|
|
Kolumbijska skrzynka pocztowa (58)
Nowe listy proszę słać na adres beata@beatapawlikowska.com albo beata@oliwkowo.pl Odpowiedzi szukajcie poniżej.
Droga Beato! Po wysłuchaniu niedzielnej audycji i po tym co powiedziałaś o szkole postanowiłem do Ciebie napisać. Dziś, podobnie jak dawniej dla większości młodych ludzi szkoła jest miejscem do którego uczęszcza się bardzo niechętnie, ponieważ taki jest obowiązek. Nauczyciele nadal zmuszają nas do nauki na pamięć różnego rodzaju wzorów matematycznych czy też definicji, które wcale nie są interesujące, wręcz nudne, natomiast nigdy nie próbują poruszyć żadnego tematu o życiu, przez co wiele osób jest zagubionych. Uczą nas bardzo nudnie, bez pasji. Nie próbują wzbudzić zainteresowań i nie robią niczego, żeby lekcje były bardziej interesujące. Chcą jedynie, aby ich żądania były spełniane. Na szczęście kilka miesięcy temu usłyszałem jak bardzo ciekawie opowiadasz w Radiu ZET i postanowiłem kupić Twoją książkę " W dżungli życia ", która okazała się najlepszą książką, jaką kiedykolwiek czytałem. Zacząłem poszukiwać swojej pasji, myśleć o przyszłości i o tym co chcę w życiu osiągnąć. Później przeczytałem kilka Twoich książek podróżniczych i muszę przyznać, że są one świetne ( bardzo mądre i ciekawe ). Audycja " Świat według Blondynki " jest najlepszym programem radiowym w Polsce. Bardzo dużo dowiedziałem się z niego o świecie. Mam nadzieję, że niedzielny odcinek słyszało wielu nauczycieli i że wezmą sobie do serca to, co zostało powiedziane. Jesteś dla mnie wielkim autorytetem. Nie wiem czy dobrze robię ucząc się tylko tych przedmiotów szkolnych, które wydają mi się interesujące ( historia, geografia, biologia i niemiecki ). Do innych lekcji nie przykładam większej uwagi. Chciałbym w przyszłości pojechać do Ameryki Południowej i zobaczyć na własne oczy Indian Yanomami. Często zostawiam lekcje, aby napisać jakąś pracę konkursowa, gdyż to wydaje się dla mnie ważniejsze. Chce bardzo dokładnie poznać historię Ameryki Południowej, dlatego poświęcam dużo czasu na czytanie książek o tej tematyce. Choć z matematyki i chemi nie radzę sobie najlepiej,cieszę się, że mam jakąś pasję i że bardzo się jej oddaję. Myślę, że gdyby choć część nauczyc ieli myślałoby podobnie jak Ty byłoby o wiele lepiej. Serdecznie pozdrawiam, Łukasz 15 lat PS Dziękuję za tak wspaniałe książki.
Łukasszu, z nauczycielami jest tak jak z ludźmi w ogóle - czasem ma się szczęście trafić na kogos wyjątkowego, czasami niestety nie. Wszystkim uczniom zyczyłabym, żeby trafili na choćby jednego wybitnego nauczyciela, ktory byłby nie tylko madry, ale i po ludzku ciepły, otwarty i pełen zrozumienia :)
Dziekuję, że tak wysoko oceniasz moje ksiązki i audycję :) Bardzo mnie to cieszy.
Mam nadzieję, że uda Ci się spełnić marzenia o podróżowaniu do Ameryki Południowej, i może kiedys się tam spotkamy :)
Przeważnie gdy weźmie mnie chęć na napisanie maila do fajnej osoby to albo kasuję go, albo i tak nie otrzymam odpowiedzi... Więc czy ma to jakikolwiek sens?? Może i nie, ale przecież warto próbować. Może akurat to mój szczęśliwy dzień?? Mam nadzieję.
Otóż drogą wstępu: mam 15 lat, mieszkam w małym miasteczku i dużo planów. Od zawsze trudno u mnie z decyzjami. Za nie cały rok muszę wybrać liceum. I tu zaczyna się problem. Nie wiem jaki zawód powinnam wybrać. Marzę o dalekich podróżach, kocham zwierzęta. Kiedyś chciałam być dziennikarką telewizyjną, ale gdy mam pomysł po dłuższym zastanowieniu nie ma to dla mnie sensu. Chciałabym kręcić filmy przyrodnicze, być naukowcem.... Jednak stwierdzam, że na pewno nie dam rady. Jak zdobyć dobrą pracę, żeby mieć pieniądze na podróże i realizację marzeń? Jak Pani tego dokonała?? Znam panią z internetu i Tv, bo interesuję się światem i już dość dawno trafiłam na strony z Pani relacjami, galeriami itp. Ostatnio obejrzałam program "Podróże z żartem" i pomyślałam, że tak bardzo bym chciała, żeby pani mi odpisała na wiadomość. Ale myślę, że są nikłe szanse, że doczytała Pani aż dotąd moje wywody.
POZDRAWIAM i liczę , że jednak choć kilka
słów odpisze Pani na mojego maila.
ALA :)
Alu, sluchaj swojego serca, ono Ci podpowie jaki wybrać zawód i jaką drogą pójśc przez zycie. Nie patrz na to co robią inni ludzie, zapytaj siebie co Cię najbardziej w zyciu pociąga i fascynuje - i bądź odważna. Ja wlasnie tak szłam przez zycie. Nie zgadzałam się robić rzeczy, których nie lubiłam albo przeciwko którym buntowała się moja dusza. Wymagało to dużo odwagi i siły, ale ostatecznie okazało się, że można iść własną drogą i dotrzeć do celu :) tego Ci zyczę!
pisze do Pani, bo obejrzalam pani strone, cudne zdjecia i sie rozmarzylam...;) mam 17 lat i marze o tym zeby podrozowac... zmieniaja sie powody, dla ktorych chce to robic... ciekwaosc swiata i ludzi a czasem poprostu chec ucieczki od monotonii codziennosci;) ale jedno sie nie zmienia- nie chce siedziec na miejscu!! nikt nie wierzy ze mi sie uda, ale marzenia dodaja kaloru zyciu i nigdy z nich nie zdezygnuje!! wierze ze kiedys dam rade je zrealizowac choc w czesci:) a Pani jest dla mnie dowodem na to, ze marzenia o podrozach sie spalniaja;) dziekuje i pozdrawiam:)
Kasia
Kasiu, ja wierzę, że Ci sie uda. Marzenia dodają skrzydeł, bez nich zycie byłoby nudne. Nie porzucaj więc marzeń, tylko zastanów się jak je zrealizować. Dla marzeń warto żyć :)
Szanowna Pani Beato, mam na imię Alicja i jestem tą jedną z tysięcy naiwnych ale ciągle wierzących w szczęśliwy traf, przypadek, jakkolwiek to nazwiemy i dlatego w każdy piątek biorę udział w konkursie afrykańskim. Jak do tej chwili bez powodzenia, ale... Afryka to mój konik, czytam, oglądam, studiuję i uczę się jej coraz bardziej. Od trzech lat jestem zdecydowana na wyprawę do Kenii, ale z różnych powodów nie udało mi się tam wyjechać. Jakoś nie spotkałam bratniej duszy, która podzielałaby mój entuzjazm. Wielka szkoda. Coraz bardziej skłaniam się do pomysłu wyjazdu z jakimś biurem- Africaline wydaje się sensowne- samemu, ale ta opcja to ostateczność, fajnie byłoby dzielić tę przygodę z kimś bliskim. Dlatego będę próbowała dalej szczęścia w konkursie, bo poza tym, że to Afryka, to z jaką ekipą!!! Zwiedziłam już sporo, ale jeszcze więcej jest wciąż przede mną i czekam na wciąż nowe podróże. Pozdrawiam Panią serdecznie. Szkoda że nie mogę napisać do zobaczenia. Alicja
Pani Alicjo, to nie naiwność, tylko nadzieja i pierwszy krok do zwycięstwa! Przecież jeżeli nie zagra pani w radiowym konkursie, to szanse sa jeszcze mniejsze, prawda? A jesli Pani zagra, to Pani pragnienie zbaczenia Afryki może urośnie tak bardzo, że bez względu na wygraną i tak postanowi pani tam pojechac :) Zycze wygranej, trzymam kciuki!
Witaj Beato! Od jakiegoś czasu noszę się z zamiarem napisania, czegoś związanego z podróżami. Oczywiście do stanu gdy to coś będzie można nazwać książką jeszcze mi daleko ale już mam pytanie związane raczej z końcowym etapem tworzenia książki niż z początkiem jej powstawania, na którym ja właśnie jestem: )
Kiedyś napisałaś, że wysyłając książkę do wydawnictwa, musi być ona gotowa do druku (nie jest to dokładny cytat, ale tak mniej więcej to brzmiało). Co miałaś na myśli?. Chodzi mi konkretnie o korektę i redakcję książki. Czy musi to być zrobione przed jej wysłaniem do wydawcy? Czy to należy do wydawnictwa które jeżeli będzie chciało wydać owe dzieło, samo się tym zajmie? A jak było z twoja pierwszą książką?
Tak, powiedziałam, że książka musi być "gotowa" - czyli napisana. Kwestia redakcji i korekty zawsze leży po stronie wydawnictwa, i wydaje mi się, że wydawnictwo nawet nie chciałoby, żeby ktoś robił to za nich. Tak więc - wystarczy jeśli autor napisze ciekawy, żywy, pełen emocji tekst :). Powodzenia!
Pani Beato, jest pani bradzo ciekawą osobą. Ma pani takie wspaniałe życie pełne podróży i przygód. Ile ja bym dała żeby zwiedzić tyle cudownych miejsc co pani i poznac tylu ludzi. Mam nadzieje że w przyszłości moje życie potoczy się podobnie i będe mogła zwiedzić tyle zakątków świata co pani. Chciałam sie jeszce zapytac o jedną rzecz- na początku kiedy pani zaczynała podróżować czy dużo kosztowały te podróże i czy trzeba znać więcej języków niż tylko angielski??
Podróże nie kosztuja bardzo dużo. Ja przez pewien czas odkładałam każdy grosz, żeby móc zrealizowac moja ierwsza podróż. Najdroższy jest bilet lotniczy. Na miejscu zwykle jest taniej - oczwyiście jeśli czlowiek nie ma nic przeciwko spaniu w hotelu za 6 dolarów z karaluchami :) Ja tak podróżowałam na początku i nie żaluję ani jednej chwili. najomośc języków obcych bardzo ułatwia sprawę - zaeleżnie od tego dokąd się jedzie - dobrze jest znać angielski albo iszpanski albo francuski. W Ameryce Południowej konieczny jest hiszpanski, ale szybko można się go nauczyć na miejscu - jesli tylko czlowiek odpowiednio mocno tego chce :)
Witam Pani Beato, kończę czytać Pani książkę "W Dżungli Życia". Napewno otrzymała Pani wielę świetnych recenzji na temat tej książki, ja sie do nich dołączam. Jest Pani naprawdę wyjątkowym człowiekiem. Odkryć tyle wspaniałych rzeczy na podstawie własnych przeżyć. Bardzo mi Pani zaimponowała tym, że postanowiła się podzielić nimi z innymi. Bo przecież mogła by Pani pomyśleć, skoro ja się tyle męczyłam to niech inni też trochę pocierpią, po co dawać komuś gotową receptę, mi nikt takiej nie dał. A tu tyle pozytywnego przekazu w jednej książce, nie jakieś typowe kilka rad jak żyć, które do nas zewsząd docierają: czsopisma, programy telewizyjne, które tworzą jedynie iluzję nie mającą nic wspólnego z rzeczywistością. W książce poruszony jest temat egoizmu, myślę że w życiu trzeba być asertywnym, wiedzieć kiedy jak się zachować, kiedy powiedzieć twardo NIE,a kiedy wyciągnąć pomocną dłoń. Pani posiadła tę jakże cenną wiedzę potrzebną do życią w zgodzie z samym sobą i z otaczającym światem, jego lepszą stroną. Ta książka już pomogła mi zrozumieć wiele ważnych rzeczy, a jeszcze jej nie skończyłem. Wiem że to troche nie po kolei, nie dokończyć i już wystawiać recenzję ale czasem fajnie zrobić coś inaczej niż się powinno. Ale się rozpisałem, jak nigdy :) Życzę Pani wszystkiego co naj-fajniejsze,lepsze i dziękuje za odnowienie wiary w to że są jeszcze ludzie którzy kierują zasadami i wartościami które niestety ulegają w większości zatarciu na rzecz otoczenia. Pozdrawiam:) Krzysiek
"Egoizm" to slowo, które brzydko się kojarzy. Egoista nie dba o uczucia innych ludzi i chce tylko sobie zrobić dobrze. Ale z drugiej strony nie można zamienić się w czlowieka, który dobrze robi wszystkim dookoła - z wyłączeniem siebie. odnosze wrażenie, że tego własnie uczy się dzieci w szkołach - że trzeba być ’grzecznym", nie sprawiac klopotów, najlpiej byc szarą myszką, która w odpowiednim momencie "ustabilizuje się", pójdzie do pracy i zaloży rodzinę. A w rzeczywistości istnieje masa różnych dróg przez zycie - trzeba sobie tylko jedną wybrać :) Zyczę dobrych, mądrych wyborów i szerokiej drogi przez dzunglę życia :))
Pani Beato,
Poruszyła Pani bardzo sensytywny temat. Właściwie całe zawodowe życie spędziłem wśród anglosaxonów, jestem pełen podziwu dla ich osiągnięć politycznych, naukowych i technicznych, na co dzień korzystamy z tego co dała/sprzedała światu Ameryka (czego dowodem jest choćby to, że piszę do Pani e-maila w programie microsoftu - i jest to geniusz przedsiębiorczości, który rozwinął się swobodnie w USA, a nie w zbiurokratyzowanej Europie)...
czasami jednak zadaję sobie pytanie "Co się dzieje z Ameryką?". Najpiękniejsze przykłady amerykańskiej myśli dotyczące owocnych kontaktów między ludźmi nie są stosowane w kontaktach międzykulturowych. Przecież to nie Europejczyk, ale stary klasyk komunikacji interpersonalnej, Dale Carnegie przytoczył słowa (za innym, chyba anonimowym Amerykaninem): He who’s defeated against his will, is of the same opinion still
Bolesne dla wszystkich efekty zapominania o tym widzimy. Dlaczego Ameryka zapomniała o własnych klasykach?
Złożony temat na większy cykl audycji.
Z poważaniem,
Przemek
Panie Przemku, to prawda, czasem myślę, że Ameryka straciła wzrok. I dlaczego nikt podczas Haloween nie widzi tych powodzi krwi, ktore leją się tam ze sklepów, ogrodów i telewizorów?... Dziwne, że nikomu to nie przeszkadza, bo przecież dzieci, które od najmlodszych lat mają taki bliski kontakt z plastikowymi zwlokami, wampirami, wydlubanymi oczami i innymi potwornościami, nie beda chyba w stanie docenić wartości zycia, piękna i prawdy?...
Droga Pani Beato, pisze do Pani, gdyż mam ważny powód. Chciałam Pani podziękować za to, że Pani jest i za to, że Pani pisze. Każdy z nas ma problemy, lecz nie każdy otrzymuje od kogoś pomoc, kiedy jest mu źle i czuje się samotny. Ja właśnie to dostałam od Pani, czytając „W dżungli życia" dostałam od Pani pomocną dłoń. I wiem, że nie tylko ja.
Ludzie są różni, różne też są ich problemy, ale lekarstwo jest uniwersalne – pani książka.
Zacznę może od początku (wiem, że nie ma pani wiele czasu, ale mam nadzieje że uda się pani przebrnąć przez mój list do końca). Mam 20 lat i wiele problemów z samą sobą. A raczej miałam wiele problemów, dopóki nie przeczytałam pani książki. Byłam wiecznie nieszczęśliwą nastolatką, która sama nie wiedziała czego chce, co jej sprawia przyjemność i czym jest dla niej szczęście. Od życia oczekiwałam tylko tego, żeby się mną ktoś zainteresował, żeby ludzie zwracali na mnie uwagę, a tak naprawdę to ciągle przed nimi uciekałam i byłam zła, smutna, zrozpaczona, gdy zostawałam sama z sobą. Miałam ogromną potrzebę bycia zauważaną! Bałam się swojego życia, bałam się siebie i podejmowanych przeze mnie decyzji. Ciągle czekałam że ktoś za mnie zdecyduje, powie co mam robić, a może nawet wyręczy. Czułam się fatalnie, zamykałam się w sobie i starałam nie wychylać, choć tak naprawdę miałam ogromną potrzebę odnalezienia siebie, pokazania światu jaka jestem i co potrafię! Jednak to wszystko, te odważne myśli, podbijające świat, były głośne tylko w moim umyśle. Na zewnątrz byłam szarą myszką, która nie potrafiła wyrazić swojego zdania, bo najzwyczajniej się bała. Wiedziałam, że to nie tak powinno być, że długo tak nie pociągnę, że muszę coś zmienić. Nie miałam do kogo się z tym zwrócić. Z mamą ciężko było mi o tym rozmawiać (w końcu to jej nadopiekuńczość do tego doprowadziła-przynajmniej takie wyciągam wnioski patrząc na to wszystko co się działo, z perspektywy czasu), przyjaciele nie do końca mnie rozumieli, uważali że lubię sobie sama stwarzać problemy(po części mieli rację). Nikt mnie nie rozumiał, albo nie miał ochoty zrozumieć. I tak żyłam sobie wśród moimi przytłaczających myśli, czekając na dzień, kiedy to wszystko się skończy, kiedy będę miała siłę to wszystko zakończyć sama, albo ktoś inni za mnie to zrobi…(jak zwykle)
Na szczęście, dostałam w ręce Pani książkę i oto jestem tu, siedzę przed komputerem mrużąc oczy i starając się ubrać swoje myśli w słowa. Dziękuje Pani za to, że my wszyscy, którzy mamy problemy sami ze sobą, możemy wziąć do ręki pani książkę i znaleźć tam, nie tyle pocieszenie, co radę i nadzieję na to, że można się zmienić, zawalczyć o siebie, swoje szczęście i marzenia. Teraz wiem, że wszystko zależy ode mnie, a nie od innych, że liczyć trzeba przede wszystkim na siebie, stawiać sobie wymagania, cele. Wiem, że jesteśmy w stanie zrobić wszystko jeśli gdzieś tam na końcu drogi widzimy nasze marzenie, z jednej strony odległe w czasie i przestrzeni, a z drugiej tak bliskie, bo w sercu.
Dziękuje za to, że pokazała pani, że można wygrać walkę z samym sobą, pokonać słabości i osiągnąć szczęście, które niejednokrotnie wydawało mi się nieosiągalne.
Przede mną jeszcze długa droga, aby zmienić siebie na lepsze, aby zmienić siebie na tyle, by być zdolnym walczyć o marzenia i je realizować.
Odkąd przeczytałam pani książkę diametralnie zmieniłam podejście do życia. Zaczęłam dużo planować, zaczęłam głośno mówić o swoich marzeniach i przestałam przejmować się tym, że mogę być niezrozumiana, wyśmiana czy odrzucona. Już mi to nie przeszkadza bo mam swoje marzenia o które będę walczyć i których się nigdy nie wyrzeknę ze strachu przed własnych życiem.
Z całego serca dziękuje Joanna
P.S. Byłam na Targach Książki w Krakowie, jednak nie zdobyłam się aż na taką odwagę, żeby pani osobiście podziękować ( Kontakty w cztery oczy zawsze napawały mnie lękiem, a już tym bardziej w takim tłumie i o takich rzeczach ciężko mi było z panią rozmawiać, poza tym strasznie mnie pani onieśmieliła w momencie kontaktu wzrokowego – aż mnie zatkało<zawstydzony>) Jeszcze raz ślicznie dziękuje.
Pani Joasiu, jak łatwo się zatopic we własnym nieszczęsciu, prawda? I wtedy czlowiekowi wydaje się, że musi utonąć w oceanie własnego udręczenia. Ale może byc inaczej, prawda? Może być pięknie. Trzeba znaleźć w sobie siłę, żeby budowac własne zycie. Bardzo się ciesze, że Pani tę siłę znalazła. Niech ją Pani chroni przed burzami, a zaprowadzi Panią na szczyt świata :)
Cześć, albo może dzień dobry :) Mam na imię Kasia i mam 18 lat. Właśnie przeczytałam Twoją książkę "W dżungli życia" i spodobała mi się :) Dzięki niej trochę tak na nowo spojrzałam na pewne sprawy, tak sobie myślę że życie jest tylko jedno i jest przecież takie piękne:):):) czasem tylko chyba brak mi ochoty żeby coś z nim robić. Dziękuję za tę książkę. Właściwie piszę bo od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie takie jedno pytanie, i pomyślałam że może Ty mogłabyś mi pomóc znależć na nie odpowiedź. A mianowicie co to znaczy być najlepszym przyjacielem samego siebie???????????? z niecierpliwością czekam na odpowiedż :):) Serdecznie pozdrawiam :):) Kasia
Być najlepszym przyjacielem samego siebie oznacza, że czlowiek ma do siebie szacunek i sympatię, że chce w sobie zmieniać to, co nie jest najlepsze, żeby stac się dobrym człowiekiem. Nie pobłaża sobie, nie lituje się nad sobą, ale jest dla siebie przyjacielem i stara się uczynic swoje zycie najlepszym z mozliwych. Wspólnie ze swoją duszą :)
(witam) .. a jednak postanowilam napisac pare slow do Pani.Nawet nie wiem czy kiedykolwiek beda przeczytane,moja wiara co do nawiazania kontaktu z osoba "medialna" chyba nie istnieje.Moze poprostu w momencie przeczytania Pani ksiazki mam chec jakiegos zwierzenia sie..a moze napisania czegokolwiek o tym co "spotkalam" w Pani slowach. Zakup ksiazki byl przypadkowy...poprostu wzielam ja do reki i zaczelam czytac..potem stwierdzilam ze czas uzbierac pare groszy na nia.Tak tez sie stalo...zaczelam czytac i wciagnelo.Kiedy juz ja skonczylam czytac w glowie mam mase mysli..jakas melancholie ze majac 22 lata nie robie tego o czym marze a sa to osiagalne marznia.Łzy płyna po policzku ..bo tak bardzo chcialbym je zrealizowac a jak narazie pomagam innym realizowac plany pomagac w trudnych chwilacha sobie nie umiem pomoc.Nadzieja jednak jest we mnie ze moze kiedys kiedys poznam i zaakceptuje siebie tak jak Pani.. Mysle ze ta noc z masa mysli da mi olsnienie ze ja tez tak potrafie ,bo gdzies w sobie mam taka ukryta sile dazenia do celu etc..i tak nie umiem wyrazic moich mysli w slowach "mailowych".Poprostu dziekuje ze napisala Pani "w dzungli zycia"..prosze trzymac kciuki zebym kiedys napisala Pani ze: "tak udalo mi sie:)". Pozdrawiam
Angelika
Pani Angeliko, lza na policzku to znak, że jest Pani żywa i pełna marzeń. Do wszystkiego w życiu dochodzi się stopniowo i we wlaściwym momencie. ten moment byc może wlasnie nadszedł dla Pani, niech go pani nie przegapi :) Wystarczy trochę siły, konsekwencji i nadziei. Na pewno się uda.
Serdeczne pozdrowienia Pani Beatko!
Nie wiem czemu , ale wydaje mi sie że czerwcowi ludzie mają podróże i zamiłowanie do przygód we krwi :)Może to nasza skaza, a raczej błogosławieństwo :) Dlatego też podjęłam się studiowania geografii :) rewelacja.Pozostaje wkrótce zabrać sie do realizacji swoich marzeń ( w tym roku bronię prace dyplomową)a nie siedzieć . Słusznie powiedział Bob Dylan "Możesz zbudować drabinę do gwiazd i zdobywać każdy jej szczebel". I o to właśnie chodzi. Jestem pełna uznania dla ludzi takich jak Pani.Mam nadzieje ze bede miała na tyle odwagi, zeby cokolwiek przedsięwziąc, a kiedyś dotrę tam gdzie woła mnie od dzieciństwa jakiś nieznany mi głos - Australia...i Kenia...:D wszyscy mówią ze zwariowałam :D Oby tak dalej :D Pozdrawiam Serdecznie.Powodzenia !
Anna
Pani Anno, zwariowali tylko ci, którzy w ogóle nie maja odwagi, żeby marzyć :) Niektore miejsca wzywaja ludzi do siebie, wystarczy tylko posluchać wezwanie. Zyczę powodzenia i bezpiecznych dróg do przeznaczenia :)
Witaj Beato :)
Bardzo podoba mi się dieta owocowo-warzywna i system trójfazowy, ale nie rozumiem... Co z takimi produktami jak jajka, mleko, sery, ryby, chleb i makaron- czy one są w ogóle wykluczone w diecie w znaczeniu "odchudzanie się", a jeśli tak to jak je wkomponować w dietę w znaczeniu "sposób odżywiania się"? :).
I drugie pytanie :) Napisałaś, że jesz tylko wtedy, kiedy jesteś naprawdę głodna, a zaraz potem, że surowe owoce i warzywa można jeść bez ograniczeń, tzn. nawet wtedy, kiedy chcesz po prostu coś "przegryźć"? :))) No i jeszcze- czy surowe owoce są traktowane na tej samej zasadzie co surowe warzywa, czy też warzywa od razu liczą się jak obiad? :) Wybacz te pytania, ale chcę wiedzieć czego się trzymać :)
Moim zdaniem trzeba jeść wszystkiego po trochu - "wszystkie", to znaczy tego, na co ma się ochotę, bo organizm sam wie czego mu potrzeba i wtedy poszukuje, poddając pomysły co do smaków. ja osobiście czasem jem jajka. Nie pije mleka, bo nie lubię. Codziennie jem ser, najchętniej twaróg albo ser kozi. Chleb też jem codziennie - ale nie biały, tylko pumpernikiel. Za rybami przepadam. Makaronu raczej nie dotykam, bo o prostu nie mam na niego ochoty.
Surowe owoce i warzywa jem jako przekąskę, czasem zastępując nimi kolację. Coś "dużego" (kanapkę, rybę, kaszę z warzywami) jem wtedy, kiedy jestem głodna - czyli kiedy mój organizm domaga się zasilenia energią. Wtedy wyraźnie czuję, że słabnę, nie mogę się skupić. wtedy najwazniejsze jest to, żeby zjeść tylko tyle, ile Ci potrzeba, a nie "na zapas". Jeść "na zapas" mają ochotę ci, którzy wiecznie sobie czegoś odmawiają lbo mordują się glodówkami. I wtedy organizm mysli "no tak, pewnie przez następnych dziesięć godzin znowu nic nie dostanę, więc muszę się zaopatrzyć "na zapas".
Warzywa sa mniej kaloryczne od owoców, więc raczej owoce mogłyby się liczyć jak obiad. Ale z surowymi rzeczami jest tak, że czasami nie wystarczają i koniecznie trzeba zjeść coś ’wiążącego" - czyli na przykład trochę goracego ryżu albo kaszy gryczanej albo jęczmiennej z dodatkiem ugotowanych warzyw (bez sosu będzie bardzo zdrowo i dietetycznie). Albo nawet trochę ugotowanych czy upieczonych ziemniaków - ktore też sa zdrowe i wcale nie tuczą pod warunkiem, że nie są polane sosem albo usmazone jako frytki, i nie towarzyszą tłustemu kotletowi :)
Pani Beato,
Czy nadal organizuje Pani wyprawy do dżungli dla początkujących?
Pozdrawiam Kasia
Oczwyiście, najbliższa wyprawa zaczyna się 13 listopada :)
|