onet.pl PATRONAT
Listy w skrzynce
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Listy

Powrót
Aztecka skrzynka pocztowa (55)

Nowe listy proszę słać na adres beata@beatapawlikowska.com albo beata@oliwkowo.pl
Odpowiedzi szukajcie poniżej.

Dzień dobry Przeczytałam Pani artykuł "W krainie Muminków" i postanowiłam zaprojektowć i wybudować taką kraine u siebie na działce. Mam duży obszar ziemi więc mam nadzieję, że zmieszczę całą krainę. Pisze Pani tak pięknie, że nie trzeba być tam gdzie Pani bywa a widzieć w wyobrażni to co Pani opisuje. Chciałabym wiedzieć więcej o krainie Muminków ale o tej którą Pani widziała. Chciałabym zrobić dla naszych dzieci tak piękną krainę , żeby z przyjemnością spędzić mogły czas z postaciami bajek które uwielbiają.
Pozdrawiam Panią serdecznie.
Danuta

Prosze zajrzeć na www.muumimaailma.fi - to jest strona Świata Muminków. Najlepsza perspektywę zdobywa się chyba jednak na miejscu, może więc wybierze się Pani tam osobiście?
Droga Pani Beato,
chciałam podzielić się z Panią moimi niesamowitymi wrażeniami, jakich dostarczyła mi "Blondynka na Kubie". Szczerze mówiąc, była to pierwsza przeczytana przeze mnie książka Pani autorstwa. Powodem, dla którego sięgnęłam po tę lekturę jest moja fascynacja Kubą- jej historią, kulturą i, oczywiście, muzyką. Jestem absolutnie zakochana w tym kraju, a moim marzeniem jest podróż na tę niezwykłą wyspę! Pani książka bardzo pomogła mi bliżej poznać tamtejsze zwyczaje i zachowania ludzi. Czytając "Blondynkę na Kubie", byłam oderwana od rzeczywistości, każdy kolejny rozdział czytałam z zapartym tchem i uśmiechem na twarzy. Za te wszystkie pozytywne emocje, odczucia i ogrom przekazanej wiedzy- serdecznie dziękuje!
Gorąco pozdrawiam,
Karolina z Koszalina
PS Jestem przekonana, że sięgnę po inne książki Pani autorstwa:)

Bardzo się cieszę, dziękuję :))

Witaj Beato.

Własnie przeczytałam Twoją książkę "W dżungli życia". Bardzo mi się spodobała. Widać, że pisała ją osoba o ogromnej pasji życia a zawarte w niej treści są osobistymi doświadczeniami. Bardzo mi się spodobała historia z panią psycholog, która po Twojej próbie samobójczej uświadomiła Ci, że już mogłabyś być "warzywkiem", a następnie opowiedziała Ci ile to ona pracuje. Ta historia jest dla mnie przestrogą, gdyż sama jestem psychologiem. Jest przestrogą przed instrumentalnym potraktowaniem
człowieka- przynajmniej ja to tak odbieram. Dzięki Tobie umiem nazwać osobę, która nie chce rozwiązać swoich problemów, tylko woli narzekać. W książce nazwałaś takich ludzi ludzie- wampirzy. Wczoraj rozmawiałam przez internet z jednym z nich. Rzeczywiście "wyszłam" z tej rozmowy strasznie zdołowana, ale nie mozna pomóc, gdy osoba nie chce rozwiązac problemu. I nie miej pretensji do psychologów, że w twoim młodzieńczym wieku nie powiedzieli ci jak zyć, gdyż nie mogli. Ale to już wiesz)))).
Pozdrawiam. Iga


Rozmowy psychologów z pacjentami musza byc trudne :) Bo pacjent oczekuje magicznej różdżki, ktora rozwiąże ich problemy,a psycholog ma za zadanie uruchomić wewnętrzną siłę pacjenta do tego, żeby walczyl o swoje zycie i szczęście :) Zycze wielu szczęsliwych pacjentów :)
Dzień dobry Pani Beato:)

Na początku bardzo chcę Pani podziękować za książkę "W dżungli życia" oraz za fantastyczną oliwkową krainę:) Piszę do Pani w sprawie poczucia samotności. Dziś mnie takowe dopadło, poczucie jakiegoś braku, za który dawniej winiłem siebie (nic z tym poczuciem nie robiąc) lub zrzucałem winę na otoczenie. Bywało też, że uciekałem przed takim poczuciem samotności. Dziś już wiem, że uciekałem przed samym sobą. Przypomniałem sobie o Pani książce z której wyciągnąłem m.in. następujący wniosek: zrozumiałem, że to przeszywające mnie poczucie samotności jest tylko moje i zamiast przed nim uciekać powinno mnie ono skłonić do zastanowienia się nad sobą. I tak być powinno z każdym kolejnym przypływem tego rodzaju odczucia. Ma pani rację, że to wewnętrzne sygnały, aby szukać w sobie rozwiązań i po prostu działać. Jakie to proste, a ile czasu upłynęło, abym to odkrył. To często nasze ograniczenia, brak otwartości, lęk przed zranieniem, niska samoocena, założone maski, nieumiejętność bycia z samym sobą, nasze nieprzemyślane wzorce, stereotypy, programy, intencje decydują o tym odczuciu. Wystarczy je w sobie na nowo poukładać, aby zacząć inaczej patrzeć na siebie i otaczający nas świat. Nigdy nie jest za późno. Dziękuję raz jeszcze za Pani książkę, która stała się dla mnie takim katalizatorem do zajrzenia w głąb siebie. Na następne przypływy poczucia samotności będę już spoglądać inaczej. To całkiem pożyteczne zjawiska, prawda? :) Pozdrawiam serdecznie. Romek

Panie Romku, czasem myslę, że samotność to czółno. Czlowiek siedzi w nim i kręci się w kółko, bo zalewając się łzami nie ma ochoty chwycić za wioslo i popłynąć do któregoś brzegu. I samotność na pewno uczy wielu pożytecznych rzeczy. I chociaz nie jest przyjemna, jest częścią każdego z nas. Trzeba ją oswoić :)
dobry wieczor Pani Beato,
chcialabym Pani podziekowac za ksiazke ’w dzungli zycia...’.swietnie napisana,od razu nastawila mnie pozytywnie do zycia!:)teraz pozyczam ją komu sie da,aby jak najwiecej osob moglo sie dowiedziec z niej czegos o sobie.kiedy czytalam Pani ksiazke odnosilam wrazenie,ze moje problemy to blachostka,przy ogromie tych, krore Pani opisuje.to tak jakby miec cukrzyce,reumatyzm,raka i nerwice naraz,za duzo na jednego czlowieka,mozna sie zalamac.jednak to nie dla Pani zalamac sie i plakac w kącie.dzieki tej ksiazce polubilam siebie i przestalam zwracac uwage na to co mysla inni.przestalam szukac u kazdego akceptacji za wszelka cene.
nie chce zostac kura domowa,ktora bedzie wykonywac polecenia meza,co to to nie!jestem na to zbyt harda i...i obrazalska:/mam nadzieje ze zrealizuje swoje marzenia(lekarz pediatrii,5 dzieci,wyprawy do Ameryki Poludniowej i gory).dzieki takim osobom jak Pani latwiej w marzenia uwierzyc i dazyc do ich realizacji,a nie wmawiac sobie z czystego lenistwa ze i tak marzenia sie nie spelniaja.ale do tego trzeba silnej woli i samozaparcia.a tego uczy Pani ksiazka!
dziekuje Pani bardzo,nie minela sie Pani z powolaniem!!!

Bycie hardym niewiele daje jesli nie wiąże się jednoczesnie z dobrocią serca i uczciwością - wobec wszystkich na świecie. Wiem, że pewnie nie mialas na mysli wybujałej dumy czy ambicji, bo takie uczucia przynosza raczej dużo szkody niż pożytku :)) A marzenia spełniają się tylko wtedy, kiedy wypływają z dobrego serca :) Wtedy przydaje się jeszcze odwaga, siła i konsekwencja. Zycze spełnienia wszystkich marzeń, także tych podrózniczych :)
Dzieñ dobry Pani Beato
Chciałam Panią zapytać,czy na spotkanie 23 września będzie mógł przyjśc każdy ?
Czy trzeba mieć zaproszenia ?
Po przeczytaniu książki "Blondynka na Kubie" zaczęłam interesować sie historią Ernesta Che Geuvary . Dużo ludzi uważa,że był mordercą-niestety . Ja osobiście twierdze,ze mordercą nie był . Czy istnieją ksiązki,które mogłyby pokazać Geuvarę,jako zwykłego ciekawego świata człowieka,który chciał odmienić-poprawić ludzkie życie na Kubie ?
Pani w ksiązce "Blondynka na Kubie" pokazuje Geuvarę,takiego,jakim powinni Go widzieć miliony ludzi na całym swiecie,czyli człowieka,który nie był mordercą .
Bardzo podbała mi się ksiązka "Blondynka na Kubie" .
serdecznie pozdrawiam Eleanora

Droga Eleanoro :) Ernesto Che Guevara byla przede wszystkim czlowiekiem. Targaly nim emocje, nadzieje i idee, ktore postanowil wcielic w zycie. Mam nadzieje, ze pewnego dnia na swiecie naprawde powstanie takie panstwo, jakim miala byc Kuba - sprawiedliwe, madre, pelne uczciwych i dobrych ludzi :) Sama pierwsza chcialabym sie tam przeprowadzic!

Spotkanie 23 września będzie otwarte dla wszystkich - podobnie jak spotkanie 16 wrzesnia w Warszawie i 21 pazdziernika w Krakowie :)

Pani Beato,

Pierwszy raz w zyciu zdarza mi sie pisac do osoby, ktorej nie znam. W dodatku list-cos tak osobistego.
Dzis skonczylam 26 lat, a niedawno przeczytalam Pani ksiazke "W dzungli zycia", ktora zrobila na mnie piorunujace wrazenie. Niesamowite wydalo mi sie to ze na 300 stronach opisala Pani wlasne zycie, a ja czytajac mialam wrazenie jakby kazda zapisana kartka byla o mnie. Jakby kazda mysl, przezycie czy przemyslenie bylo moim wlasnym.

Patrzac wstecz, przez cale moje dotychczasowe zycie czulam sie jakos dziwnie. Uczucie pustki, niespelnienia, pogon za czyms nieokreslonym i wieczne oczekiwanie, o ktorym Pani pisze, na kogos, kto przyszedlby mi z pomoca albo na cos, co mialoby sie stac nagle, za sprawa jakiegos cudu i wyciagnac mnie z tej potwornej odchlani towarzyszylo mi przez caly czas.

Wszystko co Pani opisuje, poczawszy od rozczarowania szkola, studiami, poszukiwania wlasnej drogi w zyciu, szukania szczescia, konczac na uczuciu braku wolnosci, braku celu w zyciu i to wieczne wyczekiwanie ksiecia z bajki, ktory przybedzie i za sprawa ktorego wszystko nagle sie odmieni, towarzyszylo mi od kiedy pamietam. Podobnie jak zupelnie chyba niczym nieuzasadnione przekonanie o braku jakiegokolwiek talentu, o tym ze nie jestem nikomu potrzebna, ze nieczego tak naprawde nie potrafie. Malo tego, moje osamotnienie, rozczarowanie wszystkim i wszystkimi dookola, oraz sama soba roslo w miare jak zaczelam zdawac sobie sprawe z tego ze jest cos ze mna chyba nie tak. Do tej pory nie poznalam osoby, ktora myslalaby podobnie jak ja. Wydawalo mi sie ze jestem jedyna na swiecie osoba z takim problemem i ze nikt absolutnie nie jest w stanie zrozumiec tego co czuje i skad bierze sie we mnie tak ogromna pustka. Oczywiscie spotykalam na swej drodze ludzi nieszczesliwych, mocno poturbowanych przez zycie, chorych, albo w jakis inny sposob dotknietych przez los. Czulam dla nich wspolczucie a jednoczesnie ogarnial mnie potworny strach. Nie rozumialam dlaczego, choc ja nie mialam podobnych przezyc, czuje sie podobnie i nie widze wyjacia z sytuacji. Musze przy tym zaznaczyc ze zawsze gdy obiektywnie probowalam "rozpatrzyc swoj przypadek" dochodzilam do zaskakujacego wniosku, ze nie wiem o co tak naprawde mi chodzi. Jestem ladna, zdrowa, mialam okazje podrozowac po swiecie i poznawac nowe kultury, nowych ludzi, ucze sie jezykow, studiuje, swietnie gotuje (zgodnie z zapewnieniami wielu osob), mam wlasne mieszkanie, jakichs tam znajomych i nie chodze glodna. Czego wiecej chciec?! Swiadomosc ta pogarszala tylko sytuacje, bo dalej nie znajdywalam odpowiedzi na pytanie "co jest nie tak?", a w z wiazku z tym zadnego rozwiazania ani wyjscia z sytuacji.

Zawsze tez kierowalam sie w zyciu blednymi przeslankami i podejmowalam nieodpowiednie dla mnie decyzje, ktorych efektem byl tylko bol i kolejne rozczarowanie. Decyzje takie jak ta np., ktora podjelam 8 miesiecy temu aby spotykac sie z nieodpowiednim dla mnie chlopakiem, sprzedac mu swoja dusze i liczyc ze "uleczy" on ja i zrobi z niej jakis uzytek. I zrobil...przymierzyl, ponosil, wyssal zawartosc i wszelkie pozytywne emocje i w stanie dosc mocnego rozkladu oddal bez podziekowania. A bylo to pare dni temu. Poniewaz niewiele z tych dobrych i pozytywnych uczuc, cierpliwie inkubowanych i karmionych przez te ostatnie miesiace zostalo, zaczely na ich miejscu wyrastac jak grzyby po deszczu nowe, czarne, kosmate mysli i zatrwazajace uczucie potwornego rozgoryczenia, jeszcze wiekszej samotnosci, chec zemsty, zadania bolu, wywolania zazdrosci, nienawisc.... Z przerazeniem miedzy jednym a drugim wybuchem spazmatycznego placzu spojrzalam w lustro i stwierdzilam ze nie mozna tak dluzej zyc. I po raz drugi siegnelam po Pani ksiazke.

Nagle ogarnelo mnie niesamowicie odkrywcze i olsniewajace uczucie ze ma Pani absolutna racje w prawie wszytkim o czym Pani pisze. To wszystko jest takie prawdziwe i takie oczywiste. Nagle zrozumialam ze nie warto dluzej marnowac swojego zycia i ze tyle rzeczy zalezy od nas samych!!! Nie warto marnowac czasu dla wywolania czyjejs zazdrosci, ukladac zycia pod katem innych ani pielegnowac w sobie negatywnych, pozerajacych i wyniszczajacych emocji. Takim ludziom jak wyzej opisany "czlowiek-wampir" nalezy wspolczuc, zyczyc im wszystkiego dobrego i wiecej sie nad nimi nie zastanawiac.

Moje zycie natomiast jest w moich rekach! Od tej pory postaram sie zrobic wszystko aby je zmieniac na takie, jakie moim zdaniem powinno byc.

Ma Pani racje w tym, ze tylko ja potrafie to zrobic. Nawet jesli nie osiagne do konca celu, mysle ze warto probowac. : )

Jesli natomiast chodzi o Pania, to chcialam podziekowac bardzo za to, ze odwazyla sie Pani napisac te ksiazke i i zdecydowala podzielic sie wlasnym zyciem, odczuciami i doswiadczeniami. Wiem doskonale jakie to jest trudne czasami i ze nie latwo jest znalezc w zyciu codziennym osoby, ktorym mozna do tego stopnia zaufac zeby sie tak kompletnie otworzyc. Pani, jako czytelniczke obdazyla mnie tym zaufaniem i podzielila sie czyms bardzo waznym. Czyms naprawde istotnym, co mam nadzieje odmieni moje zycie na zawsze. Dlatego postanowilam odwdzieczyc sie i napisac. Nie moglabym nie podziekowac za bezmiar pozytywnej energii jaka przelala Pani na mnie i za nadzieje ktora mi Pani dala.

Z calego serca zycze Pani wszystkiego najlepszego. Oby same dobre rzeczy spotykaly Pania na drodze a "zle duchy" trzymaly sie z daleka. : )

Od tej pory co roku wsrod mych zyczen urodzinowych bede powtarzala i to z mysla o Pani.

Pozdrawiam,
Agnieszka
(od niedawna takze Tubylczyni w magicznej Oliwkowej Krainie)


Dziękuję. Pani Agnieszko, cieszę się, że mogłam na swoim przykladzie pokazac co jest złe. Gdybym napisała tylko teorię, kto by mi uwierzył? A ja chcialam, żeby nikt nie musiał się sparzyć tym wrzątkiem, ktory ja kiedyś wylalam na siebie :) serdecznie zycze więc odwagi, wytrwalości i nadziei. Wszystko w życiu musi byc dobrze. trzeba tego pragnąć i probowac sprawić, by stalo codziennoscia.
Witam
Słuchałem Pani dzisiejszego "Świata..." o oszczędzaniu prądu i nie zgadzają mi się pewne rzeczy :
1. Telewizor "na czuwaniu" owszem pobiera prąd, ale jest to prąd bardzo mały-rzędu kilku procent prądu znamionowego.Taki prąd nie spowoduje nawet poruszenia się licznika energii.Ale oczywiście jeśli tysiące telewizorów "czuwają" to sporo prądu "idzie w błoto".
2. Ładowarka pozostawiona w kontakcie po odłączeniu telefonu nie pobiera prądu!Jeśli odłączymy odbiornik-telefon-to prąd nie płynie-mamy stan jałowy (napięcie równe sile elektromotorycznej, prąd równy ZERU.)Nagrzanie ładowarki spowodowane jest wcześniejszym ładowaniem telefonu.
Wydaje mi się, że mam rację, ale jeśi się mylę proszę o wytłumaczenie.
Pozdrawiam,
wierny słuchacz i czytelnik,człowiek pełen podziwu dla Pani
Mirek :)

Mój gość w Radiu Zet twierdzi, że ladowarka podłączona do prądu pobiera energię nawet jeśli komórka nie jest ładowana. I ja mu wierzę. I chociaz to mogą być mikroskopijne ilości prądu, to jeśli każdy czlowiek na świecie kilka takich mikroskopijnych xrodel poboru prądu ma, to z tej masy tworzy się ogromna ilośc prądu, ktore jest zużywany bez potrzeby, a musi zostać wyprodukowany. To przecież tak niewielki wysiłek - żeby zgasić coś całkowicie, prawda? Więc róbmy to :)

Pani Beato.Jestem Pani sluchaczem od lat 90 .Zauroczyl mnie Pani glos w 3 Pr.Polskiego Radia.
Z podziwem slucham opowiesci o dalekich podrozach w rejony ,gdzie latwo o jakas nieprzyjemna przypadlosc.
Jak sobie z tym radzic .Bylem w kilku krajach na roznych kontynentach,ale zawsze w zorganizowanych grupach
i w terenach bezpiecznych.Ale co z malaria.Wstrzymalem sie z podroza z Tajlandii przez Kambodze do Wietnamu
(program b. ciekawy - m.in Angkor Watt ) ale wyczytalem ,ze jest to teren niebezpieczy(malaryczny).Przeczytalem
rowniez,ze Lariam moze dawac niebezpieczne srodki uboczne.
Chcialbym pojechac do Indii , do Kenii ale tam wszedzie grozi malaria.Jak sobie Pani z tym radzi

Zbyszek


Panie Zbyszku, w tropikalnych krajach grozi nie tylko malaria, ale rzeczywiście rocznie 600 milionow ludzi umiera na malarię i trzeba sie przed nią chronic. Jest kilka leków profilaktycznych do wyboru. Nie musi to być lariam - ktory rzeczywiście czasem ma potężne skutki uboczne. Nie ma też co rezygnowac z poznawania świata w obawie przed zachorowaniem na jakąś chorobę. najmądrzej bedzie pójść do Kliniki Chorób Tropikalnych i dowiedzieć się jakie jest realne zagrożenie w konkretnym miejscu, do ktorego chce się pan wybrać. A potem łykanie profilaktycznych leków i stosowanie zdrowego rozsądku (np. przy unikaniu bliskich kontakótw z moskitami).
Chwile temu na antenie Radia Zet mówila Pani o segregacji smieci. Jestem mieszkanka Olsztyna I steralam sie dzielic odpady do momentu, kiedy smieciarka zawartosc wszystkich trzech koszy zsypala do jednej komory. Pytam wiec jaki jest sens segregacji?
pozdrawiam.

Myśle, że sens segregowania jest taki, że pewnego dnia smieciarka nie wrzuci ich razem do jednego pojemnika. Ja nie przestanę segregowac smieci, bo wierze, że to się może zmienic juz jutro. Warto ponieść taki wysilek - w imię lepszego, wspólnego celu :)

Droga Pani Beato,
jestem świeżo po przeczytaniu Pańskiej "W dżungli życia".Już w połowie książki postanowiłam, że po skończeniu czytania napiszę do Pani, a kiedy jeszcze zobaczyłam na końcu "Proszę o listy" uznałam to za znak i postanowiłam nie zwlekać ani chwili dłużej:) Chciałam przede wszystkim Pani powiedzieć, że ogromnie Panią podziwiam. Zawsze uważałam Panią za kogoś, kto podąża
za swoimi marzeniami, wie czego chce i potrafi o to walczyć. Fascynowało mnie to, że mozna tak żyć:nie ulegając codzienności ale tworząc sobie raj na ziemi, samemu prowokując cuda.

Mam 17 lat i podobnie jak Pani w tym wieku (i zapewne wszyscy moi rówieśnicy:) żyję marzeniami, ideałami, wiarą w coś lepszego. Gdy tylko jakiś dorosły próbuje mi wmówić, że świat nie jest taki kolorowy jaki się wydaję, że czasami, a nawet zazwyczaj, trzeba zrezygnować ze swych marzeń, bo one i tak nie są do spełnienia, że nie można być szczęśliwym nie mając pieniędzy, dlatego najważniejsza w życiu jest dobrze płatna posada i że przekonam się o tym, gdy dorosnę, wtedy krew we mnie bulgocze, wszystko się buntuje, a ja sama mówie sobie zdecydowanie żebym nie pozwoliła narzucić sobie takiego sposobu myślenia. I mimo że czasami nachodzi mnie zwątpienie, ludzie tacy jak Pani przywracają mi wiarę, że życie może być cudowne, a o mojej przyszłości nie decyduje rachunek prawdopodobieństwa, ale ja sama. Dziękuje Pani za to niezmiernie:)

Kupiłam Pani książkę, dlatego właśnie, że Panią tak podziwiałam (i podziwiam:), ale też dlatego, że kojarzyła mi się ona z moimi własnymi marzeniami, dawała przedsmak ich spełnienia. Dobrze jest zobaczyć, że innym się udało, bo to wypełnia optymizmem i zapałem do szukania własnego szczęścia. Moim marzeniem nie była wyprawa nad Amazonkę, dlatego pewnie kupiłam "W dżungli życia" a nie którąś z Pani książek podróżniczych (chociaż teraz chyba się na jakąś zdecyduje:). Ale też pragnę podróżować, poznawać inne kultury, uczyć się życia od ludzi żyjących całkowicie inną rzeczywistością niż moja. Marzę, by jak najwięcej zobaczyć, zrozumieć, doświadczyć. Marzę o tym, by być szczęśliwą i sprawiać by świat był nieco piękniejszy również dla innych.

Nie potrafię wyrazić mojej wdzięczności i podziwu dla Pani a takze radości jakiej mi Pani dostarczyła swoją książką. Chciałabym się jakoś Pani odwdzięczyć, ale jedyne co mogę zrobić to zapewnić Panią, że zdziałała Pani w moim życiu wiele dobra (i jestem przekonana, że również w życiu innych Pani czytelników) i nie tylko tą książką, ale przede wszystkim własnym życiem, będąc dla mnie przykładem jak można dobrze wykorzystać czas mi przyznany na ziemi. Spełnianiem własnych marzeń i dążeniem do własnego szczęścia można sprawić niewiarygodnie dużo dobra na świecie. Dziekuję.
Pozdrawiam Panią serdecznie i życze, by świat Pani sprzyjał w dalszym spełnianiu swoich marzeń:)
Wdzięczna czytelniczka:)


 Mając siedemnaście lat mozna już zacząć ukladac swoje zycie. Ważne, żeby wierzyć w coś uczciwie i umieć nazwac swoje marzenia. Stąd juz tylko jeden maly krok do ich spełnienia. Bardzo dziękuje za list - dla mnie to ważne, że komuś moja książka pomogła. Gorąco Ci zycze, żebys umiała podejmowac w zyciu tylko dobre decyzje i zebyś odnalazła swoja ściezkę przez dzunglę (doslownie i w przenosni) :))
WITAM, jakos tak zawsze jednym uchem sluchalam Pani programow. A dopiero dzis przekonuje sie jak wspaniala osobka jest Pani.Mialam zly humor od kilku dni,jakos nie mogac miejsca sobie znalezc. I jakos przypadkiem weszlam do Pani ogrodka internetowego,ktory jest lustrem codziennosci.Jestem pod wrazeniem i to duzym .Do klikniecia i uslyszenia....Cos we mnie drgnelo:))cos pozytywnego wreszcie pod wplywem Twego dziennika Pani Beatko.
pozdrawiam
Iwon(a)

Zapraszam do Oliwkowa częściej :) To miejsce, gdzie mozna sobie wyleczyć duszę :)

Witam Pani Beato,

Dobrze się dzieje, że porusza Pani tematy ekologii w ŚWB, jednak chciałem wtrącić swoje trzy grosze. Od razu zastrzegam, że nie jestem naukowcem, jedynie czytam sobie różne prace naukowe z zakresu klimatologii i z ich lektury mam mniej jednoznaczne wnioski niż te, które zostały przedstawione przez przedstawiciela WWF.

Po pierwsze, póki co związek emisji CO2 do atmosfery i globalnego ocieplenia jest mało lub wcale niewidoczny (istnieje wiele prac na ten temat). Wszelkie porównania temperatur na przestrzeni lat w miastach nie mają sensu w kontekście globalnego ocieplenia (efekt wyspy cieplnej nie jest jego wynikiem), dlatego istotne są pomiary na terenach niezamieszkałych przez człowieka. A te wykazują wzrost temperatury, rzeczywiście, jednak nikt nie może dowieść, że jest to rzeczywiście związane z emisją gazów (zmiany mogą mieć charakter nieunikniony i nie są proporcjonalne do emisji gazów, klimat się ocieplał nawet wcześniej – zanim emitowano CO2).
Zdaję sobie sprawę (Pani na pewno także), że temat ekologii jest bardzo manipulowaną kwestią (ekolodzy wyolbrzymiają, przemysł pomniejsza zagrożenie), wobec tego może warto byłoby wykorzystać ŚWB do rozpoczęcia szerszej dyskusji z udziałem obu stron (tj. naukowców którzy mają przeciwne zdanie na temat globalnego ocieplenia i zagrożeń klimatycznych – łatwo ich Pani nawet w Polsce znajdzie) w celu wyrobienia u opinii publicznej właściwego spojrzenia na ten temat.

Podsumowując, nie jestem przeciwnikiem działań proekologicznych, także emisja CO2 moim zdaniem powinna być redukowana systematycznie. Jednak to, co mnie niepokoi, to zbytnie upraszczanie sprawy w środkach masowego przekazu, co akurat w temacie ekologii czynione jest nagminnie.

Pozdrawiam serdecznie
Radek


Panie Radku, ja wiem, ze świat nie jest doskonały i że walcza w nim różne siły, niekoniecznie przejmujące się nasza wspólną przyszlością. Ale warto jest trafić choćby do kilku osób, bo jeśli dwie osoby zaczną szanowac przyrode, to potem może jeszcze dwie się do nich przyłączą, potem jeszcze dwie, aż pewnego dnia wszyscy ludzie bedą w naturalnym odruchu oszczędzali wodę i swiatło, pomagali ubogim, szanowali zwierzęta i rośliny, i tak dalej. Dlatego wole trochę uprościć niż w ogóle milczeć.
Witaj Beato!
Mam do Ciebie dwa pytania.
Czy mógłbym przysłać w najbliższym czasie na adres Radia Zet książkę twojego autorstwa po to abyś ją podpisała?
Wiem że nikomu nie zdradzasz o czym będzie twoja kolejna ksiązka, ale czy możesz mi powiedzieć ksidy zostanie ona wydana? Czy jeszcze w tym roku czy dopiero w następnym?
Pozdrawiam i proszę o odpisanie, Łukasz

Łukaszu, oczywiście proszę przyslij książkę na adres Radia Zet, ul. Żurawia 8, 00-503 Warszawa, odeslę Ci ją z dedykacją i autografem.

Moja nowa książka jest planowana na wiosnę 2007 roku.
Pani Beato,wlasnie koncze czytac Pani ksiazke i chcialam za nia podziekowac.Znalazlam tam kilka zdan i wpowiedzi ,ktore trafily prosto do mojego serca. Mam 29 lat i jestem stewardesa, od 5 lat latam i prawie od poczatku nie jestem zadowolona z pracy.powiem wiecej odbiera mi ona radosc zycia,bo jak czuc satysfacje zajmujac sie obsluga tacy ewentualnie piekarnika.Mam w zyciu pasje ,jest to taniec,niestety praca zabiera mi coraz czesciej czas na to aby robic to co kocham. Jak tancze staje sie inna osoba,dostaje cudnej energii,nie ma dla mnie granic,jestem ja ,ruch i muzyka.Wiele razy w mojej glowie pojawiala sie iskierka zeby zmienic cos w swoim zyciu,znalesc swoja droge ale nigdy nie bylam konsekwetna,nigdy nie zrobilam konkretnego kroku w kierunku realizacji tego co mi serce podpowiadalo. Stale czekalam na to az zjawi sie ktos,kto zrobi to za mnie,pokieruje mna jednoczesnie ciagle towarzyszylo mi uczucie ze "nie jestem na swojej drodze,w odpowiednim miejscu.Postanowilam przestac bladzic we mgle,choc dluga droga przede mna - zrobie wszystko aby taczyc i uczyc tego innych,a najlepsze jest to ze cala soba czuje ze dobrze robie,wierze w siebie ,dam rade.W zyciu przerobilam wiele problemow-anoreksja,bulimia ,gdy sie z tym uporalam chcialam znalesc szczescie w drugiej osobie- a to pulapka,bo im bardziej chce kochac tym szybciej to przede mna ucieka. Dlatego chce kochac ale tym razem swoje zycie,chce miec zadowolenie w sercu i satysfakcje z tego co robie.Trzymam kciuki za siebie i jeszcze raz dziekuje.

Z


Cudownie jest odnaleźć swoją pasję, prawda? I nagle odkryć, że można się jej poświęcić i że nagle wtedy świat zaczyna nabierac kolorów, a człowiekowi rosną skrzydła :) Z całego serca życze, żeby spełniły się Pani plany. Prosze się spodziewac kilku kłód rzuconych pod nogi, ale one muszą się pojawić, żeby znalazła Pani siłę do dalszej drogi. Po to przecież warto zyć, prawda?
Droga Beato! Mam 2 pytania:
1- jak mogę dołączyć do grona Oliwek? (czy to wymaga wypełnienia formulaża na Twojej stronie?)
2- czy Blondynka planuje wybrać się do Łodzi w formie promocji najnowszej książki?

Pozdrawiam gorąco-
Mała.

Zeby zostac Oliwką, wystarczy chcieć :) Bywac na Poletku, zaprzyjaźnic się z innymi Tubylcami.
Mój najbliższy pobyt w łodzi to na pewno wyprawa do Amazonii w listopadzie, a jesli chodzi o miasto Łódź, to na razie nie wiem :)
Pani Beato,
Chciałabym bardzo podziękować za wspaniałą książkę, która skłoniła mnie do przemyśleń i dostarczyła mi wielu cennych wskazówek.
Mam 29 lat. Moją wielką pasją są książki. Mam ogromny sentyment do literatury angielskiej XIX wieku, ale lubię poznawać dzieła pisarzy polskich i przedstawicieli literatury powszechnej z różnych okresów literackich.
Jestem typem marzycielki, może dlatego tak bardzo kocham też muzykę i filmy. Dużą przyjemność sprawiła mi nauka języka angielskiego, a obecnie jeszcze większą sprawia nauczanie, gdyż od czasów liceum udzielam lekcji tego języka.
Zajmowanie się własnymi pasjami i rozwijanie zainteresowań pozwala mi na jakiś czas zapomnieć o swoich problemach. Od czasów liceum mam poważne problemy depresyjne, lękowe i nerwicowe. W trakcie studiów zachorowałam również na zaburzenia odżywiania. Niestety problemy z jedzeniem trwały dość długo, ale udało mi się z tego wyjść. Bardzo chciałam wyzdrowieć, dokończyć studia, nie zaniedbać swoich innych obowiązków. I udało się. Dużą przyjemność sprawiło mi pisanie pracy magisterskiej. Oddałam się temu całkowicie i żeby mieć jak najwięcej energii do tego zadania, nie próbowałam chudnąć. Obecnie z jedzeniem jest w porządku, ale we wcześniejszym okresie, kiedy postanowiłam wyzdrowieć i jeść więcej, sporo przytyłam. Właściwie nie mam nadwagi, ale wolałabym ważyć kilka kilogramów mniej. Trudno mi być szczęśliwą ze swoją wagą. Staram przetłumaczyć sobie, że to inne rzeczy są tak naprawdę ważnę. Bardzo chcę być szczęśliwa i staram się działać konstruktywnie. Pozostałe problemy, o których wspomniałam (depresje, lęki, nerwica) też udało mi się w dużym stopniu pokonać, chociaż nie całkowicie. Nadal przyjmuję leki (obecnie łagodne, w małych ilościach) i od kilku lat kontynuuje terapię. Ponad rok temu spróbowałam bez zgody lekarza odstawić leki, niestety wkrótce popadłam w silną depresję, więc wróciłam do leków. Mam też problemy w relacjach z innymi ludźmi. W trakcie studiów dużą trudność sprawiało mi np. przeczytanie referatu w obecności grupy. Przyznam się, że zazdroszczę czasami moim rówieśnikom, moim znajomym, ludziom z którymi mam kontakt, że nie mają takich problemów, że nie muszą codziennie pamiętać o lekach, chodzić na terapię. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że nie ma ludzi całkowicie wolnych od problemów. Kilka miesięcy temu zmarła babcia, z którą mieszkałam. Byłam do niej bardzo przywiązana. Babcia bardzo cieszyła się wszystkimi moimi sukcesami i we wszystkim mnie dopingowała. Cieszę się, że mogłam się pani zwierzyć. Pani potrafi dostrzec innych ludzi, dlatego wierzę, że mnie pani zrozumie. Jestem dość nieufną osobą. Nie jest mi łatwo się zwierzać, pisanie o sobie przychodzi mi z dużą trudnością.
Jeszcze raz dziękuję za wartościową książkę, rady tam zawarte na pewno pomogą mi w zmaganiu się z kłopotami i w odnalezieniu siebie.
Aneta

Ciekawe, że wiekszośc ludzi cierpi na tę samą przypadłość - brak zaufania i sympatii do samego siebie :) I stąd biorą się potem wszystki inne klopoty ze zdrowiem, z nie umiejętnością stworzenia zdrowych relacji z innymi ludźmi i tak dalej. Na szczęście niektorzy sa w tej komfortowej sytuacji, że wszystko zależy od nich i zycie mają we wlasnych rękach :) Waga ciała to przeciez tylko plastelina, która mozna zmieniać jak się zechce. Ważne tylko jest to, żeby robić to z przyjaźnią do samego siebie, a nie za karę. Wtedy na pewno się Pani uda.

Poza tym jest Pani na dobrej drodze, prawda? Niektore rzeczy zmieniły się już na lepsze, więc krok po kroku, wszystko w Pani firmie zwanej zyciem zacznie grać :) Zyczę siły, odwagi i udanej współpracy z Pani skrytą duszą :) Ona w Panią wierzy :)
Pani Beato!

Kiedy przeczytalam ksiazke "Blondynka Tao" zaly czas myslalam o tym, jakby to bylo znalezc sie w malezyjskiej dzungli i brac udzial w takim rajdzie. ksiazke przeczytalam jednym tchem, od poczatku do konca, a potem odlozylam na polke, i pomyslalam, ze chcialabym zyc tak jak Pani. tylko wydawalo sie to strasznie nierealne. no bo jasne, chce podrozowac, to bylo zawsze moje najwieksze marzenie, ale jak zaczac? bylam pewna, ze miala Pani szczescie, moze znajomosci, szanse jedna na milion, na to, zeby rozpoczac "podroznicze zycie".
jak tylko zobaczylam ksiazke "W dżungli życia" kupilam i od razu przeczytalam. chcialam jak najszybciej sie dowiedziec jak Pani zaczela. i bardzo sie zdziwilam. najmniej spodziewalam sie tego, ze Pani po prostu zarobila, i pojechala w pierwsza samodzielna podroz. i tyle.
i teraz wiem, ze bylam slepa, bo przecierz nawet moj ojciec przez jakis czas byl pilotem wycieczek zagranicznych. a ja sie martwilam, ze podroze nie sa dla zwylkych ludzi.
dopiero po przeczytaniu "W dżungli życia" zdalam sobie sprawe, ze "nikt nie rodzi sie m podrozniekiem, malarzem, aktorem". i teraz jestem pewna, ze bede podrozowac. nie musze byc slawna, nie musze byc ekspertem, ale MUSZE podrozowac. mam 14 lat, zdaze.

juz zbieram kase na jakas wyprawe z Pania :)

pozdrawiam
Agatka

Agato, masz rację, fajnie jest mieć cel w życiu, a najlepiej jest zorientowac się po kilkunastu latach, że jesteś tego celu bardzo blisko, albo juz go osiągnęłas :) Serdecznie zyczę Ci zrealizowania marzen o podrózowaniu i do zobaczenia podczas wyprawy!

Droga pani Beato czy na listopadową wyprawe są jeszcze wolne miejsca ?..

pozdrawiam Agnieszka


Zdaje się, że jest już komplet, ale w przeszłości zdarzało się, że do kompletu przyjmowalismy jeszcze dodatkowe osoby :) Prosze skontaktowac się z tatianą chylińską: tchylinska@gamasan.pl

Pani Beatko,

Czekałem na taxi kryjąc się przed deszczem. Szedł starszy Pan, bardzo biedny i strasznie zaniedbany, prosił ludzi o pieniądze. Popatrzał też na mnie, ale ja pokiwałem głową, że nie mam, bo wydawało mi się, że mam same grubsze banknoty. Odszedł. Przypomniałem sobie Pani słowa z książki o ludziach proszących o jałmużnę. Podzielam Pani zdanie i nie dzielę ludzi na tych, którzy są szczerzy i tych, którzy oszukują. W ten sposób ludzie odwracają się od innych, bo myślą, że większąść to naciągacze. Dlatego też wrzucam proszącym jakieś drobne albo kupuję im coś do jedzenia, bo tak jak Pani mówi - dla nas to nic wielkiego, a komuś biednemu robi różnicę. Przypomniałem więc sobie Pani książkę i zawstydziłem się, że tak łatwo dałem temu człowiekowi do zrozumienia, że nie mam nic dla niego. Zacząłem szukać w zakamarkach portfela i ... znalazłem 2 monety dwuzłotowe. I ten wyraz oczu tego człowieka. Naprawdę pokazywał radość i wdzięczność. Dziękuję Pani w imieniu tego nieznajomego.

Dziękuję za to, że Pani jest.


:))))))) Dziękuję :)

Kochana Pani Beato!

Tak bardzo się cieszę, że udało się Pani zrealizować swoje marzenia. Jest Pani wielką podróżniczką ale przede wszystkim uzdrowicielką ludzkich dusz... Czytam Pani książkę "W dżungli życia" z łezką w oku. Dostrzegam tu tak wiele faktów ze swojej przeszłości.  To piękne, że przyznaje się Pani do swoich słabości. Ja dzięki Pani również przyznałam się przed samą sobą do tego, że zwyczajnie bałam się realizować swoje marzenia. Wcześniej nie chciałam tego dopuścić do swiadomości. Dzięki Pani sporządziłam listę, odżyły dawno zapomniane cele i marzenia, które schowałam gdzieś tam. Teraz każdego dnia śpiewam po kilka godzin, chcę w koñcu nagrać płytę i wysłać w kilka miejsc. Znowu uczę się hiszpañskiego i niemieckiego. Właonie skoñczyłam studia turystyczne, które uwielbiałam i mam nadzieję, że już na zawsze zwiążę się z turystyką. Jeszcze nie pracuję ale jak tylko zacznę, będę oszczędzała na wyprawę do Indii. Podczas studiów spędziłam rok w USA i bardzo tęsknię. Myoli Pani, że powinno się dążyć do tego by mieszkać w miejscu, które kocha się najmocniej na świecie czy te miejsca kocha się bardziej wtedy, kiedy nie ma ich na wyciągnięcie ręki i co jakio czas tam się wraca?
Dziękuję Pani za światełko w tunelu,
Marta


Pani Marto, dziękuję! Gdybym mogła, to chętnie postawiłabym na Pani drodze tysiąc jasnych latarni, a nie tylko jedno małe światełko :) Na szczęście Pani przecież wewnętrzne światlo w sobie, więc ono Pania poprowadzi. Zycze, żeby jak najszybciej spełniło się marzenie o Indiach i żeby nie musiała Pani nigdy tęsknić ani za miejscami, ani za ludźmi :)
Droga panic Beato!

Mam na imię Kasia i mam dopiero 14 lat, mimo to mogła bym napisać grubą 2-wu tomową książkę o moim krótkim życiu... Nie mam kłopotów z nauką, nawet wręcz przeciwnie -zwłaszcza lubię matematykę:) ale za to między rodzicami jest bardzo źle... Rodzice mieszkają razem(czego żałuję, wolałabym żeby ojciec się wyprowadził), ale nieodzywają się do siebie. Prawde mówijąc Darek (tak mój tata kazał na siebie mówić) też się do mnie nie odzywa:(.Z mamą mam dobre stosunki:)) chodź obarcza mnie swoimi kłopotami, żalącmi się a nawet płacząc "w rękaw". Przyjeżdża do mnie regularnie kurator sądowy, i rodzice mają wytoczony proces o odebranie praw rodziceilskich... Jest tych różnych rzeczy jeszcze mnóstwo ale nie chce mi się pisać(a tak na prawde nie chce o nich myśleć). Czasem mam takie załamanie(tak jak teraz), że siedzę przez kilka godzin w swoim pokoju i płaczę...;( Pisałam niedawno pamiętnik ale za dużo jest pisania, a ja za tym nie przepadam.

Wiec jak pani widzi mam mnóstwo problemów, z którymi nie daję sobie coraz bardziej rady:((

Właśnie zaczęłam czytać twoją książkę "W dżungli życia" i muszę przyznać, że pięknie ją pani poilustrowała:))

Tak na rawdę piszę ten list po to by się wyżalić i opowiedzieć (w wielgaśnym tak wielki, że nie wiem skrócie)moją historię z tego roku... (bo wcześniej było troche inaczej, lecz troche podobnie). Mam nadzieję na jakąś radę od pani... Chodzę do psychologa, ale czytając książkę uświadomiłam sobie że musi być pani doświadczoną osobą i że chcę do pani napisać:))

Tak wiec czekam, może pani odpowie...

Kasia

PS Gdybym umiała tak ładnie i ciekawie pisać jak pani to napisałabym beztseler o moich przygodach(lub raczej katastrofach i takich innych) życiowych:))

Kasiu, mając 14 lat można tylko czekac na doroslość i starać się wprowadzić do swojego życia jak najwięcej slońca i takich elementów, które chciałabys zachowac na zawsze. Strasznie mi przykro, że masz klopoty z rodzicami i że oni mają klopoty ze sobą - ale z dorosłymi czasem tak jest, że nie umieją się dogadac ze sobą. Zawsze jest nadzieja, że pewnego dnia obudzą się i nagle wszystko zacznie sie ukladac dobrze, więc nie wszystko stracone - i to jest najważniejsze. Bo pomyśl jak byś się czuła, gdybys w ogóle nie miała rodziców.

Jestes na dobrej drodze - to super, że chodzisz do psychologa i nie jestes pozostawiona samej sobie. Wiesz co to są mantry? Mantra to takie często powtarzane zaklęcie w dobrej intencji. Może to być modlitwa, może być po prostu skoncentrowanie się na dobrej myśli, dobrym marzeniu, dobrym zyczeniu, które unosi się w kosmos i dzięki Twojej energii zaczyna się spełniać. To dobry sposób zaklinania rzeczywistości, bo potrafi odmienić kazdą złą rzecz.

Sciskam Cię ciepło i głowa do góry!
Dzień dobry Pani Beatko!
Dziękuję Pani! Dziękuję za książkę "W dżungli życia",którą - można powiedzieć - "połknęłam" jednym tchem...
Chciałabym podzielić się moimi przemyśleniami, które przyszły wraz z lekturą....
Czytałam ją, tak jakbym czytała własne myśli, bo ja wiem o tym wszystkich ważnych wartościach w życiu, o których Pani pisze, i myślę, że każdy z nas o tym wie, nasza intuicja nam o tym nieustannie przypomina,np. przy podejmowaniu ważnych życiowych decyzji, tylko często sami ją zagłuszamy rozumem (nie mylić z mądrością)... I tak na prawdę tylko my sami możemy się uszczęśliwić realizując własny pomysł na życie, lub też unieszczęśliwić starając się sprostać wymaganiom otoczenia wobec nas.
Pani doświadczenia z odkrywaniem siebie uzmysławiają mi jedną ważną myśl, która mi towaszyszy... że przykre doświadczenia i źli ludzie dane są nam, nie po to, aby stwierdzić że jesteśmy do niczego, lecz aby wiedzieć że: po pierwsze - przyciągamy myślami to, w jaki sposób sami podchodzimy do życia, a po drugie, aby uzmysłowić nam czego nie lubimy, lub kim być nie chcemy.
Mówi się o jasnej i ciemnej stronie świata, życia, duszy itp.
Ale wiadomo że jasności nie dostrzeżemy, jeśli nie będzie istniała ciemność, dobrych ludzi nie docenimy, jeśli nie będą istnieli źli itd.
My decydujemy po której stronie chcemy być, wsród jakich ludzi chcemy żyć...
Wielokrotnie przekonałam się, mimo mojego jeszcze krótkiego doświadczenia życiowego (mam 29 lat), że jeśli się czegoś pragnie ze szczerego serca, to, jak pisał Paolo Coehlo -...cały wszechświat nam sprzyja, aby się to spełniło.
Na codzień staram się stosować wizualizację pozytywnych zdarzeń, rozwiązań problemów, pozytywnego nastawienia do ludzi i otrzymuję to wzamian (choć nie zawsze tak było, do tego też doszłam sama...), nawet, jak ja to mówię - wymyśliłam sobie swojego przyszłego męża i marzenie moje stało się rzeczywistością..., bo tak na prawdę wszystko jest energią, na którą wpływamy myślami...

Tak więc dziękuję, Pani Beatko za te myśli i mądrości, bo uzmysłowiła mi Pani, że nie jestem sama z tym podejściem do życia, i że nie jest egoizmem dbanie o własne szczęście, bo któż o nie lepiej zadba aniżeli my sami... :)

Pozdrawiam serdecznie i życzę wielu radosnym chwil w samorealizacji,
Elżbieta

Pani Elu, a co by było, gdyby wszyscy zaczęli myślec pozytywnie i tworzyć dobro dookoła :) Problem polega chyba na tym, że kazdy okruch zła, jaki człowiek w sobie nosi, krąży po kosmosie i w końcu do czlowieka wraca, wiec zło nie znika i dlatego tak go wszedzie dużo. Ale dobra jest zawsze więcej :)

Zycze Pani szczęścia i serdecznie pozdrawiam :)

Dzień dobry Pani Beatko:-)
Mam dopiero 15 lat. Przez dość długi okres byłam pesymistką, wogóle nie wiedziałam czego chcę, jak pogodzić naukę z moim hobby. Oprócz tego nie lubiłam siebie, nie miałam zbyt wielu przyjaciół. Czułam się bardzo samotną i zagubioną dziewczynką nie wiedzącą jak odnaleść szczęście. Czułam się nawet jak jeden z bohaterów znanego wszystkim serialu " Lost-Zgubieni". Dopóki nie ujrzałam pewnego razu na półce w Empiku książki pt." W dżungli życia". Z zainteresowaniem popatrzyłam na okładkę, z tyłu książki poczytałam recenzje na temat niej i postanowilam ją kupić. Miałam ogromną nadzieje, że nareszcie pomoże mi odnaleść siebie i odszukać szczęście. Kupiłam ją również ponieważ to Pani ją napisała, a znałam Panią przecież z programu w Radiu Zet pt. " Swiat według blondynki"izawsze z zainteresowaniem słuchałam Pani programu:-)
I się zaczeło. Niemal od pierwszej strony Pani książka wciągnęła mnie na maxa.Zauważyłam,że większośc problemów jakie Pani poruszyła dotyczyły właśnie mnie! I właśnie w momencie czytania książki w moim życiu nastąpił ogromny przełom. Od wielu po raz pierwszy popatrzyłam na świat w barwach optymizmu i uśmiechu. Dzięki Pani książce zaczęłam coraz bardziej od siebie odpychać przygnębienie, pesymizm, niezadowolenie z wszystkiego, brak akceptancji i zaufania do siebie. Postanowiłam również robić pierwsze kroki by polubić siebie i uwierzyć w siebie. Po prostu Pani książka nareszcie wyciągnęła mnie z wielkiego i z czarnego tunelu w ktorym tyle czasu tkwiłam dotychczas. Od teraz ksiazka " W dżungli życia" stała się moim przepisem na szczęśliwe życie, a Pani moją najwiekszą idolką na świecie:-)
Mam nadzieję,że Panią zbytnio nie zanudziłam wychwalaniem Pani i Pani książki, bo z pewnością dostaje Pani tysiące takich listów:-D
Ale ja po prostu musiałam Pani napisać ile dobra i optymizmu obudziła Pani książka we mnie.
Chciałabym Pani jeszcze się zwierzyć, że tak jak Pani mam wielkie marzenia, pasje i to całkiem podobne do Pani.
Po pierwsze tak jak Panią okropnie pociągają mnie podróże. Czuję, że poprostu bez nich nie mogę żyć. Ciągnie mnie poznawanie innych krajów, ich przyrody, kultury, zwyczajów i przede wszystkim ludzi.Chciałabym zawierać jak najwięcej znajomości z różnych części świata. Marzę rówież by sfotografować, narysowac i opisać dany kraj czy region w którym byłam. Chciałabym kiedyś wybrać się na pare wypraw Pani i zobaczyć na własne oczy te wszystkie cuda jakie Pani widziała:-)

Następną moją wielką pasją jest malarstwo. Strasznie kocham rysować ludzi( meżczyżnijednak gorzej mi wychodzą:-)), zwierzęta, budynki. Interesuję też mnie japońska manga.Bardzo podoba mi się jej styl. Wogóle wszyscy w klasie mówią, że mam typowy mangowy styl. W przyszłości chciałabym być mangaką i wszystkie swoje podróże umieszczać na kartach moich komiksów nmangowych:-D Och, jaka ja jestem wdzięczna, że zostałam obdarowana tym niezwykłym talentem! Nie uważa Pani, że malarstwo i podróże są czymś nadzwyczajnym, prowadzącym do wiecznej wolności i szczęścia?? Dla mnie napewno tak:-D
Trzecią i już chyba ostatnią pasją jest od całkiem niedawna fotografia:-)

Od kiedy na Boże Narodzenie dostałam aparat cyfrowy, nie mogę żyć bez fotografi. Gdy z całą rodziną jeżdzimy na wycieczki,to ja zawsze robię zdjęcia. Staram się fotografować nie tylko ich ale wszystko co jest dookoła mnie( krajobrazy, przyrodę, ptaszki, ludzi...)Ponieważ mieszkam niedaleko morza, więc z pewnością jest co fotografować:-)
Więc widzi Pani, że podróże, malarstwo, fotografia, słuchanie muzyki( uwielbiam) jest tak jak u Pani nieodzowną częścią mojego życia.Mam podobne zainteresowania do Pani i tak jak Pani chcę żyć podróżniczo i twórczo. Uwierzyłam, że warto wierzyć i spełniac swoje marzenia nawet te najmniej realne:-D Nareszcie odnalazłam swój cel!!:-D Nareszcie odnalazłam drogę do szczęścia!!:-D A to wszystko za sprawą Pani fantastycznej książki pt." W dżungli życia".
O Matko! Jak ja się rozpisałam!! Ale ja tak zawsze;-) Z całej klasy zawsze ja miałam najdłuższą pracę literacką;-D No to jeszcze na koniec parę zdań:

Jeszcze raz bardzo, ale to bardzo chciałabym pochwalić za napisanie tak mądrej książki. Mam zamiar czytać też inne książki Pani:-) Skrycie marzę, by poznać Panią osobiście wybrać się na wyprawy z Panią:-)
I tak jak to napisał autor jednego z listu, że Pani już nie ma co życzyć bo to co Pani chciała osiągnąć, osiągnęła. Marzyła Pani żyć szczęśliwie, żyje. Mogę Pani tylko pogratulować spełnienia wszystkich marzeń, szczęścia. Ale przecież ja też tak mogę żyć:-) Dzięki wiary w siebie, wytrwałości, ciężkiej pracy jestem w stanie osiągnąć cel i żyć pełnią szczęścia i radości jak Pani:-D
Z wielkimi wyrazami szacunku, pozdrawiam
Ania:-)


Aniu, zgadzam się, że "malarstwo i podróże są czymś nadzwyczajnym" chociaż tylko dla niektórych ludzi. przez cale zycie trzeba szczęścia szukac, bo warto go zaznać. Tego Ci zyczę :)
Ciesze się, że pod wplywem mojej książki podjęłas pierwsze kroki prowadzące do zmiany tego, co w swoim zyciu uznalas za nie najlepsze. To pewnie musi trochę potrwac i nie będzie łatwe, ale jeśli wystarczy Ci odwagi i wytrwalości, to zrobisz pierwszy duży krok w kierunku organizowania swojego zycia. Zycze powodzenia we wszystkim, co zamierzysz :)
....
Właśnie skończyłam czytać Pani książkę pt."W dżungli życia"
a do napisania tego maila natchnęło mnie ostatnie zdanie :"prosze o listy"
i nie ważne czy ktokolwiek przeczyta tego maila ale mam satysfakcje że go napisałam.

Mam 16 lat i nigdy nie lubiłam czytać książek i z resztą nigdy ich nie czytałam......do tych wakacji.
W zeszłym tygodniu wróciłam z Grecji (na kolonii byłam) i poznałam tylu wspaniałych ludzi, w ogóle tam było wspaniale...nie tylko ze względu na klimat, morze czy ludzi....ale codzinne imprezy do 5 nad ranem i takie tam....z racji, że nie mogłam się pozbierać i przez cały czas myślałam o tym co było, stwierdziłam, że muszę sie czymś zająć.
Tym sposobem wzięłam od babci dwie ksiązki Paulo Coelho ->’Pielgrzym’
i Pani książke .....niewiem dlaczego ale jako pierwszą wybrałam "W dżungli życia"...i cóż podobała mi się.

Właściwie dzieki niej moja samoocena wzrosła i czuje się pewniej bo w wiekszości postepuje tak, jak Pani ’radzi’, mówie w wiekszości ponieważ jak to w moim wieku bywa papierosy i alkohol to rzeczy mi dobrze znane....ale narkotyków nie dotykam heh

I kazdemu kto ma ’doline’ bądz jakiś problem ze sobą, mówie PRZECZYTAJ TĄ KSIĄŻKĘ ....

Podziwiam Panią, za ten upór w dążeniu do celu, ja niestety tego nie mam ale może uda mi się w końcu to naprawić. Sama mam zamiar jechac do Afryki i pomagać tam ludzią, poznawać ich kultury i tradycje.

Mam nadzieję, że nie zapomne zbyt szybko tego co tam przeczytałam (chociaż u mnie to różnie bywa), wiec zapisałam sobie co ważniejsze dla mnie wskazówki!!!

( myśle, że nie zrobie sobie siary i nie popełniłam tu żadnego błędu --> co mi się zdarza dość często heh)

Jeszcze raz gratuluje osiągnięcia tego wszystkiego co zostało opisane w tej książce.

Ja starsznie lubie robić i oglądać zdjecia wiec zapraszam jak się znajdzie chwilka na mój photoblog : www.mojelvis.photoblog.pl


Teraz tak myśle że najlepiej będzie jak nikt nie przeczyta tego...a może w ogóle mam go nie wysyłać ? .....ale powiedziałam że wyśle.


Dzieki za tą ksiązke i pozdrawiam !!!!!!

Wszystkie maile czytam, choć nie zawsze nadążam z odpowiadaniem :) Życzę Ci, żebyś pozostała tak w zgodnie z wlasną dusza, jak jestes teraz. I spełnienia marzen o Afryce. Wszystkiego można dokonac, jesli bardzo się tego pragnie.

dziendobry mam na imie marta i mieszkam w radomiu...nie moge uwierzyc nadal ze mam okazje porozmawiac z Pania..chociaz to tylko e-mail w sumie..ale moim najwiekszym marzeniem jest wyjazd do Ameryki Południowej razem z Pania bo Pani pewnie jest bardzo dobrym przewodnikiem:) ogladalam wczoraj program TiVi sekcja i akurat ten moment w ktorym mowila Pani o koszach:) wydaje mi sie ze Pani bardzo kocha podroze tak jak ja...chcialabym wyjechac na ta podroz ktora organizuje Pani ale jestem zbyt mloda a 14latek chyba Pani nie bierze:)) a i jest to zbyt drogie jak na moje mozliwosci.:( bedzie dla mnie zaszczytem jesli zechce Pani odpisac:) pozdrawiam


Marto, to fajnie, że juz teraz wiesz co chcesz robić w zyciu, nawet gdyby Twoje marzenia mialy się jeszcze wiele razy zmienic :) Życzę Ci, żebys pojechała do Ameryki Południowej szybciej niż się spodziewasz i pod moja opieką :)
Witam!

Na poczatku chciałabym bardzo podziękowac za " Wdżunglii życia". Ta kiążka otworzyła mnie na wiele spraw, o których gdzieśtam w głebi duszy wiedziałam, ale chyba nie zdawałam sobie z nich sprawy, albo nie chciało mi się w nie wgłębiac. Zaczełam patrzec na swoje zachowanie z dystansem, oraz powoli zmieniac moje nastawienie do świata i wierzyc, ze moje założenia wcale nie były głupie i naiwne. Mam 17 lat(jeszcze przez miesiąc :(( ) i nie wyobrażam sobie mojego przyszłego życia bez podrózownia.

Ale jedna rzecz nie daje mi spokoju. Pisała o tym pani w kiążce. Jest to to okropne, wszechogarniające uczucie "pustki". I czuję, że nic - ani podróże, ani jakakolwiek osoba nie zapełni tego dziwnego uczucia. Może jest to ten inny świat , bo jakkolwiek paranoicznie to zabrzmi, kompletnie nie potrafię odnależc się w tym świecie, nie wiem nawet na czym to polega, czuję tylko, jakby wszystko, co "przeżywam" było kompletnie nierealne... A to uczucie cały czas jest gdzies obok, jak taka rozpalona kula, gdzies poza moim jestestwem, ale jednak bardzo blisko... Pani to cos znalazła w dzundlii, ja nie wiem gdzie szukac. Dlatego bardzo proszę o jakieś wskazówki i jeszcze raz serdecznie dziękuję. Mam nadzieję, że tym razem dojdzie:)) POZDRAWIAM
GORĄCO, Guanabana


Droga Guanabano, byc może coś Cię probuje naprowadzic na właściwy trop i przyciągnąć do siebie. Nie ma zadnej recepty na to gdzie szukac sensu zycia. trzeba mieć oczy szeroko otwarte, byc odwaznym i szukać. Pewnego dnia przestaniesz mieć wątpliwości i będziesz wiedziała na 100%, że wlasnie to znalazlas.

Czasem droga do znalezienia istoty swojego zycia musi być kreta, bo dopiero na krętej drodze zdobywasz doświadczenie, ktore pozwoli Ci pojąć to, co najwazniejsze.

Nie martw się więc, tylko żyj. Twoje przeznaczenie tez Ciebie szuka :)
Dzień dobry! Zwracam się do Pani z ogromną prośbą. Bardzo zależy mi na autografie na jednej z Pani książek (dokładnie chodzi mi o pierwszą książke polskiego autora wydaną przez National Geographic, czyli "Blondynka śpiewa w Ukajali"). Jestem miłośnikiem Towarzystwa NG, prenumeruje magazyn oraz zbieram książki tego wydawnictwa. Chciałbym zapytać, czy byłaby Pani tak uprzejma i spełniła moją prośbę??? (tylko jak?) Czy będzie można Panią spotkać gdzieś w Polsce np. na jakimś spotkaniu, czy podpisywaniu książek np. w Empiku itp., lub czy moglibyśmy to załatwić pocztą (ja książke przyśle i prosiłbym o podpisanie i odesłanie oczywiście na mój koszt??)
Z góry dziękuje za przeczytanie moich wypocin, i przepraszam że zajmuje Pani cenny czas (który swoją drogą mogłaby Pani przeznaczyć na pisanie kolejnej ciekawej książki).
Pozdrawiam Mariusz

Chętnie podpiszę, to żaden klopot :) Prosze o przysklanie ksiązki na adres Radia Zet - ul. Zurawia 8, 00-503 Warszawa :)

Droga Pani Beato!
Czytałam zamieszczone przez Panią listy i postanowiłam napisać jeszcze jeden.Właściwie,to niejest list do Pani,ale do tych wszystkich zagubionych,którzy wcześniej do Pani pisali.

Życie jest piękne,ale tylko dla tych,którzy to potrafią dostrzec.Jedna osoba widząc motyla,mówi:’Jaki on piękny’,a druga dodaje’i tak jutro już go niebędzie’.Starajmy się być tą pierwszą osobą-tą,która patrząc w nocy na niebo,zauroczy się gwiazdami i księżycem.Tą,która umie marzyć.

Wiem-na początku to trudne.Był taki czas,że mało się odzywałam,nieumiałam z ninkim rozmawiać o swoich problemach i trzymałam się na uboczu,a każde najmniejsze słówko czy uwaga,potrafiło mnie zranić.Często wtedy płakałam w samotności.Ale niechciałam,żeby tak było i walczyłam sama ze sobą.

Zdobyłam dwie wspaniałe przyjaciółki.Teraz,jestem wesołą gadułą.Nie przejmuję się aż tak,kiedy ktoś powie mi coś przykrego.Poprostu zastanawiam się,czy to niejest prawdą,a jeżeli nie,to po co się przejmować?Chce pomagać ludziom i nieboję się marzyć.Nieboję się wykrzyczeć przed światem swoje przekonania.Nieboję się otworzyć ust.Niedawno,pewna koleżanka powiedziała i:"I tak sama niezmienisz świata!".Zrobiło mi się jej żal.Ona pogodziła się z wizją świata,pełnego mordów,gwałtów i kradzieży.Ale
przecież gdyby się z tym niezgadzała,byłybyśmy już dwie!Potem na pewno przyłączyłoby się więcej osób.Ale ona niewidzi,że niejestem sama.Sama niezienię świata,ale jego cząstkę-owszem.Wystarczy więcej takich jak ja i możemy razem ten świat zmienić!

Wiem,że ludzie mają różne,czasem bardzo duże problemy.Ale trzeba wtedy mimo trudu,zacisnąć zęby i walczyć.Życie,jest ciągłą walką.Walką o własne szczęście.Życiejest dżunglą,ale również rajem.Jeśli coś jest złe,to zwykle przez ludzi.Sam świat,jest dobry i piękny.Jeden motyl,umrze wieczorem,ale rano narodzi się drugi.Zawsze będą ludzi kochający życia i chcący coś zmianić na lepsze!

Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkim,aby pokonali swoje problemy.Wierzę w was!!
Ela.


Dziękuję! Tego własnie brakowało w tej skrzynce :)
wczoraj przeczytałam jednym tchem " W dżungli zycia" i weszłam na Twoją stronę. Książka i strona są świetne. Poza tym mam pytanie: moj pradziadek Stanisław Sypniewski wyemigrowała do Argentyny. Moze przypadkiem poznałaś jego potomków.
Pozdrawiam Ania

ps. książka daje dużo do myślenia i od dzisiaj rozpoczynam pierwszy dzień reszty mojego życia , w któym też tylko ja będę dyrektorem i prezesem :-))

Nazwisko wydaje mi się znajome... Poznałam w Argentynie wielu Polaków. Ale może skojarzyło mi się z Szychowskim. Tak czy inaczej posiadanie pradziadka i jego potomkow w Argentynie to dobry powód, żeby tam pojechac :)
Szanowna Pani Beato,
Mam na imię Magdalena. 
Poszukuje informacji na temat Gravioli. Moja mama ma pierwotnego raka watroby, jest po 3 operacjach i prawdopodobnie czeka ja 4 ,zostala jej zalecona obecnie gravoila przez Siostre zakonna u ktorej sie leczy, bardzo bym chcila zeby ten lek mogla dostac ze zrodla poniewaz wiem e jest mnostwo firm , ktore oszukuja. Jesli Pani mogliby mi pomoc w uzyskaniu tego produktu ze wlasciwego zrodla bylabym wdzieczna. Jesem rowniez zainteresowana ziolami i preparatami na ten typ schorzenia. Znalazlam adres
mailowy do ziolandiny Pani Moniki i Pana Pawla napisalam. Pisze rowniez do Pani poniewaz chcialabym miec pewnosc, ze bedzie moj list odczytany.

Z gory serdecznie dziekuje
Serdecznie pozdrawiam i czekam na rychla odpowiedz
Magdalena

Pani Magdo, firmę Zioloandina prowadza Polacy mieszkający w Peru, którzy byli w bardzo bliskiej przyjaźni z o. Szeligą, ktory od Indian dowiedział się o leczeniu ziołami, m.in. vilcacorą i graviolą. Za jego sprawa o tych ziołach uslyszał świat. Ja tez poznałam o. Szeligę w Limie własnie dzięki Polakom z Zioloandiny, mam więc do nich pełne zaufanie. Mam nadzieję, że będa mogli pomóc Pani Mamie, czego z całego serca życzę.
Powrót