|
|
Malezyjska skrzynka pocztowa (61)
Nowe listy proszę słać na adres beata@beatapawlikowska.com albo beata@oliwkowo.pl Odpowiedzi szukajcie poniżej.
Szanowna Pani Beato,
Chcialabym zapisac sie na Wyprawe do dzungli dla poczatkujacych w listopadzie. Czy sa jeszcze wolne miejsca na ten wyjazd?
Nie wiem, czy oprocz wolnych miejsc sa jeszcze inne kryteria ... kilka slow o mnie: mam 31 lat, jestem wysportowana, znam biegle angielski oraz hiszpanski komunikatywnie, moja obecna praca zwiazana jest z silnikami odrzutowymi i bardzo ja lubie, jestem osoba bardzo pogodna i bezkonfliktowa, sporo podrozowalam i mieszkalam za granica (prywatnie i sluzbowo) ale nigdy nie bylam w Ameryce Poludniowej, zawsze marzylam o wyprawie do dzungli...
Jesli jest jeszcze mozliwosc dolaczenia do listopadowej grupy bardzo prosze o informacje.
Pozdrawiam serdecznie,
Magda
Pani Magdo, z tego co wiem, jest już parę osób zapisanych, ale mam nadzieję, że miejsca wciąż są. Ja osobiście nie zajmuje się sprawami administracyjnymi, robi to dla mnie przy tej akurat wyprawie Fundacja Marka Kamińskiego - i tam najlepiej się kontaktować z Tatianą Chylińską, tchylinska@gamasan.pl
Jest Pani swietnie przygotowana do wyprawy do dzungli, choć az tak wysokich wymagań nie trzeba spełniać :)
Serdecznie pozdrawiam i do zobaczenia!...
Witam,
Pani Beato, podobnie jak inni pytam, gdzie mozna znaleźć więcej informacji o tym jak dołączyć do Pani wyprawy.
Pozdrawiam KATARZYNA
Na głównej stronie www.oliwkowo.pl jest dział "Wyprawy dla zuchwalych" - http://www.oliwkowo.pl/trips,next.html - w opisie każdej z wypraw jest podany kontakt do jej współorganizotra, który z radością odpowiada na wszystkie pytania i przyjmuje zapisy :)
Pani Beato Nasiona baobabu właśnie dotarły. Za chwilę na tradycyjnego "tłustego" pączka przyjdzie koleżanka ze szklarni. Dostanie nasiona do posadzenia. Jestem pełen optymizmu że wzejdą. Nasiona są zaskakujące kolorystycznie. Przypominają dawne odpustowe cukierki pokryte drobnymi kryształkami cukru. Pozdrawiam i życzę dalszych udanych podróży i książek. Krzysztof
Panie Krzysztofie, porównanie z cukierkami bardzo trafne, poniewaz rzeczywiście nasiona baobabu są pokryte slodką masą cukrową i sprzedawane na ulicach Mombasy jako lokalna odmiana cukierków! Dlatego nasiona są różowe, choc w rzeczywistości mają kolor całkiem przyziemny. Prosze zdjąć wierzchnią różową warstę cukru, wewnątrz jest prawdziwe nasionko :)
Pani Beato ostatnio przeczytałam jedną z książek „ W dżungli życia”. Bardzo mi się podobała i zaciekawiła. Czułam jak byłabym jej bohaterką. Obecnie jestem w takiej dżungli wśród pająków, piranii , nietoperzy, żmij i rekinów. A przecież przyroda jest uspokojeniem dla duszy i jest przyjacielem człowieka. Co więc stało się z ludzkością.
Czytałam tę książkę jednym tchem i nauczyłam się tego w samotności na działce przez ostatnie 10 lat. Napisałam nawet pamiętnik „Cztery życia w jednym”, ale leży w kuferku . Mam wiele rozważań, ale to są właśnie tylko odległe marzenia i moim przypadku nie do spełnienia. Ale Pani Książka dała mi odwagi aby nie zrezygnować i będę pukać do wszystkich zamkniętych drzwi i okien . Dziękuję. Gdyby mogła Pani mi coś zasugerować, poradzić byłabym bardzo wdzięczna.
Odrzucona Wieśka ze społeczeństwa
Pani Wiesiu, pukanie do różnych drzwi to dobra metoda :) Nie znam recepty na opublikowanie książki - z wyjątkiem tylko jednej, najbardziej rozsądnej. Kiedy się ma gotową książkę, trzeba ją pokazać wydawcy. Jeżeli pierwszy wydawca jej nie zechce, to pokazac ją następnemu. A potem trzeciemu, czwartemu i piąty może wyrazi zainteresowanie.
Poza tym można zacząć pisać pamiętnik w Internecie i w ten sposób nawiązać łączność z potencjalnymi czytelnikami, a także szlifować warsztat.
Jeśli zaś chodzi o pająki, piranie i węże naszego europejskiego świata, to pokonać je można tylko dobrocią, uczciwością, pozytywnym podejściem do zycia i do samego siebie. Z całego serca tego Pani życzę :)
Droga Beatko! Nareszcie znalazłem trochę czasu, żeby do Ciebie napisać, wcześniej naprawdę go miałem, ale o tym będzie później. Niedawno ( kilka tygodni temu ) przeczytałem Twoje dwie książki " Blondynkę Tao " i " Blondynkę wśród łowców tęczy ". Każda z nich bardzo mi się podobała. Najpierw kilka słów o " Blondynce Tao ". To była pierwsza książka, która przeczytałem o południowo-wschodniej Azji i bardzo się z tego cieszę. Dzięki temu, że już na samym początku powieści pojawia się chiński szpieg, książkę czyta się jednym tchem. Innowacją w tej książce jest zamiana sześciu najbardziej wulgarnych słów polskich na podobnie brzmiące normalne wyrazy. To mi się bardzo podoba. A teraz o " Blondynce wśród łowców tęczy ". Dowiedziałem się z niej wielu interesujących rzeczy. Ale najbardziej zastanawia mnie to dlaczego spotkani przez Ciebie dwaj Polacy w Puerto Ayacucho stwarzali tak wielkie problemy podczas wędrówki przez dżunglę, przecież wiedzieli, że umiesz przez nią wędrować. Ze zniecierpliwieniem czekam na Twoją najnowszą książkę, która ukaże się już niebawem. Czy masz może plany zorganizowania w najbliższym czasie jakiegoś spotkania autorskiego, może w Wielkopolsce? Bardzo chciałbym się na jedno z takich spotkań wybrać. Mija już rok od czasu gdy po raz pierwszy kupiłem Twoja książkę. Teraz nie wyobrażam sobie życia bez ich czytania i bez " Świata według Blondynki ". Od roku nie opuściłem żadnej niedzielnej audycji. Szczerze mówiąc od tamtego czasu wiele się u mnie zmieniło. Choć nie znam Cię osobiście jesteś moim autorytetem i bardzo podziwiam Twoją osobę. Jak napisałem na początku ostatnio nie miałem wiele czasu, ponieważ przez ostatni miesiąc kilka godzin dziennie pogłębiałem tajemnice geografi, gdyż biorę udział w Wojewódzkim Konkursie Geograficznym. Już w tę sobotę-10 lutego- mam etap rejonowy tego konkursu i mam nadzieję, że zdobędę wymagalna ilość punktów i że przejdę do etapu wojewódzkiego ( choć niektórzy mówią, że nadzieja to matka głupich, ale ja się z tym nie zgadzam ). Tak więc kończę już mój list i życzę Ci napisania jeszcze wielu wspaniałych książek. Serdecznie pozdrawiam, Łukasz
Łukaszu, bardzo mocno będę trzymała za Ciebie kciuki podczas finału rejonowego konkursu geograficznego. Powinieneś chyba mieć więcej wiary we własne siły, bo dlaczego wątplisz w to, że mógłbyś się zakwalifikowac dalej?...
Po wydaniu nowej książki, czyli na wiosnę, na pewno będe miała szereg spotkań autorskich, mam nadzieję, że także w Wielkopolsce i że tam się spotkamy.
Serdecznie pozdrawiam i trzymam kciuki!
Witam Pani Beato Moim marzeniem jest podróżować po świecie tak jak Pani, jednak nie bardzo mam na to środki. Jak uzyskuje Pani pieniądze na te wszystkie wyprawy? Bo chyb a każda sporo kosztuje prawda? Powodzenia na wyprawach KW
Pani Kasiu, niektóre wyprawy są drogie, bo wymagają wynajęcia łodzi i przewodników, ale podróżowanie po egzotycznym kraju środkami lokalnego transportu i spanie w tanich hotelach nie wymaga fortuny, naprawdę :) Hotel za 10 $ za noc, obiad w lokalnym barze za 2 $, podróż autobusem z kurczakami i świnkami za 5 $ - to to wydaje się Pani drogie?... :)
A skąd w ogóle brać fundusze na wyprawy? Z pracy. To najlepszy i skuteczny sposób, jaki znam. Zyczę zrealizowania marzeń o podróżach i do zobaczenia gdzieś na końcu świata :)
Pani Beato! Wiem z telewizji, że można się z Panią wybrać w egzotyczną podróż?! Czy mogłaby Pani podać w przybliżeniu, jakie trzeba spełnić warunki, by na taką wyprawę z Panią się udać?Jakie wyprawy wchodzą ewentualnie w grę ? I jaki to byłby koszt ? Np.do dżungli amazońskiej, nad wodospady paragwajsko-brazylijskie czy do Peru? Będę wdzięczny za wszelkie informacje.Gorąco pozdrawiam Mieczysław
Proszę zajrzeć na stronę www.beatapawlikowska.com - na głównej stronie jest dział "Wakacje dla zuchwałych", a w nim opis kilku wypraw, które w tym roku będę organizować dla chętnych. W przypadku dwóch wypraw znanae są już wszystkie szczegóły.
Droga Blondynko. Jestem Mała. Z Krainy Kotów. Nie pamiętam od kiedy zaczęła fascynować mnie Afryka i obudziła się chęć podróżowania. Może zawsze siedziała we mnie ta pasja, a dziwne zbiegi okoliczności, przypadki i ludzie których napotkałam w swoim życiu tylko rozniecali ten ogień. W tym roku rozpoczęłam studia geografii. Moim marzeniem było dostać się na nie, bo jak sądziłam pomogą mi rozwijać pasję podróżowania. Spotkam na nich pokrewne dusze i będzie to ogólnie fascynujący, kreatywny czas w moim życiu- czyli miałam dokładnie takie same nadzieje związane z wyższą uczelnią co Ty, będąc w moim wieku. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Uczę się rzeczy, które mnie nieciakwią, nie mają związku z podróżami(statystyka, fizyka, skamieniałości...)a przede wszystkim- nie rozwijają mnie, mojej pasji. Z każdym dniem czuję jak uchodzi ze mnie optymizm, a rośnie smutek i rozgoryczenie. Co więcej- od pewnego czasu odzywa się we mnie TĘSKNOTA.Tęsknota za miejescem mojego przeznaczenia, największe marzenie-Afryka. Nigdy nie byłam w tym kraju. Ale od kiedy pamiętam, zawsze wzbudzał we mnie ciekawość, która później przerodziła się w miłość. Teraz będąc na studiach, które okazały się rozczarowaniem, czuję, że stoję w miejscu i nie robię nic w kierunku wyjazdu do Afryki. Jestem w rozterce. Chciałabym rzucić studia i wyjechać do Angli, aby-stojąc na zmywaku, czy obsługując pijanych Anglików- zacząć zarabiać na podróż życia. Mam PEŁNĄ świadomość tego, że nie będzie łatwo...Jednak będę robić już coś w kierunku podróży. Ponadto nie wybrałabym się w "ciemno"lecz do przyjaciółki, która nieraz proponowała mi abym mieszkała z jej rodziną w Londynie. Pracy również się nie boję. W wakacje podjęłam się pierwszych, płatnych zajęć. Pracowałam jako pomocnik pakowacza, nieraz na nocną zmianę. Ale byłam wtedy niesamowicie szczęśliwa. Z każdą przepracowaną godziną planowałam wyjazdy, które opłacę właśnie za zarobione pieniądze.
Paradoksalnie- byłam wolna, gdyż był to MÓJ wybór, miałam cel i realizowałam go. Jedyną "rzeczą" jaka powstrzymuje mnie przed tym, aby rzucić studia jest moja rodzina,a szczególnie mama. Wie, że chcę podrózować, jednak chyba nadal ma nadzieję, że zmienię zdanię, "dojrzeję"... Co więcej, zarówno ona jak i jej siostry nie mają wyższego wykształcenia, które-według nich- zapewniłoby im dostatnie życie. Nie rozumie mnie, że mogę nie marzyć o domku z czerwonej cegły, szybkim samochodzie i bogatym mężu. Przeraża ją to, iż pragnę wyjechać do Afryki i razem z Masajami, jadać wspólnie posiłki, śpiewać i kochać życie... Sądziłam, że dla jej "świętego spokoju" zdobędę tytuł magistra, a później i tak wyjadę za granicę, aby zarabiać "na zmywaku" na Afrykę. Nie przewidziałam tylko jednego- że studia zaczną mnie tak przytłaczać.
Piszę do Ciebię, choć wiem, że to ja sama muszę podjąć decyzję co do mojej przyszłości. Postanowiłam dać sobię "rok próby"- jeśli wciągu niego nie odpowiem sobię na pytanie: po co mi są te studia- rzucę je. Chciałabym jednak wiedzieć jakie jest Twoje zdanie na ten temat i czy uważasz, że studia(tu-zwłaszcza geografia) w jakikolwiek sposób mogą pomóc mi w podróżowaniu?
Dziękuję, że jesteś. Dzięki Tobie ten ogień, który jest we mnie wciąż płonie. Tylko w Drodze jestem szczęśliwa.
Ściskam mocno.
Droga Mała,
najwazniejsze jest to, żeby podejmowac decyzje świadomie i samodzielnie - a potem równie samodzielnie i świadomie ponosić ich konsekwencje. Twoja rozterka bierze się chyba z tego, że sama nie do końca potrafisz sobie odpowiedzieć na pytanie czego najbardziej w zyciu chcesz, bo "Afryka" to cel na tyle odległy i malo konkretny, że trudno się na nim skoncentrować. Pewnie dlatego z jednej strony słuchasz rad Mamy, a z drugiej strony coś w Tobie krzyczy, że chcialabys inaczej.
Moja rada jest taka: określ swój cel bardziej konkretnie. "Chcę podróżować" albo "wyjadę do Afryki" to pojęcia tak ogóle, że wlaściwie nie wiadomo co mogą oznaczać i jak wyglądać. Przygotuj jakis plan. Zaplanuj jakiś konkret, cel możliwy do osiągnięcia. Cos w rodzaju biznesplanu ukladanego przez przedsiębiorstwa. Twoje zycie to też rodzaj firmy, ktorą trzeba madrze pokierować. gdyby dyrektor firmy w planach na najbliższy rok napisał: "całkowita zmiana linii produkcyjnej", to wszyscy zaczęliby go pytać co chce zmienić, jak konkretnie i jaki uzyskać efekt, jaki nowy produkt przygotować. Na te same pytania Ty też musisz sobie odpowiedzieć.
Zyczę powodzenia w podróżowaniu przez życie, niezależnie od szlaku, jaki wybierzesz :)
Pani Beato, z dużym zainteresowaniem obejrzałam wnętrza Pani domu w Dzień Dobry TVN. Jednak najbardziej zaintrygował mnie koktail z owoców tropikalnych, jaki zaserwowała Pani na początku. Czy mogłaby Pani zdradzić, jakie owoce znalazły się w mikserze? I dodatki?
z góry dziękuję za informacje i życzę dalszych sukcesów pozdrawiam Ania
Pani Aniu, przepis jest następujący: miksujemy świeże owoce w dowolnych proporcjach, z dodatkiem odrobiny wody albo mleka. Mój zimowy koktajl - ten, ktory prezentowałam w TVN-ie, to: ananas + melon + banan + świezy imbir. Bardzo smaczny, a dodatek plasterka świeżego imbiru nie tylko dodaje zagadkowego smaku, ale podnosi odporność organizmu na zimowe chłody :)
zdecydowałam się do Ciebie napisać bo żyjesz tak jak ja zawsze chciałam żyć - masz więcej odwagi ode mnie by realizować swoje plany. //////fascynuje mnie Twoja odwaga. Sledzę to co robisz i MÓwisz bo z wieloma Twoimi poglądami się zgadzam (nie ze wszystkimi) Intensywnie przeżyć życie to jest to czego brakuje. Mam 40 stkę i lekki kryzysik przemijania . Dziś oglądałam w TVN twój dom ciekawe miejsce przestrzeń i spokój świetny pomyśł na kominek W ogóle jesteś fajna tak trzymaj! Anka
Anko, intensywnośc zycia nie mierzy się odleglością w przestrzeni, ale raczej przestrzeniami duszy, ktore dla każdego sa dostepne. Wierzę w to, ze sama tez odnajdziesz ścieżke przygody, ktora czeka na Ciebie i pewnie przyzywa Cie do siebie, skoro napisałas do mnie w szczególnym momencie swojego życia. Rozejrzyj się dookoła, zapewne gdzies blisko czeka odpowiedź na pytanie, ktore sobie zadajesz :) I ruszaj w drogę :)
Dzień dobry Chciał bym się dowiedzieć jak długo można pić jedno zasypanie jerba mate i czy wtrakcie picia można przerwać np. na 2 godziny i później pić dalej to samo zasypanie. Za odpowiedź z góry dziękuje i pozdrawiam Paweł
Tak, Panie Pawle, można przerwac picie yerba mate na pewien czas, a potem po prostu znow zalac ziola goraca woda z termosu. jedno zasypanie yerba mate można więc pić tak długo, jak sie ma ochotę :)
Dobry wieczór Pani Beato. To znowu ja - ten maruda od yerba mate, który nie był pewiem czy wszystko robi tak jak należy przygotowując yerbę do picia - pozwalam sobie do Pani napisać. Tym razem mam dwa pytania. Często - prawie codziennie - "buszuję" po Pani stronie oliwkowo.pl i natknąłem się na informację, że ekipa telewizji TVN odwiedzi Pani dom w ramach cyklu "Dom otwarty". Nie posadam telewizora (wg mnie jest to idealny ogłupiacz ludzi), więc nie widziałem tego programu, ale jako użytkownik poczty onet.pl natknąłem się na link do filmu z tej wizyty u Pani w domu. Powiedziała Pani, że pracuje aktualnie nad książką będącą "Encyklopedią podróżowania". I teraz pierwsze moje pytanie: kiedy książka pojawi się w księgarniach??? Drugie pytanie będzie dotyczyło wyprawy do dżungli amazońskiej dla początkujących. Na Pani stronie czy też na stronie Fundacji Pana Marka Kamińskiego są informacje jak dzień po dniu będzie wyglądała taka wyprawa, jakie szczepienia należy wykonać oraz cena takiej wyprawy - 1760 USD + 725 USD zabierane ze sobą +bilet lotniczy opłacany osobno. Ile kosztujeten bilet? Czy mogłaby Pani - z własnego doświadczenia - powiedzieć mi jaki jest orientacyjny całkowity koszt takiej podróży czyli doliczając opłaty lotniskowe, itd., itp.? Podana jest również informacja, że cana zawiera POMOC W WYBORZE I ZAKUPIE SPRZĘTU OSOBISTEGO. O jaki sprzęt chodzi? Czy zna Pani już dokładny termin tegorocznej DŻUNGLI AMAZOŃSKIEJ DLA POCZĄTKUJĄCYCH?
Będę bardzo wdzięczny za wyczerpującę odpowiedzi - a wiem, że takie będą po odpowiedzi, którą otrzymałem na pytanie o yerba mate - na postawione przeze mnie pytania.
Pełen podziwu dla Pani,
Łukasz Łódź
Panie Lukaszu, po kolei: 1. moja nowa książka ukaze sie w wydawnictwie National Geographic na wiosnę - na przełomie kwietnia i maja :)
2. cena biletu lotniczego z Warszawy do Bogoty wynosi ok. 3000 zł ze wszystkimi oplatami - trudno powiedziec dokladnie dopóki nie zrobi sie konkretn ej rezerwacji
3. Terminy wyprawy do dzungli amazońskiej w tym roku sa juz znane - 12-24 listopada.
4. Jesli chodzi o sprzet do dzungli, to wszystkie specjalistyczne elementy ekwipunku (np. hamak, moskitiera) bedą bezpłatnie zapewnione na miejscu. Ten wspomniany sprzet w opisie wyprawy to zalecane wyposazenie w postaci latarki, odpowiedniego ubrania, kremu przeciw poparzeniom slonecznym etc - rzeczy latwo dostepne w Polsce, ale takie, o jakich warto pamietac podczas pakowania.
Kochana Beato, Długo się zbierałam w sobie, żeby to napisać... Jest jeden problem, który nie daje mi spokoju. Próbowałam uporać się z tym sama, ale to ciągle do mnie wraca i blokuje mnie na drodze do celu. Mianowiciejest we mnie coś czego baardzo nie lubię, ale czego nie mogę w żaden sposób zmienić - takie "wystające żebra" :) no i jest to związane niestety z ciałem, ale tu nie ma nawet żadnej alternatywy z operacją ;)
Po prostu musi to zostać tak jak jest i nie mam tu wyboru. Próbowałam podejść do tego konstruktywnie. Staram się przetłumaczyć sobie, że nikt nie jest idealny i że kompleks ma to do siebie, że nam wydaje się to sto razy gorsze niż widzą to inni, może czasem nie zauważają a już na pewno się tym nie przejmują :) Ale w moim przypadku jest to problem bardziej "wewnętrzny". Nie przejmuję się opiniami ludzi i umiem się bronić, gdy słyszę jakąś uwagę na ten temat, ale no wiadomo - potem strasznie taką uwagę "odchowowuję", bo sama przed sobą bardzo się tego wstydzę i uważam to za okropne, wstrętne i obrzydliwe. Czuję się przez to gorsza, wynaturzona, jak odszczepieniec" - to okrutne, ale tak właśnie jest. Udaje mi się o tym czasem zapomnieć, ale gdy tylko mam gdzieś wyjść, spotkać nowych ludzi - od razu o tym myślę. Strasznie obniża to moje poczucie własnej wartości.
Wiem, że to niedojrzałe, ofiarne - to co piszę, wiem, że powinnam się cieszyć, że mam zdrowe ciało. Jestem za to wdzięczna. Ale po prostu nie potrafię tego pokonać w sobie. Ciągnie się to za mną już wiele lat i z wielu rzeczy przez to zrezygnowałam, wycofywałam się no bo właśnie - strasznie się wstydziłam i czułam się z ty bardzo źle. W sumie to bez sensu, bo kiedy patrzę na innych- w życiu by mi nie przyszło do głowy osądzać ich po wyglądzie, i w ogóle bym nie przypuszczała, że ktokolwiek może mieć tak ogromne kompleksy. I tu nie chodzi o to, że chcę być piękna i inne takie. To nie jest mój priorytet w życiu :) Tu chodzi o takie dziwne "niedopasowanie", taką inność.
Ja nie wiem, skąd to się bierze. Co Ty o tym sądzisz? Jak z tym walczyć? Bardzo potrzebuję obiektywnej oceny "z zewnątrz".
Droga K., czasem myślę, że każdy z nas ma takie "wystające żebra" . Być może po to, zebyśmy ćwiczyli w sobie pokorę w podejściu do świata i samego siebie.
Slusznie myslisz, że najwazniejsze jest to, że masz zdrowie ciało. Ze nie wyrosła Ci trzecia ręka albo nie zabrało Ci jednej nogi. A przecież jesteśmy niesamowitymi szczęściarzami! Możemy poruszać się o wlasnych siłach, tańczyć, biegać, ćwiczyć!... Jakieś tam wystające żebra czy za dluga stopa to przecież maleńki drobiazg. I ten maleńki drobiazg jest CZĘSCIĄ MNIE - a więc i za niego powinnam być wdzięczna.
Bo pomyśl: każdy z nas jest skończona calością - w sensie fizycznym. Nie przez przypadek ja mam niebieskie oczy i takie a nie inne wlosy. To PASUJE DO KOMPLETU, a tym kompletem jesetem cała ja. Więc ja jako ja cały ten komplet akceptuję i usmiecham się z wdzięcznością do losu.
Trzeba mieć w sobie pokorę i dystans do siebie, żeby zaakceptować także to, co nie jest idealne, ale jest częścią mnie, więc i ze mnie wypływa i ze mna zostanie :)
Nie martw się, tylko myśl do przodu :)
Piękny dom Pani Beato!
Ciepło bijące z każdej strony świata, niezwykłe pamiątki, styl i elegancja, to wszystko, co dziś zobaczyłem w "Dzień Dobry TVN" z nieskromnym Pani udziałem. Życzę powodzenia w pisaniu nowej książki, trzymam kciuki za wszystko, co Pani planuje i o czym marzy.
Pozdrawiam serdecznie- Krzysiek
Dziękuję! I także życzę szczęścia i zrealizowania wszystkiego, co sobie Pan zaplanuje :)
Witam Pani Beato,
Może moja prośba jest bardzo prozaiczna w porównaniu z innymi listami jakie Pani dostaje, ale poproszę o podanie mi przepisu na koktajl owocowy który nieraz Pani serwowała i proponowała w różnych programach telewizyjnych. Jakoś nigdy nie byłam w stanie zapamiętać jakie składniki tam powinny się znaleźć, choć wiem ze jest ich bardzo malo, jest prosty, ale może właśnie to powoduje ze zapominam. Jest świeży imbir, ananas i….reszty już nie pamiętam.
Bardzo proszę o odpowiedz i dziekuje
Pozdrawiam serdecznie Agnieszka
Pani Agnieszko, przepis jest następujący: trochę świeżego ananasa, jeden banan, trochę melona i trochę świeżego imbiru + ćweirć szklanki wody mineralnej. Zmiksowac i pic od razu.
Koktajle można robić też z wszystkich innych świezych owoców - możmna dodac jabłko, gruszkę, mango, a w sezonie doskonale do koktajli sa jagody, czarne porzeczki, truskawki, brzoskwinie i inne owoce. Smaczne go :)
Dobry wieczór Pani Beato,
Chciałabym chwycić swoją chwilę i poczuć, że żyję naprawdę. Moim marzeniem jest podróż do Tybetu; bo to dla mnie magiczne miejsce na Ziemi ( brzmi to jak wytarty slogan ale tak jest) Mam jednak malutki problem: jestem osoba niepełnosprawną,(poruszam się o kuli) ale całkiem nieźle sobie radzę; właśnie kończę studia; jestem na V roku historii sztuki Uniwersytetu Wrocławskiego Mój problem tak naprawdę polega na tym, że nie wiem jak się zabrać za organizowanie wyprawy, i nie mam towarzysza wyprawy; nikt nie jest na tyle zwariowany aby ze mną się tam wybrać !!
Jak wybierałam się na studia też niewielu wierzyło że mi się uda a wszystko wskazuje na to że się uda!! Tak bardzo nie chciałabym rezygnować ze swych marzeń!! Bo życie jest za krótkie!!! Jeśli mogłaby mi Pani coś doradzić lub może jakoś pomóc będę wdzięczna Pozdrawiam i życzę miłego wieczoru
kryś:)
Kryśu, kula nie może Pani przeszkodzić w realizacji marzeń, tego jestem pewna :) W tym roku organizuję pięć wypraw, ale zadnej do Tybetu. Jeżeli szuka Pani towarzysza podróży, proszę zgłośić to na mojej stronie w dziale "Towarzysz podróży poszukiwany". A poza tym ja wierzę w przeznaczenie. pewnie lada dzień spotka Pani kogoś, kto też marzy o podróży do Azji i już, wszystko zdarzy się samo :) tego Pani zyczę :)
Witam Serdecznie
Zwracam się do Pani z prośbą o „ujawnienie” składnika występującego w oryginalnej recepcie na mojito. Próbowałem znaleźć przepis w Internecie, ale wszędzie widnieje tylko mięta i mięta. Widziałem w TVP2 program o Kubie, z Pani udziałem, ale niestety nie zapamiętałem nazwy tej roślinyL Będę zobowiązany za udzielnie pomocy. Pozdrawiam Panią
Piotr
Panie Piotrze, ten tajemniczy składnik to ziele o nazwie YERBA BUENA - czyli w przybliżeniu mięta. Yerba buena ma bardzo podobny smak.
Dzień dobry!
Pani Beato na stronie Radia Zet znajdują się wstępne informacje o proponowanych wyprawach, które poprowadzi Pani w tym roku.Czy ,a jeśli tak ,to gdzie można znaleźć bardziej szczegółowe wiadomości na temat tych wypraw?
Pozdrawiam! Iwona G.
Pani Iwono, szczegółowe informacje są w trakcie opracowywania. Natychmiast jak będa gotowe, zamieszczę je w Oliwkowie. W tej chwili gotowa jest jedynie szczegółowa oferta dotycząca listopadowej wyprawy do dzungli dla początkujących.
Droga Pani Beato!
Chciałoby się napisać „Kochana Beato”, ale nie wypada, bo przecież Pani mnie nie zna a ja Panią tak. Czuję się tak, jakbyśmy właśnie wróciły ze wspólnej wyprawy do Ameryki Południowej. Nazywam się Basia, mieszkam na Mazurach, w krainie tak pięknej jak niepokornej i tak bogatej jak ubogiej. Czytałam Pani książkę „W dżungli życia” i żałowałam, że nie napisała jej Pani jak miałam 17 lat. Na szczęście mam dwie córki i książka będzie czekała na ich dojrzewanie w rodzinnym księgozbiorze.
Moja starsza córka jest Pani wielbicielką. Zawsze lubiła słuchać Pani audycji w radio, a od kiedy pojawiła się Pani w „Podróżach z żartem” nie odpuściła żadnego odcinka.
Prosiła mnie o kupienie Pani książek, co uczyniłam. Zamówiłyśmy w księgarni internetowej „Blondynkę u szamana" i „Blondynka śpiewa w Ukajali". Paczka przyszła w piątek. Wylosowałyśmy po jednej książce i już w niedzielę rano wymieniłyśmy się przeczytanymi pozycjami.
I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że moja corka ma prawie 9 lat. Nie wszystko zrozumiała, więc niektóre fragmenty czytałyśmy wspólnie a na deser zaserwowałyśmy sobie sesję zdjęciową z Oliwkowa. Kwintesencją jej wrażeń z wizyty u szamana było stwierdzenie, że "...taki szaman to ma bardzo odpowiedzialne i trudne życie."
Bardzo serdecznie Panią pozdrawiam i dziękuję za Pani książki.
Basia
Pani Basiu! Cieszę się ogromnie, że moje ksiązki trafiają w ręce takich osób jak Pani i Pani córka :) Jesli chodzi o życie szamana, to rzeczywiście jest ono bardzo trudne i bardzo odpowiedzialne, bo w jego rękach spoczywa los, zdrowie, a często i szczęście wszystkich mieszkanców wioski, a on sam jest narazony na ataki zlych deonów i zlych duchów przysyłanych przez zlych szamanów. To współczesna odmiana "Władcy Pierścieni", dziejąca się jak najbardziej rzeczywiście...
Pani Beato jaki jest koszt uczestniczenia w listopadowej wyprawie w dżungle amazonii,jaki jest czas pobytu?i jakie trzeba spełnić warunki aby sie załapać? mam 35 lat ,moje wyjazdy dotychczas ograniczały sie do europy południowej i afryki północnej.
W przypadku poprzedniej wyprawy do dzungli, która odbyła się w listopadzie, koszt uczestnictwa wynosił ok. 2500 USD + bilet lotniczy (czyli ok. 3000 PLN). Kosztorys tegorocznej wyprawy nie jest jeszcze gotowy, przypuszczam, że cena bedzie podobna.
Wyprawa trwa dwa tygodnie - bo tyle zwykle jej uczestnoicy maja urlopu. Więcej szczegółów i zdjęcia - w dziale "Podróże" oraz "Wakacje dla zuchwałych".
W tym roku będe prowadziła pięc różnych wypraw, na które będzie mozna się zapisać: http://www.oliwkowo.pl//trips,next.html
Dzień dobry Pani Beato,
Oglądam program prowadzony przez Dorotę Welman i Marcina Prokopa, z Pani udziałem (bardzo mi się podoba), Ale raczej do tej pory nie słuchałam w ZETce „Swiata według Blondynki”, Generalnie częściej słucham Trójki, w niedzielę radia słucham rzadko, dziś pracuję przy komputerze, a w tle Pani wywody na różne tematy,
Pani Beato, nie chcę „ słodzić”, ale uważam że mówi pani wiele bardzo interesujących, ciekawych, mądrych rzeczy. Fajna z Pani babka, Miło ze „odkryłam „ niedzielną Beatę w ZETce. Trzymam za Panią kciuki J, mało takich ludzi, ale super że są.
Pozdrawiam bardzo serdecznie Anka
Dziekuję bardzo, cieszę się, że spotkałyśmy się dzisiaj przy głośniku :)
Witam! Nazywam się Asia i w końcu zdobyłam się na to żeby napisać ten list. Przeczytałam "W dżungli życia" i stwierdziłam, że nareszcie znalazłam osobę która czuje się - a raczej czuła się - tak samo jak ja (ale ten wstęp wyszedł mi poważny...). Czytałam Pani książkę już jakiś czas temu, ale teraz natrafiłam na cytaty które z niej przepisałam do mojego "tajnego" zeszytu, i stwierdziłam że w moim życiu nic się nie zmieniło, bo te same słowa opisują moją rzeczywistość. Kiedy pisze Pani (właściwie nie wiem, jak mam się do Pani zwracać. Per "ty" jakoś mi nie pasuje ;]) "Pasja tworzenia nie mineła (...) ale pojawiły się tez inne chwile - kiedy stawała twarzą w twarz z realnym światem i czułam się bezradna. Ogarniał mnie smutek i czułam wewnątrz jakąś dziwną pustkę, której niczym nie umiałam zapełnić" - więc to jest o mnie. Albo "(Ludzie) przez całe życie próbują tę pustkę czymś wypełnić - nauką, pracą, miłością, sztuką; sięgają coraz wyżej, idą coraz dalej, żeby zagłuszyć czyms ciszę trwającą w środku" - to też jest o mnie... Pisze pani o dojmującym braku czegoś, o poczuciu niespełnienia, czego nie można nazwać ani znaleźć. Czytając to czułam się jakbym czytała własny, "tajny" zeszyt, w którym własciwie pisze wkółko o tym samym, dojmującym poczuciu, że obok mnie jest TEN DRUGI ŚWIAT. On gdzieś jest "odległy zaledwie na wyciągnięcie ramienia. Ale w którą stronę?" Cały czas się nad tym zastanawiam. Szukam odpowiedzi w książkach, które jednak zamiast dawać odpowiedź, mówią również tylko o mglistych przeczuciach, jak "On the Road", lub (może najlepszy przykład) "Gra w Klasy". Pczucie istnienia absolutu który jest blisko lecz jest nieosiągalny, "rzeki metafizyczne" itp. wszędzie się powtarza. Najgorsze jestak jest, że (tak mi się wydaje) osoby, które są w stanie dosięgnąć tego uczucia są nieskończenie bardziej nieszczęśliwe od osób nieświadomych istnienia "drugiego świata". "Ja nie chce być poetą" jak pisał Andrzej Bursa. Jestem w klasie maturalnej i niedługo wybieram się na studia. Mam cudownego chłopaka, który już studiuje (filozofię), mam przyjaciół którzy czują dokładnie to co ja. Mam rodzinę, w miare dobre oceny. Skończyłam szkołę muzyczną i gram w zespole, piszę różne opowiadania i wiersze. Teoretycznie powinnam być szczęśliwa. Ale to cholerne uczucie, że na wyciągniecie ręki jest zupełnie inny świat, świat wolności jest poprostu dobijające. Czy można się z tego wyswobodzić, czy to mija z wiekiem? Czy podróże i pisanie pozwoliły pani dotknąć "tej drugiej strony"? Jeżeli tak, to czy kiedykolwiek odnajdę moje powołanie, jak Pani odnalazła swoje? To tylko pare moich, jak ktoś mógłby powiedzieć "durnych" pytań. Za oknem straszna zawieja, a ja wracam do pisania jakichś opowiadań bez puenty. Pozdrawiam, Asia.
Asiu, to prawda, że ludzie mający przeczucie istnienia tego "drugiego świata" są bardziej wrażliwe od innych lkudzi, ale nie jest to tylko przekleństwo. dzięki tej wrazliwości widza wiecej, slyszą wiecej i mają bogatszą tęczę wrażeń od innych ludzi.
Ten tajemniczy świat, którego "istnienie przeczuwałam", ten rajski zakątek dający poczucie spełnienia i pewnego rodzaju wyzwolenia znajduje się w ludzkiej duszy. Odnajdzie go ten, kto poslucha swoich pragnień i marzeń i zacznie żyć zgodnie z nimi. Ten niedościgniony pozornie świat szczęścia i "innego zycia" to świat wewnętrznego przeznaczenia, które każdy człowiek nosi w swojej duszy. Trzeba to przeznaczenie tylko odnaleźć - uslyszeć, odszukać, zrozumieć, a potem za nim podążyć.
Wydaje mi się, że moja książka opisuje sposób dotarcia do tego cudownego zakątka.
Podróże i pisanie pozwoliły mi dotknąć tej "drugiej strony" - bo to właśnie było moje wewnętrzne przeznaczenie i pragnienie, ktore musiałam spełnić. Samo podróżowanie jako czynność w przestrzeni nie spełniłoby tej roli.
Myślę więc, że Twoje poczucie zniewolenia wypływa z tego, że nie do końca rozszyfrowałać potrzeby swojego prawdziwego "ja". Wszystkie ograniczenia zewnetrzne - szkoła, rodzice, nauczyciele itd to tylko pozór zniewolenia. Prawdziwym niewolnikiem jest czlowiek, ktory nie umie oswobodzić wlasnych myśli i marzeń.
Z całego serca życzę Ci powodzenia w dotarciu do TWOJEGO celu i spełnienia wlasnego przeznaczenia.
WITEM SERDECZNIE PANIA BEATKE! mam na imie tomek lat28.Pochodze z malej wioski niedaleko od Zywca. Jednakze splot roznych okolicznoscisprawil,ze od dluzszego czasu mieszkamna na stale w UK(chester).Gdzie to pracoje i takie tam! Dlaczego pisze?bo czuje ze powinienem! TO zdumiewajace,ze wlasnie teraz w takich okolicznosciach i samopoczuciu ,dotarl do mnie Pani przekaz w postaci tresci zawartej w ksiazce pt.W DZUNGLI ZYCIA.Tak szczeze,to wczesniej modlilem sie na rozne sposoby do BOGA o jakies wskazowki na dalsze zycie.I czuje, ze je wlasnie dostalem za posrednictwem Pani.Czytajac pewne opowiadania mialem wrazenie jakby pani pisala o mnie.Tresc tego przekazu,rozjasnila moj umysl i pozwolila popatrzec na wszystko z gory.Uzmyslowilem sobie,gdzie wlasciwie popelnilem bledy i co musze zrobic,aby osiagnac prawdziwe szczescie.Tak nawiasem piszac,to pani ksiazka jest jedyna ktora przeczytalem w swoim zyciu z takim zapalem.Tak wiec zostala PANI moja ulubiona pisarka.Pozwole sobie wyrazic opine,ze bylo z Pani niezle ziolko.Ale to teraz nie wazne,wazne kim Pani teraz jest.Jest pani jedna z nielicznych,KTORZY proboja naprawiac ten zepsuty swiat! Z okazji Nowego Roku zycze PANI azeby najlepszy dzien starego roku byl najgorszym dniem w biezacym. Chcialbym Pani jeszcze cos wyznac,ale to przy nastepnej okazji.Jezeli PANI nie ma nic przeciwko?bedzie to dla mnie zaszczyt,jezeli PANI odpisze!
POZDRAWIAM Z WYSPY
Panie Tomku, bardzo się ciesze, że moja książka trafiła do Pana we własciwym momencie! Zycie ciagle ma przed nami jakieś zakręty i trzeba mocno się trzymac własnej duszy, żeby na nich nadążyć :) Ale za to jaka piękna i daleka droga rysuje się na horyzoncie :) Zyczę, żeby udało się Panu zrealizowac wszystko, co Pan sobie zamierzy i serdecznie pozdrawiam :)
Pani Beato,
Od dawna interesowałem się yerba mate. Czytałem co i jak, z czym to się je a właściwie pije - między innymi w "W Dżungli życia" czy na stronach www. Myślałem, że o yerb’ie wiem wszystko... Buszując po Pani stronie oliwkowo.pl natknąłem się na link do sklepu z yerba mate - yer-vita. Skoro się natknąłem - dokonałem zakupu: bombilla, mate, jeden rodzaj yerba mate, drugi rodzaj i... Tak jak napisałem wcześniej, myślałem, że wiem jak przygotować yerbę. Nie powiem - pierwsze zalanie, zaparzenie i pierwsze łyki są pyyychaaa, super. Ale nijak nie mogę dojść do wszędzie opisywanego 4, 5 czy też 6 zaparzenia yerby. Sytuacja wygląda tak - zalęję świeżą yerbę wodą, odczekam chwilkę, doleję wody do pełna i 3-4 łyki są super. Doleję znowu wody do pełna kolejne 3-4 łyki smak jescze jest ale kolejne zalanie - smaku już prawie nie ma, czuję jak bym pił przegotowaną wodę. Czy z mate o pojemności (sprawdziłem dokładnie) 230ml zasypanej w 3/4 yerbą można uzyskać tylko około 15 łyków ze smakiem???
Wszędzie czytałem, że yerbę można zalewać 4 do 6 razy. Czy pod pojęciem "zalania" kryją się 3-4 łyki??? Czyli 6-cio krotne zalanie yerby = maxymalnie 24 łyki???
W moim wyobażeniu zalanie powinno wygląać mniej więcaj tak, jak zalanie zielonej herbaty - jedno zalanie = około 200ml naparu.
Nie wiem czy opisałem to o co mi chodzi w taki sposób, że Pani zrozumie. Mam nadzieję, że tak.
Bardzo proszę o odpowiedź. Proszę nie odsyłać mnie do stron www czy na fora o yerbie bo moje doświadczenie z yerbą nijak się ma do opisów na forach czy www. Chciałbym, aby Pani jako ekspertka od spraw yerba mate (myślę, że mogę tak Panią nazwać - pija Pani yerbę codziennie od kilu lat ja od kilku dni) udzieliła mi odpowiedzi. Z mojego kilkudniowego obcowania z yerba wynika, że opakowanie 0,5kg przy dwukrotnym zasypaniu mate o pojemności 230ml dziennie, wystarczy maxymalnie na 12 dni!!!
Z nalepszymi życzeniami Pani wierny słuchacz, czytelnik, nie-zwycięzca w konkursie TUKASATAMBIBA
Łukasz Łódź
Panie Łukaszu, myślę e zrozumiałam pański problem i odpowiem przykładem:
Rano do mojego kubka z palo santo sypię prawie do pełna yerba mate. To nie jest wielki kubek, raczej srednich rozmiarów, myślę, że mieści się w nim około pół szklanki suszu. Dodaję trochę suszonych liści mięty. I tę ilość zalewam mniej więcej litrem gorącej wody - mam na mysli stopniowe zalewanie - tak jak Pan opisał, dolewam po trochu wody, jakieś 2-3 łyki. Wypijam. Znów dolewam wody.
I rzeczywiście, jest tak, że z każdym lykiem yerba mate jest coraz słabsza. Pierwsze zalanie i pierwszy lyk są najmocniejsze - dla niektorych w ogóle niemożliwe do przełknięcia :) Dla wytrawnych pijaczy yerba mate pierwsze łyki są najsmaczniejsze. Potem z każdym zalaniem yerba mate traci nieco smaku i intensywności - ale nie traci swojego wzmacniającego i pobudzającego działania. Ja zresztą czuję smak yerba mate nawet kiedy wlewam do niej ostatnie krople z litra gorącej wody, jaką miałam w termosie.
Myślę więc, że robi Pan wszystko prawidlowo i zyczę, żeby odkjrył Pan ten znikający smak :)
Pani Beato. Zabieram się do tego listu któryś raz z kolei.Przeczytałam pani ostatnią książkę- poradnik. Zajrzałam do skorowidza na końcu pod słowem Miłość nic nie znalazłam. Przeczytałam pani korespondencję z panem Waldemarem i zgadzam się z pania ...choć nie do końca. Czytałam tak jak Pani’Martina Idena’ Podziwiając go do smutmnego końca. Myślę że można wybudować górę, wspiąć się na jej szczyt...tylko że na szczycie jest miejsce tylko dla jednej osoby, no chyba że resztę życia chce się spędzić jako przewodnik swojej własnej góry. Pani się to udało. Szczerze panią za to podziwiam . Ja z szaloną satysfakcją rozkopywałam swoj pagóreczek. Oczywiście starając się to robić jak najciszej i nie sypać innym piachem w oczy. Tak 5 lat. Nie kochałam go tak bardzo. Przypominał mi kurhan. Dlaczego? Bo powiał wiatr i przyniosł inne zapachy i miłość powiedziała mi że są inne krainy i z tego miejsca mogę je tylko podziwiać. Miłość odeszła. A ja nie umiałam wspiąć się dalej. teraz stoję na ziemi, no i perspektywę mam bardzo skromną. Mam 37 lat i talent brzmi dla mnie jak ograniczenie. Rozumiem kiedy pani piszę że nie wypełnia się pustki miłością Więć czym...Oh Pani Beato dla mnie ludzie są jak drzwi do innych światów. Jedni są dla nas na zawsze zamknięci,a za innymi przeczuwamy samych siebie... pukam .I czasami ktoś uchyla i wtedy zostaje tylko pokora...i zachwyt. I żadne osobiste wyzwanie tego nie wypełni. Zadna praca, choć jest potrzebana.Pani dzwi są uchylone trochę i za to jestem pani bardzo wdzięczna. chyba wielu czytelników też. Macha mi pani tam w swoim dzunglowym powietrzu i to wystarcza. To bardzo zwyczajnie robić coś z serca...I tak trudne. Mi brakuje odwagi i mocy .Nawed żeby zapukać... Nie zna pani szamanki od której można by się tego nauczyć?
Będę pani wdzięczna za odpowiedz. Karolina.
Pani Karolino, chodzi o to, żeby nie czekac na milość. Bo ona przychodzizwykle dopiero wtedy, kiedy czlowiek przestanie na nią z utęsknieniem czekać. Trzeba się zająć budowaniem swojego zycia, wznoszeniem budowli, nauką, poszerzaniem własnych myśli i horyzontów, ale nie czekać na miłość. Bo ona rzadko przychodzi do tych, którzy cały czas i energię poświęcają na jej ściganie.
Myślę, że wynika to z tego, że pięknie, mądrze i dojrzale potrafi się zakochać człowiek, ktory sam w duszy jest piękny, mądry i dojrzały.
A pustka w duszy czlowieka miłości nie przyciągnie.
Miłość to wielka rzecz - nigdy temu nie zaprzeczałam. Zyczę pani, żeby miłość przyszła wkrótce, usłyszy Pani słodkie pukanie do bram serca... :)
|