|
|
Tahitańska skrzynka pocztowa (53)
Nowe listy proszę słać na adres beata@beatapawlikowska.com albo beata@oliwkowo.pl Odpowiedzi szukajcie poniżej.
Kochana Szamanko!
W książce "Blondynka wsród Łowców Tęczy" był przepis na ciasto bananowe. W poniedziałek mam osiemnastkę i chciałam coś sama upiec dla moich gości. Już kilka razy robiłam Twoje ciasto wg tego przepisu i wyszło fenomenalne. A teraz nagle ten przepis zaginął mi gdzies nagle w czasie i przestrzeni. Ratuj! Czy mozesz mi go przesłac? Pamiętam, ze to było dość proste ciasto, dodawało się po kolei składniki i mieszało. Naprawdę będę zobowiązana. Pozdrawiam serdecznie słonecznie i truskawkowo
Ania
Orzechowe ciasto z bananami
3 rozgniecione banany 1,5 szklanki cukru 0,5 szklanki oleju 1 jajko ćwierć szklanki mleka 1,5 szklanki mąki 1 łyżeczka proszku do pieczenia pół szklanki orzechów włoskich
Składniki połączyć w takiej kolejności, w jakiej zostały podane powyżej. Wymieszać dokładnie. Ciasto przelać do formy i piec w temperaturze 180º przez pół godziny.
Witam! pani Beato przepraszam,ze zawracam glowe, wle juz nie wiem sama co robic, ze swoim zyciem, ktoe od kilku lat jest podporzadkowane bulimi, a wczesniej innym zaburzeniom jedzenia,lacznie ponad polowa mojego zycia, a mam 25 lat. No i mam te 25 lat, a zadnych planow, marzen, gdy zamykam oczy widze tylko jedzenie, wszystkiego sie boje, juz nie wierze, ze z tego wyjde, tyle prob...
Moje zycie polega na wychodzeniu rano z domu i lazeniu po sklepach spozywczych a potem wymioty, tak juz ktorys rok, nie pracuje, nie ucze sie.Pracowalam w jakis sklepikach jedynie, a i tak nie wytrzymywalam, potrafilam sie zwolnic, zeby isc sie nazrec, szkole rzucilam, bo zamiast sie uczyc, to sie objadalam i nie moglam sie skoncentrowac na nauce, no a poza tym tak glupio mi bylo, ze przytylam... mam swoje mieszkanie - na koncie zostalo jeszcze prawie 10 tys., ktore przejadlamm w rok!!!!!!!!
jestem przerazona, strasznie nerwowa jestem, nie nadaje sie nawet na kelnerke, bo tak mi sie rece trzesa, ze nie moge nic utrzymac, przestaje myslec, nogi miekkie itp.Nieraz sie zbieram w sobie i ide na jakas rozmowe w sprawie pracy, ale albo na nia nie dochodze, bo w ostatniej chwili wyskakuje z tramwAJU, zeby sie najesc, albo gdy przechodze rekrutacje pomyslnie, to i tak nie rozpoczynam pracy ze strachu - juz tyle razy gdzies pracowalam(wszedzie b. krotko) i wiem,ze sobie nie radze, ze sie trzese, ujestem ’zahukana" itd...
Obecnie uczestnicze na terapii AZ, ale teoria teoria, a jak przychodzi impuls to nie potrafie nad nim zapanowac, potrafilam wyjsc w nocy przez okno, gdy padal deszsz, bo wiedzialam, ze do smietnika wyrzucilam reszte jedzenia, ktorego juz nie moglam zjesc... nIE WIEM CO MAM ZE SOBA ZROBIC, a gdy probuje sie za cos brac to i tak jest to jedna wielka walka miedzy tym co wykonuje a jedzeniem i mysleniem o nim...NIE MAM ZADNEJ PASJI, NAWET MARZEN, NAWET NADZIEJI...Wegetuje, boje sie o swa przyszlosc Nie potrafie opisac calej mojej tragedii, ktora jest dla mnie juz tak normalna, bo to cale moje zycie dorosle i juz wczesniej, stalo sie totaka normalnoscia. teraz gdy pisze, myle tylko o tym co mam w lodowce co moglabym zjesc. Zwracam sie do Pani, bo przeczytalam Pani ksiazke " w dzungli zycia"...
Pozdrawiam,
Ela
Pani Elu, są dwie możliwości: albo zgodzi się Pani na poddanie swojego życia nałogowemu jedzeniu, albo zacznie Pani walkę z nałogiem. Jasne, że to trudne, ale poczucie zwycięstwa dodaje niesamowitej siły do tego, że iść jeszcze dalej.
Gdybym miała cokolwiek doradzić, radziłabym, żeby stanęła Pani obok siebie - jak druga osoba, przyjaciel. Taki przyjaciel zawsze da Pani dobrą radę i chociaz na początku być może nie będzie Pani chciała go sluchac, w końcu zgodzi się Pani zrobić dla siebie coś dobrego. To będzie pierwszy krok do wyzdrowienia.
Jeżeli zupełnie nie panuje Pani nad swoim zyciem, emocjami, nerwami, myślami, to chyba powinna Pani poprosić o pomoc lekarza.
Ale niech się Pani nie poddaje. Niech Pani spróbuje. Może zawsze Pani ulegała temu wewnętrznemu glosowi, ktory chce Panią doprowadzić do samozniszczenia? Może nigdy nie próbowala mu się pani przeciwstawić? Czas zacząć. To Pani życie i Pani przyszłość, niech się Pani nią zaopiekuje.
To musi się udać.
Witam ponownie.
Napisala Pani prawdę, która mnie przerazila. I teraz doszlam tak naprawde dlaczego to mnie tak bardzo przerazilo. Otoz napisala Pani, ze zycie to praca a nie mowienie. I trzeba wiedzieć co chce się w życiu robić. A ja naprawdę nie wiem, co tak naprawde by mnie uszczęliwilo.
Przez te wszsytkie lata swojego życia, probowalam wypelniac swoje role, szlam jak trzeba bylo isc:najpierw szkola, studia; i tak naprade nie myslam nigdy o sobie, w srodku- tylko na zewnatrz, że jestem nielubiana, gruba i nieszczesliwa. Nigdy sie nie realizowalam, poniewaz nigdy nie poswiecalam sobie uwagi, nigdy sie nie zastanawialam nad soba. I dlatego czulam taka ogromna pustke w sobie na ktora znalazlam jeden sposob : zajadanie. I tak mi zostalo do dzis.
Sa impulsy, ktore mnie jakos popychaja do przodu : czasem wlasna wola, czasem obowiazek, czasem jakas ksiazka, film. Ale jest teraz tak, ze ta pustke, trzeba jakos wypelnic, i dlatego zapelniam ja tez życiem innych, wczulaniem sie w innych; zawsze bylam wrazliwa, totez to mi ulatwia sprawe. Na dramatach beczę jak bobr, przejmuje sie sprawami innych bardziej niz moimi wlasnymi, czytam plotkarskie gazety, zeby zaspokoic moj glod "zycia".
Tkwi we mnie jeszcze kolejny problem, ktorego nie zauwazylam w Pani ksiazce:
otoz straszna wage przywiazuje do innych ludzi: po pierwsze, od dziecka tak bylo, a po drugie "inni" mnie "wypelniaja", czasem sie czuje, ze bez nich uschne. Wole wyjsc gdzies z kolezanka, niz byc sama. Jedna sprawa, ze przez innych ograniczam siebie sama, a druga, ze dzieki innym" (siostrze, kolezankom) nie topię się calkowicie w swojej wlasnej pustce i samotnosci. Totez, jak ktos mi powierza jakies zadanie, czuję że liczy na mnie w jakiejs sprawie, to czuje sie tak przytloczona ta odpowiedzialnoscią, ze po prostu sie boję.
Ta presja przytlacza mnie tak bardzo, że bardzo czesto wycofuję się z takich rzeczy, ale strach też wypelnia jakos moją pustkę.
Piszę to wszystko, dlatego, żeby Pani powiedzieć, jak bardzo się boję isć wlasną drogą, bo po pierwsze nigdy tego nie robilam skutecznie, a po drugie wole ufać innym ludziom niż mnie samej. Boję sie, ze zmarnowalam swoje zycie, mam 21 lat, a wszystko przepelnia mnie strachem począwszy na wykręceniu placka skończywszy na tym, ze wszystko odkladam na poźniej i marnuję swoje życie.
Tylko proszę, niech mnie Pani nie wysyla do psychologa :)
Coraz czesciej myslę, ze po co mam sie starac, jak i tak mi nic nie wyjdzie bo i tak mi nic nie wyszlo. Wolę więc siedzieć w lóżku jesć, czytać Vive albo oglądac dramaty, gdzie wzruszam się na nieszczęsciu bohaterów, z ktorym się notabene utozsamiam.
Tak spedzilam dwa ostatnie dni.
Boję sie że życie moje nie bedzie wypelnione innymi emocjami niż strach i skrępowanie, zazdrosć i bezsilnosć do wlasnego nieszczęscia ( to mam w srodku), dlatego jako substytut innych emocji, sluzą mi kolorowe cukierki, nieszczesliwe opowiadania, i plotki o gwiazdach filmowych. Tu przezywam, przez kilka sekund, szczęscie.
Boję sie tez tego, że po tym liscie Pani mnie odepchnie, bo powie, że szkoda gadać. I taki będzie koniec tej piesni. Na pewno się użalam, ale co mam zrobić z tym żalem co jest we mnie, z tym wszystkim ? Dlaczego tak trudno jest żyć z samą sobą?
Pozdrawiam
Nezaris
Droga Nezaris, chyba nie zauważyłas, że własnie zrobiłas pierwszy krok we własciwym kierunku - bo uświadomiłas sobie co robisz i dlaczego, a co najwazniejsze - że tego nie chcesz. Teraz pora na następny krok - czyli odpowiedź na pytanie jak powinno być, żeby było dobrze.
Sama wiesz, że to nieprawda, że w innych ludziach odnajdziesz swoje zycie. Utozsamianie się z wielkimi bohaterami jest fajne, bo pewnego dnia sama staniesz się takim bohaterem dla innych ludzi. Ucz się od nich tego, co najlepsze i zastosuj we własnym zyciu. Potrzeba przecież nie żadnych czarów ani cudu - tylko wlasnej silnej woli, konsekwencji i nadziei :)
A jesli nie widzisz drogi przed sobą, to cofnij się o krok - być może przeoczyłas jakieś ważne skrzyżowanie. Powodzenia i do dzieła!
siedzialam dzis z tata ,bo mial spotkanie przed kfc w sopocie, zauwazylam chlopaka ktory żebral, przez chwile postanowilam go obserwowac zanim postanowilam dac mu pieniadze, obserwowalam,bo zastanawiama sie,czy naprawde jest glodny i dac mu moje jedzenie, w pewnym momencie podjechala taka mloda kobieta on wyszedl z za rogu ,ona otworzyla okno i dala mu jedzenie,caly zestaw, zatkalo mnie, ze sa ludzie,ktorzy tak robia. nie wiem,co on zrobil z tym jedzeniem zniknal nagle,a le to ze sa ludzie,ktorzy porafia sie dzielic z kims jedzeniem jest niesamowite. pozdrawiam.
Asia
Z jednej strony trudno sobie wyobrazić, że ktoś naprawdę nie ma minimum pieniędzy, zeby sobie kupić jeden posiłek dziennie. A z drugiej strony jak to dobrze, że ludzie wciąz potrafia się dzilić tym, co mają. Bo prawdą jest to, że syty nigdy nie zrozumie jak potwornie czuje się człowiek, który jest głodny. Jak to rozumiem, bo parę razy w życiu cierpiałam głód. Ale nie trzeba rozumieć - wystarczy jeśli ludzie kierują się odruchem serca i dzielą się z ludźmi, ktorzy o to proszą. To najlepsza wiadomośc, jaką dostałam dzisiaj :)
Witam:)jestem zainteresowana wyjazdem listopadowym - tylko - kurcze - :)..sorry... no skończyłam juz 40 wiosenek - i nic na to niestety poradzic nie moge :)) - ale z drugiej strony wcale mi z tym nie jest źle hi,hi... ( no nie waze tony :) w kazdym razie tak w kontekscie do łazenia po drzewach :)- takie metr i sześćdziesią centymetrów jeszcze :)...waga piórkowa?chyba- około 55 kilo :).. no łowic moge i te inne też - nie wiem jak z tem drzewem by było :)))) ale no najwyzej jak sie zaklinuje to z nizszego pułapu moge tą dzungle ogladać chyba :)prawda?.. nadam sie czy niebardzo jednak ??????... szczepienia mam... no nie wszystkie ale to problem mały... i jak?
.. moze utrzymane w tonie zartobliwym ale no takie mam własnie usposobienie- pytanie jest jak najbardziej ( kurcze słówka mie zabrakło ????... ) autentyczne ?... hmmm... to nie to... no dobra to tak - jestem autentycznie i faktycznie zainteresowana o!.. :)teraz moze być :)... no i oczywiscie mam nadzieje ze otrzymam odpowiedź...
... a co potrafić :) znaczy umiec powinnam jeszcze chciałabym sie dowiedzieć- bo no niewiele umiem :( tak mie sie zdaje... ale za to gadałuła jestem straszna :)... hi,hi... no moge nawet i w innych jezykach jak trzeba by było... strzelac to troche tylko... :)... choroba - kończe bo wyjde juz całkiem na mało powazną osobę i no... mało konkretną ... autentycznie chce jechać :)
I świetnie, z tego wstępnego opisu wnioskuję, że jest Pani idealnym uczestnikiem wyprawy listopadowej :) Wiosenkami prosze się nie przejmować, rekordowa wiosenka podczas jednej z moich wypraw miała ich prawie 60 i wróciła szczęsliwa do Polski :)
Właśnie skończyłam czytać Pani książkę "W dżungli życia".. Jestem zdruzgotana....
..o czym ja będę pisać?!:))
Tak poważnie, to w wielu momentach nazwała Pai po imieniu i uprządkowała rzeczy, które gdzieś ciągle kotłują się w mojej głowie. Tak biegają od ucha do ucha czasem zahaczając o serce i ciąge zmuszają do zadania sobie pytania: czy to możliwe żeby właśnie tak podchodzić do życia?
Dziękuję. Teraz, mimo, że to pytanie pozostawało bezgłośne, mam na nie konkretną i stanowczą odpowiedź: Nie można! Trzeba!!!
Pozdrawiam gorąco i wracam do snucia misternej wici swego planu życiowego i upajania się przekonaniem, że mi też się uda!!!!
Sylwia:)
Na pewno się uda, musi się udać, bo wszystko na świecie zmierza w najlepszym kierunku - trzeba tylko ten swój kierunke odnaleźć :) Serdecznie pozdrawiam :)
Droga Pani Beato! Przeczytałam Pani książkę, „W dżungli zycia” i – jakkolwiek patetycznie i głupkowato to zabrzmi – została Pani moją idolką. Przypomniałam sobie o moich planach, dawno porzuconych, uznanych za głupie i nierealne. Nie mają one nic wspólnego z podróżowaniem, ale nie o to chodzi – chodzi o szacunek dla siebie, swoich potrzeb i marzeń. Proszę sobie wyobrazić, że dopiero co postanowiłam wziąć życie za bary, a już dziś zadzwoniła pewna pani, żeby zaprosić mnie na rozmowę w sprawie pracy, na której mi zależy! I choć na drodze stoi kilka przeszkód (m.in. trzeba „się szkolić” w innym mieście), wewnętrzny głos przekonuje mnie, żeby to sprawdzić. Od tego zacznę, a to, co dla mnie najtrudniejsze, zostawiam na potem – przecież nie musze się do niczego zmuszać, mam czas.. Pozdrawiam gorąco, Agah.
Tak, tak, ta zasada zawsze się sprawdza :) Kiedy czlowiek zaczyna iść we właściwym kierunku, dzieją się nagle niespodziewane cudowne przypadki, ktore sprawiają, że do celu dochodzi się znacznie szybciej niż mogliśmy się spodziewać :) Trzymam kciuki za wszystkie sprawy :)
Pani Beato! Mieszkam w USA. Czy jest mozliwe, bym dolaczyla do grupy polskiej juz w Bogocie? Jakie bylyby moje koszty, ktore trzeba wplacic na polskie konto (czy bylaby w ogole jakas roznica?)? Jaka jest przecietna wieku osob bioracych w takich wyprawach? Ja mam 48 lat i ciekawa jestem, czy starsi ode mnie takze tam sie wybieraja.
Pozdrawiam serdecznie.
Anna
Oczywiście jest taka mo zliwośc, żeby dołączyć do nas Bogocie. Już raz nawet tak robiliśmy - z Polakiem, który doleciał z Chile. Jesli chodzi o cenę i rozlożenie kosztów, to najlepszym źródłem informacji będzie Fundacja Marka Kamińskiego, która zajmuje się administracyjną stronę tej wyprawy - prosze pisać do Tatiany Chylińskiej, tchylinska@gamasan.pl
Jeśli zas chodzi o wiek uczestników, to z dotychczasowych doświadczeń wynika, że 27-57 - więc może się juz Pani pakować :))
Pani Beato licząc na fakt iż mimo wielu przeciwności losu uda mi się jechać na wyprawę org.przez Panią ,chciałem zapytać jak "wybiera"Pani osoby chętne do wyprawy.Zostałem poinformowany iż jedzie okolo 10osób ,a jesli chętnych będzie 20-czy jest to kwestia -kto pierwszy ten lepszy-czy też są inne kryteria. Martwie się że mogę być tym 11.....20 i wtedy .....-marzenia będę musiał odłożyć. Serdecznie pozdrawiam
Ireneusz
Panie Irku, podczas pierwszej wyprawy do dzungli też chciałam zabrać tylko 10 osób, ale ostatecznie grupa liczyła osób 12, więc jesteśmy elastyczni :) Mnie chodziło o to, żeby nie była to wielka grupa, tylko kameralny zespół ludzi, który ma szansę się ze sobą zaprzyjaźnić (i zawsze tak się wlasnie dzieje).
A jeśli okaże się, że chętnych jest 20 osób, to zrobimy następną wyprawę wkrótce potem i w ten sposób wszyscy będa zadowoleni :)
Pani Beato,
W czasie weekendu przeczytałam Pani książkę "W dżungli życia" i absolutnie wszystkie zaware w niej po rady są mi bliskie. Przegrywam życie i niestety nie radzę sobie z kolejnymi porażkami. Mam dwoje cudownych dzieci i kochanego męża.
Dni wolne spędziłam u koleżanki, tak naprawdę uciekając od zatrroskanego męża, także unikając ciężkich rozmów o.. finansach. Po powrocie emocje opadły, i rozmawialiśmy o Pani ksążce. Od dawna zdaję sobie sprawę, że narzekając doprowadzam siebie oraz moich bliskich do katastrofy. Wydawało się, że wyciągnęłam słuszne wnioski i powoli się zacznie układać. Niestety, już poniedziałek na wieść o nowym, niewielkim zadłużeniu, poległam. Nie są to duże pieniądze jednak od 6 lat sprawy nie idą w dobrym kierunku. W mojej pracy jest ok i na pewno jej nie stracę. ale mój mąż jest bez stałego zajęcia Może zna Pani kogoś kto potrzebuje odpowiedzialnego pracownika, bardzo przepraszam jeśli uraziłam Panią tym zapytaniem.
pozdrawiam serdecznie,
Helena
Pani Heleono, pracodawcy zwykle szukają rzeczywiście osoby odpowiedzialnej, ale także odpowiedniej na dane stanowisko. Wierzę, że uda się Pani mężowi znaleźć dobrą pracę i że znikną z Pani zycia na zawsze kłopoty z długami, serdecznie Pani tego życzę.
Droga p. Beato
Mam 17 lat i chyba jak każdy nastolatek jestem zagubiona i szukam własnej drogi w życiu. Na urodziny dostałam od siostry pani książkę "W dżungli życia". Właśnie jestem w trakcie jej czytania. Zatrzymałam się na rozdziale "Mój przyjaciel ja". Mam ten sam problem jaki miała pani. Będąc w towarzystwie mało się odzywam i jeżeli inni rozmawiają tylko między sobą, nikt nie pyta mnie o zdanie lub w ogóle jestem niezauważalna od razu nasuwa mi się na myśl pytanie: Co ja tu robię skoro oni i tak mnie nie lubią? Po co ja tu w ogóle przyszłam?
Pisze pani, że najważniejsze jest polubić siebie, ale jak? Mogłaby mi pani pomóc? Nie mam pojęcia jak się do tego zabrać. Prawie wszystko mi w sobie przeszkadza. Dwie najgorsze rzeczy, które są we mnie to: moja nieśmiałość, której nie mogę przezwyciężyć, każda próba wymiany zdań wiąże się z wielkim stresem czy nie powiem czegoś głupiego, że wszyscy będą się ze mnie śmiali lub czy w ogóle ktoś zechce mnie wysłuchać. Druga to to, że od 2 lat mam kłopoty z jedzeniem tzn. boję się przytyć, a rodzice i wszyscy naokoło wciąż mi powtarzają, że tak wyglądać nie można. Cały czas w tym siedzę i nie wiem jak z tego nie wyjść. Już nie pamiętam jak można zjeść cały jeden kawałek pizzy bez wcześniejszego pomyślenia ile to ma kalorii. Zachowuję się tak samo jak pani. Jak nikogo nie ma w pobliżu jem słodycze, tłuste potrawy, a gdy ktoś jest w domu nie jem prawie nic.
Bardzo bym chciała nauczyć się jak zdobywać przyjaciół. Naokoło mnie jest mnóstwo ludzi z którym widuję się np. w szkole, ale nie są to ludzie z którymi bym potrafiła rozmawiać o swoich problemach. Boję się samotność, spędzania weekendów w domu przed komputerem. Czasem wydaje mi się, że po prostu tak ma być i powinnam się bardziej skupić na nauce, wolne chwile poświęcać bratu, spróbować nauczyć go różnych rzeczy, zabierać na spacery. Z drugiej strony zazdroszczę tym, którzy wychodzą na imprezy, poznają nowych ludzi. Nie chcę iść przez życie w samotności! Moim skrytym marzeniem jest mieć kogoś kto będzie mnie wspierał, pociągnie za sobą i pokaże jak należy żyć, bo nie mam o tym zielonego pojęcia, ale jak mam znaleźć taką osobę skoro po pierwsze nie wychodzę wieczorami z domu bo nie mam z kim (moja przyjaciółka ma chłopaka i ze mną spędza dużo mniej czasu). Po drugie nie potrafię rozmawiać. Po trzecie wyglądam jak anorektyk (już mniej, przy wzroście 161 cm ważę 42kg) i noszę okulary. To co napisałam to tylko część tego co bym chciała pani napisać. Jeżeli mogłaby mi pani w jakiś sposób doradzić, pokazać drogę którą mam się pokierować, aby przestać żyć w samotności byłabym bardzo wdzięczna. I najważniejsze jak polubić siebie i nie nudzić się w swoim towarzystwie?
Z niecierpliwością oczekuję na pani odpowiedzieć. Pozdrawiam.
Kasia (w dżungli życia)
Kasiu, wszystko co wiem na temat zostania własnym przyjacielem napisałam w tej książce. Może przeczyatłas ją za szybko? Przecież sposób jest prosty - zostań taką osobą, jaką chciałabyś lubić i szanować - czyli zaczniej od stworzenia listy rzeczy, których w sobie nie lubisz, a potem.... i to własnie jest w książce :)
Witam :) Nazywam się Ola. Mam 16 lat. W przyszłości bardzo bym chciała zostać dziennikarką, jednak nie marzęo zawodzie, w którym moim zadaniem będą rozmowy z politykami, sławnymi gwiazdami lub coś w tym stylu. Chciałabym pomagać dorastającej młodzieży piekniej spojrzeć na świat. Myslę, że świata nie zmienie(właściwie to tego jestem pewna), jednak wiem, że jest młodzież, która dorasta tak jak ja w małym miasteczku i nie ma żadnego dostępu do kultury. Oczywiście nie licząc ksiązek. To własnie one pozwoliły mi zrozumieć, że świat nie kończy się za granicami mojego miasteczka. Oraz to jak bardzo świat jest próżnorodny, piękny i zaskakujący. Włąśnie m.in. dzięki Twoim ksiązkom (zwłaszcza dzięki nim) zaczęłam się uczyć języków obcych i stałam się bardziej otwarta na świat i nowych ludzi. W przyszłości chciałabym być bardzo podobna to Ciebie (brzmi banalnie i tandetnie? - fakt) ale to prawda. Chcę ziwedzać świat i poznwac nowe kultury i zakątki naszego przepieknego świata. Bardzo bym chciała wybvrać się za granicę w bardzo odległe miejsce, gdzie nie roi sie od tłumów turystów(nie mówię, że Włochy czy rancja nie sa piękne, bo są, ale jest tyle niebiańskich miejsc, gdzie jest równie ekscytująco, a nawet bardziej). Niestety, jestem na to za młoda. Ale gdyby można było zorganizowac jakiś wyjazd dla młodzieży? Bez żadnych luksusów, na żywioł. Myslę, że znalazło by sie sporo osób, bo wiem, że jest wiele takich osób. Nie chce czekać do "dorosłości", by móc wybraćsię na taka wyprawę. A i chcę Ci podziekowac za napisanie ksiązki "W dżungli życia". Jest rewelacyjna :)
Pozdrawiam :)
Olu, wyprawy z niepełnoletnimi to problem, bo nigdy nie wiadomo co im strzeli do glowy i czy nie wpakują się w jakieś poważne kłopoty :) A mówiąc powaznie - prawo jest ustanowione, że osoby niepełnoletnie muszą podczas takich egzotycznych wypraw znajdowac się pod opieką dorosłych.
Ale musze Ci powiedzieć, że nie trzeba zaczynać podróżowania od Ameryki czy Azji. Można zacząć nawet niedaleko od własnego domu - a każda taka wyprawa daje coraz więcej doświadczenia, które można potem wykorzystać w tropikach czy Himalajach.
Zycze Ci więc, żebyś szybko mogła zrealizować marzenia o podróżowaniu :)
Dzień dobry Pani Beato!
Przed chwilą przyszło mi do głowy takie pytanie: Czy była już Pani kiedyś w Wadowicach(moje rodzinne miasto)? Jeżeli tak, to prosze powiedzieć jak się Pani podobało. Jak nie to, czy wybiera się Pani kiedyś do nas?
Pozdrawiam, Tomek
Nie byłam w Wadowicach i niestety w najbliższym czasie tam nie będę, ale dziękuję za zaproszenie i serdecznie pozdrawiam :)
Kochana Pani Beato!
Chcę Pani gorąco podziękować za napisanie tak cudownej książki ,jaką jest "W dżungli życia" Jest to jedna z najwspanialszych książek jakie przeczytałam ,a książek czytam naprawdę dużo.
Nad moim biurkiem przypinam karteczki z mądrymi cytatami , które znajduję w książkach. Mam tam cytaty O. Wilde’a , Szekspira itp. Po przeczytaniu pani ksiązki stwierdzilam ,że chyba całą Pani książkę musiałabym powiesić nad biurkiem.
Naprawdę dziękuję , pozdrawiam słonecznie i życzę wspaniałych wakacji :)
Paulina
Bardzo dziękuję i życzę takich pięknych wakacji, po których życie będzie na zawsze piękniejsze :)
Droga Pani Beato,
Pisze ten meil bo wczoraj natrafiłam na Oliwkowo, poczytałam popatrzyłam i jestem pod wrażeniem. Juz bardzo dawno oczywiscie, slyszalam o pani i czytalam pani ksiazki, slucham tez Radia Zet w niedziele. I stale nie moge wyjsc z podziwu dla takiej swoistej mlodzinczej pasji, optymizmu i odwagi do spelniania marzen. To batrdzo budujace ze sa ludzie ktorzy udowadniaja ze nie ma rzeczy niemozliwych, i maja swoj sposob na zycie, inny niz widzimy to zazwyczaj. Bardzo mi sie to podoba. Ja jestem dosyc młoda, mam 19 lat niedawno zdalam( chyba) mature i dopiero teraz tak naprawde mam czas na leniuchowanie i zajmowanie sie tym na co wczesnije nie mialam czasu. Wiec czytam ksiazki( ulubione podroznicze, serfuje jak szalona po internecie, i zastanawiam sie nad sensem zycia) przede mna trudne decyje i nie wiem sama co robic, bo nie mam ochoty zbytnio isc na studia.
I tak sie zastanawiam co mnie przywiało na te strone??
Pani Beato, czy bedzie Pani w najblizm czasie gdzies na Mazowszu?? Moze spotkanie, wysłuchanie wiescie i opowiescie z najdalszych zakatkow swiata, pomoze mi podjac jakas decyzje.
Czekam na wiesci i prosze o wiecej ksiazek.
Pozdrawiam serdecznie
Justyna
Pani Justyno, miałam kilka spotkań na Mazowszu w maju i w czerwcu, w najbliższym czasie raczej się nie zapowiada, chociaż z doświadczenia wiem, że to się może zm ienić z dnia na dzień :) Prosze więc śledzić Oliwkowo - tam zawsze sa bieżące informacje.
Zyczę udanych wakacji i znalezienia tego, co sprawi, że Pani zycie nabierze sensu, czyli odnalezienia własnej ścieżki przez rzeczywistość :)
Szanowna Pani Beato! Podziwiam, troszkę zazdroszczę , życzę mnóstwa szczęścia, które proszę znaleźć tam, gdzie Pani wie. Odpoczywam, wysłałam rodzinę na wakacje, nie mam jeszcze urlopu, więc moje Paszczaki( lat 10 i 7) z Ojcem pojechały na wakacje beze mnie. Moją egzotyczną podróżą jest ta właśnie samotność bez rodziny, po raz pierwszy od 7-miu lat. Nie jestem typem Matki- Polki, mamusiowanie nie fascynuje mnie tak, jak być może mogłoby.... Stać mnie na podejrzenia, że bez dzieci miałabym ciekawsze życie. Przeczytałam Pani książkę "W dżungli życia" , dziękuję za nią, pomaga ustalić priorytety w codziennym życiu: 1/ liczenie na siebie,2/ zajęcie się fotografią-bo zawodowo też mi się przyda; 3/ wychowanie dzieci na szczęśliwych ludzi- co wcale nie jest łatwe, 4/ oswojenie Samotności. Może za jakiś czas będzie mnie stać (finansowo i życiowo) na to, by zaoferować Pani swoje towarzystwo na Wyprawie???... Och, pardon, na Przyprawie ( pamięta Pani Puchatka???). Tymczasem życzę radości istnienia, pogody duszy, zdrowia i siły!!! Hanka S.
Dziękuję i bardzo gorąco życzę, żeby szybko zrealizowała Pani swoje plany, szczególnie ten o fotografowaniu. I mam nadzieję, że spotkamy się kiedyś w dżungli :)
Witam Pani Beato,
Właśnie jestem w trakcie lektury Pani książki najnowszej " W dżungli życia". Otwieram szeroko oczy ze zdumienia bo po przeczytaniu pierwszych kilkunastu kartek stwierdzam, że to książka o... mnie. :-)) Tylko, niestety jakże inaczej potoczyły się nasze losy. Oczuwałam tak samo jak Pani odrazę do wszelkich przejawów zniewolenia, niechęć do wepchnięcia w ustalone zasady przyjmowane powszechnie jako obowiązujące, miałam czas buntu, jak każdy młody człowiek. Teraz mam 37 lat i życie zdarte, wypłowiałe z pogrzebanymi głęboko marzeniami, do których strach wracać bo trzeba by oszaleć! Jednak pomimo ogromnego poczucia niezależności i wolności, nie potrafiłam się temu przeciwstawić. Zdaję sobie doskonale sprawę, że takich listów jak mój dostaje Pani setki każdego dnia. Dlatego nie spodziewam się odpowiedzi. Nie będę zanudzać, myślałam , że bardziej potrzebny mi psycholog, jednak po Pani doświadczeniach w tej materii.. :-)) stwierdzam, że może nie koniecznie :-)) Niemożność realizacji swoich pragnień powoduje, że chce się wyć, wtłoczenie w ramy z których nie ma wyjścia powoduje, że nie chce się rano otwierać oczu i zaczynać kolejnego dnia. Moim marzeniem od dziecka były podróże. Poezja, sztuka, muzyka to dziedziny, którym się poświęcałam i wtedy dobrze się czułam gdy byłam blisko nich. Gdy pisałam swoje wiersze, malowałam oglądałam filmy przrodnicze odczuwałam wręcz ekstatyczne uniesienie. Niezależność, ciekawość świata i każdego nadchodzącego dnia. Poczucie wolności dodawało mi skrzydeł. Chodziłam na wagary do Biblioteki Jagiellońskiej i na wykłady do instytutu archeologii. Chciałam studiować archeologię, jednak za namową mamy wybrałam .... ekonomię!! Nie było we mnie dość siły. Nie ma jej nadal, pomimo, że postrzegana jestem jako silna osobowość. Rozpaczliwie pragnę wyrwać się z koszmaru w który zamieniło się moje życie a z którego nie mam odwrotu. Podróże były moją pasją, jako dziecko nie czytałam bajek tylko National Geografic i "Poznaj Świat" (pewnie Pani pamięta takie czasopismo :-) ) Niczego nie zazdroszczę ludziom oprócz spełanienia i poczucia niezależności. Proszę mi wybaczyć chaotyczność myśli ale tak wiele emocji wzbudziła we mnie Pani książka i tak wiele wspólnego odczuwam przy jej czytaniu. Podobno dla autora największym wyróżnieniem jest napisanie czegoś co jest współodczuwane przez innych ludzi. To władza nad duszami. Ależ jestem patetyczna:-)))
Pozdrawiam gorąco i wracam do lektury, która dodaje mi sił a jednocześnie przeraża poczuciem mojego zmarnowanego dotychczas czasu. Ta książka jest dla dzieci, którymi każdy z nas pozostał niezależnie od wieku. Dziękuję za to i proszę wybaczyć to przynudzanie!!
Justyna
Pani Justyno, najbardziej chciałabym, żeby w tej książce znalazła Pani nie tylko obraz tego, co niespełnione i nie zostało zrobione, ale także sposób, żeby to osiągnąć. Bo przecież Pani do dzisiaj marzy o tym, o czym marzyła Pani wczesniej, prawda? Więc głęboko wierzę w to, że uda się Pani zrealoizować te marzenia i zamienić je w rzeczywistość. I serdecznie Pani tego zyczę :))
Witam Pani Beato!
Bardzo milo bylo mi wczoraj poznac Pania osobiscie w Sieradzu. Szkoda tylko ze bylo tak malo czasu i nie zdazylem podzielic sie z Pania moimi refleksjami jakie mialem po przeczytaniu Pani ksiazki "W dzungli życia". Wiem ze dostaje pani setki maili w ktorych ludzie chwala Pani ksiazke, ale wydaje mi sie ze dla kazdego tworcy jest przyjemnoscia sluchanie ile radosci przynosi innym ich dzielo. Nie jest to w prawdzie glowny cel mojego listu ale ja tez chcialem powiedziec jak niesamowita jest to ksiazka. Czytalem wiele ’poradnikow’ jak zyc, ale one nie dorastaja ’Dzungli zycia’ do pięt. Juz wczesniej zdawalem sobie po czesci sprawe z tego wszystkiego o czym Pani pisze, ale dopiero po przeczytaniu ksiazki dotarlo to do mnie i wyszlo z strefy podswiadomosci. Napelnilo mnie niesamowita nadzieja i checia dzialania, ze nie moglem spac :) Przechodze juz do sedna. Nie mialem tylku powaznych problemow co Pani, ale mialem jeden, którego Pani nie doswiadczyla, ale o ktorym Pani pisze w ksiazce. Otoz bylem kiedys czlowiekiem-wampirem. Pisze ’bylem’ bo z ulga moge powiedziec ze juz nie jestem. Pisze Pani ze trzeba takich ludzi unikac, mozna dac im szanse, ale jesli z niej nie skorzystaja to trzeba ich unikac. A ja uwazam ze trzeba im powiedziec w czym tkwi ich prawdziwy problem. Bo mi nikt nie powiedzial ze robie zle, ze zameczam innych ludzi, wysysam z nich energie i tym dzialaniem nic nie osiagne. Myslalem ze wszystko jest ok, bardzo potrzebowalem uwagi innych i wydawalo mi sie ze znalazlem sobie dobry sposob aby to osiagnac. Musialo minac sporo czasu zanim uslyszalem swoj wewnetrzny glos (co bysmy zrobili bez naszych wewnetrznych glosow, prawda :)))) i zrozumialem ze musze sie zmienic. Nie bylo to latwe i natychmiastowe ale udalo sie. Jesli zdecyduje sie zamiescic Pani chociaz fragment tego listu na stronie to mam wlasnie taki apel do wszystkich: Nie zostawiajcie ludzi-wampirow samych ze soba tylko wytlumaczcie im jaki jest ich prawdziwy problem, zeby przestali wysysac energie z innych a zaczeli dzialac. Oni czasami naprawde nie zdaja sobie z tego sprawy, nie wiedza ze to jest zle, ja nie wiedzialem. Jesli mozemy to badzmy ich wewnetrznymi glosami, a jezeli to nie pomoze to trudno, wtedy mozemy dac sobie spokoj i jedynie miec nadzieje ze kiedys to do nich dotrze.
Przepraszam, ze tak sie rozgadalem, wiem ze ten mail nie ulatwia Pani walki z wieloglowym potworem jakim jest Pani skrzykna pocztowa :) ale czulem ze musze o tym powiedziec. Dziekuje bardzo i pozdrawiam goraco, Marcin
Marcinie, masz całkowitą rację - ale z tego co piszesz wynika, że jednak nie byłeś 100% wampirem, tylko powiedzmy 50-cioprocentowym. Z mojego doświadczenia wynika, że wampir nie slyszy co się do niego mówi i nigdy nie przyjmuje tego do siebie. Za bardzo jest nieustannie skoncentrowany na własnym cierpieniu, własnych potrzebach i dolegliwościach.
I wyobrażam sobie, że gdybym jakiemuś wampirowi powiedziała, że jest wampirem i wysysa ludzkie uczucia, to zacząłaby płakać i mówić, że nikt go na świecie nie rozumie, jest najbardziej nieszczęśliwą i skrzywdzoną istotą na świecie.
Zgadzam się więc, że trzeba wampirom uświadamiać ich wampiryzm, ale chyba można to zrobić tylko wskazując mu konstruktywne rzeczy, które mógłby zrobić, a nie komunikując mu: jesteś wampirem. Bo to chyba skończyłoby się kolejną wampirową tragedią.
Dzien dobry. Mam na imie Marta i jestem studentka. Wlasnie wrocilam ze spotkania z Pania w Sieradzu. Musze przyznac ze wywarlo ono na mnie niesamowite wrazenie moze przez fakt ze odebralam Pania bardzo pozytywnie.Bardzo lubie sluchac opowiesci z wypraw innych ludzi, gdyz sluchajac mozna sie duzo nauczyc i zdobyc teoretyczne doswiadczenie.
Szkoda tylko ze nie udalo mi sie kupic ksiazki, rozeszly sie bardzo szybko, no nic, kiedys ja "wchlone".Jestem jej bardzo ciekawa. Jak ją przeczytam to pozwole sobie podzielic sie z Pania moimi odczuciami na jej temat. A tym czasem pozdrawiam i zycze szczesliwej podrozy!!!
Dziękuję :) Życze spełnienia marzeń i mam nadzieję, że dane nam będzie znów się spotkać :)
Witam Panią b. serdecznie. Z ogromnym zainteresowanie wsłuchuję się w Pani opowieści te z daleka i bliska.Jest do prawdziwa uczta dla uszu i oczu! , oby jak najwięcej !!!Ogromnie uśmiałam się z Pani wspomnień z dzieciństwa o sezonie truskawkowym i "menu".Mam identyczne wspomnienia z wakacji u Babci z przed 50 lat tylko w sezonie wiśni,.Od rana wisiałysmy z siostrami na drzewach zrywając do poludnia / i oczywiscie zajadając/ po czym ciotki gotował zupę wiśniową, na drugie danie kleiły pierogi , na deser kisiel i kompot na popicie. Teraz po latach wspominamy te czasy z rozrzewnieniem i nostalgią do tych słodziutkich bombeczek, którymi stroiłyśmy uszy.. Życze wszystkiego dobrego , pozdrawiam Balbina.
Tyle czasu minęło, a nikt jeszcze nie wynalazł całorocznych truskawek, prawda ? :)
dzien dobry pozwolilem sobie napisac by wyrazic swoj w pewien sposob podziw do pani i pani pracy.wlasnie przeczytalem "blondynka w tao" i szczerze to byl/jest jeden z najciekawszych aspektow tego czerwca ktory wlasnie trwa. siedze we wroclawskiej kamienicy czasem projektuje , czasem staram sie pochlaniac wiedze sesyjno- egzaminacyjna.czyli ogolnie nie robie nic co warte bylo by nawet mojej uwagi. a pani ksiazka pozwolila mi od tego wszystkiego odfrunac. im jestem starszy /im wiecej czasu spedzam na roztrwanianu czasu /legwanieniu-- tym bardziej zauwazam jak bardzo oddalaja sie moje marzenia chocby z czasu technikum. praktycznie przestalem czytac , praktycznie przestalem myslec.nawet sny mam coraz mniej ciekawe. a przeciez jestem strzelcem.durne to .nie wazne . ale wie pani co jak sobie czytam o takiej wyprawie to mi lepiej. mam o czym myslec/co sobie wyobrazac/marzyc /planowac.i malo mnie wtedy interesuje wszystko wokol. i za to chcialem podziekowac w ten banalny i szczeniacki sposob. ps.ha morwa i nać to idealny sposob na dosyc spora czesc mego slownictwa- ha pozdrawiam-maciek
Panie Maćku, sęk w tym, że rozpalone marzenia same zaczynają się zamieniac w rzeczywistość, więc jest Pan na najlepszej drodze, żeby wyruszyć w podróż swoich marzeń i oderwac się od codzienności, czego gorąco zyczę :)
Przeczytałem "Blondynkę Tao"; i mimo, ze miałem wydanie kieszonkowe to film też widziałem bo dostałem go od naszego Oliwkowego bibliotekarza : ) Nawet sobie nie wyobrażasz jakiego apetytu narobiłaś mi na Rambutany i Duriana, Jeżeli nic się nie zmieni to możliwe jest, ze będę miał okazję spróbować tych owoców już niedługo : )
A teraz inna chyba mniej optymistyczna sprawa. Na pewno słyszałaś o Kindze Choszcz, która niedawno odeszła od Nas. W Internecie po jej śmierci rozgorzała dyskusja na temat malarii, o tym jak się przed nią chronić i czy w ogóle to jest możliwe. Z tego co się orientowałem nie istnieje lekarstwo zabezpieczające na sto procent przed ta chorobą. Szczepionki nie wynaleziono jak do tej pory przynajmniej nic o tym mi nie wiadomo. Istnieje kilka rodzajów środków anty malarycznych i w zależności w jaki rejon się jedzie używa się któregoś z nich. Jednak wszystkie te preparaty ponoć dają spore efekty uboczne, są drogie i nie można ich używać przez długi okres. Mam do ciebie pytanie, czy Ty jako pierwsza kobieta która przeszła najbardziej malaryczny rejon świata, przesmyk Darian stosujesz profilaktykę anty malaryczną? Czy robisz to za każdym razem? Czy odczuwasz efekty uboczne i czy myślisz, ze przy tak długiej wyprawie jaką odbywała Kinga miało sens stosowanie takich środków?
Tak mi teraz przyszło do głowy, ze przed wyjazdem będę musiał się uzbroić w coś takiego co się zwie moskitiera. Czy możesz mi poradzić gdzie w Polsce mogę cos takiego kupić i ewentualnie, na co zwracać uwagę przy zakupie? A może łatwiej będzie mi to kupić jak już będę w Azji Pd-Wsch. ?
Pozdrawiam Nitek
Oczwyiście biorę leki profilaktyczne przeciw malarii - są cztery szczepy tej chroboy, które w dodatku ewoluują i uodparniają się na kolejne lekarstwa. W róznych częściach świata zagrożenie jest różne, dlatego zawsze trzeba przed wyjazdem pójść do kliniki chorób tropikalnych i dostać odpowiednią receptę.
Podczas długich wypraw (kilkumiesięcznych) nie łyka się profilaktycznie leków, tylko zabiera się ze sobą końską dawkę na wypadek ewentualnej choroby. Ponieważ są to leki mocne, zawsze trzeba to robić w porozumieniu z lekarzem - to znaczy od lekarza specjalisty otrzymac instrukcję łykania.
Jeśli zaś chodzi o moskitiery, to w Polsce widziałam tylko moskietiery na łóżka - a i tak w odmianie europejsko-ogrodowej. Takie rzeczy najlepiej jest kupowac na miejscu.
Najwazniejsze jednak jest unikanie ugryzień komarów - czyli przede wszystkim odpowiedni strój - długie rękawy, długie nogawki spodni, skarpetki - szczególnie rano i przed zmierzchem - i stosowanie środków odstraszających owady.
Przepraszam, że tak bez żadnych wstępów... Zawsze Pani tak mądrze radzi innym... Mam problem. Nie potrafie nawiązywać kontaktów. Nie potrafie się otworzyć przed innymi. Zanim ktos się ze mna zaprzyjaźni musi minąć sporo czasu. Nie wiem dlaczego tak sie dzieje ale zawsze w sytuacjach w których musze cos powiedzieć (nawet przez telefon) ogarnia mnie piekielny strach... Zasycha w gardle, trzęsą mi się ręce, a później zauważam że wcale nie było tak źle. Cokolwiek nie powiem czuję, że ludzie wokół usłyszeli totalna głupotę, zastanawiam się nad każdym wypowiedzianym zdaniem, czy aby nie powiedziałam czegos niedorzecznego... A kiedy mówię w wiekszej grupie, nie potrafie wydobyć z siebie głosu, a on wcale mnie nie słucha, załamuje się, ja robię sie czerwona, czuje coraz wieksze gorąco... Wstydze sie pochwał, wstydze sie kiedy mówia o mnie. Kiedy trzeba nad czymś popracować wykonuje to doskonale, ale jeśli muszę pracować w grupie zupełnie nie potrafie dogadać się z innymi. Nie wiem jak to przezwyciężyć... A drugi, bardzo z tym związany. Uczę się w szkole muzycznej. Zawsze przed egzaminami, albo koncertami ogarnia mnie strach, boje sie że mi nie wyjdzie, pomyle się... To tak paralizuje, że naprawde utrudnia sprawę, bo większość pomyłek bierze się z trzęsących rąk (naprawdę tak ciężko grać) albo suchości w gardle... W Pani jest moja jedyna nadzieja ;)
Mam nadzieję, że spotkam Panią za kilka lat ;)
Myślę, że jesteś uzależniona od opinii innych ludzi i to jest Twój problem. Bo zastanów się - czy wiesz co chcesz powiedzieć? Jeśli tak, to pewnie natychmiast wtedy zaczynasz się zastanawiać czy to dobrze wypadnie, co inni o tym pomyślą i tak dalej. I w ten sposób kręcisz się w kółko. I nie masz dystansu do samej siebie. Bo załóżmy, że będziesz inna, otwarta, ludzie rozmawiają, Ty się włączasz do rozmowy, mówisz coś i jest to coś rzeczywiście głupiego - wszyscy nagle milkna i patrza na Ciebie - i co wtedy? Nic. Po prostu nic. Życie składa się z takich chwil. W takiej sytuacji wystarczy się roześmiać i wesoło powiedzieć, że to był żart albo coś w tym stylu. Nie bierz wszystkiego tak bardzo na poważnie. A przede wszystkim - śmiej się często. Ludzie z uśmiechem na twarzy są zawsze traktowani jak przyjaciele.
A poza tym spróbuj sobie wyobrazić, że wszyscy Cię uwielbiają. Wtedy nie będziesz się wstydziła czegoś do nich powiedzieć.
I jeszcze jedna rzecz: ludzie odbierają Cię taką, jaką sama im się przedstawiasz. Kiedy patrzysz przestraszonymi oczami i masz na sobie czarną sukienkę, będą Cię mieli za nieśmiałą myszkę. Potrzebny Ci jest uśmiech, choćby odrobina wiary w siebie i chęć polubienia ludzi, z ktorymi się spotykasz. I powodzenia!
Droga Pani Beatko,
Jestem Aga i mam dziesięć lat. Mam kłopot. Nie jestem lubiana w szkole, z powodu mojego ,,dziwactwa": słucham rocka, dobrze się uczę, lubię czytać i pisać listy, fotografować i rysować. Właśnie z powodu rysowania jestem postrzegana jako dziwaczka. Rysuję z tyłu okładki zeszytów, w książkach też mi się zdarza:-) I jak nauczycielka zwróci mi uwagę, czerwienię się jak truskawka(dosłownie, ponieważ jestem w dodatku pryszczata), a wszyscy się na mnie gapią i potem plotkują.
Mam jedyną najlepszą przyjaciółkę. Jednak moi rodzice cały czas stawiają mi za wzór ich zdaniem idealną siostrę. Jest mi smutno! Nie wiem, co robić.
Proszę o odpowiedź,
Agnieszka lat 10
Agnieszko, zastanów się jak byś się czuła, gdybyś nie umiała rysować, źle się uczyła, a w chwili zdenerwowania nie robiłabyś się czerwona tylko fioletowa. To dopiero byłby kłopot! Rysuj jak najwięcej, bo tylko dzięki ćwidczeniom osiągniesz doskonalość. Może zostaniesz słynna malarką albo projektantką mody i wtedy wszyscy, którzy dzisiaj się z Ciebie śmieją, będą Ci zazdrościć. W ogóle nie myśl o tym czy się śmieją, czy nie. Rób to, co jest dla Ciebie ważne.
Pani Beato Jest Pani dla mnie wzorem do pracy nad sobą wiem , że kazdy kroczy swoją drogą ale dzięki Pani zrozumiałam , że moja droga życia nie musi być mdła i bezbarwna a wszystko jest tylko w moich rękach . Myślę , że rewolucji w moim dotychczasowym życiu nie będzie, tylko będe potrafiła użyć wielu "przypraw" , które są w zasięgu mojej ręki abm mogła poznać smak swojego życia .
Pani Beato głeboko wierzę ,że jeszcze nie raz uda mi się uczestniczyć w spotkaniu z Panią zachowuję w sobie tą dobrą energię , którą otrzymałam będę starała się jak najdłużej utrzymać ją w sobie . Dziś gdy przeglądałam książke " W dzungli życia " wynotowałam sobie zdanie , że trzeba mieć odwagę by mieć własne zdanie i umiejętności , by w przyjazny sposób przekazywać je innym oraz życzliwość i dobre serce wobec wszystkich istot na świecie . To jest motto dla mnie na dzien dzisiejszy . Jeszcze raz dziękuje , Pozdrawiam Dorota
Pani Doroto, bardzo się cieszę, że udało nam się spotkać i mam nadzieję, że to nie był ostatni raz :)
Witam pani Beatko:) Zapewne takich maili jak ten dostała pani i dostaje tysiące, lecz po przeczytaniu pani książki w "dzungli życia" poczułem chęć napisania do pani, być może dostałem od pani tą "2złotówke" która daje nadzieje na lepsze, która pokazuje że warto w tych czasach starac sie byc dobrym a zarazem szczęśliwym w takich czasach jak przyszło nam żyć(zaznaczam że nie jestem nieszczesliwym wampirem:)ale pokazała pani że mozna świat postrzegać na swój sposób i wysysać jak wampir!!tak jak wampir dobro i szczescie, a pani ta wyssana dobrocia potrafi sie dzielć.Może przyznam sie ze wszkole nigdy nieprzeczytałem zadnej "lektury" w tak krotkim czasie (ba nawet streszczenia ich)jak pani ksiązke(a tych lektur niebyło zbyt wiele hehe i zadna nie zaraziła mnie do czytania,w przeciwieństwie do "dzungli życia" która wciąga jak czarna dzungla lecz z owocami dobrych rad, przestróg i wiele dorych rzeczy prawie tak dobrych jak miodowe mrówki:)
Z jednym sie niezgodze i niemoge uwierzyc a mianowicie że pani kiedyś nazywała siebie "gróba beka"nieznałem pani za młodu (a szkoda hehe;) ale po zdjęciach zamieszczonych w ksiązce to miała pani idealna figure, a dzis wyglada pani jak piękniejsza jej siostra:) Pochodze z bielska-białej, gdzies dowiedziałem sie ze miała pani byc unas i podpisywac ksiąke lecz niewiedziałem gdzie hehe obiezdzilem wszystkie wazniejsze miejsca lecz niestety....moze przy innej okazji, a przy tym serdecznie zapraszam:)ehh jest tyle tematow o ktorych chciałbym pani napisać, lecz zdaje sobie sprawe ze ma pani ograniczony czas na czytanie takich maili jak ten.Chciał bym choć po częsci przezyc takie podróze jak pani , choc moim zdaniem kazda podróż jest inna i niepowtarzalna nawet w te same miejsca,sam troszeczku tez jezdze 2x zwiedziłem całą tunezje wraz zjej fantastyczna sahara, troszku po europie, marzeniem jest Brazylia moze za rok jak finanse pozwola.Dziekuje za przeczytanie i nieśmiało licze na pare słów z pani strony :) Saluti e successi nei viaggi seguenti Pozdrawiam SEBASTTIAN
Dziękuję :) Z mojego doświadczenia wynika, że marzenia o podróżowaniu spełniają się szybciej niż mogłoby się wydawać, więc pewnie zanim się obejrzysz, Brazylia sama zapuka do Twoich drzwi :) Tego Ci życzę i pozdrawiam :)
Droga Pani Beato ! Mam tysiące pytań ale może zacznę od najwiekszego problemu . Jak mam pozbyć się kompleksów. Kiedy miałam 6 lat miałam operację na głowę teraz jestem zupełnie zupełnie zdrowa ale rodzice nie chcą żebym ćwiczyła na wf-ie dlatego że gdy miałam 10 lat nie ćwiczyłam a od tamtego czasu mam wiele zaległości . Nie wiem czy z tego powodu czy z innego mam w sobie mnóstwo kompleksów. Rodzice mi mówią ciąglę że jestem wrażliwa ładna i mądra. W szkole uczę się bardzo dobrze. Co jest nie tak? ? Wystarczy jedna porażka a we mnie już rodzi się nienawiść czemu przecież nie jestem złą dziewczyną . Zazwyczaj trudno mi nawiązywać kontakty z innymi ludźmi bo często hamuje mnie przed tym strach ,, a co będzie jak ktoś mnie nie polubi , a co będzie jak sobie ktoś coś sobie o mnie złego pomyśli " Mam już tego dość chcę być spoko fajną i wyluzowaną nastolatką a nie okropną sztywniaczką . Ps. Mam 14 lat - zapomniałam napisać na początku. Pamela *
Droga Pamelo! Myślę, że po prostu Ty sama siebie nie lubisz i patrzysz na siebie oczami innych ludzi. I w ten sposób robisz sobie krzywdę, bo próbujesz się domyślić co inni o Tobie sądzą i jak Cię odbierają i dopasować się do nich, żeby Cię lubili i cenili. Nie jesteś sobą. I to Ci przeszkadza. Czy sama wiesz kim jesteś? Czy lubisz siebie? Czy chciałabyś się ze sobą zaprzyjaźnić?
O wszystkich takich sprawach piszę w książce "W dżungli życia" - może znajdziesz w niej coś pożytecznego?
|