiscie wynikające. Czasem mam taką chec ale os mnie blokuje, taka paradoksalna niechęc, aby sie wziąc. Gdy chce to nagle mi sił brakuje, czuje się zmęczony. Jak temu zaradzić? Papiez JP II miał tyle sił, pisał tworzył. Kurcze ja chciałbym ale moje ciągłe zmeczenie mnie dobija. Póki co to by było tyle. Pisze do pani bo jest pani doświadczoną i chyba szczesliwą osobą wiec moze pani radzić. i na to licze Pozdrawiam i czekam, Paweł LEszczyński
Witaj, Pawle, myslę, że prawdziwego przyjaciela można poznać właśnie po tym, że woli prawde od kłamstwa. Jest taka teoria w buddyzmie, ktora mówi, ze czlowiek dostaje od losu dokladnie to samo, co sam robi. Czyli na przyklad jeżeli kogos oklamiesz, to niedlugo potem zapewne sam zostaniesz okłamany. Najtrudniejsze w zyciu jest to, żeby wznieść się ponad swoje zranione uczucia i urazoną dumę i pozostać dobrym, wielkodusznym czlowiekiem, który nigdy nie kieruje się chęcią zemsty. Ja w takich sytuacjach staram się zapomnieć o przykrości, jaka mi ktoś wyrzadził i zająć się czyms pozytecznym, co przyniesie i mnie - i byc może także innym ludziom - coś pozytywnego. To niełatwe, bo czasem czyjeś czyny albo slowa potrafią mocno zaboleć, ale na tym własnie polega sztuka - żeby nie rozpamiętywać, nie zagłębiac się w przykrych rzeczach, tylko konstruktywnie patrzeć w przyszlość. Podnieśc głowę i pomyśleć: "Trudno, przykro mi, że tak się stało, ale nie chce, żeby to mi zepsuło cały dzien." Takie nastawienie daje całkiem nową siłę.
...I jeszcze coś: przyjaźń i znajomość między ludźmi to wiele wynikających z siebie zachowań, gestów i reakcji. Może sam niechcący spowodowaleś takie zachowanie, które odebrałeś potem jako krzywdzące?
A jesli chodzi o lenistwo, to mój drogi Pawle: czas zakasać rękawy i brać się za robienie czegoś pożytecznego zamiast narzekać, że nic Ci się nie chce. tego nie może zmienic nikt oprócz Ciebie samego. Powodzenia!
Nazywam sie Błazej Drażyk, mam 17 lat i mieszkam w Mikołowie. Moją największa pasją są podróze, od dziecka marzyłem o dalekich wyprawach w nieznane. Niestety obecnie mogę jedynie "podróżowac" rowerem po moim regionie, ponieważ ze wzgledu na młody wiek i brak środków finansowych nie mogę sobie pozwolić na podróż za granicę. Bardzo Panią podziwiam za Pani "dokonania" podróżniecze i chciałbym kiedyś zwiedzać świat jak pani. Mam kilka pytań zw. z podrózami. Czy Pani finansuje wszystkie wyprawy z prywatnych pieniędzy czy też szuka Pani jakiś sponsorów?? Mogłaby Pani mi przysłac swój autorgaf??
Mam nadzieję,że nie sprawiłem Pani zbyt wiele kłopotów tym mailem i ze nie zająłem pani duzo czasu. Pozdrawiam i życze wielu kolejnych wypraw! Z poważaniem Błazej
Błażeju, dawno temu doszłam do wniosku, że szukanie sponsorów to bardzo pracochłonne i kłopotliwe zajęcie. Łatwiej jest zakasać rękawy i zapracować na własne podróże – i tak właśnie robię od samego początku. Co prawda, żeby kupić pierwszy bilet na samolot, musiałam pracować przez wiele miesięcy, odmawiając sobie takich luksusów jak pomidor do kanapki, ale w końcu uzbierałam tyle, ile było trzeba. A potem wydałam, wiedząc, że to moje pieniądze i sama przed sobą się z nimi rozliczam. Autograf oczywiście przyślę, wraz z życzeniami spełnienia twoich podróżniczych marzeń :)
|