|
|
Argentyńska skrzynka pocztowa (52)
Nowe listy proszę słać na adres beata@beatapawlikowska.com albo beata@oliwkowo.pl Odpowiedzi szukajcie poniżej.
P.S. Tę skrzynkę nazwałam argentyńską, bo w czerwcu przypada Dzień Polaka obbchodzony tylko w jednym miejscu na świecie - w Argentynie.
Dodam jeszcze, że nazwy skrzynek pocztowych nie mają nic wspólnego z tematyką listów. Znajdziecie tu listy o życiu, książkach, ludziach i ich problemach.
Pani Beato!
Jak to jest z tym naszym pechem, czy jest cos takiego, a jesli nie to czym wytłumaczyc dziwne, lawinowe i nieszczęśliwe "zbiegi okolicznosci". Zupełnie nie rozumiem ostatnio tego co dzieje sie w moim zyciu. Nie mam nic porócz moich nieszczęsnych 30 lat. Kilka lat temu miałam ukochanego chłopaka, który ostatecznie nie "ukochał" mnie tak jak ja jego. Kilka lat zajęło mi, zeby sie po tym pozbierac. Czasem jeszcze wraca jakis bój niespodziewany i poczucie krzywdy. wyszła nauczka pierwsza: nie kocha sie bezgranicznie i trzeba sie czasem ogladac do tyłu, bo tych których sie kocha tez czasem potrafia wbic nóz w plecy. więc gdzie zaufanie? Potem kolejno nieciekawe prace, ostatnio praca w która włozyłam całe sercr, czas energie. Zaczeło to przynosic jakies efekty i kolejna cegła na głowe. Zamkniecie firmy. Po drodze znajomi i przyjaciele zaczeli odchodzic, bo nowe zycie, rodzina, bo samotna dziewczyna bywa niebezpieczna, a nuz zawróci w głowie mezowi...
Jestem w momencie, ze nie widzę przed sobą perspektyw, choc jak mówia Ci którzy mnie dobrze znają "zdolna jestes, poradzisz sobie". A ja nie mam juz sił i nadziei. Wszystko co kochałam odchodzi powoli. Obojetnieję na siebie, na życie. I widze tez obojetnośc tych którzy sa wokół mnie. Nie wiem dlaczego Pani to wszystko pisze...może przez te Pani ksiazke " W dzungli zycia". Ja po prostu czuje ze stoje na rozdrozu i nie wiem co mam zrobic, a cokolwiek próbuje zmienic, staje w obliczu jakiejś dziwnej zapory, tak jakby cos nie pozwalało mi sie wydostac z tego zakletego kregu nieciekawych zdarzeń. Trace siły i nie wiem co mam robic. Zawsze wierzeyłam w racjonalim i wolny wybór, a nie w przeznaczenie. Wiec skad to wszystko? może Pani bedzie wiedzieć. Pozdrawiam serdecznie Basik
Takie poczucie niemocy zdarza się czasem przed dojściem do strategicznego skrzyżowania. To jest trochę tak, że czlowiek musi czasem stracić wszystko (albo ochotę na cokolwiek), żeby być gotowym na podjęcie nowego wyzwania. Czyli jest to punkt przejściowy. najwazniejsze w tej sytuacji to nie rozpaczać. Zająć się czymkolwiek, co przynosi Pani zadowolenie. Wyznaczyć sobie jakiś mały, osiągalny cel i do niego dążyć. Reszta - zdarzy się sama. W świecie wszystko płynie. trzeba być gotowym na uchwycenie tego, co za chwile do Pani przyjdzie. I głowa do góry!
Witam
Pisalam do pani ponad pól roku temu. Pokrótce opisalam swoje życie - 20 lat, problemy z jedzeniemi, ze sobą :( z innymi i rozpaczliwa chęć odpowiedzi: jak żyć?? Przez te pól roku, lepiej czy gorzej radzilam sobie ze mna i swoim życiem. Mozna powieziec, że zrobilam duże kroki w swoim życiu (przeprowadzilam się, zmienilam tryb studiów na zaoczny, znalazlam pracę) ale wciąż trudno mi samej w sobie. Choć próbuję.
Dowiedzialam się z "Dżunglii życia", że najwazniejsze żyć zgodnie z samą sobą... Ale jest mi tak bardzo ciężko odróżnić mnie od tego co jest mi narzucone, czemu podlegam....
I teraz przyszedl ten moment, gdzie znowu nie jestem pewna co zrobić, a sama jeszcze sobie z tym nie umiem poradzić, może że jeszcze sama sobie nie ufam??
Otóz, studiuję na II roku socjologię, prywatnie, od pól roku w weekendy. Nie lubie tego kierunku, i naprawdę mam już dosc tych studiów; tych schematów, oszukiwania siebie, że to jest dobre, wykladów które mnie nudzą. Przez caly semestr odpychalam od siebie ta mysl, ze cos trzeba z tym zrobić ale co?? No i nadeszla sesja....
Mialam sie wlasnie uczyc, gdy znowu sie zbuntowalam i powiedzialam NIE i przyszla mysl: moze je rzucic? I nie wiem, czy to przemowilo przeze mnie lenistwo, czy prawdziwa ja.
I przyszly mi na mysl, wzystkie rzeczy, które mogę utracić, i co może sie stac jak to zrobię. Mój ojciec mnie nie zrozumie, i powie, że zawsze musze robic glupie bledy. Przestannie mi doplacac do " zycia" Wprawdzie pracuję, ale na 1/4 etatu, nie ma mowy, żebym sie za nie utrzymywala.... Ale wydaje mi sie, ze bym sobie jakos poradzila, chociaż nie byloby latwo. Bardziej boli mnie przewidywalna reakcja ojca, ten zawod i olbrzymie niezrozumienie.
Moj brat mówi, żebym nie rzucala studiów, żebym jeszce przetrzymala ten rok do licencjata, że musze miec to "wyzsze" wyksztalcenie, bez niego będzie mi strasznie ciężko. Żebym zdala ta sesję ( ale nie mogę pokonac oporu do tej nauki)
A ja nie wiem, czuję że bym skreslila te dwa lata studoiw, i kupe kasy mojego ojca, ktore poszly w sumie na nie. Ale nie chce sie zmuszac do tego, nie chce życ, robiąc rzeczy do KTÓRYCH JESTEM ZMUSZANA.
Nie chcę mieć standardowego życia: praca, dom, Wiadomosci, w weekend może wyjcie do kina...
Chcę, czuć wiatr, mieć przed sobą duzo zieleni i wolnej przestrzeni. Marzy mi się wyjazd do Kanady, lub do jakiegos stanu USA , gdzie jest dużo zieleni, przyrody i przestrzeni. No i chcialabym pracować w reklamie, tworzyc je, wymyslac.
Kiedys myslalam, ze marzenia po prostu mozna mieć, że posiadanie ich jest ochroną, i to wystarczy. Teraz wiem, ze trzeba je realizować. Ale czy marzenia mogą czekać? Czy ja to wytrzymam? cos co mnie trzyma wbrew mnie? Albo czy to jest moja glupota i próznosć. Boję sie że brat ma rację, ale czy ma?
Wtedy mi pani pomogla, teraz proszę jeszce raz, sama jestem na to albo za slaba, albo zbyt jeszce nieufna do siebie.
Bardzo proszę o odpowiedź. I bardzo serdecznie i pozdrawiam, i dziękuję, ze pani wogóle jest;gdyby pani nie bylo slepo godzilabym sie na schematy. Brnelabym slepo w odchlań, ktora zżeralaby mnie od srodka.
Każdy musi swoje życie przeżyć sam - i każdy sam musi sobie odpowiedzieć na masę wątpliwości i rozterek, które się w nim pojawiają. Każda taka chwila zwątpiewnia to rodzaj egzaminu i jednocześnie szlaban wiodący do przyszlości. Trzeba się nauczyć z nimi radzić.
Wiem jak to jest być całkowicie pomiędzy dwiema rzeczami do wyboru, kiedy wydaje się, że żadna z nich nie jest w 100% dobra. Moim zdaniem nie znalazła Pani jeszcze takiej rzeczy, która dawałaby Pani poczucie szczęścia i pewnośc, że to jest właściwy wybór. Być może dzieje się tak dlatego, że w ogóle nie potrafi Pani jeszcze podjąć takiej decyzji.
Czy jest coś takiego, co Panią pociąga, fascynuje i nie daje spać po nocach? Jeśli tak, to czemu nie dowie się Pani co trzeba zrobić, żeby to coś zdobyć? Może trzeba zacząć inne studia? Może trzeba pójść do pracy? Ale w każdym w tych przypadków potrzebne jest DZIAŁANIE.
Jeżeli jest Pani w 100% pewna, że obecny kierunek studiów nie jest tym, czego Pani chce, niech Pani je zostawi i idzie za głosem serca. Ale czy do tej pory zrobiła Pani cokolwiek, żeby to upragnione zajęcie urzeczywistnić?
Bo może Pani problem nie leży w umiejętności dokonania wyboru, tylko w konksekwentnej realizacji czegokolwiek? Może koncentruje się Pani wyłącznie na mówieniu, zamiast coś ZROBIĆ?... Układanie swojego życia to praca, nie słowa.
Serdecznie życzę odnalezienia drogi i proszę dac znać jaka podjęła Pani decyzję
Witam gorąco ze słonecznego Gdańska!!! Właśnie odebrałem nasionka :))) Ale mi się minka rozradowała gdy zajrzałem do kopertki :))))))) teraz musze przestudiować jak je wychodować :P jakie warunki zapewnić tym szkrabom :) licze na jakąś fachową rade :)
Pozdrawiam!!!! Jacob
W Oliwkowie w dziale baobabów jest link do dwóch stron, gdzie są podane dokładne informacje dotyczące hodowli i opieki :) A gdzie jest dział baobabów?
Dzien Dobry Pani Beatko :) Mam na imię Anna... i mieszkam w Chełmnie kujawsko pomorskie. Słuchałam własnie Pani audycji na temat nadsyłania do Pani zdjec do National Geographic. Moj chłopak bardzo sie interesuje fotografia. Ma aparcik i robi zdjecia jak tylko ma okazje i czas. Teraz go niestety mu brakuje bo zaczal pracowac by uzbierac pieniazki na bardzoj nowoczesny sprzet. Chciałabym wyslam kilka zdjec jego autorstwa... lecz nie pamietam dokladnego adresu. Nie wiem czy moge je wyslac bez Jego wiedzy czy od razu moj mail bedzie odrzucony? Gdyby ktos sie tym zainteresowal i jego fotografie by sie spodobaly komus chcialabym zeby mial niespodzianke;) Licze ze Pani mi poda adres na który mogłabym wyslac ta zdjecia :) zrobie to jak najszybciej :)
z Góry dziekuje pozdrawiam serdecznie :)
Anna
Proszę zajrzeć na www.nationalgeographic.pl - tam są wszystkie potrzebne informacje. Powodzenia!
Witam serdecznie!
Mam na imię Jan. Mam 15 lat. Mieszkam w Tczewie niedaleko Gdańska.
W ostatnią niedzielę jadąc z cała rodziną samochodem słuchaliśmy Pani audycji. Bardzo zainteresowała nas możliwość brania udziału w wyprawie rowerowej. Chciałbym dowiedzieć się w jaki sposób można skontaktować się z Pani ostatnim rozmówcą, który na ten temat opowiadał. Czy istnieje strona internetowa na której znalazłbym niezbędne informacje ( koszt, trasa, ekwipunek, itp. ) Bardzo zależy mi na Pani szybkiej odpowiedzi, ponieważ jeszcze w tym roku chcielibyśmy wziąć udział w takiej wyprawie.
Z poważaniem, Jan
Wszystkie informacje znajdują się na stronie klubu Crotos, który te wyprawy organizuje: www.bicycle.pl
Pani Beato,
Na dzień dziecka dostałam Pani nową książkę, „W dżungli życia” i po jej przeczytaniu jestem pod wielkim wrażeniem... Brak mi w tej chwili słów, by móc ją opisać – jest cudowna!
Czytałam bardzo wiele książek, jednak ta zajmuje niewątpliwie pierwsze miejsce – jest najlepsza! Dzięki niej wiele zrozumiałam, dużo się nauczyłam. Cieszę się, że trafiła do mnie właśnie teraz, kiedy mogę jeszcze wprowadzić do mojego życia pewne zmiany: stając się lepszą, piękniejszą (wewnętrznie) z dnia na dzień...
Przemawia ona tym bardziej do świadomości ludzi młodych, gdyż wszystko co w niej opisane jest autentyczne i jakże bliskie nam samym – zbuntowanym nastolatkom, zagubionym, szukającym własnej drogi w życiu...
Jest Pani dla mnie niezwykle wartościową osobą (i zapewne nie tylko dla mnie!), wielkim autorytetem, ideałem. Bardzo Pani dziękuję za tą wspaniałą książkę!!
Pozdrawiam serdecznie! :) Paulina, 16 lat
P.S. Uwielbiam fotografować, malować, pisać i podróżować (podobnie jak Pani ;) i teraz wiem, że warto dla tych pasji poświęcić całe swoje życie – by być szczęśliwym!
Paulino, to prawda, że warto poświęcić zycie dla pasji. Wymaga to - jak zresztą wiekszość rzeczy w życiu - odwagi, siły i wytrwalości. I tego Ci życzę - zeby zadnej z tych rzeczy nigdy Ci nie zabrakło i żebyś ulożyła sobie życie zgodnie ze swoimi marzeniami :)
Witam pani Beato!!!! A ja tyle o pani nie wiedziałam..., ale zaczynam nadganiać powoli! Jest pani osobą magiczną, emanuje od pani taki spokój, że sama sobie trochę wezmę. I ten magiczny, ciepły głos! Ale najbardziej fascynuje mnie pani pasja: podróże i pisanie i nie marnowanie czasu na coś czego nie chce się robić. Och ja tak pragnę troszkę popodróżować, ale na razie nie byłam w ogóle za granicą, choć mam prawie 30 lat... Mam taki swój UKOCHANY KRAJ, ale gdy o nim z kimś rozmawiam, to słyszę śmiechy i zdanie: weź przestań w ogóle o tym marzyć, przecież to nie realne! A ja dalej uparcie marzę, czytam książki, robię notatki... Ach i marzę o fotografowaniu, to chyba najpiękniejsze na świecie! Mam pytanko: czy uważa pani, że już jestem za stara na podróżowanie i spełnianie swoich marzeń??? Ach i może drugie: czy nie boi się pani latać samolotem i co robi pani podczas tak długich lotów? - jeśli wolno spytać. P.S. Serdecznie pozdrawiam, życzę szczęścia i owocnych podróży.
Monika
Pani Moniko, sama Pani wie, że nie jest za późno, właściwie dopiero teraz jest najlepszy czas, bo teraz Pani wie na pewno, że tego właśnie chce najbardziej. Jesli ma pani ukochany kraj, to znaczy, że jest to miejsce, które wzywa Pania do siebie - nie ma co się temu opierać, bo prędzej czy później na pewno Pani do niego pojedzie. Lepiej zrobić to szybciej niz później :) Ciekawa jestem jaki to kraj. Peru? Nepal?
Nie boję sie latać samolotem. Podczas długich lotów śpię albo oglądam telewizję :)
Niech się Pani nie boi spełniać swoich marzeń. To daje siłę i radość :)
Witam Pani Beato. Nazywam sie Magda, mam 22 lata. Od kiedy pamietam zawsze wiedzialam, ze moje zycie nie moze byc szare i zwykle (cos strasznie patetycznie to zabrzmialo;)). Od wielu lat mysle o podrozowaniu, od trzech bardzo powaznie. Jestem studentka kulturoznawstwa na specjalnosci Bliski i Środkowy Wschód. W tym roku bede probowala zdawac tez na etnologie(trzy lata temu niestety sie nie dostalam). Marze o mozliwosci doczepienia sie do jakiejs wyprawy, zeby zdobyc moze troche doswiadzcenia i obycia w podrozy. Od jakiegos czasu czekam na jakies wyprawy z uczelni, ale poki co instytut nie ma dotacji i nic sie przez to nie zapowiada. Moze ma Pani dla mnie jakies propozycje i bylaby Pani w stanie choc troche pomoc mi w sprawdzeniu czy to wlasnie jest moja droga zyciowaJ Pozdrawiam serdecznie.
Magda
Pani Magdo, czekanie to jedna z mozliwości. Byc może stanie sie coś takiego, że nagle zmaterializuje się Pani marzenie o podróżowaniu. Drugie wyjscie to szukanie sponsora. Pracochlonne i niepewne. Trzecie wyjście - które goraco polecam - to wzięcie spraw we wlasne ręce. Zaplanowanie wyprawy, sprawdzenie jak można ja urzeczywistnić i jakie pociąga koszty, a potem uczynienie z tego celu do zrealizowania. Praca i konsekwencja to klucze do sukcesu. Zycze spełnienia marzeń o podróżowaniu i żeby Pani odnalazla własną drogę przez zycie :)
Dzień Dobry! Jestem uczennicą gimnazjum i mam 16 lat. Właśnie czytam Pani książkę pt. "W dzungli życia". Chcę powiedzieć, że bardzo mnie ona ineresuje. Bardzo lubię zastanawiać się nie tylko nad własnym życiem, ale także nad życiem innych. A ta książka pomaga mi zrozumieć nie tylko samą siebie, ale także i innych. Naprawdę jest to bardzo ciekawa książka i z pewnością sięgnę jeszcze do innych Pani książek, które zapewne nie są mniej ineresujące od tej, którą aktualnie czytam:) Ciekawe są w niej również rysunki i zdjęcia. Jestem pełna podziwu i choć bardzo bym chciała nie jestem w stanie opisać wszystkiego co myślę o Pani książkach- w znaczeniu pozytywnym:) Życzę Pani kolejnych pisarskich sukcesów!
Z wyrazami szacunku Izabela
Dziękuję :) Z życiem to jest tak, że każdy musi je sobie jakos wymyslić i urządzić. Najgorzej jest nie robić nic, licząc że coś stanie się samo. Napisałam tę książkę wlaśnie po to, żeby powiedzieć takim nastolatkom jak Ty o tym wszystkim, co wydało mi się ważne :)
Dzieńdobry. Mam na imię Marta i pochodzę z Radomia. Ostatnio bardzo zaczęłam interesować się przyrodą i podróżami. Ciekawią mnie rzeczy na temat życia Majów Azteców Czy Inków. Często oglądam strony o tych rzeczach. Chciałabym zwiedzić Machu Picchu. A ile Pani ma lat? Pomyślałam że może kiedyś spełni się moje marzenie i wyjadę z Panią do Ameryki. Stąd moje pytanie Oglądałam wczoraj końcówkę programu na tele5 "TiVi sekcja" w którym Pani występowała dlatego przyszedł mi do głowy pomysł napisania do Pani tego e-maila. Wiem że Pani pewnie dostaje dużo takich listów od ciekawych ludzi ale chciałabym prosić o odpisanie jak najszybciej. Dowidzenia
Marto, Machu Picchu czy Meksyk wcale nie są tak daleko, jak się wydaje. Czasem wystarczy tylko podjąć decyzję i konsekwentnie ją realizować. Zycze Ci więc spełnienia marzen o podróżowaniu i do zobaczenia :)
Witam Pani Beato, Potrzebuję małej porady w związku z moją przyszłą podróżą i pomyślałam, że Pani będzi najlepszym doradcą :). Zacznę od tego, że nazywam się Asia, w tym roku, dokładnie za dwa tygodnie kończę studia (licencjackie) i zaraz po tym lecę do Irlandii zarobić pieniądze, a potem podróż. W podróż wybieram się z moim kolegą ze stiudów. Wcześniej troszkę podróżowaliśmy, ale to były mniejsze wyprawy po Europie (ja - podróż autostopem do Rzymu, kolega- autostopem na Hebrydy) i póki co nadal jesteśmy amatorami :). Mamy zamiar kupić bilet lotniczy- ważny przez rok czasu. Trasa jest następująca: Londyn - Delhi - lądem do Bangkoku - Tajpej - Tokio - Bangkok - Sydney - Auckland - Tahiti - Wyspy Wielkanocne - Santiago - lądem do Caracas - Kingston - Los Angeles - lądem do Nowego Jorku. Najbardziej nurtuje nas problem wizowy. A dokładniej - Stany Zjednoczone... Jak najlepiej przygotować się do rozmowy z konsulem, żeby bez problemu dostać wizę. I kiedy to zrobić? Przed pracą ? Czy z biletem w ręce przed samym wyjazdem? Boimy się, żebyśmy nie zostali odrzuceni, albo, że tylko jedna osoba dostanie wizę. I czy wiza do Stanów będzie wystarczającym dokumentem, aby wybrać się na Kubę? Drugi problem - sprzęt fotograficzny. Czy mogłaby nam Pani doradzić co wybrać, czy obudowa wodoodporna jest konieczna - ze względu na wilgotność powietrza ? Oglądałam ostatnio wywiad z Panią na onet.pl i mówiła tam Pani o bezpieczeństwie w trakcie podróży.. Amerykę Południową mamy zamiar przemierzyć za pomocą pociągów, autobusów czy autostopa. Spać chcemy głównie pod namiotami, gdzieś na uboczu, z dala od ludzi. Czy jest coś lub jakieś regionu, które szczególnie Pani by nam odradzała ? Mamy zamiar ominąć Boliwię i Kolumbię (może następnym razem :). I jak najbezpieczniej przedostać się z Peru przez Brazylię do Wenezueli ? Na podstawie mapy, którą obecnie posiadamy, zauważyliśmy tylko jedne miejsce we wschodniej części Brazylii. To chyba było by wszystko. Mam nadzieję, że przynajmniej w minimalnym stopniu rozjaśni nam Pani niektóre sprawy. Z góry dziękuję. I mam nadzieję, że do zobaczenia ( po powrocie chciałabym nazbierać troszkę pieniędzy i wybrać się z Panią na wyprawę, ale na razie to odległa przyszłość ). Pozdrawiam, Asia.
Przy rozmowie z konsulem nie kombinować za bardzo, uśmiechac się, patrzeć w oczy i lepiej uczciwie mówić prawdę. To tez tylko człowiek, który w dodatku ma odpowiedzialne zadanie, więc bywa zestresowany.
jedno tylko warto ominąć - albo jeszcze raz się zastanowić - Kuba wyklucza USA, to znaczy jesli chce Pani jechac na Kubę, to prawdopodobnie nie dostanie Pani wizy amerykańskiej. Te dwa kraje zerwały ze sobą stosunki dyplomatyczne i prowadzą rodzaj cichej wojny.
Zeby pojechac na Kube potrzebna jest karta turystyczna wydawana w konsulacie kubańskim (jest to rodzaj wizy).
Odradzam spanie "na uboczu" w Ameryce Południowej. Najbezpieczniej byłoby zatrzymywac się w anich hotelach - i nigdy w odludnych miejscach czy na pustych ulicach. Dobre przewodniki podają sprawdzone aresy. Szerokiej drogi!
Szanowna Pani Beatko, mam wielka prosbe.. Za pozno dzis wlaczylam Pani audycje w radio ZET. Zostala mi w uszach tylko wyspa jakiegos Polaka "Mojte Iti". Gdzie bym mogla odsluchac te rozmowe lub odczytac cos na ten temat. Bardzo lubie ciekawe tematy w Pani wywiadach. Pozdrawiam - Celina G.
Wyspa nazywa sie Moi Moana, a jej właściciel Stan Wiśniewski. Ma swoją stronę w inetrnecie, tam znajdzie Pani wszystko na jego temat :)
Całkiem niedawno skończyłam czytać Pani "Blondynkę na Kubie". To bardzo ciekawa i wartościowa książka, której na pewno nie wystarczy przeczytać raz, do takiej lektury po prostu się wraca. Dzięki Pani książkom znów zaczęłam czytać, bardzo dziękuję.
Serdecznie pozdrawiam, Dominika
P.S.: Szalenie podoba mi się to, co Pani napisała o świstakach
dziękuje :) Natura świstaków to moje najświezsze odkrycie :)
Bardzo lubię Pani niedzielne programy "Świat według BLONDYNKI" w radiu "Z". Ma Pani wspaniałą pracę. Myślę, że ją pani bardzo lubi.
Ja też robię to co lubię (jestem konstruktorem elektronikiem) tylko że zadowolenie było by pełniejsze gdyby w polskich firmach pracownicy na takich stanowiskach byli bardziej doceniani ( nażekam jak prawdziwy Polak co nie :-)).
Historia o tym, że jednak Pani wróciła do Polski bardzo mnie podbudowała. To Pani jest tym SŁONKIEM w moim (myślę, że nie tylko moim) życiu. Dziękuję. Jeżeli mam tylko taką okazję to słucham Pani audycji radiowych (także lubię oglądać prognozy pogody z Panią w roli głównej).
Z poważaniem radosny :-) Tomek z Dzierżoniowa (woj. dolnośląskie, 74 rocznik).
Do usłyszenia :-)
Dziękuję :) Tak, bardzo lubię moja pracę i zawsze z radością tu przychodzę :) Zauważyłam też, że najbardziej i najcvzęściej narzekają ludzie, ktorzy chcieliby, żeby coś się samo zmieniło i ułożyło najbardziej po ich mysli - ale nigdy nie przyjdzie im do glowy, żeby zakasać rękawy i samemu jakieś zmiany wprowadzić :) No i życzę bardziej doceniającego szefa :))
Witam Panią
Baaaardzo cieszę się że w przeciwieństwie do wielu dziennikarzy, ma Pani ten wspaniały dar widzenia lepszych stron otaczającego nas życia i dzielenia się spostrzeżeniami z innymi.
Pani uwaga o Polakach i Polsce, (Argentyna i polscy emigranci jako motyw przewodni) utwierdza mnie w przekonaniu że perspektywa i doświadczenie pozwalają tak właśnie widzieć naszą Ojczyznę i Rodaków.
Gratuluję wewnętrznego ciepła. :-) Niewielu zgryźliwców i zgorzknialców wie że ono pomaga żyć, lepiej żyć!
Ukłony
Polak
Dziękuję :) Widziałam wiele miejsc na swiecie i spotkalam wielu ludzi. I wiem, ze wszedzie znajdą się powody do narzekań i zmartwień. A Polska i Polacy na tle innych narodów naprawdę wygladają pozytywnie - mająwyobraźnie,odwagę i lubia pracować. Więc slusznie należy nam się Dzień Polaka :)
Dzien dobry, Postanowilem pojechac, decyzja juz prawie podjeta... Poznalem pania dzieki ksiazce "W dzungli zycia". Mieszkam we Francji od 4 lata - tu nie ma Radia Zet, ani Trojki wiec wczesniej wogole o pani nie slyszalem. Tak wiec ta ksiazka byla dla mnie wielkim odkryciem. Niby wskazowki zawarte w niej mozna spotkac w wielu ksiazkach czy filmach, jednak tu pierwszy raz spotkalem sie z praktycznym podejsciem, troche jakby "Szczescie w 10 krokach"...
Musze przyznac ze podczas lektury chodzilem przez wiele dni nieprzytomny, zbuntowany i niezadowlony - ksiazka otworzyla mi oczy na to jak naprawde toczy sie moje zycie i stwierdzilem ze to na pewno nie ja je wybralem... W sumie z zewnarz wszystko wyglada super - pracuje we Francji, mam dobrze platna i odpowiedzialna prace w informatyce, w znanej firmie, wlasciwie jak na 26 lat duzo zrobilem... Jednak tego kogos nie ja stworzylem lecz moi rodzice, ktorzy sa bardzo zadowoleni z kariery syna...
A co sie podzialo z moimi zajeciami z teatru ktore musialem przerwac, dzialalnosci w organizacjach na ktore nie mam czasu,wyprawami, na ktore nie pojechalem... Widze siebie teraz bardziej na manifestacjach przeciwko temu co sie dzieje w Polsce, na wymarzonych studiach socjologicznych, niz za tym samym biurkiem 9 godzin dziennie 5 dni w tygodniu... Od ukonczenia studiow 2 lata temu czuje ze ta praca to nie to, jednak boje sie zmienic... Szukam siebie w dalszym ciagu, wlasciwie to teraz najchetniej bym zdal mature i poszedl na studia ktore by mnie naprawde interesowaly...
Dlatego postanowilem jechac do Amazonii, zobaczyc, sprobowac... Dalej szukac siebie... Nie wazne czy do Amazonii czy Ustki, wazne by z daleka od siebie ktorego nie lubie i nie akceptuje... Nie wiem czy w Polsce wyszedl juz film C.R.A.Z.Y (swietny!!!) - tam glowny bohater jest w bardzo podobnej sytuacji, i postanawia wyjechac na pustynie by odnalezc siebie...
Pozdrawiam z Tuluzy i do zobaczenia wkrotce. Jurek > > > > ps. Szczerze mowiac, boje sie. Pajakow, komarow, wezy, gepardow... Ale > taka > > jest byc moze cena odnalezienia siebie. > >
Panie Jurku, amazonskie pajaki i moskity sa jak lekarze dla duszy i potrafia pomóc :) Ciesze sie, ze sie spotkamy w dzungli. Do zobaczenia!
Dzień dobry Pani Beato!
Piszę do Pani, gdyż nie wiem już jak mogę zrealizować moje marzenie. Jest nim podróżowanie po ciepłych krajach, badanie tamtejszych roślin i zwierząt. Bardzo interesuję się biologią i nauką. Mam 14 lat i chcę już teraz zacząć się kształcić, aby w przyszłości móc tak jak Pani podróżować, tylko co mam robić? Jakich języków się uczyć, do jakiej klasy pójść w liceum, co mogę studiować? Byłabym bardzo zobowiązana, gdyby zechciała mi Pani pomóc, gdyż z całego serca pragnę urzeczywistnić moje sny.
Z wyrazami szacunku
Julia
Julio, musisz pytac swojego serca. Żaden czlowiek nie zna odpowiedzi na to pytanie - oprócz Ciebie. Jezeli fascynuje Cie biologia, ucz się. Szukaj ksiązek, wiedzy, rozwijaj swoje zainteresowania. Znajomośc kazdego obcego języka wzbogaca życie, a zwykle jesli zna się jeden obcy język, ma sie ochotę poznać następny. Najważniejsze jest to, żeby znaleźć swoją pasję i rozwijać swoje talenty. Nic nie przychodzi samo. Do osiągnięcia sukcesu potrzeba dużo pracy - życzę Ci więc, żebyś znalazła w sobie wystarczająco dużo wytrwalosci i sily, żeby zrealizować swoje plany.
Nie czytałam pani książek, nie słuchałam audycji, a co najśmieszniejsze do nie dawna nawet nie wiedziałam nawet, że istnieje ktoś taki jak Beata Pawlikowska. Dziwne? Niekoniecznie... Słucham innego radia, telewizję oglądam rzadko, jeszcze rzadziej czytam jakiekolwiek gazety a z skojarzeniem jakichkolwiek nazwisk mam naprawdę problemy, dobrze, że chociaż swoje pamiętam. Dlaczego więc piszę? Podzielam pani pasję, kocham podróże (na dzień dzisiejszy palcem po mapie), inne kultury, kocham poznawać ciekawcych ludzi i nowe rzeczy. Jest pani dla mnie wielkim autorytetem i nadzieją na spełnienie moich marzeń. Jest pani żywym dowodem na to że "można!" i "warto!". Czytam wiele książek które mniej lub bardziej opisują podróże, inne kultury, narody. Mam 19 lat i na swoim koncie stosy niemal pochłoniętych takich opisów wypraw. Pani determinacja daje mi siłę i wiarę we własne (w tej chwili bądź co bądź mało realne) plany. Jest pani jedną z niewielu osób które naprawdę szanuję (nie wspominając już o podziwie). Przesyłam pozdrowienia bo życzyć nie mam już chyba czego. Pani życie jest jedną wielką przygodą której pozazdrościć może niejedna taka Ula jak ja
Dziękuję :) Każdy czlowiek ma w sobie siłę, żeby spełniać swoje marzenia i układac swoje życie tak, jak najbardziej pragnie. Trzeba tylko te siłę w sobie odszukać. Tego Pani zyczę :) Niech się Pani nie poddaje, warto szukac swojego szczęścia :)
Pani Beato! Wspaniała chwila na pisanie listu - jestem sama w domu, jak w kapsule, bo za oknem ściana deszczu, a z odtwarzacza sączy się Mozart. Trafiłam na Pani książkę przed wyjściem z EMPIK-u. Czekałam na znajomego, chodziłam wzdłuż półek z ksiązkami szczególnie polecanymi przez EMPIK, i przeglądałam je. Przejrzałam "Wdżungli zycia", zaczęłam czytać, i z ksiązką w ręku pomaszerowałam na kanapę, na której siedziało już stadko takich jak ja "przypadkowych czytelników". Pani Beato, wciągnęła, wręcz wessała mnie ta ksiązka. Mam 31 lat i moze według niejednej klasyfikacji nie jestem już "dziewczyną", ale widocznie jestem "niektórą dorosłą", bo czułam, jakby była napisana dla mnie i do mnie. Ta ksiązka byłą mi bardzo potrzebna. Jest w niej tyle pokrzepienia, tyle dobrej energii, że niemalże czuje sie ją w trakcie czytania płynącą we własnych żyłach. Podczas czytania jej zastanawiałam się nad sobą, bo czułam, że ta książka porusza coś we mnie, co dawno już zastygło, i wiem, ze włąśnie to zastygnięcie jest przyczyną wielu braków w moim zyciu. Żyję z uczuciem pustki, jakie Pani opisuje w swojej książce, Pani uporała sie z nim juz wiele lat temu, ja ze wstydem muszę powiedziec, że nie zadałam sobie w odpowiednim czasie tych pytań, jakie Pani sobie zadała, i... chociaz staram się to uczucie w sobie zagłuszać, to mam żal do siebie, ze nie robię w życiu tego, co lubię, tego co chciałam robić. Nie pojdę teraz raczej na psychologię, co było moim marzeniem, bo "utknęłam" na urzędniczej posadce w małej miejscowości, z niedużym dochodem, daleko od wiekszych uczelni, jako żona i matka. Może kiedyś jednak będą jeszcze sprzyjające okoliczności, by to zrobić. Tak całkowicie to raczej nie tracę nadziei. Nie wprowadze też w życie mojej pasji pisania z ludźmi, do ludzi, i dla ludzi. Ale nie jest beznadziejnie - mogę wrócić do nauki języka angielskiego, która kiedys sprawiała mi bardzo duzo radości. Zaczęłam więc od odgrzebania w piwnicy moich materiałów do nauki jezyka. Dziś, leżąc w łózku na zwolnieniu lekarskim, czytając Pani książkę "Blondynka Tao - Rajd samochodami przez dżunglę w Malezji" trafiłam na rozdział "Tao, czyli droga". Z taoizmem spotkałam się już wczesniej oczywiście, bo któz się z nim nie spotkał? Wspaniale było czytać ten rozdział. Najtrudniejszą chyba rzeczą, i jednocześnie - gdy się to już zrobi - najprostszą jest pozwolić porwać się nurtowi wydarzeń, uwierzyć w sens wszechświata jako całości, który "zna drogę", zna swój, i jednocześnie nasz cel. To jest tak, jak położyc się pierwszy raz swobodnie na wodzie, gdy sie jeszcze nie potrafi pływac, i gdy człowiek tak bardzo boi się wody jak ja. Ale gdy to się uda, widać poźniej, że każde zdarzenie w naszym zyciu, nawet te drobne, ma swój ukryty sens, i szczęscie, spokój, czuje się już w momencie, gdy człowiek przestaje walczyć, gdy się temu nurtowi zdarzeń, świata, podda. Czasem mi się to udaje. Myślę, ze warto byłoby wprowadzic to w nawyk. Pani Beato, nie pomyliła się Pani - przede wszystkim powinna Pani pisać. Podróżować i pisać. Daje Pani w swoich książkach dużo wiary siły i pozytywnej energii. Życzę Pani mnóstwo "płodności pisarskiej". A sobie, żebym miała dane w życiu być w pobliżu takich ludzi jak Pani. Goska.
Pani Małgosiu, głęboko wierzę w to, że świat, rosliny, zwierzeta i ludzie w nim mieszkający stanowią jedność i wzajemnie na siebie działają. Problem polega na tym, że zyejmy w świecie pełnym nieustannie atakujących bodźców i dlatego zatracilismy poczucie harmonii i umiejętność czerpania z siły, jaka nas otacza. Dlatego trzeba próbować uwolnic się od agresywnych przejawów cywilizacji, zagłebić w siebie, wsłuchać w swoją duszę i odnaleźć tam to wszystko, czego nam brakuje - albo sposoby na to, żeby to osiągnąć.
I tego Pani życzę :) Ludzie zatracaja się w walce z niewaznymi sprawami, i wtedy brakuje im czasu na to, co uważają za naprawdę ważne. Czasem wystarczy tylko odwrócić proporcje :)
|